V8Speed
REVIWES
Obszar testów z każdym miesiącem zwiększa się o nowe modele, które wchodzą na rynek lub modele, które są kluczowe dla danego segmentu.
Zapraszam do lektury, która będzie z pewnością satysfakcjonująca dla każdego fana czterech kółek. Testy modeli Mercedes, Mercedes-AMG oraz Mercedes-Maybach znajdują się na tej stronie, ale możesz je również przeczytać klikając na nazwę modelu lub zdjęcie wybranego auta, a test pojawi się w osobnym oknie.
Moje pierwsze starcie z modelem CLE w styczniu 2024 r. potwierdziło, że nie ma sensu kupować najsłabszych wersji z cennika. A w przypadku Mercedesa oznaczenie 200 oznacza słabość podczas przyspieszania, brak elastyczności oraz turbo dziurę mierzoną kalendarzem. I pomimo faktu, że model CLE 200 miał naprawdę dobrze wykonane wnętrze, to jednak silnik zdecydował, że taka wersja w ogóle powinna być nieoferowana rynkowi. Co innego natomiast jest z wersją AMG. Oczywiście niesprawiedliwe byłoby porównanie 1:1, bowiem AMG to inne liga, ale to też nie jest AMG w wersji 63, a 53. Tym samym pod maską nie znajdziemy 8 cylindrów, ale rzędową szóstkę. AMG CLE 53 to wstęp do tego, czym może być wersja 63. A naprawdę model CLE ma potencjał, aby stać się gorącym AMG, które będzie zionąć ogniem oraz głębokimi basami przy każdej redukcji czy wciśnięciu gazu w podłogę. CLE 53 4Matic+ także startuje z wysokiego poziomu wyposażenia i wykonania wnętrza. Czarne nadwozie może nie jest specjalnie ciekawe, ale w środku mamy już czerwony kolor pasów bezpieczeństwa, skórę, skórę, skórę, skórę oraz wysokiej klasy materiały wykończenia. Naprawdę byłbym pozbawiony mózgu, gdybym miał do czego się doczepić. W sam raz na to, co ma oferować oznaczenie AMG 53. Nie wspominam o takich błahostkach, jak masaż czy wentylacja siedzeń. W trybie Sport+ CLE 53 porządnie kopie w plecy oraz wydaje basowy, głęboki gang. Nie jest taki, jak w przypadku wersji 63, jednakże rzędowa szóstka AMG także pokazuje na jakiej skali radości z jazdy się znajduje. Mercedes-AMG CLE 53 oferuje 3.0 R6 Mild Hybrid generujące systemowo według wzoru 330 kW + 17 kW (449 KM + 23 KM). A zatem jest to 472 KM (347 kW), 560 Nm, 4,2 s. do pierwszej setki, wsparte inteligentnym napędem na wszystkie koła AMG Performance 4MATIC+ z w pełni adaptacyjnym rozdziałem mocy i zwinnym tylnym układem kierowniczym. AMG oferuje kilka ciekawych rozwiązań, które aż kuszą do skorzystania. Chodzi o AMG Dynamic Select. Tryby SPORT i SPORT+ zmieniają doznania, poprawiając reakcję silnika, zmianę biegów oraz finezję (a może twardość) zawieszenia i układu kierowniczego. Skrzynia automatyczna AMG SPEEDSHIFT TCT 9G z niezwykle dopasowaną do obrotów technologią zmiany biegów, a także trzystopniowy parametryczny układ kierowniczym AMG o zmiennym przełożeniu i zawieszenie AMG RIDE CONTROL z adaptacyjnym tłumieniem. Dźwięki AMG Real Performance Sounds w połączeniu z 3,0-litrowym 6-cylindrowym silnikiem rzędowym gwarantują niezłe doznania. Dla ruszenia zmysłów w CLE mamy efektowny układ wydechowy AMG z podwójnymi, okrągłymi końcówkami rur wydechowych. 53 to całkiem zgrabna koncepcja samochodu będącego przecież pochodną klasy C i E. Wnętrze to cała C. Wielkość (długość) trochę choć trochę przypomina z wyglądu klasę E i stąd może potęgować efekt przynależności do innego segmentu, niż jest w rzeczywistości. Tak naprawdę w chwili obecnej to jest jedyne coupe w Mercedesie. Nie ma E coupe oraz S coupe. W ogóle samochody coupe to raczej zabawki niż wersje do codziennego użytkowania. Ograniczeni jesteśmy ilością przestrzeni, a raczej dostępem do niej. Jednakże bez takich samochodów świat motoryzacji byłby po prostu smutny i nudny. Bardzo pozytywnie ocenia się takie samochody już po samych obrazkach w Internecie. Jednakże prawda jest taka, że w szczególności wersje coupe należy zakwalifikować w odpowiednie miejsce na skali radości z jazdy, po pierwszej i następnych jazdach. I jeśli od tego modelu będzie się oczekiwać takich reakcji silnika czy uderzeń w plecy podczas przyspieszania, jak przykładowo od AMG GT 63 S, to będziemy zaskoczeni i nasze pozycjonowanie na skali radości zjedzie bardzo w lewo. Natomiast jeśli podejdziemy do tego w sposób nazwijmy, to matematyczny, czyli ocenimy suche dane techniczne i na podstawie tego, znajdziemy mu odpowiednie miejsce w skali radości i szczęścia, to jazda testowa może to albo potwierdzić, albo jeszcze bardziej go przesunąć w porywające ramiona prawej strony. AMG CLE 53 jest bardzo dobrym produktem, jeśli będzie traktowany jako przekąska, przed głównym daniem, czyli wersją CLE 63. Jednakże ta przekąska, może być naprawdę wystarczająca i po jej konsumpcji nie będziemy sięgać po danie główne. I to będzie super i prawidłowe. Ale jeśli nasze oczekiwania względem 53 będą o 10 punktów wyższe i zatrzymają się w rejonie wierzgającego i ostrego 63, to zawiedziemy się konstrukcją tej przystawki. Jak się przed tym przestrzec? Proste, nie oczekujemy od 53, tego co oferuje 63. Zatem czy 3.0 R6 może być prawdziwym AMG? Tak, ale musimy zrozumieć, że to będzie AMG o 10 punktów niżej niż te, do którego od dekad przyzwyczaił nas Mercedes. Podobnie jest w BMW M, mamy wersje M oraz M Competition. I ta druga jest poezję ekstremalnych czy radyklanych (w zależności od gabarytów) przeżyć. O kurdę, Audi ma RS i RS performance….Nic w tym złego. Marketingowo to się opłaca. Więcej osób stać na AMG, M czy RS. A Ci, którzy doskonale wiedzą o co kanam, i tak sięgają po najwyższe wersje! I każdy jest zadowolony. CLE 53 jest oczywiście lepszy niż CLE 200, a wyposażone w środku mogą mieć tak samo. Na plus dla wersji 53 jest cena, która nie łamie kolan oraz nie powoduje utraty świadomości, lekko ponad 400 tys., zł. Co naprawdę jest dla mnie zaskoczeniem, bowiem testowane AMG 53 było bardzo dobrze wyposażone oraz dopieszczone w środku. Więc cena mogłaby sięgać 500 tys. co też nie uważam, za jakiś minus. To porostu bardzo dobry model, który cenowo także jest poprawie pozycjonowany. A pamiętam, że CLE 200 był również bardzo dobrze skrojony, ale cenowo sięgał (przez dodatkowe wyposażenie) ceny wersji 53….a nie potrafił jeździć. AMG 53 to koncepcja, która z jednej strony zastępuje mocniejsze wersje benzynowe z oznaczeniami na przykład 450 czy 500, a z drugiej strony może nieco spłaszczać samą ideę AMG i modeli oznaczonych 63. Jednakże zwiększa dostępność takich samochodów dla szerszego grona odbiorców. Ja miałem nieschodzący uśmiech jeżdżąc nim, a w szczególności zrównując prawą stopę z podłogą. Nie powiem, że jest zajebisty, ale powiem, że jest bardzo dobry! W końcu pojawił się Mercedes, który wskrzesza pozytywne, sportowe emocje. W końcu Mercedes, który nie jest SUV, a klasycznym coupe, które doskonale pasuje do swojej roli, czyli samochodu dającego przyjemność z jazdy. W końcu Mercedes, którego można nawet pożądać. A z pewnością, za którym się obejrzysz na ulicy. Naprawdę w końcu emocje wróciły do Mercedesa. Emocjonalnie wspaniały, zdecydowanie mniej charyzmatyczny niż klasa G, ale na pewno ciekawszy niż każda C i E razem wzięte (oczywiście bez wersji 63). Tylko przy zakupie, wybierzcie każdy inny kolor oprócz czarnego, bowiem pozbawia go powabności!
Gang silnika: 4/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 4/5
Wykonanie wnętrza: 4,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes-AMG CLE 53 4Matic+:
3,0 R6 Biturbo, 472 KM, 560 Nm, 4,2 s. 4Matic+, V max. = 250 km/h
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Grudzień 2024 r.
Bartosz Jagodziński
Definicja słowa kultowość oznacza, tyle że jest to cecha czegoś, co jest uznawane za warte kultu - wielkiego szacunku. Jednocześnie dla niektórych może być to obiekt marzeń, westchnień lub coś, co dorobiło się wielkiego uznania, poprzez swoje kompetencje, możliwości oraz doświadczenie, ale także i wpływ na ogół społeczeństwa. To coś może być na przykład samochodem. Samochodem terenowym. Tym prawdziwym, a nie SUV-em. Taki właśnie jest Mercedes G. Klasa G jest od 45 lat samochodem, który w swej praktycznie niezmienionej postaci nadal wzbudza podziw, emocje oraz pożądanie. Ten model jest tym dla Mercedesa, czym 911 dla Porsche. Zatem przez ostatnie ponad cztery dekady widzieliśmy już wiele wcieleń tego samochodu. Najzabawniejsza to AMG: G 63 6x6, totalnie bezużyteczna to też AMG tyle, że G 63 z V8 Biturbo. Istnieje jeszcze trylion interpretacji Brabusa na temat klasy G z mocami 700, 800, czy 900 KM, wszystkie bezsensowne, bowiem stworzone na bazie G 63. Ale Mercedes wkraczając w sferę samochodów elektrycznych, stworzył klasę G ładowaną z gniazdka i nazwał ten produkt G 580 EQ. Po co? Może to nie jest pytanie zasadnicze, a prawdziwe winno brzmieć: czy to ma sens? Elektryk w terenie? No cóż, moje wrażenia z jazdy, nie tylko po równej obwodnicy Wrocławia, ale i po zdewastowanej nawierzchni będą stanowiły jakąś część odpowiedzi na to pytanie. Bowiem o głębszy sens kultowych rzeczy nie ma co pytać. Dodam, że nigdy nie byłem miłośnikiem samochodów 4x4. Te prawdziwe się tak kurczą na rynku, jak zapasy śniegu na święta, które natura zgromadziła w 2022, 2023 r. Druga sprawa, to że zostały wyparte przez ogromną obecność modeli SUV, które albo mają stały albo dołączany napęd 4x4, albo w ogóle takiego nie mają. Ale wracając do klasy G, to mimo że taki rodzaj samochodu jest specyficznym produktem uważam, że najlepsza jej wersja to G z najmocniejszym silnikiem Diesla. Nawet z V8. Tak skomponowany samochód ma sens w zakresie właściwości terenowych oraz pracy jaką ma wykonywać w trudnym terenie. Natomiast testowana wersja G 580 EQ to pojazd całkowicie elektryczny. Ogromna siła 1164 Nm, moc 588 KM przekłada się na zalety najmocniejszego Diesla, w takim sensie, że przejechanie bezdroża z przyczepą wypełnioną na przykład drewnem, czyli wykonywaną faktyczną pracą tego samochodu poprzez Nm, a nie KM, jest tym, czego się po nim oczekuje. 580 EQ jest najcięższą klasą G dostępną na rynku. Na dzień dobry waży 3085 kg. I teraz tak, malkontenci już się uruchamiają widząc te liczby, ale zanim coś jękną, dodam, że podczas jazdy nie czułem tych ponad trzech ton. Co więcej, byłem tak nim zafascynowany jak niemowlak kolorową kartką. Hamulce poprawnie reagowały na masę samochodu. I nawet niepełne wciśnięcie hamulca już generowało pożądany efekt. Nie tak jak w przypadku elektrycznego EQS SUV, gdzie dopiero po chwili auto zaczyna hamować. Mercedes G to bardzo duży samochód. Siedzi się jak, w małej ciężarówce. Widok z góry jest wręcz odrealniony od tego, który znasz prowadząc samochody osobowe. Nawet w BMW XM (mam wrażenie), że siedzi się niżej, a jest to potężne auto. Prawie pionowa przednia szyba, pudełkowata konstrukcja wnętrza i ten widok w przód, na długa maskę oraz na archaiczne, jak na XXI wiek kierunkowskazu powodują, że czujesz się jakby zamknięty w lub zawieszony w czasoprzestrzeni i dodatkowo cofnęło Cię o 45 lat w czasie. Oczywiście całe wnętrze to typowy Mercedes XXI wieku (czyli ekrany, system MBUX, skóra, włókno węglowe, wygodne fotele z pompującymi się boczkami przy wchodzeniu w zakręt itd.), ale przestrzeń jaka Cię otacza jest praktycznie nierealistyczna do uzyskania we współczesnych konstrukcjach nadwozia. I właśnie ten element – tej niebywałej przestrzeni zrobił na mnie największe wrażenie. Sądziłem, że duże w środku jest X7, jednakże klasa G udostępnia Ci swój obszar czy wręcz terytorium, bowiem o przestrzeni to już nie ma co mówić, w zupełnie inny sposób. Jest jej na tyle dużo, że zastanawiasz się czy faktycznie tego potrzebujesz. Model ten i nawet w wersji G 580 EQ jest samochodem, tak kultowym, jak Star Wars, jak Child in time lub Smoke on the water Deep Purple, jak wcześniej wspomniane Porsche 911, czy 911 Turbo. To element światowej cegiełki w motoryzacji. Podejrzewam, że gdyby do zderzaka doczepić pług, ten EQ bez trudu odśnieżyłby górską, krętą drogę. Jednocześnie bez tego pługu, jego praktycznie pionowa ogromna maska spycha wszystko, co się porusza przed Tobą. Tego nie widać z zewnątrz, ale będą w środku i spoglądając na drogę wszystkie samochody wydają się jakieś zmniejszone. G 580 EQ jako samochód, który pełniłby służbę w mieście będzie dramatem. Poprzez swoje gabaryty. Jeśli posiadasz kilka hektarów ziemi pod lasem, a do tego jakieś bajorko czy strumyczek, to zaczyna się obszar, w którym ten dziedzinowy samochód będzie się fantastycznie realizował. Terenowy elektryk z imponującą głębokością brodzenia wynoszącą 85 cm (aż o 15 cm więcej niż w wersji spalinowej) spełnia się znakomicie podczas przejazdu nieistniejącymi drogami czy szlakami. Powiem szczerze, że ta wersja z jednej strony jest całkowicie pozbawiona logiki, ale z drugiej strony bardzo dobrze wpisuje się w warunki, w których mieszkasz poza terenem utwardzonym, masz swoją fotowoltaikę i wykonywany zawód lub hobby wiąże się właśnie z przemieszczaniem w bardzo trudnym terenie. I praktycznie w takim połączeniu ten samochód ma sens, jako auto całościowo stworzone do pokonywania trudnego terenu i dla tego terenu. Reszta to marketing i nastawienie Mercedesa na elektromobilność oraz udowodnienie, że nawet z tak kultowego auta, jak klasa G, można zrobić sprawne elektryczne auto. Dodatkowo wersja G 580 EQ wydaje się sensowniejsza niż G 63, z tego względu, że w EQ pozostaje nadal w swojej przestrzeni – jest prawdziwą terenówką 4x4, a nie terenowym samochodem udającym sportowca, którego pudełkowata konstrukcja zaczyna przerażać przy większych prędkościach i zakrętach. G 63 to samochód, który pozwala na to, aby Twój status finansowy był ogólnie widoczny dla każdego. Natomiast wersja elektryczna tego klasyka, jest niszowym rozwiązaniem, które musi znaleźć swojego odbiorcę. Odbiorcę, który doskonale zna klasę G i jej możliwości, które są faktycznie mu potrzebne. Bo normalnie, ani to szybko nie pojedzie, ani wszędzie nie zaparkuje, ani…ale czy w przypadku kultowej rzeczy ważna jest jej uniwersalność? Przecież nie każdy ogląda Star Wars, czy słucha Deep Purple, ale większość wie, o co kaman, nawet hasłowo. I chyba tak samo jest z klasą G. Czy zatem marketingowe G 580 EQ ma szansę stać się też kultowym elektrycznym terenowym samochodem 4x4? Pop kultura dziwnie funkcjonuje, ale na pewno nie racjonalnie. Klasa G zasłynęła ze swoich możliwości jazdy w terenie, które przez ostatnie 45 lat są udoskonalane. Do tego jej konstrukcja, praktycznie taki sam kwadrat na kołach od dekad. Prowadząc ją (z perspektywy kierowcy) ma się wrażenie jakby kamienica poruszała się po drogach, jednakże w odbiorze ruchu ulicznego, to po prostu kolejne duże auto. Ale właśnie to jej element charakterystyczny. Zatem więc w XXI wieku otrzymujemy model G 580 EQ, który nie wywraca nic do góry nogami, nie powoduje też, że zamarza piekło (taki opis testu tego modelu znalazłem w sieci), ani nie zmienia reguł gry. Ot, po prostu wersja elektryczna, na czasie. Tak naprawdę G 580 mi zaimponował wielkością, doniosłością oraz elastycznością (jak na startowe 3085 kg). Czy zatem dopadł mnie to efekt klasy G? Może i tak, ale nie przekonał mnie do siebie w zakresie chęci posiadania go, jako Mercedesa. Jednakże gdybym potrzebował go na hektarach po lasem, to już zupełnie inna kwestia, dlatego że nie wjechałbym tam żadnym innym SUV-em. A nim bez problemu. Tak naprawdę, w terminologii Mercedesa, jego prawidłowa nazwa to G 580 z technologią EQ. Czyli energia elektryczna do (wykorzystana) w trudnym terenie, bez kompromisów w zakresie swoich kultowych, legendarnych możliwości. I takiego G z technologią EQ można jeszcze bardziej zkultować, za pomocą aż 28 różnych lakierów, i licznych wersji wykończenia wnętrza z palety MANUFAKTUR. Warto dodać jeszcze, że dzięki Electric Dynamic Select zmieniamy właściwości jezdne samochodu. Pięć programów – Indvidual, Sport (a jakże, dynamiczniej działa pedał gazu i co prawda sztuczny, ale słychać przyjemny dla ucha dźwięk), Comfort, Trial i Rock, zmienia charakterystykę napędu, układu kierowniczego i jezdnego. Oczywiście można regulować także rekuperację energii hamowania za pomocą przełącznika przy kierownicy. Na koniec kilka faktów. Sztywna oś tylna, wykorzystująca zawieszenie De-Dion. Wyposażona jest w oddzielne półosie, dzięki czemu tylne silniki elektryczne można było przykręcić bezpośrednio do podwozia, a takie rozwiązanie zapewnia, że niezależnie od ruchu zawieszenia koła zachowują stały kąt pochylenia i zbieżność. W EQ wykorzystano zabezpieczenie podwozia wykonane z mieszkanki materiałów z zawartością karbonu. W końcu ma wjeżdżać w bezdroża. Zwiększa to sztywność, zmniejsza masę i zabezpiecza przed korozją. Spód płyty podłogowej ma 26 mm grubości, waży ok. 58 kg i jest przymocowany do ramy podłużnicowej. I jeszcze warto wspomnieć o systemie eDrive, w którym cztery pojedyncze silniki elektryczne są umieszczone w pobliżu kół. Wektorowanie momentu obrotowego reguluje moment obrotowy indywidualnie na każdym kole, chodzi o to, że system ten zawsze kieruje moment do kół z trakcją zapewniając najlepszy (możliwy w danych warunkach) napęd. To po prostu klasyczna klasa G, tyle że na prąd.
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: -/5 Kultowość 5/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3,5/5
Wykonanie wnętrza: 4,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes G 580 z technologią EQ:
588 KM, 1164 Nm, 473 km zasięgu, waga 3085 kg, napęd 4x4, Vmax= 180 km/h, 4,7 s. do setki
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Listopad 2024 r.
Bartosz Jagodziński
Mercedes EQC to w chwili obecnej najstarszy model gamy EQ. A jednocześnie model, którym Mercedes zaczął tworzyć klasę EQ, która w chwili obecnej sięga od EQA, przez EQB do EQE, EQE SUV, EQS, EQS SUV, EQS SUV Maybach. A nadchodzące nowe EQ to klasa G. Nie można nie wspomnieć o wersji EQV, ale to już inna historia. EQC, bowiem od niego zaczęły się elektryczne Mercedesy w chwili obecnej pełni rolę dziadka wśród wszystkich EQ. Warto wspomnieć, że model ten stworzony został jako elektryk, ale na linii produkcyjnej oraz z elementami konstrukcyjnymi z samochodów spalinowych. Charakterystycznym detalem są wąskie reflektory okalające imitację atrapy chłodnicy oraz pas tylnych lamp biegnący przez całą klapę bagażnika. Dopiero kolejne generacji EQ powstają już jako niezależne projekty elektryczne. EQC mimo swojego wieku, o czym mówi wnętrze oraz zastosowany system multimedialny, ma do zaoferowania całkiem niezły potencjał, bowiem jest to 408 KM oraz 765 Nm oraz napęd 4Matic. O ile 400 KM to w obecnych czasach elektryków wartość, co najmniej przyzwoita, to ponad 760 Nm nadal stanowi ciekawy kąsek. Co prawda nie są one tak sportowe, jak w modelu AMG EQE SUV 43, ale nadal pomimo swojego wieku mają werwę i potrafią delikatnie acz znacząca kopnąć pasażerów w plecy. Design EQC jeśli się go postawi obok najnowszych EQE czy EQS w wersji SUV bardzo odstaje i nic nie ukryje tego, że model ten sięga 2019 r. Oferowany tylko w wersji 400 lub 400 Sport ma te same parametry, czyli wspomniane 408 KM (300 kW) oraz 765 Nm, pojemność netto wysokonapięciowego akumulatora to 80 kWh. Zasięg deklarowany to 450 km, ale można to schować między fantazyjne bajki. Produkcja została zakończona po 4 latach. Bardziej dopracowane oraz nowocześniejsze serie EQ stanowią w chwili obecnej trzon sprzedaży u Mercedesa. EQC specjalnie nie zachwyca designem, ale w 2019 r. był to naprawdę przełomowy widok. Tak samo wnętrze, w którym zadomowiły się dwa tablety-ekrany zamiast tradycyjnej deski rozdzielczej. Oferowana przestrzeń zarówno dla kierowcy, pasażera oraz osób zajmujących tylny rząd jest spora oraz spowoduje, że nawet trasa na 400 km nie będzie męcząca. Wygoda podróżowania nadal wskazuje, na przynależność do segmentu premium. To akurat nie powinno dziwić, bowiem EQC to sporych wielkości SUV, który, jak na Mercedesa przystało posiada wiele udogodnień oraz elementów wyposażenia podbijających jego cenę. Spośród wszystkich najnowszych modeli EQ, EQC nie daje czegoś takiego jak satysfakcja z posiadania. I tylko dlatego, że w ofercie Mercedesa jest nowocześniejsze EQE SUV. Prawdą jest też, że model ten nie zawojował rynku, był wstępem Mercedesa na przestawienie się na elektryczność. I to całkiem nieźle wykonanym. Model ten był ostatnim z przetestowanych przeze mnie modelem klasy czy serii EQ. I będąc obiektywnym, największe wrażenie zrobił EQE SUV (nawet nie w wydaniu AMG), ale najlepsze wrażenia zapewnił ciężki AMG EQS 53, gdzie w trybie lunch control zrobiło mi się ciemno przed oczami. Dodam, że też bardzo przypadł mi do gustu model EQB oraz EQA, które w mieście są rewelacyjne. EQC doskonale wie, kiedy należy zejść ze sceny i przekazać ją młodszym. I to właśnie zrobił, nie broniąc się przed emeryturą. To taki dziadek wśród serii EQ. Niemniej, nie jakiś dziad, ale elokwentny oraz zabawny gentelman, który dał początek pewnej idei i przekazuje jej dalszy rozwój w strefę wpływów EQE, EQE SUV. Prezentowany EQC 400 jest jeszcze na sprzedaż, ale to raczej produkt dla fanów tej serii lub dla kolekcjonerów i tylko dlatego że Mercedes ma w ofercie o 100% lepsze oraz nowocześniejsze rozwiązania. Czy zatem zasada ccc (cena czyni cuda) spowoduje, że znajdzie swojego nabywcę? Może i tak, ale nabywca ten nie może być staroświecki, bowiem design nadal odbiega od standardowych Mercedesów i wśród tłumów ulicznych potrafi się wyróżnić. To nadal jest Mercedes, który bardziej jest nastawiony na komfort elektrycznej podróżny, niż na udowadnianie tego, kto będzie pierwszy na kolejnych światłach. I mimo, że 765 Nm to nadal wartość większa niż potrafi pojąć rozum większości kierowców, to jednak nie mają one tyle wigoru, bowiem są spowalniane przez masę samochodu wynoszącą 2495 kg. Zatem krótko: EQC to elektryczna wyjątkowa i wygodna kanapa do mięciutkich podróży. I jeśli ktoś szuka takich rozwiązań w Mercedesie to będzie tym modelem zachwycony.
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 3,5/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 3/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes EQC 400 4Matic:
bateria 80 kW, 300kW (408 KM), 765 Nm, 4Matic, 5,1 s. do setki
Serdeczne podziękowania dla DUDA CARS S.A. – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za niezawodne udostępnienie samochodu.
Duda Cars S.A.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Olsztyńska 1, 51-423 Wrocław
www.duda-cars.mercedes-benz.pl
Bartosz Jagodziński
Luty 2024 r.
