V8Speed
Ostatni salon motoryzacyjny Lipsku odbył się w 2014 r.
LAMBORGHINI MUZEUM
SANT'A AGATA BOLOGNESE
Gorące powietrze Emilii-Romanii, zapach asfaltu i benzyny unoszący się w powietrzu. Wchodząc do muzeum Lamborghini, czujesz się jakbyś przekraczał granicę między rzeczywistością a snem. To miejsce nie jest zwykłą ekspozycją – to świątynia prędkości, odwagi i szaleństwa, które od ponad sześćdziesięciu lat definiują tę markę. Parter i piętro ociekają historią najważniejszych egzemplarzy. Najwięcej jest tych nowożytnych. Limitowanych. Cudownych. Wnętrze muzeum jest minimalistyczne, ale pełne napięcia – jakby każdy samochód miał zaraz ruszyć z miejsca. To, co uderza najmocniej, to energia . Nie tylko w formie silników V12, ale w sposobie, w jaki Lamborghini pokazuje swoje DNA – bunt, emocje, bezkompromisowość. Widzisz tu nie tylko samochody, ale idee, które zmieniały świat motoryzacji. Spacerując między eksponatami, czujesz, że każda linia karoserii to manifest – „nie idź za innymi, twórz własną drogę”. Wizyta w Sant’Agata Bolognese to nie tylko podróż w czasie, ale spotkanie z legendą, która wciąż oddycha ogniem. Lamborghini nie pokazuje przeszłości – ono ją rozpala na nowo. Nie ma co udawać, że gdyby nie wkład Audi AG Lamborghini nie byłoby do śmiechu. Muzeum jest warte obejrzenia przez każdego fana czterech kółek. Zdecydowanie i odważnie zostały zaprezentowana kluczowe modele dla marki, w tym wyjątkowe Diablo GT, czy Miura. Muzeum generuje bardzo dużą dawkę energii oraz pozwala zrozumieć czym dla Lamborghini jest aerodynamika. Doskonale to widać po zaprezentowanych konceptach oraz drogowych modelach. Zapraszam do galerii. Tip: najlepiej kupić bilet łączony muzeum Ferrari i Lamborghini, w kieszeni zostanie trochę Euro.
Zdjęcia: autor
26.07.2026 r.
FERRARI MUZEUM
MARANELLO
Lipiec, rozgrzane powietrze Emilii-Romanii, a w tle czerwień, która od dekad definiuje pojęcie pasji i prędkości. Wchodząc do muzeum Ferrari, spodziewałem się eksplozji historii – setek modeli, które tworzyły legendę marki. Tymczasem rzeczywistość okazała się bardziej stonowana. Były oczywiście perełki: F40, F40SC, F80, 12 Cilindri, SP2 Monza, F12 tdf, 458 Pista– każdy z nich zachwycał detalem, proporcją i aurą mocy. Ale zabrakło kilku ikon, które powinny być tu obowiązkowo – Enzo, LaFerrari, 599, 430 Scuderia, 812 Superfast, 250 GT0. Ich brak sprawił, że ekspozycja wydawała się niepełna, jakby ktoś opowiedział tylko połowę historii. Poczułem niedosyt. Maranello wciąż tętni emocjami, wciąż pachnie benzyną i dumą, na każdym kroku widać, że ludzie uwielbiają te samochody i tak samo jak przyjezdni odwracają głowy za jeżdżącymi prototypami, jak i seryjnymi modelami. Samo muzeum, choć dobrze rozreklamowane oraz z odpowiednią aurą to jednak nie spełniło pokładanych w nim oczekiwań. Zbyt mało eksponatów jak na markę, która przez ponad siedem dekad budowała mit „ognistego rumaka”. To miejsce wciąż ma magię – elegancję, perfekcję, włoski temperament – ale tym razem zabrakło tej iskry, która sprawia, że Ferrari potrafi poruszyć duszę. Wychodząc na rozgrzany asfalt, pomyślałem: Ferrari zasługuje na muzeum, tak monumentalne, jak jego historia. Zapraszam do galerii. Tip: najlepiej kupić bilet łączony muzeum Ferrari i Lamborghini. Bilet online – wchodzisz bez stania w kolejce.






















































































































































































































































