EQE SUV w sierpniu 2023 r. zaskoczył mnie niezwykłą wygodą oraz przestronnością. Może dlatego, że dzień wcześniej spędziłem kilka godzin na torze za kierownicą najbardziej gorących Audi Sport, gdzie królem dnia był model R8 V10 performance. Stąd EQE SUV był miłą odmianą dnia następnego dla zdemolowanych kończy oraz tyłka. Mercedes nie byłby sobą, gdyby nie zrobił czegoś, co wymyka się z ram normlanego pojmowania SUV, a więc tego naprawdę świetnego elektryka oddali w ręce profesorów AMG. I tak powstał samochód naprawdę dość dziwny. Bowiem nadwozie bardziej przypomina vana niż modele SUV, a do tego nie dość, że to 100% elektryk, to jeszcze w garniturze od AMG. I to nie w jednej wersji, ale w dwóch 43 oraz 53. Różnica między nimi jest spora, bowiem 43 ma 858 Nm, a 53 już 950! W KM wygląda to tak, że czterdzieści trzy ma ich 476, a pięćdziesiąt trzy już aż 625. Ciężko się połapać, o co tak naprawdę Mercedesowi chodziło tworząc ten model. Kiedyś mieli w ofercie coś takiego jak R 63 - zupełnie oderwany od realów minivan, bowiem to jeszcze nie był czas świetności SUV. Mercedes-AMG EQE SUV 43 4Matic w wersji, którą miałem przyjemność prowadzić był wystrzałowo wyposażony. To jest poziom, który uwielbiam w samochodach. Czarne wnętrze, ciemna Alcantara na podsufitce, head-up z AR, hyperscreen, skóra, fotele z masażem, wentylacją, ogrzewaniem, karbonowe wykończenia, czerwone pasy, domykanie drzwi, napęd 4Matic, tylna oś skrętna, sportowe hamulce i wiele różnych bardzo interesujących akcentów, które tylko dodają szlachetności temu modelowi. Baza 43 to 490 100 zł, natomiast testowany egzemplarz był już wyceniony na ponad 660 tys. Zatem, reszta złotówek została władowana w wyposażenie. Ktoś może powiedzieć, że to naprawdę przesada, ale to segment premium sport, gdzie 600 tys. to naprawdę kwota dająca pewne możliwości. A te są naprawdę bardzo duże, bowiem ten segment motoryzacji oferuje bardzo dużo opcji (bardzo drogich) oraz indywidualnych rozwiązań (jeszcze droższych), które radują duszę i ciało przyszłego właściciela. AMG EQE SUV przekracza w każdym aspekcie oczekiwania, dlatego że to SUV z niestandardową sylwetką (nie pudełkowate 4x4 przerobione na SUV), który oferuje dużo miejsca. Jest elektrykiem więc z zasady jest mocniejszy, szybszy niż standardowe samochody jego gabarytów. A na deser otrzymuje się samochód sygnowany trzema sportowymi literkami. AMG nie pozostawia złudzeń. To naprawdę auto, które w trybie Sport + potrafi wcisnąć żołądek w kręgosłup, a przez wtedy chwilę w oczach robi się szaro i za bardzo nie dociera do Ciebie realność chwili. To jest nieznośne uczucie, kiedy ponad 850 Nm wystrzeliwuje auto o masie 2440 kg w przód. I mimo, że jesteś otoczony naprawdę wspaniałymi materiałami, które w dotyku jak i w zapachu są uzależniające, to odczucia za kierownicą są na poziomie osobowych modeli AMG (w sensie nie SUV). Elektryki mają jedną wadę - masę, ale ona przekształca się zgodnie z E = mc2 w energię, która wbija Twoje ciało w doskonale wyprofilowany fotel made by AMG. W przypadku tego EQE nie ma co się zachwycać wnętrzem czy miękkością jazdy, bowiem te elementy są już na etapie cywilnych wersji EQE SUV na wysokim poziomie. W przypadku EQE 43 AMG mamy rodzinnego potwora, który w absolutnej ciszy lub z użyciem sportowych dźwięków ukrytych w Dynamic select będzie wciskać Twoją rodzinę z bagażem w oparcia foteli, praktycznie za każdym razem mocniejszego naciśnięcia na prawy pedał. To naprawdę zaskakujące, bowiem niekoniecznie jest to komukolwiek potrzebne. 858 Nm w SUV? Tak wiem, że X5 M ma 750 Nm, SQ8 e-tron 973 Nm (!), GLE 63 i GLS 63 równo po 850, a EQS SUV 53 aż 950. Ale czy te wielkości są potrzebne w takich samochodach? I o ile jeszcze przekonują mnie sylwetki takie jak GLE, X5, SQ8 e-tron, to jednak zauważmy, że EQE czy EQS SUV zdecydowanie pozują w innej lidze, mimo mylnej nazwy „SUV”. Mimo wszystko EQE SUV 43 spodobał mi się. Na tyle, aby się nim po prostu cieszyć. 476 KM i gigantyczne 858 Nm praktycznie dostępne od samego uruchomienie silnika są tym, co można na długo zapamiętać. Oczywiście wszystko zależy od tego jak się nastawiasz do użytkowania tego samochodu. Bowiem wersja EQE SUV 500, ma dokładnie taką samą baterię jak 43 AMG, czyli 90,6 kW jednak jest o 68 KM słabsza (408) ale posiada taki sam szokujący wynik Nm, czyli 858! A kosztuje o 90 tys. mniej. To skłania do lekkiego zastanowienia się na sensem wersji 43. To tylko 68 KM więcej, a tyle sam Niutonometrów. Szokujące może być to, podróżując z rodziną, co chwilę możesz słyszeć „przestań”, „jedziesz nieodpowiedzialnie”, „zaraz zwymiotuję”, „spowodujesz wypadek”, „boję się z Tobą jeździć”. Ale to naprawdę bzdura, dlatego że obojętnie, na jaki model AMG się zdecydujesz, to robisz to z doskonałą świadomością, że samochód taki jest podporządkowany sile Nm oraz potędze KM, a dopiero reszta, czyli praktyczność, wygoda, prestiż czeka na Twoją ocenę. Dla mnie ten samochód to naprawdę taki nieoczekiwany sportowy model AMG, który zupełnie był niepotrzebny, a powstał tylko po to, aby pokazać, że AMG oprócz szalonych V8 Biturbo potrafi także ujarzmić elektrony i wykorzystać je do budowania prestiżu i możliwości produktów sygnowanych poprzez logo trzech złączonych liter. Ale dalej nie znalazłem odpowiedzi na to, czy ten samochód w ogóle rynkowi był potrzebny. Wszak EQE SUV 500 już ryje beret przyspieszeniami. AMG 43 czy 53 skracają sekundy w zakresie elastyczności i dodają szalonej i wysublimowanej ekskluzywności w odbiorze całości idei modeli EQE SUV. Pozostaje zasadnicze pytanie, czy oprócz tego całego mercedesowskiego przepychu i luksusu, a także dodatkowo dorzuconego prestiżu i mocy od AMG, model ten tworzy pożądanie, jak na przykład SL 63 lub RS 6 performance? Otóż nie za bardzo. A nawet powiedziałbym, że praktycznie jest aseksualny. A to za sprawą bardzo stonowanego designu, który nie jest ani porywczy, ani zaskakujący, ani skręcający głowy przechodniów na ulicy. Jest bardzo mdły. To główny zarzut pod adresem EQE AMG. Ale tylko jeden. Reszta jest naprawdę na wysokim poziomie wykonania, możliwości oraz satysfakcji z posiadania kluczyków to tego Mercedesa. AMG EQE SUV 43 mimo masy oraz bryły nadwozia, która nie pasuje do sportowego ducha AMG, udowodnił, że Aufrecht Melcher Großaspach potrafi się odnaleźć w każdej konfiguracji nadwoziowej i tylko nasza świadomość musi to pojąć, zrozumieć oraz zaakceptować. Jednym słowem: bardzo ciekawy samochód ze smutnym designem, który wdusi Cię w fotel oraz wywoła szeroki uśmiech. Czy warto 43 zamiast wersji 500? To już wybór między logiką, a zrozumieniem elektrycznej idei z Affalterbach.
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 4,5/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 3,5/5
Silnik (moc, i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 5,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes-AMG EQE SUV 43 4Matic:
bateria 90,6 kW, 350kW (476 KM) 858 Nm, 4Matic, 4,2 s. do setki
Serdeczne podziękowania dla DUDA CARS S.A. – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za niezawodne udostępnienie samochodu.
Duda Cars S.A.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Olsztyńska 1, 51-423 Wrocław
www.duda-cars.mercedes-benz.pl
Bartosz Jagodziński
Luty 2024 r.
Mercedes w chwili obecnej ma w ofercie tylko jeden model z nadwoziem coupe (w rozumieniu klasycznego rozwiązania), a nie chimer w postaci 4-door coupe. Model ten jest jednocześnie najnowszym produktem o nazwie CLE. I o ile, jego stylistyka i design są tak niezauważalny (przeszedłem koło niego na parkingu sądząc, że to poprzedni model klasy C coupe) i nie tworzący emocji, to trzeba przyznać, że samo wnętrze, może i jest 100% odwzorowaniem wnętrza nowej klasy C, to jednak wykonane jest z gustem oraz potrafi być dopieszczone na odpowiednim poziomie AMG. Mercedes CLE robi rozkrok między segmentem, w którym królem jest klasa C, a segmentem wpływów klasy E. Jednocześnie zastępuje dwie wersje C coupe oraz E coupe. Taki zabieg jest wskazany, celem ograniczenia kosztów oraz na przykład pozbycia się nierentownych produktów. Dodatkowo ilość Mercedesów oferowanych przez Mercedesa jest wręcz ogromna, szczególnie jeśli uwzględnimy wersje EQ. I odnosi się wrażenie, że niektóre wchodzą w rolę i kompetencje innych. Na przykład GLB uderza w GLC, GLC Coupe, jednocześnie wjeżdżając jeszcze w strefę wpływów mniejszego GLA. CLE na szczęście jest takim modelem, który nie udaje przynależności do wyższego segmentu, czyli jest we właściwym miejscu, stanowiąc równowagę względem C i E. A to nie oczywista cecha nowych pojazdów, które czasami aspirują wyżej niż powinny. I o ile design jest naprawdę szkodliwy dla tego samochodu, bowiem ujemnie wpływa na jego atrakcyjność oraz seksapil, to wnętrze potrafi pozytywnie zaskoczyć. A zaskoczenie te jest o tyle wysokie, że nawet wersja podstawowa - benzynowa o oznaczeniu 200 wprowadzi Cię w świat naprawdę dobrych materiałów oraz wyposażenia, którego nie spodziewałbyś się na tym poziomie, oczywiście za sowita dopłatą wychodzącą poza standardowe rozwiązania oraz standardowy cennik. Co do idei coupe, to taki samochód jest co do zasady samochodem małym, a w zasadzie przytulnym w środku i dobrze wyposażonym. Reprezentuje też szczególny segment sportu i określonych emocji motoryzacyjnych. Może przez moją posturę brakowało mi miejsca i odniosłem wrażenie, że przednia szyba, panoramiczny dach wchodzą na mnie, to jednak trzeba pamiętać, że to coupe, a nie sportowa limuzyna oferująca więcej przestrzeni. Jednocześnie, jako jedyny przedstawiciel tego gatunku w Mercedesie, CLE musi trochę zawalczyć o uznanie oraz udowodnić, że potrafi z jazdy testowej wrócić na salonowy parking z potencjalnym klientem, który będzie miał na twarzy głupkowaty uśmiech radości w formule miss świata. Szkopuł w tym, że tego nie potrafi, a na pewno nie wersja 200. Jakoś ciężko mi zrozumieć te rozwiązanie. Mercedes tworzy nowe coupe, powiew świeżości czuć z daleka, wchodzisz do środka i naprawdę ogarnia cię bardzo przyjemne odczucie przepychu, jakości wykonania, bardzo dobrych materiałów, wyposażenia, zatem zapowiada się ciekawa jazda. A tutaj już po przejechaniu z parkingu na autostradę doskonale wiesz, że z tą wersją jest coś nie tak. Po pierwsze pedał gazu działa tak, jakby ktoś przykleił do niego cegłówkę, po drugie wciskasz go bardzo mocno i….nic się nie dzieje. Turbo dziurę można mierzyć za pomocą kalendarza. Jakikolwiek skok w przód następuje z ogromnym opóźnieniem oraz bez pożądanego dźwięku. To trochę słabe, dlatego, że wersja 200 to bazowy model CLE, ale jego wyposażenie wkroczyło w wersję 450. Zresztą z ceną podobnie, bowiem ten konkretny CLE 200 kosztował lekko ponad 400 tysi. Jednocześnie za to, co oferuje omawiany silnik, to właściwie grabież. Jeśli pod maską byłaby wersja z V6 wraz z tym wyposażeniem, to CLE będzie wspaniałym samochodem, wręcz wypasionym coupe, do którego nie będzie można się praktyczniej z żadnej strony przyczepić (no może ten zachowawczy design). Warto dodać, że jest taka wersja w ofercie Mercedes-Benz. Zatem jeśli zamierzasz na poważnie złożyć zamówienie i stać się właścicielem nowego CLE to od razu odpuść wersje: 200 (2.0, 227 KM, 320 Nm w technologii Mild Hybrid), 200 4Matic (to samo, ale z napędem 4x4), 220d (2.0, 220 KM, 440 Nm w technologii Mild Hybrid z tym, że zasilane ropą naftową) i zainteresuj się co najmniej wersją CLE 300 4Matic (2.0, 281 KM, 400 Nm) a najlepiej 450 (to już 3.0 V6, 381 KM i 500 Nm). Mercedes-AMG już oficjalnie zaprezentował jeszcze mocniejszy wariant dla CLE nazwany 53. Jednakże nadal trzeba poczekać na jego rynkowy, oficjalny debiut (AMG 53 to 3.0 V6 448 KM, 560 Nm). Wyższe wersje silnikowe posiadają w standardzie (lub powinny) wyposażenie, za które trzeba sporo dopłacić do wersji niższych, przez co startują z dużo wyższego pułapu cenowego, ale mają jeden bardzo istotny autu – jeżdżą. To trochę słabe, że wydając sporo kasy na dobrze wyposażony samochód sportowy, jesteśmy zaskoczeni jest niemożnością płynnej i elastycznej jazdy. Stąd prosty wniosek, że w CLE 200 najsłabszym ogniwem jest, jego silnik. I właśnie on zepsuł całą przyjemność z obcowania z tym modelem. CLE 200 to sportowy Mercedes, który posiada wiele cech, za które uwielbia się tą markę (choćby za zupełnie nielogiczne uruchamianie wycieraczek lewą dźwignią), ale całą zabawę psuje dwulitrowa jednostka. Jednocześnie muszę powiedzieć, że nie nastawiałem się też na emocje takie jakie gwarantuje 4.0 V8. Pomimo tego oraz otwartego umysłu, nie spodziewałem się też tak nijakiego silnika w zakresie elastyczności, w bądź co bądź, ale w zupełnie nowym produkcie Mercedesa. Chociaż po jeździe E 220d mógłbym coś domniemywać, że szału nie będzie. To jest tak, że jedni chwalą te silniki, a inni mają zupełnie inne oczekiwania. Moje odczucia względem CLE są mieszane, bowiem z jednej strony bardzo wysokim poziom wyposażenia i wykonania wnętrza, z drugiej nijaki design oraz ten 2-litrowy silnik, zupełnie nie pasujący do natury sportowego Mercedesa. Fakt, że CLE nadrobił bardzo dużo wyposażeniem, ale dłuższa prosta i uśmiech znika. Nie można samochodu ocenić nie odnosząc się do designu, silnika, wyposażenia oraz wykonania wnętrza. W CLE 200 tego jednego było dużo, a reszty w ogóle. Pomimo tego Mercedes udowodnił starą prawdę, że sportowe modele są potrzebne rynkowi, klienci nadal poszukują takich samochodów, a coupe zawsze będą łakomym kąskiem. Sądzę, że pomijając wersje początkowe, CLE przyjmie się dość dobrze na rynku. Konkurencja klasycznego coupe w Audi to A5, BMW to seria 4. Oczywiście mają wyższe wersje, ale Mercedes ma też AMG 53. I oby on nie był aż tak strasznie rozczarowujący względem RS 5 czy M4, pomimo najsłabszej mocy. Mercedes CLE jest samochodem, który wprowadza powiew nowości, ale nie jest to podmuch halnego, a raczej bardzo łagodny zefir, gdzie w dużej mierze odpowiada za to skostniały design. Nie wiem, dlaczego producent upiera się przed bardziej odważnym rysunkiem swoich modeli. Patrząc na BMW można powiedzieć, że mimo niesłusznych uwag krytycznych, sprzedaż rośnie. A jedną z takich przyczyn jest właśnie wygląd sportowych modeli. To już nie są czasy, w których posiadanie Mercedesa było w zasadzie wszystkim. Taki szpan, a czasami wręcz bufonada czy fanfaronada. Bowiem tak to wyglądało w Polsce w początkach lat 90. XX wieku. Te lata minęły i teraz liczą się inne wartości, jakimi ma prezentować się nowy samochód. Sama gwiazda na masce to już za mało. Dlatego CLE z mocnym silnikiem będzie bardzo dobrym samochodem, ale nie pod szpan czy chwalenie się wśród sąsiadów, przyjaciół, znajomych i rodziny, ale samochodem, który będzie oferować wiele talentów. Takim, który będzie bardzo kompetentny, w tym do czego został stworzony. I wtedy można go będzie nawet podziwiać.
Gang silnika: 3/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 3,5/5
Silnik (moc, i siła): 3/5
Wciśnięcie w fotel: 2/5
Wykonanie wnętrza: 4,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes CLE 220:
1999 cm3, technologia Mild Hybrid (204 KM+23 KM),227 KM, 320 Nm
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Styczeń 2024 r.
Bartosz Jagodziński
Najnowszy Mercedes klasy E, tak naprawdę wpadł mi w ręce dość niespodziewanie. Co więcej, model ten nie był na mojej liście ToDo, a jednak los lub prościej - zbieg różnych czynników, tak zadecydował, że klasa S ustąpiła miejscu klasie E. Okazało się, że najnowszy i tym samym najnowocześniejszy Mercedes ma sporo do zaoferowania, ale jednocześnie przywraca pewien status. Status stabilności, zrównoważonego, spójnego i bardzo zachowawczego designu z połączeniem najnowocześniejszej technologii. Testowany model E220d AMG line nie wyróżniał się zupełnie niczym, jeśli chodzi o to, co pracuje pod maską. Lekko ponad 200 KM (220 KM, technologia Mild Hybrid, tj. 197 KM + 23 KM) i 440 Nm nie są czymś, co budzi dziś entuzjazm, nawet w przestawieniu samochodu w tryb sport. 9 stopniowa skrzynia 9G-Tronic w połączeniu z 2 litrowym 4-cylindrowym Dieslem nie ma za dużo roboty. W zasadzie odnosi się wrażenie, że rozwleka te 440 Nm na całą długość skali obrotomierza. To naprawdę największy minus tego modelu, silnik, który nie tylko, że nie wzbudza emocji, ale wręcz rozczarowuje. To coś pomiędzy chciałbym, a nie dam rady. Jednakże testowany model był bardzo dobrze wyposażony włącznie z pakietem AMG line. Wnętrze w odcieniach czerni, z praktycznie pełnym wyposażeniem, w tym ciemną podsufitką, skórzanymi wentylowanymi fotelami z masażem, head-up z rozszerzoną rzeczywistością, super-screenem ulokowanym w miejsce tradycyjnej deski rozdzielczej, panoramicznym dachem, nie tyle co zachwycało, ale (przynajmniej dla mnie) stanowi standard w tej klasie samochodów w dzisiejszych czasach. Cena za tak skonfigurowany model sięgała ponad 440 tys. zł. Warto dodać, że jeszcze kilka lat temu, za taką kwotę kupowało się auto z V8 pod maską, a dziś tylko otrzymujemy dwa litry i cztery cylindry. Design nowej klasy E jest dramatycznie zachowawczy, ale mimo tego można go odróżnić wśród portfolio marki. Odmienny niż klasa C i różniący się znacznie od większej klasy S. Kierując się w stronę Mercedesa, potencjalny klient to...no właśnie podczas jazdy zachodziłem w głowę kim on mógłby być. Otóż najnowsze BMW 5 ma tak oryginalny, sportowy i nowoczesny design oraz wnętrze, iż klasa E przy nim wygląda jak model z poprzedniej epoki po głębokim zabiegu faceliftingu. Mercedes mimo, zastosowania najnowszych technologii umocnił swój wizerunek jako producent samochodów bardzo powściągliwych z wyglądu i praktycznie skończonych. Dlatego, że tak wyposażona klasa E, jak testowany egzemplarz, sprawa wrażenie zwane „po co więcej?” Jeśli odnieść się tylko do samego produktu, ale bez patrzenia na konkurencję, to klasa E stanowi bardzo dobrze skrojony produkt o wysokiej zawartości DNA Mercedesa w Mercedesie. Bez zbędnych rewolucyjnych rozwiązań znanych chociażby z EQE czy EQS. Klasyczne rozwiązania w połączeniu z bardzo dobrym wyposażeniem stanowią nadal łakomy kąsek dla klientów. Ale pamiętajmy, że ta klasyka pochodzi już z XXI wieku i zawiera ekrany dotykowe i inne powierzchnie, które reagują na Twoje place, głos lub nawet wzrok. Pomimo tego w nowym stuleciu oprócz elektryczności trzeba wziąć pod uwagę ciszę, jaką mogą oferować samochody oraz atrakcyjny dezajn. Pomimo tego tutaj Mercedes postanowił nadal kroczyć starą drogą, czyli ewolucyjnie, zamiast rewolucyjnie. I to generalnie najpoważniejszy zarzut względem tego modelu. To, tak jakby postanowił, przywrócić klasę E z początku lat 90. XX wieku, to jest model W124 i wyposażył go w najnowszą technologię. W latach bardzo odległych ten model był wstawiany jako wzór trwałości, jakości oraz prezentował wielki prestiż. Dziś jest już inaczej, ale najnowsza klasa E generacji W213 w moim odczuciu przymierza się właśnie do takiej roli, jaką miał W124. Zatem to model, który ma wielkie możliwości i może i też ambicje, aby właśnie stać się takim projektem, jak kiedyś ówczesna klasa E. Po pierwsze dlatego, że to wręcz idealne wykończenie, spasowanie elementów wnętrza, użycie bardzo dobrych materiałów i wysokiej klasy wyposażenie. Druga sprawa to bardzo zachowawczy design, który wskazuje wprost, że Mercedes celuje w dotychczasowy segment klientów. I mimo że klasę E da się szybko wynaleźć na parkingu składającego się z Mercedesów, to jednak jest na tyle konserwatywny i niewyróżniający się, że ciężko będzie wygrać w walce o młodego klienta z konkurencją. Nawet obecne na rynku od 5 lat Audi A6 wygląda atrakcyjniej. E 220d nie zaskoczył niczym, co można by uznać za rewolucyjne lub też bardzo pożądane. Także nie stworzył efektu „wow”. Tym samym na ulicy nie spowoduje, wykręcania głów. To z jednej strony samochód do bólu i znudzenia pragmatyczny, realistycznie oceniający rzeczywistość, spełniający pewne nałożone przez markę zadania na poziomie zadowalającym, zupełnie bez emocji, ale jednocześnie perfekcyjnie wyposażony stanowi ciekawą koncepcję samochodu premium, który ani nie kusi, ani nie emanuje seksapilem, ani nie wzbudza pożądania, ale jest stateczny, przewidywalny i oczywiście luksusowy. A ten luksus zdefiniowany jest na nowo z uwzględnieniem najnowszych technologii XXI wieku. Zupełnie co innego będzie z wersją AMG E 63 S E PERFORMANCE, ale to już będzie zupełnie inna historia.
Gang silnika: 3/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Układ hamulcowy: 3/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 3/5
Wciśnięcie w fotel: 2/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes E 220d:
1998 cm3, 220 KM, technologia Mild Hybrid 197 KM+23 KM, 440 Nm
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Październik 2023 r.
Co może być lepsze niż luksusowy SUV od Mercedesa? Zdecydowanie większość rzeczy, ale najlepszy rozwiązaniem, jeśli chodzi o najnowszą technologię będzie taki SUV z napędem elektrycznym. Akurat tak się złożyło, że dzień po evencie na torze, wsiadłem za kierownicę najnowszego elektrycznego SUV Mercedesa zwanego EQE. Poobijane na torze ciało z przyjemnością umościło się w luksusowym wnętrzu, na wygodnym komfortowym fotelu i całkowitej ciszy rozpoczęła się podróż. Otóż EQE SUV to auto zupełnie potrzebne rynkowi, jak model G 63 4x42, czyli zupełnie nikt by nawet nie zadał pytania o ten samochód. Dlatego, że Mercedes w ofercie ma już EQE, EQS i EQS SUV. Teraz dojechał kolejny, EQE SUV, a jeszcze nie zszedł z rynku EQC. Pomijam EQB i EQA, które o dziwo stylistycznie wyglądają odmiennie. Odróżnić na pierwszy rzut oczy EQE z EQS obojętnie w jakim nadwoziu, jest naprawdę trudno. Chwila zastanowienia i dopiero widać różnice. Mam wrażenie, że trochę na siłę Mercedes stworzył EQE SUV, a świadczy o tym choćby jego zwyczajna nazwa „SUV”, a nie coś innego. Tak bardzo się spieszyli z tym projektem, że dział marketingu nie zdążył z wymyśleniem kombinacji liter, odpowiadającej nowemu segmentowi. Więc został tak po prostu SUV. Naprawdę to zbyt trywialne, jak na Mercedesa. EQE SUV w oznaczeniu 350 to bardzo sprytny samochód, który zaskoczy Cię mercedesowską jakością, a jednocześnie utuli swoim luksusem oraz udowodni, że elektryczne serce w zamian za spalinowe rozwiązanie ma naprawdę sens. Oczywiście wszystkie elektryki, obojętnie jakiej produkcji będą cierpieć z powodu niewystarczającej infrastruktury w Polsce i krajach rozwijających się. To, tak naprawdę dopiero rusza. Jednak skupiamy się na produkcie, a nie na pobocznych rzeczach. Elektryk, luksusowy i z gwiazdą na masce to trend XXI wieku. EQE SUV należy do tych samochodów, które wprowadzą Cię w elektryczność, a Ty zrozumiesz i pokochasz tą ideę. Podczas jazdy EQE SUV zaskakuje zwinnością, coś czego brakuje EQS SUV bowiem jest on zdecydowanie w wadze superciężkiej. Wnętrze również jest na wyrafinowanym poziomie wykończone, ale przede wszystkim pięknie zaprojektowane. W ogóle nie brakuje Ci tego, że testowany model nie miał rozwiązania zwanego Hyperscreen. Zamiast niego były wspaniałej jakości materiały wykończeniowe. Czasami mniej oznacza lepiej. EQE SUV wydaje się najbardziej rozsądnym samochodem wśród wszystkich nowych elektryków made by Mercedes, dlatego że jego przestronność oraz wielkość są idealne na warunki miejskie, ale na trasie także się sprawdzi i trochę przewiezie na wyjazd wakacyjny. Naprawdę, jeśli potrzeba Ci większego samochodu elektrycznego, to zerknij w stronę EQS SUV, ale ten rodzaj samochodu to już klasa luxury w pełnym wydaniu. Mercedes dość odważnie podszedł do tematu swoich serii EQ. Odważnie, bowiem ich design jest bardzo zbliżony do siebie, a jednocześnie nie działający emocjonalnie na przyszłego właściciela. Oczywiście w zamian otrzymujesz to wszystko, z czego słyną Mercedesy, czyli jakość, prestiż, luksus, teraz pełna elektryfikacja, ale jednocześnie bez emocjonalnego ładunku, który pomaga dokonać odpowiedniego wyboru przy chęci zakupienia takiego auta. EQE SUV-em jeździsz nie dla sportu, ale dla samej jazdy, czyli używasz zupełnie tak samo, jak wersje ICE. Tyle tylko że podróż odbywa się w ciszy. Oczywiście są różne tryby, w których możesz podczas wciśnięcia gazu usłyszeć dźwięk, ale to jest podyktowane tym, że niektórym osobą szaleje błędnik, jeśli nie odczuwają bodźców w czasie jazdy. Model ten z uwagi na swoje gabaryty może być autem rodzinnym, które fantastycznie sprawdzi się również, jako samochód reprezentacyjny. Nie ściągnie uwagi sąsiadów z uwagi na design, ale i tak będzie prowokować do zadawania pytań. Kolejny raz mogę powtórzyć, że wszelkie opinie na temat elektryków można wsadzić w kosz. Takich produktów trzeba samemu doświadczyć i wyrobić sobie własne zdanie, a nie zapożyczone od innych. Myślę, że ten model nieźle prowokuje do zadawania pytań o elektro mobilność oraz prób kwestionowania idei elektrycznych samochodów. Internety aż trzęsą się od samozwańczych opiniodawców w zakresie samochodów elektrycznych, a zdecydowana większość z nich nigdy nawet nie siedziała w takim rodzaju samochodu. Mercedes EQE SUV pozwala na pełne zrozumienie idei elektryczności, z jednoczesnym nastawienie na luksus oraz prestiż. W końcu to Mercedes nowej ery. Najnowszy elektryczny SUV w moim odczuciu powinien stać się większym wolumenem sprzedaży, niż EQS SUV, dlatego że jest praktyczniejszy. Poprzez swoje gabaryty, mniejszą masę, szybciej (normalnie) reagujący układ hamulcowy. Prestiż oraz jakość wykonania mimo niższej klasy pozostają na stałym, odpowiednim poziomie. A wielokonturowe fotele przednie są przeniesione z większego EQS-a i zapewniają naprawdę wyjątkowy komfort. Przez te elementy odniosłem wrażenie, że model te trochę prowokuje. Prowokuje do tego, aby go spróbować doświadczyć i zrozumieć filozofię elektrycznych samochodów. A uważam, że do tego po prostu trzeba się przyzwyczaić, dlatego że jest to przyszłość. I mimo że uwielbiam silniki BiTurbo, TwinTurbo V8 czy NA V10, to jednocześnie doskonale potrafię odnaleźć się w idei elektro mobilności. Wszelkim sceptykom mogę tylko powiedzieć, że nie ma się czego obawiać, ale przyznaję, że do poprawy jest nasza krajowa infrastruktura w zakresie elektro mobilności. W sumie do przemyślenia od nowa i ruszenia z jej budową. Natomiast takie produkty jak EQE SUV wyprzedziły swój czas, co najmniej o 5 lat. Ale może i dobrze. Reszta musi za nimi nadążyć. EQE SUV to zdecydowanie za lepszy produkt niż samo EQE. Oferuje więcej przestrzeni, więcej widoczności z tyłu oraz wygląda zgrabniej. Mercedes poważnie wziął się za ten segment. Tylko ta masa 2580 kg...
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 3,5/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes EQE SUV 350 4MATIC:
292 KM, 765 Nm, deklarowany zasięg do 538 km
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Sierpień 2023 r.
Jak opisać zaawansowany technicznie samochód, który nie wywołuje ani grama emocji? To dość osobliwe, że praktycznie każdy nowy Mercedes jest bardzo zachowawczy w dizajnie, a jednocześnie po sam dach napakowany najnowszymi technologiami. A to jednak za mało, aby taki produkt, który należy do segmentu premium oceniać odpowiednio, wobec tego jak jest pozycjonowany i tego, co sobą oferuje. Zatem zaawansowana technologia, jakość wykonania, to za mało bowiem auto musi wzbudzać bardzo duże pozytywne emocje. Wtedy taki produkt mający dodatkowo mocy silnik staje się kompletny. Natomiast zachowawczy design bardzo utrudnia dokonanie oceny. Mercedes EQE jest właśnie taki przykładem. Jako Mercedes ma praktycznie wszystkie cechy, jakie przypisuje się tej marce z wyjątkiem efektu wow w zakresie designu. EQE 350+ jest modelem elektrycznym, który jest nastawiony na zasięg. Właśnie ten plusik w nazwie modelu oznacza, iż podczas jego konfiguracji nie będą dostępne takie elementy wyposażenia dodatkowego, które wpływają w znaczny sposób na zużycie energii podczas jazdy. To wprost prowadzi do stwierdzenia, że albo świadomie decydujesz się na pewne ograniczenia w zakresie wyposażenia dodatkowego, ale dzięki czemu otrzymujesz największy deklarowany zasięg w gamie EQE, albo musisz wybrać inny model. Wracając jeszcze do idei modelu można pokusić się o stwierdzenie, że jest to odpowiednik klasy E tyle, że napędzany elektronami. Fakty jednak nie do końca pozwalają na takie stwierdzenie dlatego, że to zupełnie inna koncepcja. Nie ma co ukrywać, że EQE to limuzyna, która ma także odpowiedniki w gamie AMG występujące jako EQE43 4 Matic, EQE53 4Matic+. Warto dodać, że wersja 350+ to 292 KM (215 kW), 530 Nm i do 680 km zasięgu! A to jest już coś czym można się chwalić. I mimo, że laboratoryjna norma WLTP wskazuje na liczbę 680 to z dobry źródeł dochodzą informacje, że jest to realny wynik do osiągnięcia. Jeśli traktujesz elektryka jak elektryka, a nie jako fabrykę Nm do szybkiej jazdy. Taki zasięg ustawia go na pozycji numer jeden, jeśli chodzi o możliwości na jednym ładowaniu. Ani wersje 43, 53 ani 500, 350 nie dorównują wersji 350+ w zakresie możliwości przejechania ilości kilometrów na trasie na jednym ładowaniu. Zatem jeśli wchodzisz w świat modeli elektrycznych ten współczynnik ma niesamowicie ważny czynnik decyzyjny. I wszystkie te zasięgi da się zwiększyć, jeśli użytkujesz Mercedesa z głową a nie ścigasz się z sekundnikiem. Siadając za kierownicę trzeba się przyzwyczaić do tego, że widok lusterka wstecznego jest bardzo ograniczony, dosłownie zostaje wąski paseczek. Wszystko przez fantazyjny design tyłu samochodu. Pod względem użyteczności tej codziennej EQE zaczyna wyrastać na samochód, który ma bardzo dużo do zaoferowania. I mimo że ten zachowawczy design nie wyróżnia samochodu wśród tłumu, to jednak naładowany najnowszą techniką wyprzedza to, co oferuje rynek. BMW i5 jako bezpośredni konkurent EQE dopiero wjeżdża do segmentu premium, ale widać, że wygląda zdecydowanie lepiej. Z Mercedesami w ostatnich latach jest tak, że dizajnersko siedzą w jakimś zrozumiałym tylko dla Zarządu marki schemacie, co powoduje słuszne problemy z odróżnieniem modeli od siebie. Natomiast technologia jaką są naładowane auta każdej z klas należy do jednej z najlepszych na rynku. EQE może i nie wyróżnia się wśród tłumów, ale ukazuje inne cechy, które staja się coraz bardziej pożądane w samochodach w XXI wieku, a więc zasięg, ciszę w środku, logiczne ułożenie poszczególnych funkcji oraz użyteczność. EQE 350+ imponuje możliwościami zasięgu jazdy na prądzie. I wydaje się, że model ten wyprzedził budowaną infrastrukturę szczególnie w Polsce. Nie wspomniałem jeszcze o wnętrzu, ale wydaje mi się, że nie ma nad czym dłużej dyskutować, bowiem to Mercedes. I mimo że nie było w tej wersji rozwiązania zwanego hyperscreen, to w żadnym zakresie nie umniejszało intuicyjności obsługi samochodu. Zdecydowanie lżejszy od EQS oraz odrobinę praktyczniejszy, bo nie przeładowany ilością możliwości w zakresie rozrywki czy uprzyjemniania podróży. Zatem czy to model skrojony pod każdego klienta? Nie, ale jest naprawdę logiczną alternatywą dla klasy E. Obecnie technologia wyskoczyła tak w przód, że użytkowanie baterii (jej sprawność) sięga 500 tys. kilometrów, a za chwilę 96% elementów z takiego ogniwa będzie możliwe do odzyskania w recyclingu. Zatem elektryki stają się jeszcze bardziej konkurencyjne wobec tradycyjnych rozwiązań. Jedynie minusem jest ich waga oraz mizerna sieć ładowarek w kraju. EQE w szczególności wersja 350+ to bardzo sensowna limuzyna, która sprawi, że codzienne użytkowanie, ale także i wyjazdy okażą się nie wyzwaniem, ale wspaniałym przeżyciem. Jednak wszystko zależy od tego jak mocno używasz prawej stopy. Deklarowany zasięg 680 km jest realny do osiągnięcia, niż jeszcze to było kilka lat temu. To jest postęp technologiczny, jaki jest już dostępny w każdym salonie Mercedesa. Zatem jeśli zainteresowała Cię oferta nowej klasy E to odpuść ten model i skup się na EQE. Przekonaj się do elektryków, bowiem tylko one za chwilę będą mogły być sprzedawana na terenie UE. Nowe elektryczne Mercedesy to doskonała alternatywa wobec starych schematów i silników spalinowych. I mimo że słabo wyglądają, jeśli bierzemy pod uwagę emocje czy design, to jednak te podejście do ogólnej formy projektu w dużej mierze było podyktowane współczynnikowi Cx. A ten z kolei wpływa na to, co jest najistotniejsze w elektrykach, czyli zasięg. Jednakże jest to trochę niesprawiedliwe bowiem kupując standardową spalinową wersję samochodu mało kto pyta się o jego zasięg. Może i przez to, że praktycznie wszędzie go zatankuje. Jednakże elektryki na szybkich stacjach ładowania są wstanie w ciągu 20 min mieć 80% baterii, co pozwala na jazdę przez kolejne setki kilometrów. I właśnie ta cecha jest atutem takich aut jak EQE czy EQS. EQE doskonale pokazuje, że nie straszne są dla niego długie trasy, a korzystając z stacji szybkiego ładowania rozmieszczonych wzdłuż naszej planowanej drogi oraz słuchając poleceń z nawigacji, która wraz z komputerem określi, gdzie i na jak długo podłączyć auto do sieci, podróż minie bezstresowo. Mnie cieszy fakt, że Mercedes-AMG nadal rozwija swoje V8 Biturbo w formule E PERFORMANCE, bowiem to jest przyszłość dla potężnych V-ósemek. Osoby, które miały możliwość zatopienia prawej stopy w podłodze w takim rozwiązaniu doskonale wiedzą w czym rzecz. Zatem elektryczny silnik w samochodzie może być również źródłem niesamowitych emocji oraz wspomnień. To nie tylko walka o każdy kilometr zasięgu, ale także ogromny fun z jazdy. Zmień schematy myślenia i skorzystaj z oferty przyszłości. EQE jest doskonałym produktem przyszłości motoryzacji dostępnym w naszej teraźniejszości.
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes EQE 350+:
292 KM, 530 Nm, deklarowany zasięg do 680 km
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Czerwiec 2022 r.
Mercedes tworzy równoległe funkcjonującą względem wersji spalinowych gamę modeli w pełni elektrycznych zwanych EQ. Są to rozwiązania, które w pewnych wersjach są naprawdę sensowne rewelacyjne i użyteczne na co dzień. Jednakże tworzy także modele które ni jak nie mają ani odpowiedników dla wersji spalinowych a dwa sądzę, że są odpowiedzią na jeszcze nie zadane pytanie przez rynek - czy to jest nam potrzebne? Jednym z takich aut, które stanowi odpowiedź na wyżej wskazane pytanie jest model EQS SUV. Zatem jaka jest idea tego wielkiego SUV'a? Odpowiednika wersji spalinowej brak. GLS jest klasycznym SUV natomiast EQS SUV to jakby odświeżony pomysł kiedyś istniejącej klasy R. Model ten jest bardzo zachowawczy w rysunku, stylistyce, a jego design zewnętrzny nie rzuca na kolana, jak na przykład BMW XM. Z drugiej strony w środku czujesz ogromną przestrzeń w każdym kierunku. I to jest niewątpliwy atut tego modelu. Wręcz element zaskoczenia, bowiem z zewnątrz EQS SUV nie sprawia wrażenia aż tak wielkiego samochodu. Wersja 580 to najwyższe rozwinięcie wyposażeniowe tego SUV'a. Mimo wielkości modelu to trzeba przyznać, że jeździ się nim, jak autem klasy kompaktowej. Prowadzi się naprawdę lekko i delikatnie, mimo że ten elektryk masą sięga prawie 2,7 tony. Przypominasz sobie o tym dopiero podczas hamowania, a ten proces należy odpowiednio wcześniej przemyśleć, bo możesz się zaskoczyć, że auto nie reaguje w taki sposób jak tego oczekujesz. EQS SUV stanowi pewną ideę samochodu nie tylko elektrycznego, ale w ogóle, bowiem nie wydaje się, aby rynek wysunął zapotrzebowanie na taką formę samochodu mając już w sprzedaży model EQS. Mało tego już w sprzedaży jest kolejny podobny SUV o nazwie EQE...Ale trzeba ten samochód jakoś ocenić, bo tego wymagają prawa rynku. Produkt musi coś oferować, coś co spowoduje, że potencjalni klienci nie pójdą do konkurencji, ale odwiedzą salon Mercedesa. Otóż EQS SUV w środku to klasyka mercedesowska wsparta rozwiązaniami XXI wieku. Potężny Hyperscreen to w zasadzie nowoczesna interpretacja deski rozdzielczej. I robi to dobre wrażenie, a przede wszystkim jest funkcjonalne i nie irytuje podczas korzystania. Hyperscreen jest w EQS 580 standardem. W EQE czy mniejszych wersjach EQS do dość kosztowna opcja na poziomie hamulców ceramicznych do modeli AMG. Tak więc mamy najnowszą technologię, która jest przyjazna. A to powoduje, że taki samochód odbierany jest pozytywnie. W sumie są to trzy ekrany za jedną potężną taflą szkła plus wyświetlacz Head-Up wraz z AR. Zatem technologicznie mamy w zasadzie szczyt. 580-ka miała dodatkowo Digital Light napęd 4Matic oraz tylną oś skrętną. Decydując się na SUV w wersji EQS 580 otrzymujesz praktycznie skończony produkt. Dodatkową zaletą jest, że korzystając z przydomowej fotowoltaniki możesz go karmić za darmo. Po kilku kilometrach zapominasz, że ten samochód to 100% elektryk. Dodatkowym atutem w tej klasie luksusowych samochodów jest cisza podczas jazdy. A towar ten będzie kluczowy dla nowych modeli w XXI wieku. Zatem doznania podczas jazdy są na innym poziomie. Pamiętam, że naprawdę cicho było w Maybachu S680, ale w EQS czy EQS SUV ta cisza ma zupełnie inny wymiar. Linia nadwozia jest logiczna, podyktowana w dużej mierze współczynnikowi powietrza Cx który dla hybryd, ale i dla elektryków jest bardzo kluczowy. EQS SUV to tak na prawdę elektryczne wcielenie poziomu luksusu, wykonania jakość, prestiżu klasy S. Tak więc trzeba mieć świadomość, że EQS prezentuje wysoki poziom tego czego szuka nabywca klasy S. Zatem wspomniany prestiż, jakość czy nawet kunszt wykończenia wnętrza model ten zapewnia w standardzie. Jednocześnie można się zastanowić czy EQS nie podgryza S-ki w zakresie nowoczesnego oraz technologicznego podejścia do tworzenia luksusowych samochodów? Jeśli chodzi o to, co jest obecnie na fali, co jest modne, co stanowi przyszłość czy jest obecnie promowane, to trzeba przyznać, że klasa S ma jedną wadę - napęd. Obecnie elektryki coraz mocniej wchodzą w nasz lokalny świat motoryzacyjny. EQS nawet SUV jest w tym momencie bardzo mocną alternatywą dla staromodnej klasy S. Warto dodać, że i7 sprzedawane jest równolegle do serii 7, a te modele są oparte o ten sam dizajnerski schemat funkcjonowania. Mercedes inaczej podszedł do tego tematu tworząc dwa odrębne pod każdym względem modele, czyli S klasę oraz elektryczną serię EQS. Czy ten zachowawczy design EQS SUV może się podobać? Tak, ale ekscytacji, jak przy pierwszym pocałunku nie będzie. To pewna idea, która ukazuje jak będą wyglądać przyszłe modele elektrycznych Mercedesów. A za chwilę wszystkie będą przecież elektryczne. EQS SUV to idea, która sensownie wpisuje się w oczekiwania rynku i tak na prawdę nie ma znaczenia czy padło pytanie o zapotrzebowanie na taki samochód. Mercedes wyszedł trochę naprzeciw temu, co już oferuje w modelach ICE, ale zrobił to na tyle mądrze logicznie oraz sensownie, że ten SUV zaoferował rynkowi produkt, który nie tylko wypełnia kolejna niszę w segmencie premium, ale także jest produktem, który jest bardziej użyteczny czy funkcjonalny niż klasa S lub EQS limuzyna. I trzeba przyznać, że to jest sensowne rozwiązania. Samochody XXI wieku skupiać się będą na zasięgach, oferowanej ciszy, przestrzeni czy zapewnieniu pełnej cyfryzacji niż jak to było dotychczas na KM i Nm. I ten stan rzeczy będzie konsekwentnie rozwijany przez niemieckich producentów. Oczywiście z wyjątkami. Jednakże od nowych samochodów oczekujemy przestrzeni funkcjonalności możliwości wykorzystania telefonu do zarządzania funkcjami samochodu oraz nieorganicznego dostępu do sieci. I taki właśnie jest EQS SUV. Dodatkowo jest luksusowym typowym Mercedesem tyle, że napędzanym prądem. Może i nie ujął mnie czy nie chwycił za serce jak XM, ale podoba mi się. Na pewno nie będzie też tak zauważalny jak wspomniane BMW, ale w zasadzie tego nie potrzebuje. EQS SUV wyznacza zupełnie inną linię samochodów które oferują wysoki komfort i jakość wykończenia, a jednocześnie towarzyszy temu wszystkiemu spory prestiż. Jednocześnie zapominasz o istnieniu silników V8. Tak, to na prawdę możliwe. Bo elastyczność w modelu 580 jest na odpowiednim poziomie. I mimo że w moich żyłach płynie benzyna, a przywiązanie do V8 mam tak silne, jak grawitacyjne oddziaływanie Słońca na Ziemię, to EQS SUV ma sens oraz miejsce na rynku motoryzacyjnym. Model 580 oferuje 633 km zasięgu według WLTP. Ta sama norma pokazuje średnie zużycie energii na poziomie 24 kWh/100 km. Jeżdżąc zgodnie z przeznaczeniem auta można spokojnie osiągną niższą wartość (mi się udało i było to 16 kWh). Warto dodać, że model ten ma 544 KM (400 kW), 858 Nm, napęd 4Matic, a to już pozycjonuje dość wysoko w segmencie premium. Dodatkowo może mieć dwukolorowe nadwozie - szczególnie wersja Maybach-EQS SUV. Decydując się na ten model będziesz się z pewnością wyróżniać wśród wszystkich znajomych, którzy mają kolejną generację klasy S. EQS SUV daje zatem szanse się wyróżnić, ale nie tak zauważyć, jak robią to inne modele. 858 Nm mimo ograniczenia masą i tak potrafi wystrzelić EQS w przód w sposób więcej niż zadowalający. Okazuje się, że ten produkt został przemyślany i mimo że nie było zapytania czy zapotrzebowania z rynku to jednak Mercedes-Benz zaoferował całkiem niezła odpowiedź. Czy zatem model ten jest godny i sensowny, aby go tak po prostu zarekomendować? Z pewnością tak, jeśli rozumiesz ideę elektryczności według Mercedes-Benz i lubisz luksusowe otoczenie. Jeśli jesteś ze starej szkoły i to nie Twój punkt odniesienia, to nawet nie podchodź do EQS SUV. Ale trzeba wiedzieć, że to jest samochód, który oferuje więcej, niż tego oczekujesz. Zatem ten duży SUV w 100% spełnia oczekiwania klienta XXI wieku, który przychodząc do Mercedesa oczekuje nowości innowacyjności, ale jednocześnie ma potrzebę otoczenia się sprawdzonym luksusem. I taki właśnie jest EQS SUV.
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 3/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 4/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes EQS SUV 580 4Matic:
544 KM, 858 Nm, 4,6 s, akumulator o pojemności 108,4 kWh
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Czerwiec 2022 r.
Elektryczne samochody to przyszłość, czy to się komuś podoba czy nie. A w zasadzie paradoksem jest to, że tak naprawdę to nie przyszłość, a zjawa przeszłości, bowiem na początku motoryzacja była elektryczna. I tylko poprzez brak technologii, infrastruktury oraz klapę codziennej użyteczności została wyparta przez część spalinową. Ta spalinowa część, to dla niektórych jedyna i prawdziwa motoryzacja, a reszta to profanacja wcześniej wskazanej świętości. Prawda jest taka, że jeśli nie rewidujemy naszych przekonań lub nie dostarczamy nowej wiedzy do naszego mózgu czy doświadczeń, to po prostu odstajemy od innych, gnuśniejemy oraz w towarzystwie wyrażamy opinie, których słuszność i prawo bytu istniało 40 lat temu. Podobnie jest z obecną formułą motoryzacji. Dzięki regulacji Komisji Europejskiej w 2035 roku nie będzie można kupić w Europie samochodu z silnikiem spalinowym. Pomijając ten fakt, znajdą się wyjątki. Jednakże nie o tym teraz mowa, chodzi o to, że tak naprawdę motoryzacja – o czym się praktycznie nie mówi – osiągnęła ścianę. Tyle ile dało się wycisnąć z silnika V8 w otoczeniu obowiązujących norm Euro 6 czy 7 powoduje, że siłą rzeczy trzeba skorzystać z zupełnie innych rozwiązań, aby dalej ta jednostka była wydajna i spełniała pokładane w niej nadzieje (przede wszystkim te legislacyjne). Downzising przyszedł i obecnie jest tak naturalny jak oddychanie. A ile było stękania o tym, że silniki będą się rozpadać po 100 k km. Oczywiście niektóre się rozsypywały. Podobnie z hybrydami, że baterie, że środowisko, że nie naprawialne, że ulegają spaleniu (widać, że z ogniem związane są marki, które zastosowały za słabą instalacją elektryczną). Wszystkie takie historie tworzą osoby ograniczone umysłowo, które nie wykonały nawet godzinnej pracy szukając rzetelnych informacji na interesujące ich tematy, zamiast tego od razu posiłkują się tym, co gdzieś usłyszały na straganie i przyjmują te historie, jako pewnik. Nie należałem do sceptyków elektryków, ale też nie byłem ich fanem. Po pierwsze dlatego, że jestem wychowany na starej szkole sportowej motoryzacji, gdzie V8 zawsze grzmiało, z wydechu szły pioruny, a start do pierwszej setki okupiony był ciemnością przed oczami i ściśnięciem organów wewnętrznych w taki sposób, że miałeś ochotę za chwilę stracić przytomność. Czyli Nm oraz dźwięk! Doskonale wiem, że V8 NA czy V8 BiTurbo lub V8 TwinTrubo, aby było w następnych latach równie ekscytujące, jak przez ostatnie 30 lat, musi być wsparte prądem. Jeździłem już takimi rozwiązaniami. W Mercedesie-AMG nazywa się to E PERFORMANCE. I ta hybryda polega na tym, że silnik elektryczny nie służy do jazdy na prądzie, ale do wsparcia potężnej jednostki V8. Różnica jest tak ogromnie zauważalna, że szczęka opada razem z rękami i nogami. AMG GT-4 S 63 E PERFORMANCE rozpieprza system. Następnie trzeba stwierdzić, że same elektryki także są coraz bardziej sensowne. Jednakże wszystko zależny od tego czy faktycznie chcesz oszczędzać i jeździć na prądzie, czy chcesz po prostu jeździć dynamicznie i sportowo. Bowiem tu i tu znajdziesz rozwiązania. Elektryki są pewną przyszłością. Dodam tylko, że najnowsze baterie utrzymują swoją sprawność przez 500 tys km i dają się odzyskać w 96%. I niech to utnie wszystkie bezsensowne dyskusje samozwańczych ekspertów motoryzacyjnych spod kiosku z ziemniakami. Faktem jest, że ja sam musiałem dorosnąć do tego, aby wysiadając z elektryka być uśmiechniętym. Ale udało się. I były to elektryki spod znaku czterech pierścieni, ale też spod znaku AMG. Jedne i drugie zrujnowały mózg. AMG EQS 53 4Matic+ potrafi tak przyspieszyć z lunch control, że odpływa Ci krew z przedniej części głowy, a przed oczami robi się ciemno. Siła Niutonometrów jest obezwładniająca. Tylko ta cisza. Ale to też nie jest problem, bowiem to nowa era motoryzacji i cisza w samochodzie w XXI wieku jest produktem docelowym. Zatem sportowe elektryki są naprawdę rewelacyjne, podobnie jak cudowne sportowe hybrydy Plug-In typu V8 + prąd! Te rozwiązanie jest szalenie pociągające, jednak to zupełnie inna historia. Ale jak ma się sprawa z elektrykami do miasta, w codziennym użytkowaniu? Sprawa jest absolutnie podobna. Jeśli masz już stację ładowania lub inną możliwość oprócz komercyjnych ładowarek, to możesz jeździć za free. Wystarczy prywatna fotowoltaika. Oferta Mercedesów EQ jest coraz większa. EQ to seria 100% elektryków z różną pojemnością baterii (zatem deklarowanym zasięgiem) oraz różne klasy samochodów. To w dość dużym skrócie. Te najbardziej miejskie to EQA czy EQB, które nie mają się czego wstydzić. Średni zasięg wg normy WLPT wystarczy na grubo ponad 300 km (367 EQB i 436 EQA), co powoduje że na jazdę w mieście zupełnie wystarczy. EQB to trochę pudełkowata konstrukcja miejskiego 7-osobowego SUV’a, która może się podobać. Spalinowy odpowiednik to GLB. Zaskakujące jest to, jak ten Mercedes żwawo reaguje na dodanie gazu. Płynne, liniowe i natychmiastowe przyspieszenie (oczywiście nie takiej jak w AMG EQS 53) ale naprawdę przyzwoite jak na SUV’a powoduje, że Twoja koncepcja w zakresie niechęci do elektryków zaczyna się zmieniać. Uderzająca jest cisza, ale jak już wspomniałem ten towar będzie głównym graczem w każdym samochodzie XXI wieku. EQB w ruchu miejskim, jak i podczas jazdy na autostradzie – a może szczególnie tam, nie ustępował w niczym innym spalinowym samochodom. Elastyczność wyprzedzania naprawdę zaskakuje. Mercedes EQB mimo że nie należy do tych samochodów, które są zapisane w sercu prawdziwego fana czterech kółek, to jednak nie należy też do grupy tych o których warto milczeć niż coś powiedzieć. EQB pozytywnie mnie zaskoczył, momentami dając nawet lekką satysfakcję z szybkiej jazdy. Podobnie rzecz ma się z modelem EQA. Mimo, że mniejszy, to także poradził sobie ze mną. Najciekawsze było, to że jeżdżąc EQA czy EQB w ogóle nie przejmowałem się faktem, że to elektryki i traktowałem je, jak każde inne auto. Więc prawa stopa często spajała się z podłożem. Za każdym razem reagowały tak, jak powinny. Bez zbędnej zwłoki, bez zastanowienia się. Nie był to od razu ogień, ale tego nie można oczekiwać po serii A i B w EQ. Dwa kompaktowe elektryczne SUV stanowią bardzo interesującą ofertę do podróży na prąd po mieście oraz na trasie. Ta oferta jest na tyle konkretna, że będąc zmuszony dokonać wyboru między GLB i EQB wybrałbym elektryka. Właśnie te dwa modele, którymi miałem okazję przejechać trochę kilometrów faktycznie są lepsze niż ich wersje spalinowe. Przez to, że Nm są dostępne już od zaraz i jest ich więcej. EQB czy EQA udowodniły swoją wartość oraz to, że przyszłość jest już teraz dostępna. Czy zatem zaprzedałem swoją motoryzacyjną duszę, zachwycając się elektrycznymi suvami!? W żadnym razie, to po prostu dorośnięcie do pewnych rozwiązań oraz rzetelna ocena produktu. Natomiast moje serce bije dla V8 Biturbo/Twin-Turbo i V8+Plug-In. Jednak należy też docenić to, że miejskie auta na prąd mają ogromne możliwości oraz zwykły sens. A zainstalowane systemu wsparcia w tym Hey Mercedes, ogromnie ułatwiają użytkowanie. EQB jak i EQA otrzymują ode mnie pozytywną rekomendację, a potencjalni klienci, którzy dalej zastanawiają się nad ich wersjami spalinowymi powinni od razu iść w kierunku elektryfikacji.
Bartosz Jagodziński
Czerwiec 2023 r.
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodów w ramach akcji EQ Tour 2023.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
W olbrzymim skrócie, gwiazdy w naszej galaktyce powstają, gdy obłoki molekularne kłębią się i zapadają, tworząc gęste jądra. Zapadanie się materii do centrum, zachodzi częściowo poprzez otaczający dysk akrecyjny. Gdy gęstość i temperatura są wystarczająco wysokie, następuje inicjacja reakcji syntezy termojądrowe i gwiazda rozbłyska. Tyle fizyka mówi na temat powstawania gwiazd. My jednak zjedźmy na Ziemię do Affalterbach – miejscowości w Niemczech, w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia, w regionie Stuttgart, bowiem tam znajduje się siedziba AMG. Ma to ścisły związek z bohaterem niniejszego testu. Bowiem nowa gwiazda Mercedesa określana dwoma literkami została w całości stworzona właśnie przez AMG. A to najlepsza rzecz, jaką mogła ją spotkać. Mowa oczywiście o najnowszym wcieleniu super legendy. SL 63 zyskał wszystko, co najlepsze ma w halach AMG. Sam design jest zniewalający. Klasyczny roadster – długa maska, krótki tył oraz dwa miejsca…hm…w tym przypadku faktycznie dwa są normalne. Ta generacja SL ma rozwiązanie typu 2+2, czyli z tyłu za przednimi fotelami znajdują się dwa dodatkowe miejsca, wielkości torby na siłownię lub na golfa lub do przewozu zakupów. Ale podobno mogą tam usiąść także dorośli, jeśli akurat nie mają nóg. Układ 2+2 to ukłon w stronę klientów, którzy wcześniej jeździli klasa S cabrio, obecnie wycofane z oferty. Jednak, mimo że doktrynalna definicja roadstera nie przewiduje tylnych siedzeń, to te dwa dodatkowe miejsca w najnowszym SL-u są całkiem poręczne. Zawsze można tam wrzucić odzienie wierzchnie. Na nic więcej i tak nie będzie miejsca. Wracając do dizajnu, to doskonale widać, jaki cel przyświecał tworzeniu tego samochodu – zniszczyć wszystko, co stanowi jakąkolwiek konkurencję. Mercedes-AMG SL stanowi połączenie najlepszych rozwiązań z zakresu zauważalności, sportu, ekstrawagancji, prestiżu, seksualnego pociągu oraz dystansu wobec innych samochodów bez dachu. To jeden z najlepszych rysunków w historii Mercedesa. Jednocześnie jest wcieleniem najlepszych genów odziedziczonych po swoich wspaniałych przodkach. Mercedes Benz Polska rzucił mi naprawdę sporą rękawicę, bowiem nie dość, że SL, że 63, to jeszcze w pożądanej czerwieni, mówiąc masz, pojeździj, napisz coś. Te trzy złączone ze sobą elementy – czyli SL + 63 + czerwień sprawiły, że zaświeciły mi się oczka i uśmiech ciężko było zmyć z twarzy. Dlaczego? Otóż, każdy z nas ma jakiś wymarzony od dzieciństwa samochód. To taki święty graal lub obiekt nieustannego pożądania i motoryzacyjny cel, do którego się dąży. Ja mam w sumie cztery i jednym z nich jest właśnie SL. Roadster ten uosabia wszystkie najlepsze cechy związane z przyjemnością z jazdy. I niekoniecznie musi to być sportowa jazda. SL to praktycznie symbol, ikona. To, jak Porsche 911 Turbo. Symbol ten to połączenie luksusu, prestiżu, wyjątkowości, zauważalności, sportu, przyjemności z jazdy. To także know-how oraz dna poprzednich generacji. Żywa legenda, obiekt westchnień lub wyidealizowana metafora pojęcia „najlepszy”. Jednocześnie nie jest to jakaś głębsza idea, jak w przypadku Maybacha. SL uosabia pewien styl życia. Na pewno luksusowy, sportowy, prestiżowy, seksowny, najnowszy, ale oparty na cechach wcześniejszych (wszystkich) generacji. I to jest całkowity szok, bowiem każda generacja SL była wyjątkowa i kochana. Nie było ani jednej designerskiej wpadki. Styl, możliwości, pewien poziom życia nastawiony na cele to cechy prezentowane przez nabywców. A jednocześnie to właśnie elementy, które współgrają z najnowszym SL. 63 to najlepszy dodatek, wręcz najpopularniejszy. Zgodnie z zasadą, jeśli Mercedes, to AMG, jeśli AMG to SL, jeśli SL to 63. Tak naprawdę po silniku 6,2 litra dawno słuch zaginął, ale 4.0 Biturbo wspaniale uzupełnia tą lukę, która jest zarezerwowana dla dwójki podróżujących. SL idealnie pasuje wszędzie. Nadaje się na każdą okazję i nie narzuca swojego istnienia nikomu dookoła. Nie jest nachalny. Nie jest także gościem, który sądzi, że zawsze ma rację, jest napakowany sterydami i zaczepia każdego napotkanego. SL to raczej typ sportowca, ale ukrywającego swoje mięśnie pod sportową bluzą lub koszulą. Swoje zalety i talenty pokazuje podczas jazdy w sposób perfekcyjny i ciągły. Każda podróż jest pełna emocji i szczęścia. Dozowanie ilości Nm, jakie spadają na nawierzchnię to czysta zabawa, zupełnie nie chcesz sprawdzać lunch control czy prędkości maksymalnej z jaką jest w stanie pokonać kolejny zakręt. W nim cieszysz się po prostu czystą jazdą. Zbytnio nie interesujesz się możliwościami podróży z maksymalną prędkością (315 km/h). Nie oto w nim chodzi. Ta gwiazda nie tylko lśni, ale wręcz obezwładnia i paraliżuje swoją skoncentrowaną pozytywną energią. W najnowszej odsłonie SL oczarowuje, imponuje, fascynuje, zniewala, uzależnia i daje najwięcej radości z jazdy, niż jakikolwiek samochód z zdejmowanym dachem. Prócz designu SL AMG ma coś jeszcze. To potężny 4-litrowy silnik V8 Biturbo pod maską, który generuje 585 KM oraz 800 Nm. Wszystko przekazywane jest na nawierzchnię poprzez napęd 4Matic+ oraz automatyczną skrzynię biegów 9G-TRONIC. Sekta stuknie po 3,6 s. Ale jakie to ma znaczenie? To nie model, w którym ścigasz się o ułamki sekund, aby być pierwszym. Nim się jeździ w taki sposób, że zawsze jesteś wygranym niezależnie od zajętego miejsca. Wnętrze testowanej wersji 63 było wyjątkowo dopieszczone. Elementy z włókna węglowego, skóra, alcantara, head-up, potężny ekran, który zmienia kąt położenia. Na kołach 21’’ felgi skrywające ceramikę. Sama forma deski rozdzielczej jest klasyczna, mimo ekranu to przed kierowcą mamy wirtualne zegary w zagłębieniu, a nie płaski tablet. I tak naprawdę do jazdy wystarczy head-up. Systemy wsparcia, czy asystujące przejęte z magazynów Mercedesa. Ale to również bez większego znaczenia. Jazda z dachem czy bez jest tak samo uzależniająca. Oczywiście prawidłowość modelu powoduje, że należy pozbyć się tego co nas chroni przed deszczem i ustawić wydech w tryb sportowy modulować gaz prawą stopą, tak aby w każdy zakręt wchodzić z redukcją, a na wyjeździe z pełnym gazem. Wtedy samochód będzie wspaniale strzelać z wydechu, a za chwilę odepchnie się od nawierzchni z wyraźnym basowym wrzaskiem podwójnie doładowanej V-ósemki. Ty natomiast wciśnięty w fotel poczujesz się jak w raju. SL naprawdę uzależnia i nie jest to zwykłe uzależnienie jak od słodyczy, ale raczej jak od bycia wyjątkowym. Ego szleje, ale w odpowiednich normach. Nie głupiejesz i nie czujesz się nagle jak mistrz kierownicy, ale czujesz się szczególnie wyjątkowo, ogarnięty przez zalewające szczęście. Czerwony kolor nadwozia ma także w tym wszystkim udział. Jest szybszy niż reszta palety kolorów. Widok SL, szczególnie w wersji 63 wywołuje szczęście, od tak po prostu. Jest naprawdę mało samochodów, które, kiedy od razu stwarzają poczucia gorącej radości. Ta głębsza idea, nie nastawiona jest na wyśrubowane wyniki jak 911 GT3 RS, to bardziej idea, którą się zrozumie (dopiero) podczas jazdy. Bardzo ciężko wyobrazić sobie współczesną motoryzację bez tego modelu. SL 63 jest jak prezent pod choinką, na który się długo wyczekuje. Albo jak pocałunek ukochanej, na który czekasz od pierwszej randki. To generator niesamowitych emocji, szczęścia oraz czystej przyjemności z jazdy. Wybór między nim, a jakimkolwiek innym samochodem bez dachu wydaje się oczywisty. Król jest tylko jeden. AMG SL 63 to imponujące auto łączące wiele pozytywnych cech i emocji. Szczęście z jego posiadania zaczyna się od 1.017.900 zł, ale to naprawdę niewiele za to, co się otrzymuje w zamian. W przeciągu dwóch tygodniu miałem możliwość szczegółowego obejrzenia dwóch wersji 55 i 63. Obie emanowały tym samym, czyli szczęściem i prestiżem. Ale tylko jedna była tą właściwą.
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 5/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc, i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes-AMG SL 63 4Matic+
3982 cm3, V8 Biturbo, 585 KM, 800 Nm, 3,6 s do setki
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu w ramach akcji AMG Dream Cars 2022.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Październik 2022
To naprawdę dość dziwne, jak na mnie, ale jednocześnie umyślne zachowanie. Wsiadam za kierownicę samochodu z zupełnie brakiem wiedzy o jego parametrach. Tylko tyle, że elektryk spod znaku AMG. A zatem musi to wyglądać …poprawka, musi to odpowiednio jeździć. W gruncie rzeczy okazuje się, że AMG EQS 53 4Matic+ zupełnie zachowuje się tak jak klasa S czy E w wersji na paliwa kopalne. Jednakże to, że specjalnie nie sprawdziłem co i jak tam pod maską, a w zasadzie pod nadwoziem to w sposób dość szokujący wpłynęło na ocenę końcową. A właśnie prawdą jest, że elektryczne samochody są cięższe niż standardowe, że mają mniejsze zasięgi itd. Prawdą jest, że trzeba wsiąść do takiego auta i się przejechać, zanim będzie się powtarzać jakiekolwiek opinie. Pierwsze, co rusza w tym samochodzie, to najnowszy hit Mercedesa, czyli hyperscreen. A to nic innego jak potężna tafla szkła zamiast tradycyjnej deski rozdzielczej. Co ciekawe największy ekran jest wklęsły. W realnym odbiorze wygląda to wspaniale. Jednocześnie jest bardzo funkcjonalne oraz nie przyprawia bólu głowy w zakresie obsługi. Gorzej, jeśli nie za bardzo lubisz smartfonów. Będzie ciężko się odnaleźć. Drugi ekran ma pasażer, jest on niezależny w wyświetlanych informacjach od tego pierwszego. Kolejny ekran to panel z podstawowymi zegarami dla kierowcy. Jest jeszcze jeden zwany head-up display, ale ten head-up jest szczególny bowiem połączony z rozszerzoną rzeczywistością. Uważam, że augmented reality to przyszłość w motoryzacji w zakresie interakcji kierowca-pojazd. Szczególnie w podróży w nowych, nieznanych miastach, które są oznaczane tak jak robią to drogowcy w Szczecinie. Idealny partner podróży. Nie sposób stosując się do wskazówek wyświetlacza nie dojechać do celu. Wielkość wyświetlanych na szybie informacji jest imponująca, to praktycznie ekran o przekątnej 77’’ (tak na moje sprawne oko). Reszta wnętrza, to typowa klasa wyższa premium. Mercedes zadbał o wszystko, aby wszystko było takie jak w klasie S. Elektryk EQS nie bez przyczyna ma literę „S” w nazwie. Mięciutkie poduszeczki w zagłówkach, wyjątkowo wygodne fotele, dość spora przestrzeń z przodu oraz pełnowymiarowy tył auta. A jak on jeździ? Szybko i cicho. Jednakże można skorzystać z trybu dźwiękowego emitowanego przez system komputerowy na przykład przy szybkiej jeździe, w końcu to samochód sygnowany logo AMG. A w zasadzie pierwszy elektryk, który wyjechał z hali AMG i powiem tak – zasługuje na te trzy soczyste literki. EQS 53 AMG niszczy wszystko co budowane było przez dekady w sportowej części motoryzacji. Naprawdę wszystko wypierdala na góry nogami. Ale ma jeden problem. O tym za chwilę. Jak wspomniałem wstępem, nie interesowały mnie w ogóle możliwości czy parametry elektrycznego silnika. Tak naprawdę EQS też mnie nie interesuje. Ale wersja AMG to już coś innego. Bowiem, oprócz bajerów i wszystkiego high-tech z normalnych modeli premium Mercedesa, ma on coś jeszcze. Na oficjalnej stronie producenta, widnieje informacja (o, której nie wiedziałem wcześniej), że ten model potrafi pierwszą setkę machnąć w 3,8 s. Jednakże 3,8 s. w silniku V8, jest względne z tym co robi silnik elektryczny. Otóż korzystając z funkcji launch control EQS AMG machnął setkę w niecałe 3 s. To tak, na moje oko oraz wciśnięte ciało w fotel to było 2,9 s. Ale zanim to się stało zatrzymaliśmy samochód, wykorzystaliśmy właśnie launch control, sekundę przed puszczeniem hamulca auto zacisnęło nam pasy i jazda! Ale dosłownie jazda! To jak wystrzał z procy lub wyrzut z katapulty. Moja głowa wbiła się w mięciutką poduszkę w zagłówku, obszar klatka piersiowa brzuch – został wciśnięty w fotel, moje organy zwinęły się wokół kręgosłupa (poczułem to), z przedniej części głowy odpłynęła krew, zrobiło mi się ciemno przed oczami, moje ręce zesztywniały betonując uścisk na kierownicy, jedynie prawa stopa dała radę przeskoczyć z pedału gazu na hamulec. Jedynie co wyjęczałem, to o kurwa! Taki poziom przyspieszenia pamiętam z M5 Competition, tylko tam był dodatkowo huk silnika. A tu cisza. AMG opracowało na taką akcję, jakąś ścieżkę dźwiękową, ale mniejsza o to. Szokujące w tym wszystkim było to, że elektryk made in AMG startuje tak cholernie szybko na horyzont, jak spalinowe biturbo V8. Stary świat właśnie zginął. Od tej chwili polubiłem ten samochód. A lunch control jest stosowany bez ograniczeń. Elektryki mają to do siebie, że jeździ się nimi (nawet sportowymi) bez emocji, bowiem nie potrafią mimo genialnego przyspieszenia, generować efektów akustycznych rodem z dzikich V-ósemek. Jednak ich poziom przyspieszeń jest szokująco techniczny oraz uzależniający. I naprawdę podpiszę się pod tymi słowami: elektryki – sportowe elektryki mogą być uzależniające. Szczególnie EQS AMG. Nie kojarzę takich anomalii jeżdżąc e-tron GT. Dopiero później, po teście sprawdziłem, co AMG wrzuciło w ten model. Okazało się, że EQS AMG ma 1020 Nm[1] i 484 kW, które po standardowym przeliczeniu dają wyniki 658 KM! No to jest już konkretna moc. W porównaniu do Porsche Taycana to EQS AMG ma typowe wręcz idealne dwudziesto-pierwszo wiekowe wnętrze. Natomiast gdy środek Taycana wygląda jak zużyte chusteczki wymieszane z zaprawą do klejenia posadzki. Jednak z małym, ale….Porsche ma niezawodną broń zwaną Turbo S i nie ma znaczenia czy jest zasilana elektronami czy paliwami kopalnymi. Turbo S zawsze wygrywa ze wszystkimi! Ale wracając do Mercedesa, to ten EQS AMG winien nazywać się 63 a nie 53. Odpycha się na czterech łapach od asfaltu w zastraszająco elektryzującym tempie. A poza tym to typowy elektryczny Mercedes. Takich EQ AMG ma jeszcze kilka – EQE 43 4Matic, EQE 53 4Matic+, zupełna nowość SUV EQE 53 4Matic+ i EQE 43 4Matic i jedyny w ofercie EQS 53. I teraz rodzi się zasadnicze pytanie, czy k u p i ł b y m tego e l e k t r y k a patrząc na swoje nastawienie do tego typu samochodów. A więc to zależy. A zależy od tego jaki miałbym jeszcze wybór. Bowiem jeśli mam w puli 778 k zł to można zahaczyć o dealera BMW i poprosić o nową M5 Competition lub podjechać do Audi Sport i zamówić RS6 Avant. I jeszcze w jednym i drugim podobierać coś z dodatkowego wyposażenia. AMG EQS 53 sporo daje. Bowiem ten porażający, chłodny a wręcz zimny poziom przyspieszenia jest nie do odwzorowania przez spalinowe jednostki. Jednakże one tworzą dodatkową aurę, przez którą się kocha takie samochody, bo produkują potężny pierwiastek szczęścia, jakim jest dźwięk. A tego elektryki nie będą potrafić nigdy. Zatem, mimo że naprawdę zostałem zauroczony – zupełnie jak przy pierwszej miłości tym modelem, to pozostaję przy klasycznym rozwiązaniu opartym na jednostkach V8. Natomiast XXI wiek daje inne możliwości i one są naprawdę, szokujące, kuszące oraz imponujące. I właśnie taki jest EQS AMG. Cichy, ambitny, chłodny w obejściu, załadowany po sam dach najnowszą technologią, która pozbawiona jest tak naprawdę jedynego słusznego elementu – silnika, a w zasadzie wrzasku silnika V8. To naprawdę wyjątkowy samochód, który mimo cholernej nadwagi ponad 2,5 t, wymagający od Ciebie chwilowego przyzwyczajenia przy hamowaniu, jednocześnie oferuje tak wysoki poziom reakcji na gaz, że zaczynasz się w tym wszystkim gubić. Czy znów fizyka została oszukana? Jak to się dzieje? Samo AMG stwierdza, że EQS 53 4MATIC+ otwiera drzwi do niezwykle ekscytującej przyszłości AMG Driving Performance. Stworzony został w pełni elektryczny pojazd, który jest również prawdziwym AMG. Jak zawsze uwzględniono przydatność do codziennego użytku i fascynujące doznania. To fakt, że EQS AMG jest zaskakujący w bardzo pozytywny sposób. I może to właśnie jest argument do pochylenia się nad jego konfiguracją, jednocześnie ma wszystkie elementy jakie oczekujesz po najnowszym Mercedesie lub w ogóle po samochodzie segmentu premium sport. No dobrze, bądźmy sprawiedliwi. Nie ma i nigdy ni będzie mieć wspaniałego dźwięku ośmiu cylindrów ani nie ma seksownego designu. Rysunek EQS AMG jest tak samo emocjonalny jak design kasy fiskalnej. EQS ma wiele, ale nie wszystko. Wybór może być naprawdę ciekawą rozgrywką między Twoimi emocjami a zimnym i chłodnym, ale mimo wszystko w ujęciu sportowym wyrafinowaniem najczystszej formy wysokich technologii. Zatem jak będzie u Ciebie?
Radość z jazdy: 4/5
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 3/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 6/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes-AMG EQS 53 4Maric+
1020 Nm, 484 kW, 3,4 s do 100 km/h
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu w ramach akcji AMG Dream Cars 2022.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Październik 2022
[1] Jeszcze tego nie odkryłem do końca o co kaman, ale na oficjalnej stronie Mercedes AMG jest info o 950 Nm, ale na stronie Mercedes Benz Polska mamy 1020 Nm. Wszystkiemu winna rozporządzenie WE 715/2007.
Słowo luksus według słownika PWN ma aż trzy definicje, które sprowadzają się w zasadzie do jednego – wygodnego życia. Luksus to warunki zapewniające wygodne życie. Luksus to także przyjemność, na którą można sobie rzadko pozwolić. Ale luksus to również drogi przedmiot ułatwiający lub też uprzyjemniający życie. I tak właśnie zgrabnym susem przenosimy się do świata luksusu. Należy sprecyzować - świata luksusowej motoryzacji. Poza motoryzacją, tak i wewnątrz niej luksus ma przeróżne oblicza. Można luksusowo mieszkać, w najbardziej nowoczesnych lub znanych miejscach na świecie, można ubierać się z klasą (też jest to oznaka luksusu), w końcu żyć na wysokim i luksusowym poziomie oraz przemieszczać się z odpowiednim nastawieniem w sensie nie podróży ze świtą czy ochroną, ale z pewną aurą niedostępności dla reszty. I to także jest luksus. I właśnie taki stan rzeczy miałem okazję przetestować. Najpierw w najbardziej odpowiednim miejscu w samochodzie, czyli za fotelem pasażera, a następnie być kierowcą tego luksusowego pojazdu. A mowa o samochodzie, który swoich konkurentów ma de facto tylko trzech. Jeden nazywa się Rolls-Royce Phantom, drugi Phantom Extended series II oraz trzeci Bentley Flying Spur Speed. I teraz krótkie wyjaśnienie, dlaczego właśnie tak? Zarówno Phantom II jak i Flying Spur Speed dysponują pod maską dwunastoma cylindrami. BMW ich już nie ma. Natomiast Audi ma wersje A8 Horch, ale pod maską są 3 litry przeznaczone (jak na razie) dla Chińskiego nabywcy. Zatem powitajmy w teście Mercedes-Maybach S 680. Tak wielka liczba po literze S oznacza, że pod maską pracuje 6 litrowe V12, które produkuje 612 KM oraz 900 Nm przekazywana na 4 koła. 5469 mm długości powoduje, że jest to jeden z największych samochodów będących w ofercie na rynku. Jednak Phantom series II jest jeszcze dłuższy. Mercedes-Maybach S w ujęciu 680 to naprawdę kawał samochodu. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jeżdżąc takim samochodem należy mieszkać w co najmniej w 680 metrowej wilii. Ale właśnie wcale tak nie musi być. Co innego z RR, bowiem on nawet do tego zobowiązuje. Maybach już niekoniecznie. Nie można także napisać, że to wypasiona klasa S. Bowiem byłoby to krzywdzące dla tego projektu. A zatem jak z nim jest? W sensie zrozumienie idei, którą się kierujemy składając zamówienie na nowego Maybacha? Próbowałem znaleźć odpowiedź siedząc, a właściwie leżąc z tyłu i bawiąc się dedykowanym tabletem podczas jazdy. Tablet sprytnie obsługiwał wiele funkcji, które uprzyjemniały jazdę. W końcu to jeden z najbardziej luksusowych samochodów, jakie jeździły po Ziemi. Ale nie o tym będę pisać, bowiem szukanie idei posiadania Maybacha nie może sprowadzać się do tylnego miejsca oraz tabletu. Fakt, że podróż była bardzo przyjemna i pozwalała na odpłynięcie myślami w inne miejsce sugerowała właśnie cząstkę całości tego samochodu. Majestat, wykwintność czy odcięcie się od zewnętrznego świata podczas jazdy, to niewątpliwie wspaniałe zalety i one składają się na ideę Maybacha. Do tego należy dodać pełną gotowość do pracy w czasie podróży. Tryb jazdy Maybach w Maybachu przekształcał samochód z luksusowego pojazdu w nadluksusowy pojazd. Tutaj właściwie chodzi o komfort podróży oraz możliwości jakie mamy w czasie jazdy. W zasadzie dwoma lub trzema kliknięciami w ekran tabletu odcinamy się od świata zewnętrznego, uruchamiamy dedykowane programy odpowiedzialne za nastrój – czyli całe otoczenie dostosowuje się do naszych aktualnych upodobań. Chodzi o oświetlenie ambientowe, rodzaj masażu, genialne wielokonturowe fotele i ich możliwości ustawienia, klimatyzację, wentylację, podgrzewanie, nastrojową muzykę, nawet zapach. Doskonale wiadomo, że im bardziej jesteśmy zrelaksowani, tym efektywniej wykorzystujemy naszą zdolność do tworzenia, rozwiązywania problemów czy zarabiania. Rodzą się nowe pomysły, tworzą się możliwości. Maybach w sposób wręcz doskonały zapewnia takie właśnie warunki. Właśnie tylne siedzenia Maybacha są ideą czy źródłem zapotrzebowania na ten produkt. Tam, właśnie z tyłu potrafisz po pierwsze doskonale się odprężyć oraz zrelaksować, a następnie przystąpić do pracy. Jednocześnie w Maybachu nie będziesz odczuwać faktu, że Twoje ego nagle jest wielkości pałacu Buckingham i chcąc, nie chcąc uważasz się za koronowaną głowę. To naprawdę wspaniała cecha tego samochodu. To jest więcej niż klasa S, ale nie aż tyle, aby stracić rozsądek i uważać się za posiadacza błękitnej krwi. Jesteś po prostu sobą, nie udając nikogo innego. To zupełnie jak z prawem przyciągania. Jeśli myślisz w sposób pozytywny zaczynasz przyciągać do siebie osoby, które mają takie samo nastawienie jak Ty, również pozytywne i myślące o sukcesie, a nie o porażkach. Zatem zasiadając w tylnej części Maybacha S 680 nie możesz myśleć inaczej niż w sposób pozytywny, produktywny oraz nastawiony na realizację celów, bowiem myśląc w sposób opozycyjny wobec wyżej wskazanych cech, nie będziesz tam siedzieć. S 680 oferuje aż nad to co jesteś w stanie wykorzystać. Słowa takie jak absolutny luksus czy fenomenalny lub co gorsze najbardziej luksusowy samochód pojawiają się zbyt często w opisach Maybacha, nie robiąc mu dobrze. Tak naprawdę luksus ma różne oblicza i nie wchodząc w szczegóły danego projektu, a używając zbyt trywialnych określeń spłaszczamy ideę, która przyświecała tworzeniu tego projektu. Nad tym pojazdem należy pochylić się w ujęciu niemalże kwantowym, bowiem wtedy zrozumie się po co on tak naprawdę powstał. W zasadzie w 90% przypadków klasa S nawet w wersji L wypełnia wszelkie niedostatki duszy i umila każdą podróż jednocześnie zaświadczając o statusie i możliwościach właściciela. Ale ktoś zadał pytanie – a czy można więcej? Można, tylko więcej czego? Luksusu? Arystokratyczności? Indywidualności? Jakie jest naprawdę zapotrzebowanie na Maybacha? Czy to faktycznie luksus, czy może technologia, czy prestiż, czy wyjątkowość, czy może wrzucenie ego na wyższą półkę? Zdecydowanie jest to samochód do bycia wożonym, ale nie w sensie arystokratycznym, tylko czysto i zimno technicznym. Zatem będąc świadomym użytkownikiem wszelkiej technologii zgromadzonej w tym samochodzie, wykorzystujesz ją na potrzeby swojej pracy. W 100% korzystasz z każdego bita technologii, która jest na Twoich usługach, co więcej jest Ci właśnie dokładnie taka potrzebna do pracy. Albo najpierw odpoczynku, wyłączenia na chwilę umysłu i odprężenia się. Jednocześnie to podróż pierwszą klasą, a nawet nie bowiem to podróż top class, w jednym z najlepszych rozwiązań w klasie premium. Używasz mniej emocji, a więcej chłodnego spojrzenia na rzeczywistość. Taki właśnie jest Maybach. Stonowane emocje, ale za to zyskujesz więcej głębszego spojrzenia w kontekście szukania rozwiązania problemu, z którym wsiadłeś na tył tego samochodu. I mimo, że pod maską pracuję ginący już gatunek, czyli V12 Biturbo to jakoś nie masz, nie czujesz, nie tryskasz chęcią wchodzenia w każdy zakręt bokiem. 612 KM oraz 900 Nm, w innym mniejszym, lżejszym nadwoziu waliłyby Cię w kark i żądały natychmiastowego i stałego naciskania prawego pedału. A tutaj mając pod prawą nogą 900 Nm po prostu jedziesz. Nawet nie chce Ci się spieszyć. Jednocześnie trzymając w rękach drewnianą kierownicą czujesz, że za tobą jest jeszcze jakieś 5 metrów samochodu. Tylna oś skrętna pomaga na zakrętach, ale i tak wielkość samochodu jest odczuwalna. Wszelkie systemy wsparcia, elementy wykończenia, spasowania i łączenia jednych elementów z drugimi znajdują się na najwyższym możliwym poziomie. Doskonale jest to znane z najlepszych Mercedesów. Jednak dla mnie samochód ten nie wzbudził ani jednej cząstki emocji. Emocji, które towarzyszą mi w motoryzacji od zawsze. Nie wstrząsną mną jak EQS 53 AMG podczas launch control, nie wbił w fotel jak M5 Competition, nie zrujnował mózgu designem oraz siłą odpychania się od nawierzchni jak RS6, nie zawładnął sercem jak S8, ani nie reagował na każde muśnięcie gazu jak GT-4 63 S E Performance. Ale w zamian za to otulił najlepszą formową chłodnego technicznie luksusu i pozwolił na uchwycenie pierwiastka idei zwanej Maybach. I zrobił to w doskonały sposób. Ten czas poświęcony dla tego modelu opłacił się. Głębsza idea została odnaleziona. Maybach rozszyfrowany. Idealnym utworem do podróży będzie „TIME” Hansa Zimmera z Incepcji. Wchodzisz głęboko w ten utwór jednocześnie rozkoszujesz się z tyłu w chłodnym luksusie, który jest stworzony tylko po to, aby pozwolić się dalej pracować, a nie udowadniać, że wchodząc do windy jest ona cała zajęta przez Ciebie i Twoje ego. A może jeszcze zupełnie inaczej. Może idea Maybacha jest względna? Może to podobnie jak z czasem, który spowalnia przy dużych prędkościach i wokół masywnych obiektów, całkowicie zatrzymuje się przy prędkością światła i na horyzoncie zdarzeń i nie istnieje w centrum czarnej dziury. Względność czasu to, gdy „człowiek siedzi obok ładnej dziewczyny przez godzinę, to ta godzina wydaje się minutą. Ale każ mu usiąść na minutę na gorącym piecyku, a wyda mu się dłuższa niż godzina”. No właśnie taki jak Maybach. Wyraża się przez luksus, prestiż, względność, beznamiętność, przyjemność, efektywną pracę, ale również odcięcie się od zewnętrznego świata. I mimo, że brakuje tych fajnych cząstek emocji, które są związane z kwantowymi reakcjami na gaz oraz dźwięk silnika, to nadal go uwielbiasz i zaczynasz pożądać. Masz na jego pokładzie oraz w całości zupełnie inne rzeczy. Rzeczy, których nie dostaniesz nigdzie indziej. Czy to nie paradoks?
Radość z jazdy: 4/5
Gang silnika: 3/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Mercedes-Maybach S 680:
5980 cm3, V12 Biturbo, 900 Nm, 612 KM, 4,5 s do 100 km/h
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu w ramach akcji AMG Dream Cars 2022.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Październik
2022
Warto weryfikować swoje wyobrażenia na różne tematy, bowiem to co wczoraj było na topie, dziś jest przestarzałe, to co kiedyś było średnie, po poprawkach może zaskoczyć. To co działa starzeje się i dzięki postępowi idziemy ku lepszemu. Nigdy w świecie motoryzacji nie było tak wspaniałego okresu! I mówię to ze pełną odpowiedzialnością za swoje słowa. Mimo, że elektryfikacja wdziera się siłą w świat samochodów premium i premium sport, że silniki V12 czy W12 są praktycznie unicestwione, że V10 schodzi ze sceny, że normy emisji spalin oraz ekologia dobiera się do V8-ek to jedno. I faktycznie poprzez te działania kończy się pewna era. Ale zauważmy, że jednocześnie rozpoczyna się nowa, kolejna, która wnosi znacznie więcej niż odbiera. Mimo, że elektryki nie potrafią dać tyle radości co spalinowe samochody sportowe, to jednak jest pewna kombinacja, łącząca te dwie wydawać by się mogło skrajności w jedną – hybrydy, ale z naciskiem na sportowe hybrydy, które mają gdzieś normy WLTP. Bowiem dzięki temu, że wrzucamy elektryczny silnik do spalinowej jednostki, na przykład Biturbo, otrzymujemy coś znacznie lepszego, niż mogła zaoferować poprzednia epoka oparta na hałasie, paliwach kopalnych oraz naturalnie oddychających silnikach. Obecnie praktycznie każdy silnik ma turbinę. Wiele ma rozwiązania zwane BiTurbo lub TwninTurbo. Zanim przejdziemy do bohatera testu, wyjaśnimy różnicę między tymi rozwiązaniami. Zatem BiTurbo to równoległe doładowanie silnika, gdzie używa się dwóch turbosprężarek pracujących względem siebie równolegle. Każda z turbin doładowuje swoją część cylindrów. Natomiast TwinTurbo to doładowanie sekwencyjne, gdzie pracują dwie różne inne turbiny (mniejsza i większa), włączające się sekwencyjnie. Jedna, ta mniejsza pracuje na niskim zakresie prędkości obrotowych silnika, działając najbardziej efektywnie od 1500-1800 obr./min do 2500-3000 obr./min. W momencie, gdy jednostka napędowa osiągnie takie wartości, stopniowo załącza się druga, większa turbosprężarka. I tak oto dojeżdżamy do punktu zwrotnego. Doskonale pamiętam, jak w 2021 roku miałem przyjemność dzierżyć w dłoniach kierownicę modelu AMG GT-4 63 S 4Matic+ (dla przypomnienia 639 KM, 900 Nm) i okazało się, że nawet w trybie Sport + reakcje na dodanie gazu budziły się gdzieś w zakresie powyżej 2200 obrotów. Jakby ospale, z niechęcią. To trochę słabo, jak na taki materiał pod maską. Zatem BiTurbo testowanego wcześniej GT-4 specjalnie mnie nie zachwyciło. Audi RS6 Avant czy BMW M5 Competition żwawiej wykorzystują swoje silniki. Jednakże nowa technologia wplotła się jak romans między dotychczasowymi rozwiązaniami i tak powstała nowa zaskakująca wersja GT-4 63S. A dokładnie AMG GT-4 63S E Performance, doładowywany z gniazdka... Naprawdę się tego nie spodziewałem, ale testowany Mercedes-AMG o absurdalnie długiej nazwie GT-4 63S E Performance stał się bramą do nowego świata. Połączenie (zalet) dwóch wydawać by się mogło skrajnie odległych od siebie projektów – czyli silnika spalinowego oraz elektrycznego dało szokujące rozwiązanie w sportowych samochodach. To coś więcej niż hybryda Plug-In. Takie przyspieszenia oraz reakcje na wciśnięcie gazu dostępne są w super samochodach sportowych pokroju Ferrari, Lamborghini, czy w niektórych modelach Porsche. Dla mnie ważniejsze niż czasy przyspieszeń jest elastyczność oraz szybkość reakcji skrzyni, silnika oraz hamulców na polecenia wydawane przez kierowcę. A ten AMG idealnie je realizuje. Być zachwyconym to praktycznie nie powiedzieć nic. W skrócie można krzyknąć: JAKA ZMIANA względem poprzednika!! Niewyobrażalna! Jakby dwie zupełnie różne generacje. Dodatkowy silnik elektryczny z specjalną baterią oraz mechanizmem odzyskiwania energii, mimo że zabrał trochę bagażnika to dał znacznie, znacznie więcej niż można by się spodziewać. Właśnie tak, od początku powinien jeździć model ten model. Przez chwilkę skupmy się na liczbach, bowiem ten Mercedes prezentuje wielkie wartości: 1200 Nm (900 z V8 + 300 z elektrycznego silnika), 843 KM (639 z Biturbo + 204 z elektryka), co przekłada się na fenomenalne 2,9 s. w sprincie do pierwszej setki, odpychając się czterema kołami, ale z naciskiem na tył. Naprawdę momentalnie czuć różnicę. Samochód ciągnie już z samego dołu obrotów, gdzie działanie Biturbo wspomagane jest elektryczną jednostką. Tak szybko, jak potrafił reagować na nawet delikatne dotkniecie gazu, tak szybko wzrasta zadowolenie kierowcy. Jako wzór w tej klasie samochodów stawiam M5 Competition w ustawieniach Sport+, ale chyba nadszedł czas na zmianę lidera. Mercedes naprawdę pozytywnie zaskoczył. E Performance to nie marketing. To faktycznie zmiana sposobu tworzenia sportowych modeli premium sport. Trzeba pamiętać, że ten model wyszedł w całości spad rąk AMG, a to oznacza, że wnętrze jest wybitnie wypasione oraz wykończone. Od sportowego auta wymaga się czerwonych pasów bezpieczeństwa, więc ten mały pstryczek w stronę konfiguracji samochodu. Reszta jak najbardziej mercedesowska oraz zakończona wysokim poziomem znanym z modeli Audi. Czyli jest naprawdę dobrze i wyjątkowo. Wielki ekran wyposażony jest w system multimedialny MBUX ze zintegrowanymi wyświetlaczami i funkcjami AMG. Na zestawie wskaźników masz do odczytu najważniejsze parametry – zasięg silnika elektrycznego, zużycie prądu, moc i moment obrotowy dwóch silników oraz temperatury wszystkich istotnych komponentów. Nie czujesz, że czegoś brakuje we wnętrzu samochodu, którego cena startuje z pułapu 1.062.500 zł. Bardzo wysoko odskoczył i konkurencji i innym modelom AMG, ale 1200 Nm oraz 849 KM nie może być tanie. Podczas jazdy E Performance usłyszałem ciekawą opinię, że E 63 S mimo, mniejszego zasobu pod maską, jest bardziej narowiste i nastawione na wybicie zębów kierującemu, niż GT-4 63 S. Dlatego od razu zaświeciły mi się oczka, bowiem to co prezentuje E Performance jest na bardzo wysokim poziomie. Gotowość samochodu do skoku w przód aktywna jest w zasadzie na całej skali rozpiętości obrotomierza. I właśnie to jest najbardziej imponujące. Łatwość i czystość reakcji są kluczową cechą E Performance. Kiedy GT-4 63 S dostawał polecenie ataku na horyzont następowała chwila zwłoki, niby jechał, ale jakoś wstrząsu nie było, aż do przekroczenie wspomnianych 2200 obrotów. Natomiast ten z dodatkiem silnika elektrycznego rzuca się momentalnie w stronę przestrzeni, jednocześnie ogarniając otoczenia wspaniałym wrzaskiem V-ósemki. Technologia hybrydowa jakby za sprawą magicznego programowania zorientowana jest na osiągi. A to w połączeniu z know-how od AMG pozwoliło stworzyć naprawdę wyjątkowy samochód sportowy. I mimo że design nie jest tak pociągający i porywczy jak w przypadku RS6, to jednak należy oddać królowi to, co królewskie i stwierdzić, że E Performance jest trochę żywsze w zakresie natychmiastowych reakcji niż M5 Competition oraz RS6. Ta nowa formuła zaproponowana przez AMG zdała egzamin. Jak rozpoznać ta wersję od zwykłej GT-4 63S? Czerwona nazwa modelu z tyłu samochodu oraz klapka do lądowania Plug-In. Reszta to typowe rozwiązania made in AMG włącznie z ceramiką na czterech kołach. Ten samochód należy wręcz zestawić w kontekście jego konkurencji. Jednocześnie można się uprzeć, że jej nie ma, bowiem jest hybrydą. Ale model ten stoi bezpośrednio w zestawieniu z M5 i RS6. Jest najmniej praktyczny ze wszystkich, najmniej widowiskowy, ale jednocześnie gwarantuje jedne z najlepszych reakcji na dotknięcie gazu. To naprawdę fenomenalne uczucie, kiedy auto słucha każdego Twojego polecenia i wykonuje wszystko bez sekundy zastanowienia się. Wspaniałe połączenie dwóch światów na rzecz nie zmniejszenia emocji spali, nie zmniejszenia spalania, ale właśnie celem lepszych czasów przyspieszeń oraz spotęgowania radości z jazdy. Odnoszę wrażenie, że Mercedes-AMG GT-4 63S E Performance jest tak odmienny od AMG GT-4 63S w natychmiastowych reakcjach, że zaskoczył samych twórców. Zupełnie inny poziom doznań, szczęścia oraz odbioru samochodu podczas jazdy. To nie jest typowy elektryk z nadwagą i bez dźwięku. V8 plus silnik elektryczny daje do pieca! Szkoda, że te rozwiązania zanim ukazały swoje piękno muszą schodzić ze sceny na rzecz pełnej elektryfikacji. Te hybrydowe sportowe know-how mogłoby by praktycznie z dekadę cieszyć nabywców i rozpalać serca miłośników marek premium. Odnoszę wrażenie, że E Performance to pierwszy i jednocześnie ostatni przedstawiciel tego gatunku. Chociaż może i nie do końca, szykuje się SL 43 Hybrid, nowa S-ka będzie także połączeniem najlepszych lat AMG oraz elektryfikacji. Zatem można sądzić, że Mercedes mimo wprowadzania coraz większej gamy modeli EQ zostawi także furtkę dla rozwiązań takich jak E Performance, mimo likwidacji silników V8 w swoich sportowych wersjach. Ta wersja to jeżdżąca przyszłość, która czekała na odkrycie przez ok. 15 lat trwania XXI wieku. Oczywiście możliwości technologiczne pozwoliły dopiero teraz na taki krok. Ale ten krok jest wielkim krokiem w stronę tego, jak powinien reagować sportowy samochód segmentu premium sport. Zatem serducho zaczyna bić w stronę technologii E Performance. A to składnia do jednego – weryfikacji zdania na temat elektryków i hybryd, ale tylko w ujęciu czysto sportowym i nastawionym na emocje. I mimo że brak w sportowych odmianach dźwięku V-ósemki, to jednak można stwierdzić, że przyszłość będzie w 100% elektryczna i cholernie szybka. Dostępność maksymalnych wartości Nm praktycznie od zera jest niebywałą zaletą elektrycznych samochodów. A w wersji sport z pewnością sporo namieszają w układzie, który trwał przed dekady XX i początki XXI wieku. Taka zmiana jest pozytywna, czyli hybryda! Warto zapamiętać: 1200 Nm! Reszta to komentarze. Plus emocje, które są na bardzo wysokim poziomie. Zatem na długo zapadnie w pamięć jazda GT-4 63 S Performance, zupełnie odwrotnie niż podróż w GT-4 63 S 4Matic+…
W ofercie AMG nada są dostępne wersje GT 43, GT 43 4Matic+, GT 53 4Matic+, GT 63 4Matic+, GT 63 S 4Matic+, ale żadna, naprawdę żadna nie zapewni tyle emocji i energii co GT 4(door coupe) 63 S E PERFORMANCE!
Radość z jazdy: 5/5
Gang silnika: 5/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model GT 4-door 63 S E Performance:
3982 cm3, V8 Biturbo, 1200 Nm, 843 KM, 2,9 s do 100 km/h (dane włącznie z silnikiem elektrycznym, czyli tak zwana moc systemowa)
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu w ramach akcji AMG Dream Cars 2022.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Październik 2022
Rah, rah-ah-ah-ah
Roma, roma-maGaga, ooh-la-la
Want your bad romance…[1]
Mercedesy AMG praktycznie od początku istnienia budziły pożądanie oraz strach wśród swojej (wtedy) nielicznej konkurencji. Trochę się to zmieniło z biegiem dekad. Lata 90. XX wieku oraz początek dwutysięcznych pokazały, że muszą się bardzo liczyć z konkurencją spod literki M oraz czterech pierścieni, jednakże XXI wieku pokazuje, że to z różnym skutkiem się udaje. Elektryfikacja sporymi krokami wchodzi do świata premium sport. Zastrzyk dodatkowej energii wyprodukowanej przez elektrony będzie następnym krokiem w rozwoju segmentu premium sport. W zasadzie to już się dzieje. I nie ma większego znaczenia czy silniki wolnossące zostały w tej grupie zastąpione przez biturbo. Tutaj dalej chodzi o wielką dawkę elastyczności, indywidualności, Nm, KM, czyli siły i mocy oraz wysokiego wykonania wnętrza. Luksus połączony z odpowiednim silnikiem = prestiż posiadania samochodu danej klasy. Jednakże segment premium sport, kiedyś zdominowany wyłącznie przez klasyczne sedany (M5 jest twórcą tego segmentu) rozwiną się tak nieprzewidywalnie, że do tego grona wskakuje kombi, liftbacka oraz twory zwane czterodrzwiowymi coupé. Dlatego też z pełnym zaciekawieniem obserwowałem ruchy AMG, który z modelu GT stworzył limuzynę. Czy ten zabieg się udał, a przede wszystkim czy taka koncepcja była rynkowi potrzebna – na te pytania mam nadzieję znaleźć odpowiedź podczas testu. Zatem zapinamy pasy i udajemy się w podróż najwyższym[2] rozwinięciem modelu GT 4-door coupé, czyli GT 63 S 4Matic+. Ciekawe jak wyjdzie ten romans?
Samochód został po raz pierwszy oficjalnie zaprezentowany podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Genewie 2018 roku. Niemiecki producent w momencie odsłonięcia tego modelu zapowiedział trzy jego warianty, w tym bazowy GT 53 4MATIC+ oraz GT 63 4MATIC+ i GT 63 S 4MATIC+. Zależnie od wersji, moment obrotowy trafia na tylną oś lub obie osie za pośrednictwem napędu AMG Performance 4MATIC+. Standardem w topowej odmianie jest tryb Drift, w którym samochód staje się w pełni tylnonapędowy. W przypadku pozostałych wariantów za tę opcję należy dopłacić. GT 53 to hybryda napędzana 3.0, V6 silnikiem turbodoładowanym oraz jednostką elektryczną. Łączna moc układu wynosi 435 KM. Poza turbiną, w motorze zastosowano kompresor elektryczny, który ma niwelować efekt tzw. turbodziury. Auto w tej konfiguracji jest w stanie rozpędzić się setki w 4,5 sekundy i jechać 285 km/h. Opcjonalnie GT 53 może zostać wyposażone w system skrętnej tylnej osi, który jest standardem w odmianach z silnikiem V8. Pod maskami GT 63 i 63 S znajduje się ta sama jednostka 4.0 V8. W tym pierwszym przypadku generuje ona 585 KM i 800 Nm, a w tym drugim – 639 KM i 900 Nm. Sprint od 0 do 100 km/h trwa analogicznie: 3,4 s i 3,2 s, podczas gdy prędkość maksymalna wynosi 310 i 315 km/h. Oba modele wyposażone są w system AMG Cylinder Management, pozwalający na dezaktywację części cylindrów podczas pracy przy niewielkim obciążeniu.
GT 4-door 63 S tak naprawdę wpisuje się między E a CLS. Nasuwa się zatem na myśl następujące pytanie – czy ten model był w ogóle potrzebny producentowi? Przecież mają już przecież w swoich garażach wersje E 63 czy CLS 63? Jednakże wprowadzenie GT 63 i nadanie mu nazwy 4-door coupé (straszna), spowodowało, że z oferty został wycofany CLS w wersji 63 AMG. W chwili obecnej w ofercie jest wyłącznie CLS 53 AMG. Jednak pomijając ten fakt wzajemnej kanibalizacji modeli przez siebie na niekorzyść klienta, to GT 4-door 63 jest stworzonym od podstaw modelem na bazie prawdziwego coupé. To nie pudrowanie nosa wielkiej limuzynie pakietami AMG. Tutaj trzeba pochylić głowę nad rozwiązaniami i możliwościami w tym know-how inżynierów z Affalterbach.
Zrobili dużo, aby odróżnić nie tylko pod względem stylistycznym ten model od porównywalnej klasy E 63 czy 63S. Wielkość samochodów jest podobna, zastosowanie na co dzień podobne, praktyczniejsza okazuje się jednak klasa E z powodu większego bagażnika. Jednakże takie samochodu nabywa się nie poprzez możliwości przewozowe, ale poprzez ilość radości mierzonej uśmiechem oraz pozytywnymi wspomnieniami. Wtrąceniem – mnogość opcji wyposażenia sprawia, że trudno będzie znaleźć drugi tak skonfigurowany samochód, jednakże samo clou, czyli silnik (ręcznie składany) w wersji S jest oczywistością dla każdego AMG. Jeszcze zdanie w zakresie składania ręcznego silników. W sieci jest pełno informacji „ekspertów i specjalistów” z zakresu wiedzy o silnikach. Stwierdzić należy, że składanie ręczne daje, co prawda wynik w postaci różnej ilości mocy takiego silnika, ale jest to +/-1 KM, a nie jak można odnaleźć informacje, że są to rozbieżności w granicach nawet 5-10 KM.
Jak tam we wnętrzu? A nawet przyjemnie. Skóra, obszycia kolorowymi nićmi, alcantara, sportowe fotele AMG, które przez pierwszych kilkanaście kilometrów próbowały zniszczyć moje barki, ale w końcu udało mi się dopasować do idealnej pozycji za kierownicą. Zaskoczył mnie wyświetlacz headup, bowiem zbyt naiwna grafika (konkurencja oferuje zdecydowanie lepsze bajery i bardziej czytelniejsze) nie współgrała z całością multimediów zastosowany we wnętrzu. Ruszamy, ruszamy bowiem koło mnie siedzi certyfikowany instruktor AMG Academy. Najpierw autostrada, później krajowe drogi, następnie miasto, korek, znowu autostrada. Ta fajnie skomponowana trasa pozwala wyczuć samochód. Pamiętajmy, że pod prawą stopą mamy wejście do świata motosportu, czyli aktywację 639 KM oraz oszałamiających 900 Nm! Po pierwszym kilometrze zmieniam ustawienia samochodu na sport, wydech na sportowe brzmienie. Auto staje się jakby cięższe w prowadzeniu w sensie odbioru przekazywanego przez koło kierownicy, jednakże chętniej wkręca się na wysokie obroty. 140 czy 150 km/h to żadna prędkość, bowiem obrotomierz wskazuje lekko ponad 2000 obrotów. Zatem jedziemy i rozmawiamy. Auto posłusznie reaguje na nacisk prawej stopy, jeśli chcemy jest ułożone jak zwykła rodzinna limuzyna z dieslem pod maską, ale jeśli akurat mamy nagłą potrzebę złapania horyzontu to …do 2200- 2300 tys. obrotów auto płynnie jedzie. Ale bez żadnego dramatyzmu. W sumie nie tego oczekiwałem po tej wersji. Dopiero po przekroczeniu tej liczby zaczyna się szał. Silnik dostaje zielone światło, huk, bulgot, ryk wydechu, a Ty otrzymujesz wielkiego kopa w plecy. I myślisz kurwa nareszcie! Lekkie stękniecie -uhhh to wszystko co wydobywa się z Twoich ust. Za to właśnie kocha się sportowe samochody. To jest właśnie to! 900 Nm rozlewa się na całe auto. To są chwile, które ciężko będzie wymazać z pamięci. Fotele zlewają się z Twoją sylwetką i zapomniałeś, że wcześniej chciały złamać Ci barki. Dziękujesz sobie za zakreślenie tej opcji oraz inżynierom za jej stworzenie – modułowość dźwięku wydechu. W najostrzejszej wersji pokazuje czym jest odpowiednio doładowana V ósemka! Po prostu poezja. Zlewasz się z całością tego liftbacka, wszystko o czym myślisz w takich chwilach to tylko, aby mieć wolne kolejne kilometry drogi przed sobą. Niestety trzeba trzymać się ograniczeń prędkości oraz możliwości drogi, która jako AWO jest zwyczajowo załadowana. Sama elastyczności, wejście w zakręt i modulowanie jazdy pedałem przyspieszenia, a na koniec późne hamowanie dają dużo radości, a za sprawą techniki ukrytej w każdym podzespole samochodu i pozwalają na spóźnione reakcje kierującego. GT 63 S nie odgryzie Ci głowy jak jego protoplasta, czyli model GT (szczególnie w wersji R lub Black). Trzeba wskazać, że dość rzadko się tak dzieje, że najpierw powstaje wersja coupé, a później jej 4-drzwiowa odmiana. Zazwyczaj ten proces jest odwrotny. Tutaj Mercedes-AMG zrobił inaczej. To tak naprawdę trzeci pojazd zbudowany od podstaw przez AMG (SLS, GT, GT 4-door, nowy SL). I trzeba przyznać, że chłopaki i dziewczyny z AMG znają się na rzeczy. Chodzi o to, że Mercedes nie wpieprzał się w ten proces, a jeszcze pomógł, bowiem wywiózł księgowych do lasu i przelał dużo euro centrum rozwojowemu AMG.Swoją drogą, jest skrajnie nieodpowiedzialne przez producentów tworzenie produktów takich jak ten – z segmentu premium sport, bowiem przez takie samochody można stracić prawo do jazdy w takim samym czasie, w jakim one osiągają pierwszą setkę. A jest to poniżej 4 sekund. Nawet w niektórych wersjach blisko 3 sekund. AMG GT 63 S 4Matic+ prowadzi się jak każde inne duże auto. W trybie comfort to zupełnie inny samochód. Może nie tak mega przestronny jak klasa E, ale lepiej skrojony we wnętrzu. Z tym, że sam design nie jest porywający. Nie powiem, że nie rzuca się w oczy, bowiem dość duży spoiler widać z kilometra, ale reszta ma zwyczajny rysunek. Podobnie klasa E 63, również dla osób nie znających się na wozach ze stajni AMG ciężko zrozumieć z czym ten samochód się je. Co innego auta premium sport od Audi. Tam ociekają (będąc już na parkingu) energią, siłą, dynamizmem, strachem, wielkością. Są wulgarne, krzyczące, okazujące światu swoją dominacją, a właścicielowi dają wielkie i nie do ukrycia poczucie wyjątkowości. I tak się zastanawiam, jaki powinien być ten segment premium sport? Bowiem, dla nie wtajemniczonych – wejściówką w tą klasę jest wydanie co najmniej 500 tys. zł na auto. A to dopiero tak naprawdę początek… czy zatem pozbywając się takich kwot, samochód winien być agresywny czy odwrotnie – bardziej stonowany? To oczywiście indywidualny wybór, ale ja przychylam się ku rozwiązaniom zastosowanym przez Ingolstadt. GT 63 S daje dużo radości, lecz podkreślam, że ta radość zaczyna się dość wysoko bowiem powyżej 2200 tys. obrotów. Do tej wartości to raz, że prawdziwy Mercedes, a zatem wszelkie udogodnienia znane z innych modeli wpakowane są do środka samochodu. Mam tu na myśli rozwiązania z zakresu systemów IT, systemów bezpieczeństwa, wszelkie udogodnienia dotyczące Twojej komunikacji z samochodem. Natomiast dwa, że Mercedes-AMG, czyli jeszcze bardziej podkręcone i wyrafinowane elementy wnętrza samochodu. Nagle pojawiło się w głowie zasadnicze pytanie – czy użytkując ten samochód w sposób naturalny, czyli jazda po drogach publicznych bez wjeżdżania na tor, to niezbędne są ceramiczne hamulce (koszt ok. 34 tys. zł)? Z jednej strony nie wyobrażam sobie wersji 63 S bez tego rozwiązania, ale z drugiej tej zdrowo-rozsądkowo-finansowej byłbym skłonny do rezygnacji z tej opcji. Możliwe, że w niektórych konfiguracjach, na niektórych rynkach, ta opcja była standardem (dla 63 S), w przypadku testowanego modelu trzeba było wysupłać dodatkowe tysiące na to rozwiązanie. Jednak ten dylemat nie ma już prawa bytu, bowiem AMG i Mercedes oficjalnie wycofali z oferty sprzedaży ten model. Zatem jeśli ktoś pragnie mieć takie auto w swoim garażu, to musisz zasuwać do dealerów i liczyć tak naprawdę już na rynek wtórny, bez możliwości własnej konfiguracji. W ofercie nadal pozostają wersje GT 43, GT 43 4Matic+ oraz 53 4Maric+. Jednak w natarciu czeka wersja GT 63 S E Performance z 1400 Nm w szczycie!
Co ciekawe, to ten testowy model zatrzymał się cenowo na kwocie lekko powyżej miliona złotych (dokładnie 1.033.236,84 zł), startując z pułapu bazowego 640.487,80 zł Zatem opcjonalne wyposażenie dodało do ceny prawie 160 k zł. Reszta to niepotrzebny podatek VAT. To pokazuje, że nawet jak na AMG i to w wersji 63 S, to lista wyposażenia opcjonalnego nie jest pełna. Tak naprawdę to mógłbym jeszcze dodać kilka opcji to tego modelu, bowiem nie był w całości skonfigurowane pod moje upodobania, a to lekko podbiłoby cenę w okolicę 1.100 tys. zł. Czy zatem ten model był potrzebny? Wobec rynku nie. Zupełnie nie. Były wtedy i nadal są w ofercie wersje E czy CLS AMG. Był potrzebny dla samego producenta oraz stał się odpowiedzią na zapytania klientów – a jakby tak do GT dodać drugą parę drzwi? Sam rynek był na tyle przesycony, że kolejny w gruncie podobny model nie był priorytetem. Ale z drugiej strony w planach nie było kiedyś wersji C 63 Black… a okazała się orgazmem na kołach. Zatem GT 4-door 63 S jest odpowiedzią na nie zadane pytanie przez rynek. AMG jako wykonawca pokazał, tym modelem, że jest zdolny do zbudowania od postaw nie tylko coupé czy roadsterów, ale także limuzyn. Jednak musiałby jeszcze popracować z działem marketingu, aby nie nadawać tak długich i bezsensownych nazw ze wskazaniem na ilość drzwi swoim wspaniałym produktom. Romans zakończył się rozstaniem, bowiem GT 63 S nie zawładnęło moim sercem. Ale to przecież indywidualne odczucia. Jednakże wiele radości sprawiła mi jazda tym modelem. Nie musimy się kochać, wystarczy wzajemna sympatia.
Wycinek najważniejszych danych opisujących model GT 4-door 63 S:
3982 cm3, V8 Biturbo, 900 Nm, 639 KM, 3,2 s do 100 km/h
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu w ramach akcji AMG Performance Days.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
2021
Po prezentacji każdego nowego wcielenia legendarnego modelu Mercedesa – klasy S, zawsze pojawiają się oprócz zachwytów i ahuh także pytania – jaki on jest? – czy to najlepszy samochód świata? – czy jest lepszy od poprzednika? Takie pytania oplatają świat motoryzacji z prędkością dźwięku, jednocześnie od razu domyślnie otrzymuje się feedback w postaci pozytywnej odpowiedzi. Jest to nad wyraz nietrafna droga do uzyskania prawdziwych odpowiedzi. Nie można z założenia, nawet biorąc pod uwagę wkład, jaki klasa S ma w świecie motoryzacji zakładać, że jest to nadal najlepszy samochód na świecie.
Jaki on jest?
Zatem najwyższa pora zmierzyć się z tymi pytaniami w oparciu o najnowsze wcielenie modelu S. Tym razem w wersji 400d. Mercedes wprowadzając na rynek zupełnie nowe wcielenie swojego klasycznego produktu, pozostawił na pastwę historii poprzednią, bardzo dopracowaną generację S-ki. Nowe wcielenie klasy, wydaje się delikatnie lżejsze z rysunku, ale mniejsza o takie rzeczy. Jaka jest nowa S-klasa? Proste i szybkie pytanie. Zatem, taka też musi być odpowiedź: cyfrowa. I to najbardziej ze wszystkich obecnie sprzedawanych modeli Mercedesa (pamiętając, że EQS został jak na razie tylko zaprezentowany). Na pewno bardziej cyfrowa niż jego poprzednik, z pewnością przewyższa poziom cyfryzacji, jaki ma BMW w modelu 7. Należy zauważyć, iż ten poziom jest bardzo zbliżony do tego, co oferuje się w modelu A8. Uwagę zwraca czysta linia karoserii, bowiem z boków mamy chowane klamki. Elektryczne wysuwane, gdy do auta zbliży się kierowca lub też po dotknięciu jej powierzchni lub za pomocą pilota. Patent znany z Astona Martina. Ale dość porównań, skupmy się na tym, jaki jest nowy Mercedes? Producent zadał sobie dużo trudu, aby połączyć nowoczesność (cały dostępny w początkowych latach high-tech XXI wieku) z klasyką mercedesowskich wnętrz. I muszę stwierdzić, iż bardzo mądrze, sprytnie i ładnie to wyszło. W kokpicie dominuje ogromny w pełni dotykowy ekran nowej generacji systemu multimedialnego Mercedes-Benz User Experience. Całe wnętrze to zupełnie nowy poziom wykonania i estetyki. Na szczęście też są inne dostępne kolory skórzanej tapicerki, bowiem ten testowy kremowo-biały był szokująco nastawiony na przypadkowe pobrudzenie. Całość utrzymana jest bardzo w mercedesowskim i esklasowskim stylu. Możliwości personalizacji ustawień poszczególnych elementów takich jak: foteli, oświetlenia kabiny, ekranu z zegarami, poszczególnych podzespołów (HUD, wyświetlacza 3D, ESP, podnoszenia nadwozia i innych aktywnych układów) może być zniechęcająca z uwagi na ich mnogość. Jednakże wybierając dla siebie indywidualne ustawienie będziemy miło zaskoczeni tym, jak samochód dostosuje się do naszych wyborów. Co ciekawe, tego nie zauważysz, ale auto Cię obserwuje - dwa czujniki składające się z dwóch fioletowych diod (widać to na zdjęciach – ekran z zegarami) odczytuje Twoje ruchy i koordynację (stan zmęczenia, stan wypoczęcia, stan odprężenia), dzięki temu po dłuższej jeździe auto zaproponuje Ci na przykład przerwę na kawę lub zasugeruje (dłuższy) odpoczynek. Nie jest to nowość w tej kategorii samochodów, ale na pewno sama świadomość, że jesteś obserwowany przez samochód, z którym możesz porozmawiać, wydając mu dość swobodnie polecenia głosowe jest, co najmniej zaskakująca.
Czy jest lepszy od poprzednika? MBUX. HUD/AR.
Musi być! To podstawowa cecha każdego nowego modelu, także w segmencie premium. No i jest! Dzięki aktywacji usług online w aplikacji Mercedes Me asystent głosowy Hey Mercedes dysponuje jeszcze bardziej rozbudowanymi zdolnościami uczenia się – uwaga (!) zwyczajów użytkownika i prowadzenia z nim dialogu. Hey Mercedes objaśni też funkcje pojazdu i odpowie na pytania dotyczące wiedzy ogólnej. Wypowiedzenie głośno Hey Mercedes lub Mercedes – pozwala na dość intuicyjną i płynną komunikację z samochodem. Na czym to polega w praktyce? Na wydawaniu poleceń głosowych Mercedesowi. Jak to działa? Całkiem sprawnie, bowiem auto wyszukuje informacje z internetu (w zależności od zadanego pytanie), uruchamia ogrzewanie, klimatyzację, zmienia temperatury, włącza, wyłącza muzykę, potrafi połączyć się także z Twoim interaktywnym domem czy mieszkaniem i sprawdzić, czy pralka zakończyła pranie lub wyłączyć oświetlenie na tarasie. W praktyce wydawanie komend nie zawsze jest odczytywane poprawnie przez samochód. Wtedy po prostu otrzymujesz feedback, że nie może Ci pomóc. Integracja tego rozwiązania z stałymi funkcjami (opcjami) wyposażenia standardowego i opcjonalnego wpływa na zupełnie nowe odczucia prowadzenia samochodu i pozwala na nieodrywanie wzroku podczas prowadzenia, szukając ustawień na głównym wyświetlaczu. Co porusza we wnętrzu, to przede wszystkim bardzo minimalna ilość przycisków. Tak sprytnie zostało wszystko ulokowane w potężnym ekranie dotykowym, iż nie odczuwa się braku fizycznych przycisków na desce rozdzielczej. Funkcje haptyczne działają bardzo szybko i responsywnie dając poczucie panowania nad wydawanymi poleceniami za pomocą dłoni. Mercedes S stał się bardzo zaawansowanym komputerem z wieloma możliwościami konfiguracji poszczególnych systemów, elementów wnętrza czy zewnętrznych elementów karoserii. Zasiadając za kierownicą od razu zwraca na siebie uwagę wirtualny zestaw wskaźników, który można dostosować do swoich indywidualnych upodobań lub aktualnego humoru. Efekt wyświetlacza 3D jest bardzo dobrze widoczny (chociaż zdjęcia tego nie są wstanie ukazać) i w zasadzie niezbyt męczący dla oczu. Warto wskazać, iż Mercedes od razu odkrył praktycznie wszystkie swoje tajemnice podczas kilkugodzinnego spotkania. Nie chciał zostawić nic na następny raz. Są takie samochody, które ukazują różne oblicza, i mając okazje do ich użytkowania, zauważyć można dwie albo nawet trzy strony jednego medalu. S-klasa ukazała Wszystkie swoje atuty od pierwszej chwili. System informatyczny (MBUX) zastosowany w S klasie jest naprawdę bardzo intuicyjny, zupełnie tak jakbyś posługiwał się bardzo szybkim smartfonem z wieloma możliwościami konfiguracji (ustawień) i bezproblemowo, i szybko odnajdywał schowane funkcje. Specjalne użyłem słowa schowane, a nieukryte. Właśnie o to chodzi, że Mercedes nic nie poukrywał. Odnalezienie poszczególnych elementów wyposażenia, czy łączenie z telefonem lub uruchomienie asystenta nie stanowi większego problemu. Udało mi się znaleźć naprawdę jedną rzecz, która była (przynajmniej w moim odczuciu) nie do końca przemyślana. Chodzi właśnie o centralny wyświetlacz, który nawet o jeden stopień nie był zwrócony w stronę kierowcy. Dla osób mojej postury było problemem, aby poprawnie widzieć (pod odpowiednim kątem) wszystkie możliwe okna z ikonami, bowiem każdorazowo byłem zmuszony się trochę odchylić w prawo, co odsuwało mnie od skupienia wzroku na innej obsłudze samochodu. Ale mamy od tego asystenta, który zrozumie (lub się przyzna, że nie zrozumiał) nasze polecenia czy prośby i zachowa się odpowiednio. Co ciekawe praktycznie z każdego miejsca w samochodzie możesz wydawać mu polecenia głosowe czy bezproblemowo rozmawiać przez telefon połączony z samochodem. Działa to płynnie i nie trzeba wrzeszczeć, aby z kimś pogadać przez telefon podczas jazdy. Warto wspomnieć o opcjonalnym wyświetlaczu HEAD-UP, który wskazuje informacje w technice rozszerzonej rzeczywistości (augmented reality) nakładając do widoku przez przednią szybę na przykład: animowane strzałki, które wskazują zjazd z rodna lub odpowiednią drogę do celu określonego w nawigacji. Strzałki są mobilne (nie statyczne, są w ruchu razem z samochodem). Obraz pojawia się w wirtualnej przestrzeni w odległości 10 metrów przed kierowcą (i podobno, bo tego nie ma jak sprawdzić organoleptycznie) jego powierzchnia odpowiada monitorowi o przekątnej 77 cali. To jest rozwiązanie wprost z nowego stulecia. Bardzo pomocne, przyjazne i nieprzeszkadzające kierowcy w żaden sposób. Wystarczy dzień lub dwa przyzwyczajenia do systemu i gwarantuję, że nie będziesz chciał lub chciała już podróżować inaczej. Warto tutaj wspomnieć o dość interesujących rozwiązaniach z zakresu komfortu. Klasa S dba o dobre samopoczucie podróżujących także za sprawą wysokiego komfortu tłumienia, niskiego poziomu hałasu, szerokiej gamy programów kontroli komfortu ENERGIZING oraz skutecznego systemu filtrowania powietrza. Dotknięcie przycisku lub polecenie głosowe jest wystarczające, aby uruchomić jeden z programów komfortu. Jest to element całościowej koncepcji mającej na celu zachowanie podróżujących w dobrej formie, nawet na dalekich trasach. Programy pozwalają stworzyć we wnętrzu odpowiednią atmosferę. Może być to na przykład: orzeźwiający w przypadku pokonywania długich, monotonnych odcinków, lub też relaksujący w przypadku wyższego poziomu stresu. Działanie ENERGIZING obejmuje m.in. innowacje takie jak masaż z wykorzystaniem wibrujących silników w fotelu czy transmisja rezonansu dzięki zastosowaniu wysokiej klasy nagłośnienia przestrzennego Burmester® 4D, a także wentylację siedzeń lub ich podgrzanie, transmisję zapachu perfum we wnętrzu, zmianę oświetlenia ambientowego oraz odpowiednią muzykę. Te rozwiązanie pamiętam z IAA z 2017 r., gdzie Mercedes w ówczesnej klasie S je testował.
Mercedes S jest wielkim samochodem. Ilość przestrzeni na nogi z tyłu była więcej niż wystarczająca, dodatkowo opcja związana z wysłaniem fotela pasażera w przestrzeń kosmiczną z jednoczesnym rozłożeniem tylnego i takim trybem podróżowania wydaje się bardzo pożądaną w dalekich podróżach. W wersjach L zyskują dodatkowe centymetry pasażerowie z tyłu, a jest to bardzo kuszące, dlatego warto się zastanowić nad taką wersją tej limuzyny. Warto na chwilę wrócić do rysunku deski rozdzielczej – jest bardzo prosta: kierownica, dwa ekrany wysokiej jakości i reakcji na dotyk, nawiewy od klimatyzacji, system głośników, wielki HUD i koniec. Bardzo przyjazna i przyjemna dla oka, czego nie mogę stwierdzi patrząc na deskę rozdzielczą poprzednika. Sterowanie fotelami, lusterkami, światłami w drzwiach kierowcy. Co do świateł, to model był wyposażony w ekstra DIGITAL LIGHT. Oprócz tego matrycowe i laserowe oświetlenie jest w tym segmencie obowiązkowym standardem (nie chodzi o standard związany z opcją wyposażenia, ale z faktem, iż musi być to technologicznie możliwe do zastosowania w tym segmencie przez producenta modeli premium). Światło o wysokiej rozdzielczości może specjalnie podkreślać poszczególne obszary, wyświetlać informacje na jezdni i optymalizować orientację. Cyfrowe reflektory działają jak projektor oraz reagują światłem o wysokiej rozdzielczości odpowiednio do zmieniających się warunków drogowych lub pogodowych. Co ciekawe, poszczególne obszary drogi system ten może dodatkowo i specjalne wyróżnić. Jednocześnie zostają wyróżnieni także piesi w strefie zagrożenia za pomocą oświetlenia punktowego oraz jednoczesnego naznaczenia ich położenia za pomocą rzutowanych punktów orientacyjnych. Każdy reflektor dysponuje modułem świetlnym z trzema niezwykle mocnymi diodami LED, które są załamywane i kierowane przez 1,3 mln mikroluster. Rozdzielczość oświetlenia wynosi ponad 2,6 mln pikseli, co pozwala na bardzo precyzyjną dystrybucję światła. W rezultacie asystent świateł drogowych przy „wycinaniu” nadjeżdżających pojazdów lub znaków drogowych z wiązki światła działa ponad 100 razy precyzyjniej niż w przypadku reflektorów 84-pikselowych. Dodatkowo Mercedes oferuje także funkcję ostrzegania przed ulicami jednokierunkowymi lub czerwonymi światłami i znakami stop. Natomiast asystent świateł drogowych PLUS pozwala odciąć z oślepienia nadjeżdżające pojazdy lub pojazdy będące z przodu.
Czy samochód wzbudza emocje?
Jeśli tak to są one (przynajmniej u mnie) na bardzo niskim poziomie. Nie twierdzę, że to jest jakaś wada. Nie. Każdy ma swoje preferencje, każdy ma pewne oczekiwania. Może problemem był silnik – V6 spalający ropę, a niehałasująca i pijąca benzynę V-ósemka? Mercedes jest bardzo dystyngowany, stonowany i w ogóle nierzucający się w oczy. O…taki duży Mercedes. Nie wiem, czy nie będzie tak, że spotkawszy go na ulicy powiesz, oo ładny kolor ma ten Mercedes. Tego nie powiedziałbyś o drugiej (W126), a już na pewno nie o trzeciej (W140) i szóstej po flitingu (W222) generacji. Tam mówiło się: patrz jedzie S-klasa! Nasuwa się następująca myśl - samochód jest zbyt mało wyrazisty, jak na największą limuzynę koncernu i ikonę motoryzacji. A to przekłada się na mniejszy charakter ogólnego odbioru modelu patrząc na jego bezpośrednią konkurencję. Dla przykładu BMW 7, aż z kilometra widać, jego potężne nerki, które zwracają uwagę każdego na ulicy. Podobnie jest z A8, gdzie potężny single frame dosłownie pożera inne pojazdy, a tył z pasem OLED rozszerza optycznie karoserię. Takie projektowanie ma za zadanie wpływać na emocje kupującego, na zupełnie inny odbiór samochodu patrząc przez pryzmat samej marki, jak i jej odwołania do historii. Niemniej, szykuje się obecnie wersja od AMG już oznaczana symbolem S 63e. Zatem taka eska będzie miała inne zadanie, inny przekaz oraz inny marketing wobec standardowych wersji.
Pierwsze dłuższe spotkanie z tym modelem cieszy. Bowiem auto jest wysokiej klasy, wysokich wymagań czy wysokiego prestiżu. Mówienie w dzisiejszych czasach, że kupno samochodu determinuje do przynależności do ekskluzywnego (może i snobistycznego) klubu do pieśń lat 90 XX wieku, która w ogóle się już nie sprzedaje. Dlatego ten Mercedes nie musi nigdzie wkraczać, on tam jest od lat, jednak ten klub jest teraz nowoczesny, cyfrowy i w pełni angażujący technikę początków XXI wieku. Nowa generacja będzie wymagająca dla osób, które mają kłopoty z obsługa smartfonów. Jednakże i te pokolenie odmładza się dzięki nauce i stosowaniu najnowszej technologii. Wystarczy popatrzeć na aktywne oświetlenie nastrojowe, które (opcja) jest teraz zintegrowane z systemami wspomagającymi i może wizualnie wzmocnić emitowane ostrzeżenia, a także wysyłać informacje zwrotne od systemów komfortu. Naprawdę cieszy oko to, że wydając polecenia auto wyświetla na paskach led graficzną prezentację informacji (mowy), w zasadzie w dowolnym kolorze. Jest to technologia bardzo użyteczna, która reaguje na Ciebie. W zasadzie większości funkcji nie trzeba używać, bo mogą być ustawione w pozycji „domyślne” i będziesz także zadowolony z użytkowania tego pojazdu. Jednakże, jeśli smartfon służy Ci tylko do rozmów i zdjęć, to z pewnością zalecane będzie spotkanie się z instrukcją. Muszę to napisać, ale poziom wykonania wnętrza – biorąc pod uwagę miękkość, jakość czy sprężystość materiałów i odczucia jakich organoleptycznie możesz oczekiwać (może z uwagi na poziom wyposażenia S400d) był niższy niż na przykład Audi A8, S8 (generacja D4, D5) lub BMW 7 (generacja G11). Z pewnością inaczej będzie w wersji Maybach S. Jednakże tutaj spodziewałem się czegoś innego, nad czym mógłbym powiedzieć „wow”! Jeszcze trochę o tym, jak się manewruje takim kolosem. Otóż bez problemu, same kamery 3600, jak i tylna oś skrętna (opcja, z kątem skrętu kół do 10°) są skalibrowane chyba za pomocą żyroskopów. Dokładność pokazywanego obrazu daje bardzo dużą gwarancję zaufania do prezentowanych informacji, a przede wszystkim pozwala na bezproblemowe cofanie w bardzo okrojonych przestrzennie warunkach. Wskazać trzeba, że standardowe wyposażenie obejmuje pneumatyczne zawieszenie AIRMATIC z płynną regulacją tłumienia ADS+. Opcjonalnie można mieć w pełni aktywne zawieszenie E-ACTIVE BODY CONTROL na bazie instalacji 48 V. Dodatkową ochronę w przypadku zagrożenia uderzeniem w bok zapewnia funkcja PRE-SAFE® Impulse Side, która w ciągu kilku dziesiątych sekundy może podnieść nadwozie pojazdu nawet o 80 mm. Efekt: mniejsza deformacja kabiny pasażerskiej i ograniczenie obciążeń działających na podróżujących. Do rozpoznawania potencjalnej kolizji bocznej służą czujniki radarowe. Patent z 2017 r. invented by Audi. Stosowany w modelach premium A8, S8 – zawieszenie predyktywne. Jednakże w klasie S, jako na razie jedynej limuzynie na rynku można mieć opcjonalnie czołową poduszkę powietrzną dla pasażerów z tyłu (opcja). Za sprawą rurowej struktury rozwija się ona szczególnie delikatnie. Podczas silnych zderzeń czołowych tylna poduszka powietrzna może znacznie zmniejszyć obciążenia działające na głowy i szyje podróżujących na zewnętrznych tylnych siedzeniach (przy zapiętych pasach bezpieczeństwa, w których znajduje się beltbag - nadmuchiwany pas bezpieczeństwa - dzięki zmniejszeniu napięcia klatki piersiowej jest w stanie ograniczyć ryzyko odniesienia obrażeń przez pasażerów tylnych siedzeń w trakcie zderzenia czołowego). Podczas silnego uderzenia w bok między przednimi fotelami rozkłada się natomiast nowa centralna poduszka powietrzna, zmniejszająca ryzyko zetknięcia się głowy kierowcy i pasażera. Jej uruchomienie zależy od kierunku i siły uderzenia. Poduszka jest wbudowana w oparcie fotela kierowcy od środkowej strony pojazdu.
Czy jest to najlepszy samochód świata?
Czy Mercedes S jest skończonym samochodem? Tak już pisali o nowej E klasie? Co oznacza, że nic więcej nie potrzeba, bowiem model jest bardzo dopracowany i zawiera wszystkie niezbędne elementy wyposażenia. Uważam, że nie, bo zawsze można zrobić coś lepiej, więcej lub inaczej. W ogóle pojęcie najlepszego samochodu – z założenia obarczone jest błędem logicznym. Dla każdego będą to inne kryteria. Znam osoby, których całym światem jest Dacia Logan, ale znam takie, które tylko mając 700 Nm są wstanie jeździć. Pod pojęciem „najlepszy samochód świata” musi kryć się kilka konkurencji, dopiero poszczególne elementy składowe – ich porównanie z konkurencją, wyciągniecie wniosków i zestawienia z szczegółowymi kryteriami ma sens. Dlatego do żadnego samochodu nie może przylgnąć powiedzenie „najlepszy na świecie”. Inne cele, inne priorytety poszczególnych modeli, ale także i kupujących, sympatyków danej marki czy modelu oraz dziennikarzy motoryzacyjnych. Prawda jest też taka, że mało, kto przejmuje opiniami tych ostatnich, bowiem one są tylko wprowadzeniem do tematu, który trzeba samemu zbadać, szczególnie przed zakupem. Nowa S-ka prezentuje bardzo wyśrubowany poziom luksusu i techniki, który jest traktowany, jako wzór dla całej palety modeli producenta, ale także, jako punkt odniesienia dla innych marek (konkurencji) w segmencie premium. Niektóre zastosowane rozwiązania techniczne w nowym modelu są innowacyjne, inne kopią już istniejących. Jednakże auto daje swojemu właścicielowi poczucie bycia wyjątkowym przy każdej okazji. Mercedes znów pokazał klasę oraz siłę technologii, która jest faktycznie bardzo użyteczna. Niemniej jednak cała ta technika ma jeden minus…kiedyś z pewnością się zbuntuje lub zawiesi. Znamy to ze smartfonów lub komputerów. Wtedy nawet przy dobrych chęciach auto Ci po prostu odpowie… nie mogę Ci w tej chwili pomóc.
Serdeczne podziękowania dla Grupy Wróbel – Autoryzowanego Dealera Mercedes-Benz za udostępnienie samochodu.
Autoryzowany Dealer Mercedes-Benz
ul. Graniczna 4a, 54-610 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Kwiecień 2021
.
AUDI RS 6 AVAT GT
NIEDOSYT
A więc jest, zapowiadana przynajmniej od I kwartału 2023 r. specjalna wersja modelu RS 6 bazująca w dużej części na wersji performance. Audi wielokrotnie udowadniało, że potrafi tworzyć bardzo kompetentne sportowe lub luksusowe samochody. Limitowana do 660 sztuk na cały świat (na konsoli środkowej widnieje indywidualny numer seryjny danego egzemplarza), specjalna edycja wyróżnia się wieloma detalami, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Ogromnych rozmiarów spojler dachowy o otwartej formie, przeprojektowany dyfuzor i 22’’ obręcze w nowym wzornictwie. Wnętrze to między innymi wysokiej jakości kubełkowe fotele, połączenie kontrastowych kolorów oraz duża ilość Alcantary, skóry i tkaniny Dinamica. Warto dodać, że RS 6 GT oprócz wizualnych zmian względem RS 6 performance, to przede wszystkim kolosalne zmiany, których nie dostrzeżemy, bowiem są ukryte pod podwoziem, a w zasadzie w nim. Zatem mamy tutaj regulowane gwintowane zawieszenie o lekkiej konstrukcji, zmodernizowany sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi. 4-litrowe widlaste V8 z podwójnym turbodoładowaniem rozwija moc 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm w zakresie od 2300 do 4500 obr./min. Są to takie same wartości, jak w wersji RS 6 performance. Jednakże GT jest szybsze w sprincie do setki o 0,1 s. (3,3 s. względem 3,4 s. dla performance). Dostawy nowego GT rozpoczną się w drugim kwartale 2024 r., a jego cena startuje od 219 355 Euro. Warto chwilę poświęcić nad samą ideą, pomysłem na ten model. No bo, tak naprawdę wcale nie musiał on nigdy się pojawić. To taki ukłon w stronę starej szkoły samochodów ICE, przed wprowadzeniem wyłącznie wersji elektrycznych. Idea RS 6 GT nawiązuje do projektu RS 6 GTO concept z 2020 r. Jednakże główną inspirację stanowił legendarny samochód wyścigowy Audi 90 quattro IMSA GTO z 1989 r. A to już bardzo odległe czasy. Nie sposób nie zauważyć, że RS 6 Avant GT zdecydowanie wyróżnia się na tle innych wersji, to jest bazowego RS 6 oraz performance, za sprawą jeszcze bardziej bojowego, imponującego, majestatycznego wyglądu przodu. Osłona Singleframe i wloty powietrza są w całości wykończone w kolorze czarnym o wysokim połysku. Nowy, wyostrzony design podkreślają pionowe listwy w przednim zderzaku, zupełnie nowy jest też wkład wlotu powietrza oraz splitter. Po raz pierwszy Audi Sport GmbH zastosowało całkowicie wykonaną z włókna węglowego przednią maskę oraz błotniki. Karbonowe wykończenia podkreślają sportowej przynależności do segmentu premium sport. Zintegrowane wyloty powietrza za 22’’ obręczami o 6 ramionach (opony to Continental Sport Contact 7 285/30 R22, dzięki którym droga hamowania ze 100 km/h jest o 2 metry krótsza) zmniejszają ciśnienie powietrza w nadkolach i poprawiają chłodzenie hamulców. Profil GT definiują wstawki w osłonach progów, obudowy lusterek zewnętrznych z błyszczącego włókna węglowego. Natomiast z tyłu pojawił się czarny napis RS 6 GT oraz duży dyfuzor. Całość wieńczy charakterystyczne podwójny spoiler, wskazujący, że ten samochód przynależy także do świata motosportu. Aby uzyskać jeszcze bardziej spłaszczoną, sportową sylwetkę usunięto relingi dachowe. Potencjalni klienci (660 osób) mogą wybrać oklejenia w dwóch kolorach. Pierwszy, w połączeniu z białym lakierem Arkona, łączy tradycyjne kolory Audi Sport: czerń, szarość i czerwień. W tej samej kolorystyce utrzymano oznaczenia modelu z przodu i z tyłu. Felgi mają (w tym przypadku) białe wykończenie o wysokim połysku. Alternatywnie, dla lakierów szary Nardo lub czarny Mythos, oklejenie jest dostępne w odcieniach czerni i szarości. Dla tej konfiguracji Audi oferuje obręcze w kolorze czarnym, z wykończeniem o wysokim połysku lub matowym. Także cztery pierścienie na osłonie Singelframe oraz pokrywie bagażnika, wraz z oznaczeniem modelu są czarne. Dla nowego wariantu dostępne są następujące lakiery: biały (Arkona), szary (Nardo), szary (Chronos metalik), brązowy (Madeira metalik) oraz czarny (Mythos metalik). Producent wskazuje, że RS 6 Avant GT będzie zjeżdżać z linii produkcyjnej już w standardzie z pakietem stylistycznym RS plus. Czerń we wnętrzu przełamują liczne akcenty w kombinacji czerwieni i miedz. Takie przeszycia odnajdziemy na kierownicy, bocznych panelach konsoli środkowej, podłokietniku oraz podłokietnikach na panelach drzwi. Nowe fotele kubełkowe RS, pokryte są skórą i tkaniną Dinamica. Takie smaczki tylko pobudzają wyobraźnię oraz czynią samochód niesamowicie atrakcyjnym. Podłokietniki, deskę rozdzielczą, konsolę środkową wraz z bocznymi panelami oraz uchwyty na panelach drzwi pokrywa czarna mikrofibra, a dekoracyjne wstawki zdobi ten sam materiał w kolorze czerni. Na życzenie zamawiającego dekoracyjne wstawki mogą być wykonane z włókna węglowego. Pasy bezpieczeństwa mają czerwony odcień. Wnętrze jest wyjątkowo dobrze skrojone i wykonane. Jedne z najlepszych materiałów w motoryzacji zostały perfekcyjnie ulokowane w odpowiednich elementach deski rozdzielczej oraz całego wnętrza. Nic nie przesadzone, ale za to z wyjątkową i wykwintną fantazją wyłożone we wnętrzu nowego GT. Standardowo maksymalnie pojedzie 305 km/h, a za zatrzymanie odpowiada seryjna ceramika RS. Moment obrotowy jest przekazywany do napędu quattro za pośrednictwem standardowej 8-biegowej przekładni Tiptronic o zoptymalizowanych czasach zmiany przełożeń. Podobnie jak RS 6 performance, nowe GT wykorzystuje najnowszą wersję centralnego mechanizmu różnicowego z blokadą. Rozdziela on moment obrotowy silnika pomiędzy przednią i tylną oś w stosunku 40:60. W przypadku poślizgu większa siła napędowa jest automatycznie przekazywana na oś o lepszej przyczepności. Na przód trafia do 70%, a na tył – do 85%. Jednakże GT ma coś ekstra względem innych wersji Audi RS 6, otrzymało specjalnie skonfigurowany sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi. Nowe parametry skupiają się na zapewnieniu dodatkowej zwinności i zwiększeniu ilości momentu obrotowego kierowanej do tylnej osi w trybie jazdy dynamic. Dodatkowo po raz pierwszy i tylko w GT standardem jest regulowane gwintowane zawieszenie, które w porównaniu do bazowego RS 6 obniża prześwit o 10 mm. Zwiększona sztywność sprężyn, trzystopniowo regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory (o 30% z przodu i o 80% z tyłu) ograniczają przechyły nadwozia. Na pokładzie znajdują się również niezbędne narzędzia i instrukcje dotyczące możliwości dokonywania indywidualnych ustawień – ręcznie za pomocą specjalnego zestawu nazwijmy to kluczy. Oczywiście należy wleźć pod samochód, aby dokonać zmian w ustawieniach. Alternatywnie można zamówić zawieszenie sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) lub adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS. Nowe Audi wyróżnia coś jeszcze, bowiem w przeciwieństwie do RS 6, wariant GT nie jest w całości montowany na linii produkcyjnej w Neckarsulm. Po finalizacji prac konstrukcyjnych związanych z nadwoziem i polakierowaniu, każdy z 660 egzemplarzy trafi do Böllinger Höfe (to tam, gdzie odbywa się jeszcze nisko seryjna produkcja R8 oraz modeli e-tron GT quattro i RS e-tron GT). Montowane ręcznie dotyczy pokrywy silnika, błotników, osłony progów, spoilera, zderzaków oraz regulowanego gwintowanego zawieszenia.
I teraz dla większości może to być niezrozumiałe, szczególnie dlatego że model RS 6 performance jest tym samochodem, o którym się marzy i do którego się dąży w motoryzacji. Otóż tytuł materiału mówi o pewnego rodzaju niedosycie. I faktycznie, mam takie wrażenie, że model o nazwie GT powinien na wykresie mocy być wyżej niż wersja performance. 630 KM i 850 Nm to doskonałe parametry i dla 98% użytkowników samochodów są albo poza zakresem możliwości albo stanowią abstrakcję mierzoną skalą mechaniki kwantowej. Jednakże Ci, który znają moje zafascynowanie modelem RS 6 oraz markami i modelami premium, wiedzą też, że jako niezależny obserwator, specjalista tego segmentu oraz osoba, która zajmuje się tą tematyką grubo ponad 30 lat, należę do osób wymagających przede wszystkim względem siebie, ale także innych. Stąd mój ogromny niedosyt względem modelu GT. Tak to prawda, w swoich wcześniejszych analizach zakładałem, że wersja GT lub może odświeżone (patrz face-lifting, którego de facto jeszcze nie było) RS 6 performance będzie miało, co najmniej 650 KM oraz około 900 Nm. Oczywiście bazą była obecna wersja performance (630 i 850). Tak, myliłem się, ale oczekując hucznej premiery RS 6 GT (po raz pierwszy w historii tego modelu pojawia się takie oznaczenie, nie mylić z GTO) to dawka mocy w określana w KM oraz siły wskazywana przez Nm winna być większa niż te parametry, którymi charakteryzuje się już znana wersja performance. Utrzymanie tych samych parametrów, z niższą masą powoduje pewien dysonans, bowiem w GT aż się prosi, aby podkręcić silnik o dodatkowe 20 KM, które byłoby taką wisienką na wielkim lukrowanym torcie. RS 6 GT winno dzierżyć wszelkie prawa do pierwszeństwa względem innych wersji RS 6. Naprawdę sądziłem, że wersja GT podbije stawkę w zakresie KM oraz Nm. To powinien być monarcha absolutny. Jedyny i najlepszy, we wszystkim. Dlatego też kiedyś BMW zrobiło model M5 CS, zupełnie niepotrzebny, a jednak szalenie zaskakujący i podbiło stawkę wobec swojej bazy, czyli modelu Competition o 10 KM. Dlatego uważam, że gdyby RS 6 GT miało 650 KM i 850 Nm to wskoczyłoby na podium z numerem jeden. W tej sytuacji jest tam, ale razem z wersją performance. Nie sposób nie zauważyć też tego, że w GT w standard wrzucili gwintowane zawieszenie, zwiększoną sztywność sprężyn, trzystopniowe regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory, jednakże są to rzeczy, które oprócz karbonowej maski i innych elementów wykonanych z tego materiału oraz trzech stopni regulacji amortyzatorów, o ile dobrze się orientuję stanowią opcję w RS 6 performance. Oczywiście w wersji GT jest to bardziej rozbudowane, a może i też bardziej skomplikowane oraz techniczne lepiej zaawansowane niż w wersji performance. Idea nazwy „GT”, przynajmniej jak dla mnie, została lekko spłaszczona. Oczywiście nadal jest to wspaniały produkt, zaliczany już do segmentu performance cars, czyli przekroczony został poziom premium sport, ale przez fakt, iż nie można go nazwać ultimate RS 6, nie czuję takiej żądzy wobec RS 6 GT, jak do RS 6 performance. Obiektywnie stwierdzić mogę, że w GT trochę rozczarowało mnie właśnie to – pozostawienie parametrów na poziomie performance. Szkoda, że w Audi nie odważyli się na jeszcze jeden krok, nawet niewielki, ale stanowiący o wielkiej potędze RS 6 GT. Ktoś może powiedzieć, że 630 KM to dużo i wystarczająco. Oczywiście. Z tym, że w M5 CS uznali że taki wyróżnik jest jednak niezbędny, aby M5 CS uznać za ultimate M5. Nowe Audi można już zamawiać poprzez kontakt z Audi, ale sądzę że trzeba się bardzo spieszyć, bowiem te 660 sztuk, w tym 191 dla rynku niemieckiego, sprawi że prędzej zobaczy się go w muzeum producenta w Ingolstadt, niż spotkamy na ulicy. Pokuszę się o jeszcze jeden komentarz, o cenę. RS 6 GT jest droższe niż RS 6 performance o cenę, za jaką się płaci za Audi S6. To 82.355 Euro. Względem bazowego RS 6 różnica wynosi już prawie 90 tys. Euro. Podana cena przez producenta od 219.355 Euro w tej klasie samochodów jest zupełnie i naturalnie akceptowana. Przy obecnym kursie Euro to lekko ponad 952 tys. zł. Jednakże jest to cena ze znacznikiem „od”. Z pewnością jest to najdroższe RS 6, jakie kiedykolwiek sprzedawano jako seryjne Audi, bez modyfikacji MTM lub ABT. A może ten samochód należy traktować właśnie, jako model bardziej kolekcjonerski – 660 sztuk, a tak naprawdę ostateczna wersja RS szóstego to wersja performance? Może do codziennego użytkowania właśnie performance będzie znośniejsze nie GT? Aby się o tym przekonać trzeba się nim po prostu przejechać. Jedno jest z pewnością pewne: nowy GT jest po prostu cudowny i zrobi wielkie wow, wszędzie, gdzie się pojawi! Jego zauważalność względem innych RS-szóstych jest najwyższa.
Grafika: Bartosz Jagodziński
Zdjęcie: Audi AG
Materiał powstał o oficjalne informacje z Audi Media Center
Bartosz Jagodziński
06.02.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT LEGACY
GORACA SAMBA Z RS 6 LEGACY
RS 6 Avant Legacy kolejna, już szósta wariacja na temat modelu RS 6. Dla przypomnienia i uporządkowania wiedzy – RS 6 (nielimitowane, 4.0 V8 TFSI, 600 KM, 800 Nm, quattro), RS 6 performance (nielimitowane, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro), RS 6 GT (limitowane do 660 sztuk, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro), następnie pojawiły się edycje specjalne w oparciu o modele RS 6 i RS 6 performance, takie jak: RS Tribute edition (RS 6 dla rynku Ameryki Północnej, 25 sztuk), Bronze edition (RS 6 performance dla rynku USA tylko 75 sztuk) oraz najnowsza RS 6 Legacy (RS 6 performance dla rynku brazylijskiego tylko 15 sztuk). Wkraczamy zatem do świata brazylijskiej samby z RS 6 Avant Legacy. Ta limitowana edycja została stworzona specjalnie na tamtejszy rynek i zyskała więcej wyjątkowego wyposażenia, niż jego bazowa wersja. Jak już wiemy, RS 6 Legacy opiera się na założeniach modelu performance. Obie wersje mają te same parametry mechaniczne. Różnice w wersji Legacy w stosunku do performance znajdują się w wykończeniu, które zapewnia dość elitarną personalizację. RS6 Legacy ma matowy pakiet karbonowy, 22’’ felgi w kolorze brązowym, kute, z czarnymi zaciskami hamulcowymi i oponami Continental Sport Contact 7. Legacy otrzymuje również matowy lakier Audi Exclusive Ascari Blue. Dodatkowo na tylnej szybie znajduje się indywidualna numeracja od 1 do 15 sztuk. Wewnątrz kabina wyróżnia się ekskluzywnym wnętrzem Audi Exclusive, które oferuje fotele i boki drzwi w kolorze czarnym i szarym, a także kontrastowe szwy na kierownicy i górnej części panelu w kolorze brązowym. Model ten posiada również szare pasy bezpieczeństwa, wyhaftowane w kolorze brązu logo RS oraz niestandardowe dywaniki RS z kontrastującymi brązowymi szwami. Ponadto jest możliwość, aby na tylnej szybie wygrawerowano oznaczenie "Audi 30 years". RS 6 Avant Legacy jest owocem współpracy z zespołem Audi Sport z okazji 30-lecia Audi w Brazylii. To właśnie w 2024 r. Audi świętuje 3 dekady obecności w tym kraju. Pierwszy brazylijski akcent miał miejsce w 1992 r. na salonie samochodowym w São Paulo wraz z modelem Audi 100. W 1993 r. Ayrton Senna został oficjalnym przedstawicielem marki na terenie kraju, z Senna Import. Audi do Brasil jest również jednym z pionierów w promowaniu elektro-mobilności i zainwestowało prawie 90 milionów reali brazylijskich w infrastrukturę ładowarek elektrycznych w całym kraju, a także oferuje infrastrukturę ładowania w ponad 40 salonach dealerskich na terytorium kraju. Obecnie Audi ugruntowało swoją pozycję w Ameryce Południowej jako pożądanego producenta samochodów premium z siedzibą w São Paulo, terminalem logistycznym w Vinhedo oraz fabryką samochodów w São José dos Pinhais, gdzie produkowane są modele Q3 i Q3 Sportback.
Jako że bazą jest dla RS 6 Legacy jest wersja performance, to wersja ta może się poszczycić 630 KM (6000 a 6250 obr./min), 850 Nm (2050 do 4500 obr./min). Zmiany pociągnęły też turbosprężarki – te z RS6 performance są większe niż w RS 6, dzięki czemu zostało zwiększone ciśnienie maksymalne, które wzrosło do 2,6 bara. Moc przepływa przez ośmiostopniową skrzynię tiptronic do stałego napędu quattro, który pozwala na wybór spośród czterech trybów jazdy za pomocą Audi drive select – Comfort, Auto, Dynamic i Individual. Centralny mechanizm różnicowy, rozdziela siłę napędową w stosunku 40:60 na przednią i tylną oś. Jednakże w razie potrzeby w 70% może płynąć na przednie koła, a do 85% na tylne. Na wyposażeniu jest także tylna oś skrętna, która umożliwia obracanie tylnych kół do 5 stopni. Przy niskiej prędkości skręcają w kierunku przeciwnym do przednich kół, zmniejszając średnicę skrętu. Przy dużych prędkościach skręcają w tym samym kierunku co przednia oś, wzmacniając stabilność podczas zmiany pasa ruchu. Wspomnieć można jeszcze o dobrze znanym rozwiązaniu jak Audi Virtual Cockpit z układem RS i nowymi kolorowymi paskami. Panel wyświetla liczne dane o pojeździe, od temperatury i ciśnienia w oponach, momentu obrotowego, mocy i temperatury oleju silnikowego, po czasy okrążeń, pomiary przyspieszenia i siły "G". W trybie ręcznym lampka kontrolna (w postaci czerwonych pionowych równoległych linii) sygnalizuje kierowcy, że czas na zmianę biegów. Natomiast head-up dispaly wyświetla główne informacje, która są niezbędne podczas dynamicznej jazdy. Jak na gorącą sambę, RS 6 Legacy wypada bardzo odważnie i dynamicznie.
Zdjęcie: Audi Club North America (Audi do Brazil)
Bartosz Jagodziński
26.03.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
DOGMANTY SĄ DLA WARIATÓW
Nie ma sensu być dogmatycznym, bowiem dzisiejszy świat zamienia się w szybszych cyklach niż kiedykolwiek wcześniej. Stąd mimo zapowiedzi przedstawicieli marki Audi, o tym, że każdy nowy model będzie elektryczny, widać wyraźne rozluźnienie w tej kwestii. I mimo tego, że ta marka jest gotowa na całkowite przejście na elektryczność wśród całego portfolio, to jednak, jeśli pojawi się zainteresowanie na jakimś światowym rynku silnikami ICE, to nadal będą je rozwijać. Okazało się, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest zostawienie sobie furtki dla różnych opcji (w różnej skali intensywności), niż całościowe przejście na projekt aut elektrycznych. Stąd wprowadzane do sprzedaży odnowione modele Q8 i Q7 przy jednoczesnym procesie sprzedaży Q8/SQ8 e-tron lub Q8 i Q7 TFSI e quattro. Z resztą oferowanie zrównoważonej oferty poprzez dywersyfikację ryzyka skupienia się tylko na jednej drodze, jest słusznym i mądrym krokiem. BMW będzie oferować aż trzy rozwiązania – standardowe ICE, elektryczne modele oraz takie, które będą lub są napędzane wodorem. Mercedes ma gamę EQ oraz ICE. Porsche okazuje się, że również będzie miało osobny slot dla aut wyłącznie elektrycznych – Taycan, nowy Boxster, Macan, hybryd – nowa Panamera lub też Cayenne oraz przyszłe 911, jak i wyłącznie ICE – jak na razie 911, Cayman, czy też niektóre wersje Cayenne. Ale wracając do Audi, skoro on nim mowa, to warto powrócić do modelu, który z elektrycznością ma tyle wspólnego, co stopione plastikowe butelki z ekologią. Mowa o najwyższym rozwinięciu modelu RS 6 Avant, czyli wersji GT. Zaprezentowany w lutym 2024 r. jeszcze nie zdążył wpaść z ręce specjalistów od motoryzacji, który mogliby napisać o nim kilka zdań w drukowanej prasie w Europie. Ta wyczynowa wersja RS 6 Avant, zbudowana na bazie modelu performance ma pod maską sączące mocą 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm, do tego napęd quattro i 3.3 s. do setki. Limitowany do 660 sztuk, z czego na rynek Niemiecki trafiło 191 egzemplarzy. Jest on tak wyjątkowy jak R8 GT. Sportowe kombi z określonym poziomem wyposażenia (zupełnie innym lub inaczej – wprost dedykowanym pod ten projekt) stanowi zwieńczenie najlepszych cech Audi Sport w jednym modelu, który spełnia rolę samochodu rodzinnego, przestronnego oraz sportowego. Jednocześnie ten uniwersalny produkt w chwili premiery trochę mnie zawiódł, tylko przez to, że parametry silnika zostały na poziomie znanym już z wersji RS 6 performance. Jak na samochód z oznaczeniem GT mógłby mieć 650 KM, co stanowiłoby wprost o istocie tego modelu jako króla królów RS 6. I przez ten fakt trochę idea RS 6 GT uległa jak dla mnie obniżeniu. A przecież to ranga o doniosłości GT. Mimo wszystko jakiś niedosyt powstał. Minęło trochę czasu i w ramach odwiedzin w Ingolstadt, próbowałem szukać tego modelu najpierw w Audi Muzeum, a później w Audi Forum Ingolstadt, dlatego że obowiązkiem fana marki jest zapoznanie się z tym samochodem, choćby tylko poprzez zrobienie sesji zdjęciowej w postaci 660 fotografii. Niestety nie udało się. Ale zaszczyt ten spotkał innego fana Audi (@Audipix), który obcykał RS 6 GT w kolorze czerwonym bez fabrycznych dedykowanych obklejeń karoserii. Za jego uprzejmością i zgodą umieszczam zdjęcie do tego artykułu. Audi RS 6 Avant GT to samochód wyjątkowy, nie tylko poprzez fakt ilości puszczonej na świat, ale przede wszystkim dlatego, że stanowi najwyższą formę rozwoju modelu RS 6. To nie tylko zmiany wizualne, ale przede wszystkim te, których nie dostrzeżemy, a dotyczą zawieszenia, hamulców, układu kierowniczego itd. (zainteresowanych odsyłam do materiału z 06.02.2024 r. gdzie szczegółowo rozbieram ten model na części pierwsze). Pozmieniane elementy pozwalają na osiągnięcie jeszcze większego, intensywnego doznania podczas prowadzenia. Ten poziom musi być wyższy niż prezentowany przez wersję RS 6 performance, bowiem inaczej model GT nie miałby sensu. Nie potrafię tego potwierdzić, bowiem nie jeździłem GT, ale performance odjeżdża standardowej wersji w zakresie doznań oraz emocji. Podobna historia była z M5 CS i M5 Competition, tam BMW zdecydowało się jednak (Audi słuchaj i wyciągnij wnioski) na wyróżnienie wersji Competition Sport i dodało mu 10 KM więcej, względem M5 Competition. Łącznie 635 KM, 750 Nm. Taki wyróżnik oraz pozmieniane elementy wyposażenia oraz zawieszenia i wizualne sprawiły, że o M5 CS wypowiadano się w superlatywach. Teraz mamy oferowaną najwyższą wersję modelu RS 6 Avant, a ja mam niedosyt i nie czuję spełnienia w zakresie satysfakcji z działania Audi Sport. Może przez to, że mam dużą wiedzę o segmencie premium sport i dlatego uważam, że można byłby bez problemu zrobić więcej. Mimo tego mojego marudzenia, muszę stwierdzić, że uwielbiam ten limitowany model. Może nie jest to maksymalny poziom uwielbienia (właśnie poprzez utrzymanie mocy i siły silnika na poziomie z performance), ale stwierdzam, że to wybitny samochód. A Audi Sport wykazało się niezwykłym kunsztem oraz know-how tworząc wersję GT. I to w chwili, gdy cała machina Audi nastawiona jest na elektryfikację. To jednak mimo tego znaleźli przestrzeń dla tak odważnego projektu. Tak poprawić, udoskonalić, aby samochód był wydajniejszy, a jednocześnie nie stał się karykaturą samego siebie. Ten zabieg wyszedł perfekcyjnie. RS 6 Avant GT prezentuje umiejętność, zręczność, talent pracowników marki do tworzenia wybitnych dzieł. A takim bez wątpienia jest model GT. Samochód bardzo wciągający oraz inspirujący. I mimo że limitowany, to jednak bardzo mocno kształtujący odbiór sportowych samochodów marki Audi. Czy to oznacza, że w jakiś sposób ten mój niedosyt, który pojawił się 6 lutego został uzupełniony? Nie. Ale przetrawiłem informacje płynące z rynku premium sport i uważam, że większa liczba KM niż 650 w samochodzie osobowym nie ma sensu. Ważniejsze są zmiany dotyczące aerodynamiki, podwozia, hamulców, skrzyni biegów, silnika niż tylko samo zwiększanie mocy. Bowiem różnica w elastyczności jest w zasadzie nieodczuwalna dla prowadzącego. Jednakże mowa jest tu o silnikach Biturbo lub TwinTurbo, a nie o sportowych hybrydach łączących spalinowe silniki z prądem. Samo RS 6 GT to genialne pożegnanie z tym modelem, który od sierpnia 2019 r. zagościł na stale w motoryzacji. Jeszcze mam w pamięci te mocje, które towarzyszyły mi podczas jego oficjalnej premiery na IAA we Frankfurcie nad Menem we wrześniu 2019 r. Po pięciu latach RS 6 doczekał się dwóch osobnych (performance i właśnie GT) odmian i kilku specjalnych edycji zaprezentowanych na poszczególnych rynkach światowych. I produkt ten jest tak dobry i dizajnersko trafiony, że nie wymaga zmiany określanej, jako facelifting. Natomiast RS 6 GT zachwyca oraz zmusza do jeszcze bardziej intensywnego odbioru idei zwanej RS 6. W tym samym czasie co zachwyca, budzi również grozę, bo jego design jest wręcz nierealnie absorbujący i zajmujący. To po prostu czyste szaleństwo ukryte w fenomenalnej bryle nadwozia. RS 6 GT tak mocno odjeżdża istniejącej i tak naprawdę hipotetycznej konkurencji, iż czyni go modelem, który nie potrzebuje ani jednego punktu, do którego miałby się odnosić względem modeli z Monachium czy Stuttgartu. Mógłbym napisać, że jest praktycznie idealny, ale niestety nie mogę. Ale tak naprawdę do tej idealności brakuje mu dosłownie niewiele. Jednocześnie głośno się zastanawiam, czy aby na pewno samo RS 6 GT potrzebuje być samochodem uważanym za ten jedyny i idealny? Coś mi się wydaje, że nie. I przez to jest tak wspaniałe oraz uniwersalne. Nawet w wersji GT.
Zdjęcie: @Audipix
Bartosz Jagodziński
07.05.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
85 FOR US MARKET
Po wakacjach spędzonych w lipcu na West Coast, model RS 6 Avant GT wraca ponownie do USA, jednakże teraz na stałe. Na tamtejszy rynek trafia bowiem 85 sztuk tego bezkonkurencyjnego RS 6. Reszta z puli 660, czyli 575 już trafiło na rynki globalne, w tym w większości do Europy. Samochody, które zostały przygotowane na rynek US są wyłącznie w specyfikacji obejmującej tradycyjne malowanie na bazie Audi 90 quattro IMSA GTO. Zatem każdy RS 6 Avant GT będzie wykończony w białym lakierze Arkona w czerwono-szaro-czarne barwy wyścigowe oraz emblematy RS. Ponadto wszystkie modele otrzymują ekskluzywne 22’’ 6-ramienne felgi Avus pomalowane na kolor Ibis White, elegancki przelotowy spojler na krawędzi dachu, przeprojektowany pas przedni i splitter, progi boczne oraz dyfuzor, unikalne przednie błotniki i maskę z włókna węglowego. RS 6 Avant GT ma w standardzie hamulce węglowo-ceramiczne i znacznie zwiększoną dynamikę jazdy dzięki regulowanemu zawieszeniu gwintowanemu i zoptymalizowanemu sportowemu mechanizmowi różnicowemu quattro. Wnętrze, to trochę klasyczne RS 6 Avant, ale też dorzucono szczyptę indywidualności (w końcu to tylko 660 egzemplarzy). Elementy unikalne dla wersji GT obejmują sportowe fotele RS obszyte skórą Valcona z logo RS 6 GT z podwójnymi szwami w kolorze czerwonym i miedzianym oraz uzupełnione pasami bezpieczeństwa w kolorze Crimson Red, dywaniki podłogowe z napisem RS 6 GT, Dinamica®, którą została wyłożona deska rozdzielcza, boki konsoli środkowej i górne panele drzwi, dodatkowo są podwójne szwy w kolorze czerwonym i miedzianym na kierownicy z Alcantary, bokach konsoli środkowej, podłokietniku środkowym i podłokietnikach drzwi. Grill Singleframe i wloty powietrza w RS 6 Avant GT są wykończone w całości w kolorze czarnym o wysokim połysku, co sprawia, że samochód wydaje się jeszcze niższy i szerszy. Pionowe listwy w pasie przednim, nowa kratka wlotu powietrza i mocny splitter zintegrowany ze zderzakiem podkreślają wyostrzony wygląd. Po raz pierwszy Audi Sport GmbH nie tylko korzysta z całkowicie przeprojektowanej maski, ale także produkuje ją z włókna węglowego. Podobnie jak wspomniana maska, także błotniki po raz pierwszy są wykonane w całości z włókna węglowego, integrując wyloty powietrza za oszałamiającymi 22’’ kołami, aby zmniejszyć ciśnienie powietrza w nadkolu i poprawić chłodzenie hamulców. Regulowane zawieszenie gwintowane jest standardem w wersji GT, gdzie w wersji performance oraz bazowym RS 6 można je także mieć, ale za dopłatą. Warto dodać, że w standardowym ustawieniu obniża prześwit o 10 mm w porównaniu z RS 6 Avant i oferuje atrakcyjne połączenie dynamicznej zwinności i komfortu. Ja bym nazwał to wprost: więcej dynamiki i sportu, mniej komfortu. I taka bowiem jest idea tego zawieszenia. Zapewnia ono wyższą sztywność sprężyn, ma potrójnie regulowane amortyzatory i sztywniejsze stabilizatory (o 30% sztywniejsze z przodu i 80% z tyłu) zapewniające mniejsze przechyły nadwozia, co po raz kolejny znacznie zwiększa osiągi. Przy dynamicznym starcie przód samochodu nie nurkuje, tylko od razu ciągnie przed siebie. W zestawie znajdują się również niezbędne narzędzia i instrukcje dotyczące dokonywania indywidualnych regulacji zawieszenia. DCR (Dynamic Chassic Control) to zaawansowany system, pozwalający na regulację wysokości oraz twardości zawieszenia, dzięki któremu kierujący może dostosować ustawienia zawieszenia do różnych warunków drogowych i stylu jazdy. Tylko dla przypomnienia, pod maską RS 6 GT jest 4.0 V8 Biturbo generujące 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm. Dzięki czemu sprint do setki, jest najszybszy względem pozostałych wersji RS 6 i trwa 3,3 s. Doskonale pamiętam, jak czułem ogromny niedosyt w lutym, gdy zaprezentowano ten model. Niedosyt spowodowany pozostawieniem parametrów silnika na takim samym poziomie, co w RS 6 Avant performance, biorąc pod uwagę przekaz koncernu, że jest to najbardziej zaawansowane eReS sześć ever made. Aby być królem trzeba dzierżyć koronę i buławę. Wydaje się, że GT ani korony ani buławy nie ma, ale ma inne rozwiązania, stawiające je przed szereg względem pozostałych wersji RS 6. Czy zatem jest tym najlepszym ze wszystkich? To można stwierdzić tylko siadając za kółkiem. Bo może wtedy nagle oberwę w głowę tą buławą i zmienię zdanie...
Zdjęcie: Audi USA, jednak przestawia jeszcze specyfikację europejską.
Bartosz Jagodziński
22.10.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
TANGO RED
To już lekko ponad rok, jak Audi oficjalnie zaprezentowało model RS 6 Avant GT. Przyznam się, że w pierwszej chwili byłem zachwycony, jednak sekundę później sprawdziłem, co zostało włożone pod maskę, a właściwie chodziło o jeden parametr kreślony w KM. Czy ma ich więcej niż wersja performance? Okazało się, że w Audi Sport zdecydowali się nie zwiększać nawet o 1 KM mocy silnika, ale pozmieniali inne elementy, tworząc limitowany samochód do 660 sztuk na świat. Przez ten fakt braku zwiększania mocy silnika, czułem niedosyt. Bo przecież to miał być ten jedyny ultimate RS 6. A tak…hm… i może właśnie potrzebowałem więcej czasu, aby zrozumieć ten pojazd. Szczególnie teraz, gdy coraz więcej dziennikarzy i youtuberów otrzymuje go do testu. A to oznacza, że samochód znowu staje na fali zwanej zainteresowanie i dzięki szybkiemu internetowi takie treści docierają do dużej liczy osób, która w generalnie nie potrafi odróżnić, a tym bardziej zrozumieć, dlaczego jakieś Audi kosztuje (w zasadzie kosztowało) 220 k. Euro. Zatem podsumowując, to co wydarzyło się przez ten czas, to przede wszystkim dość dziwne zachowanie uruchomionych konfiguratorów on-line. W Polsce konfigurator przewidywał tylko dwa kolory nadwozia, dwa rodzaje felg i w zasadzie to wszystko. Brak informacji, jakie dodatkowe wyposażenie można było zamówić. Na innych rynkach, model ten również był oficjalnie oferowany w dwóch czy trzech kolorach, ale zasoby internetu pokazywały RS 6 GT na przykład w czerwieni (a tak naprawdę to kolor tango red) czy nawet dachem panoramicznym. Samochód od początku był przewidziany jako limitowany, z szeroko posuniętymi zmianami w konstrukcji względem RS 6 performance. Tak więc, warto przypomnieć sobie, dlaczego był on aż tak wyjątkowy. O jego wspaniałości nie decydowała liczba sztuk – 660, ale to co ma wewnątrz, pod karoserią.
Audi RS 6 Avant ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 600 KM (441 kW) i 800 Nm [w przedziale 2050-4500 obr./min], sprint w 3,6 s. waga bazowa 2100 kg, norma emocji Euro 6e, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: standard. Ceramika jako opcja, tarcze 420 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 21’’ Prędkość maksymalna 250 km/h. Nielimitowany. Zawieszenie sportowe RS plus.
Audi RS 6 Avant performance ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (441 kW) i 850 Nm [w przedziale 2300-4500 obr./min], sprint w 3,4 s. waga bazowa 2090 kg, norma emocji Euro 6e, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: standard. Ceramika w standardzie, ale z pakietem RS Dynamic Plus (ekstra płatnym), tarcze 420 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 21’’. Prędkość maksymalna 280 km/h, opcjonalnie 305 km/h z pakietem RS Dynamic Plus. Możliwość zamówienia zawieszenia gwintowanego Dynamic Ride Control (DRC) w miejsce sportowego RS plus. Nielimitowany.
Audi RS 6 Avnat GT ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (441 kW) i 850 Nm [w przedziale 2050-4500 obr./min], sprint w 3,3 s. waga bazowa 2075 kg, norma emocji Euro 6d-ISC-FCM, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: quattro sport. Ceramika w standardzie z tarczami 440 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 22’’. Prędkość maksymalna 305 km/h. Zawieszenie gwintowane RS sport suspension pro (obniża nadwozie o 10 mm, zwiększona sztywność sprężyn, 3-stopniowo regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory o 30% przód i 80% tył ograniczają przechyły nadwozia). Jednakże alternatywnie oferowane były zawieszenie sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) lub adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS. System hamulcowy zmieniony względem modelu performance. Limitowany: 660 sztuk.
RS 6 Avant GT ma zmieniony przód. Osłona Singleframe i wloty powietrza są niższe i szersze, dodatkowo pionowe listwy w przednim zderzaku, nowy układ wlotu powietrza oraz jeszcze bardziej wyrazisty splitter zintegrowany ze zderzakiem tworzą nowość w gamie RS 6. Dodatkowo przeprojektowana maska, jaki błotniki z włókna węglowego to zupełnie nowe zjawisko dla RS 6. Tak samo, jak zintegrowane wloty powietrza za 22’’ obręczami zmniejszają ciśnienie powietrza w nadkolach oraz znacznie poprawiają chłodzenie hamulców. Brak relingów dachowych, podwójny spoiler inspirowany światem sportu motorowego, tylna klapa z wizualnie obniżoną krawędzią załadunku, sprawia, że GT wydaje się szerszy. Do tego dyfuzor z pionowo umieszczonym odblaskiem. RS 6 GT zjeżdżał z linii produkcyjnej (z Böllinger Höfe) z pakietem stylistycznym RS plus jako standard. A to oznacza, że czerń wnętrza była uzupełniona elementami czerwieni i miedzi (przeszycia na sportowej kierownicy, bokach konsoli środkowej, podłokietniku oraz podłokietnikach na drzwiach i na dywanikach letnich z napisem „RS 6 GT”, fotele kubełkowe RS pokryte skórą i tkaniną Dinamica również z oznaczeniem modelu, przeszycia o strukturze plastra miodu na środkowych panelach siedzeń wykonane w czerwonym kolorze Express, a nić kontrastująca z brzegów foteli ma kolor miedzi, podłokietniki, deska rozdzielcza, konsola środkowa i jej boczne panele i uchwyty w drzwiach pokrywa czarna mikrofibra Dinamica, a wstawki dekoracyjne wykonane są w kolorze czarnym, ale na życzenie można było je zastąpić włóknem węglowym o diagonalnej strukturze oraz otwartych porach, kolor pasów bezpieczeństwa to czerwień). Wszystkie elementy charakterystyczne dla RS 6 GT są montowane ręcznie, czyli pokrywa silnika, błotniki, osłony progów, podwójny spoiler, zderzaki oraz regulowane gwintowane zawieszenie. Konfigurując ten model u nas (rynek polski) można było wybrać kilka opcji (tak, które nie przewidywał konfigurator), a zatem wśród dostępnych opcjonalnie elementów, znajdowały się lakiery: Nardo grey, Arkona white, Tango red, Chronos grey, Madeira brown, Mythos black, Heritage wrapping, Ghost wrapping black, Ghost wrapping grey. Następnie obręcze kół: czarne jasne frezowane (22’’), czarne matowe (22’’), białe (całkowicie pomalowane, 22’’) oraz fotele: sportowe fotele kubełkowe w kolorze Dinamica soul z akcentami w głębokiej czerni (regulowane tylko ręcznie, bez podparcia lędźwiowego) lub sportowe RS o strukturze plastra miodu Valcona z czerwoną wstawką i czerwonym wyszytym logo „#RS 6 GT”. Znakiem rozpoznawczym, tym który widać dla modelu GT są: maska i błotniki wykonane z włókna węglowego oraz 22’’ obręcze o bardzo wyrazistym wzornictwie (szczególnie białe), w tym historyczne oklejenie nawiązujące do Audi 90 quattro IMSA GTO, tym którego nie widać to regulowane gwintowane zawieszenie, zoptymalizowany sportowy mechanizm różnicowy quattro, tym który podbija ego i samopoczucie to gwarancja ekskluzywności – 660 sztuk.
I jeszcze kwestia wyboru oklejenia samochodu – pierwsza możliwość to połączenie z białym lakierem Arkona łączy kolory Audi Sport: czerń, szarość, czerwień i w tej kolorystyce utrzymano nazwę oznaczenie nazwy modelu, a felgi mają tylko odcień biały o wysokim połysku. Ale alternatywnie dla lakierów Nardo (szary) czy Mythos (czarny) oklejenie dostępne jest w odcieniach szarości lub czerni i felgi mają kolor czarny z wykończeniem na wysokim połysk lub mat. Dodatkowo oznaczenie modelu i logo Audi na Singleframe oraz pokrywie bagażnika są czarne. Tak urządzony pojazd, gotowy do jazdy wygląda zjawiskowo, szczególnie w bieli z oklejeniem odwołującym się do IMSA GTO. Jednocześnie dla spokoju ducha, pozbycia się wszechobecnych paparazzi, rozsądnym rozwiązaniem będzie głęboka czerń lub czerwień, jako kolor główny. Jednocześnie, jeśli zależy Ci na indywidualności i traktujesz te auto, jako inwestycję ze sporą stopą zwrotu w przyszłości, to oklejenie nawiązujące do ISMA GTO na białej karoserii będzie tym jedynym.
Audi RS 6 Avant GT, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro
P.S.
Jeśli się zastanawiasz jak do cholery wygląda odcień czerwonego o nazwie tango red, to popatrz na kolor czcionki. To jest właśnie ten.
Zdjęcie: Autogespot
Bartosz Jagodziński
10.02.2025 r.
SO HOT! SO COOL!
Na początek statystyka. Długość: 5096 mm, szerokość: 1970 mm, wysokość: 1516 mm, rozstaw osi: 3006 mm, masa: 2475 kg - to jest tak krytyczna wartość w tym samochodzie, ale lecimy dalej, hybrydowy napęd, M xDrive, moc systemowa: 727 KM (535 kW), maksymalny systemowy moment obrotowy: 1000 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h: 3,4 s., prędkość maksymalna: 250 km/h (ograniczona elektronicznie). To nie koniec, silnik benzynowy: V8, 4.4 l. M TwinPower Turbo, moc: 585 KM (430 kW), maksymalny moment obrotowy: 750 Nm, silnik elektryczny: moc 197 KM (145 kW), maksymalny moment obrotowy: 280 Nm. Bateria litowo-jonowa, pojemność: 22,1 kWh (brutto), 18,6 kWh (netto), maksymalna moc ładowania: 11 kW (AC), 205 kW (DC), czas ładowania (AC): 2 godziny 15 minut (0-100%), czas ładowania (DC): 30 minut (10-80%). Zasięg elektryczny między 61 a 67 km. Nadwozie kombi, a w zasadzie Touring. Doskonale wiadomo, że powyższe przedstawiają model M5 Touring, który w najnowszej generacji jest NAJ w każdym zakresie, względem swoich poprzedników, a także konkurencji. Systemowa moc 727 KM i 1000 Nm to skala, w którą nie sięgają bezpośredni konkurenci. Aczkolwiek takie parametry nie muszą wcale decydować o tym, że model ten będzie najszybszy, najlepszy i będzie mógł pokonać konkurencję. Doskonale to zostało zademonstrowane przez CARWOW, gdzie do porównania właśnie wzięto M5 Touring, RS 6 Avant performance oraz najstarszego w grupie Mercedesa-AMG E 63 S w wersji T. Wynik w sprincie, powtórny kilkakrotnie, polegający na szybkim starcie z Lunch Control i jak najszybszym osiągnięciu linii mety ukazał swojego rodzaju dramat nowego M5 Touring, który sromotnie przegrał z kilkuletnim Audi RS 6 Avant performance. Co ciekawe, podobne zestawienie, ale z udziałem M5 sedna i tego samego Avanta pokazało, że BMW jest szybsze. Mimo iż to proste i bezpośrednie porównanie, to jednak ukazuje prawdę, że niekoniecznie KM i Nm są tym kluczowym czynnikiem, który ma zawsze zapewnić zwycięstwo. Technologia ukryta pod maską, ale również pod całą karoserią to czynnik, który w ostatecznym rozrachunku dosłownie miażdży konkurujące ze sobą jednostki. Można powiedzieć, że Audi waży o 325 kg mniej niż BMW i to daje mu przewagę. Ale z drugiej strony to BMW jest mocniejsze od Audi o 97 KM i silniejsze o 150 Nm! To także jest argument, za tym, że Audi Sport tworząc model RS 6 GT nie mieszali w jego silniku. Bowiem doskonale wiedzieli, że 630 KM i 850 Nm jest całkowicie wystarczające (w GT jest pewien dodatkowy szkopuł: zawieszenie sportowe RS plus z Dynami Ride Control - DRC). M5 i M5 Touring to hybrydy plug-in, czyli wysokoobrotowe 4.4 V8 TwinTurbo M Power z zastrzykiem elektryczności. Coś na kształt formuły E-PERFORMANCE w niektórych modelach Mercedesa-AMG. W teorii, ale przede wszystkim w praktyce takie rozwiązanie jest znacznie wyżej pozycjonowane niż tradycyjne V8 Bi czy TwinTurbo. Mercedesy AMG zdecydowanie żwawiej reagują na dodanie gazu, już od dołu skali obrotomierza. W BMW M5 jeszcze tego nie wiem, jak to wygląda w realu. Mimo wszystko stara szkoła, znów pokazała swoją potęgę i dokopała nowej. Audi RS 6 Avant performance w teście CARWOW zmiażdżyło i upokorzyło M5 Touring. Dla mnie, jako fana Audi i modelu RS 6 to znakomity rezultat. Zatem, wrzucić należy też trochę statystyk, tym razem dotyczących Audi: długość: 4995 mm, szerokość: 1951 mm, wysokość: 1460 mm, rozstaw osi: 2934 mm, masa własna: 2150 kg, typ napędu: quattro, silnik 4.0 V8 Biturbo TFSI, moc: 630 KM (463 kW), maksymalny moment obrotowy: 850 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h: 3,4 s., prędkość maksymalna: 250 km/h (ograniczona elektronicznie ale opcjonalnie z pakietem RS Dynamik Plus do 305 km/h), skrzynia 8-biegowa automatyczna Tiptronic, dynamiczny układ czterech kół skrętnych, sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi, koła: standardowo 21’’, opcjonalnie 22’’ kute felgi. Doskonale wiadomo, że BMW i Audi to odwieczni rywale w segmencie premium, na każdej jego płaszczyźnie i praktycznie w każdym nadwoziu. BMW M i Audi RS, a do tego Mercedes-AMG (ostatnimi czasy trochę zaniemógł, redefiniując swoją strategię) to samochody, które od zawsze miały bardzo wysoki poziom wykonania, właściwości jezdnych oraz pokładane były w nich wysokie nadzieje, związane ze sportową, dynamiczną jazdą. Każdy z nich w inny sposób interpretował i przedstawiał to co, ma najlepsze w sporcie. I nie ma tu jednego najlepszego rozwiązania. Każde smakuje w inny sposób i daje sporo satysfakcji. Ja mogę przychylać się w stronę Audi Sport, ale znam osoby, które tylko poważnie traktują BMW M. Są też takie, które bez gwiazdy ze sportowymi literkami, twierdzą, że nie ma jazdy. Wracając do wyniku testu, to, mimo że jedno zestawienie wygrało BMW, drugie Audi nie oznacza dekompozycji dna RS czy M na czynniki pierwsze i próby udowodnienia, że wygrało Ingolstadt lub Monachium. Tak naprawdę to i to leży w Bawarii. Niemniej, to co królewskie należy oddać królowi, czyli mowa o designie...tutaj bezapelacyjnie BMW i Mercedes, muszą uznać zwycięstwo Audi. Sportowe geny są wpisane w każdą z tych trzech marek, tak samo mocno, jak nastawienie na prestiż i luksus. BMW mimo iż jego najnowsze wcielenie M5 jest hybrydą i to dość ciężką, musi w nadwoziu kombi uznać wyższość RS 6 Avant performance. Audi natomiast musi uznać wyższość M5 w wersji bez bagażnika. I w sumie wyszło to dość ciekawie, bo koncepcja kilkuletniego już sportowego kombi od Audi obroniła się przed najnowszym modelem Touring od M. Warto odnotować fakt, że Audi ma dwa fajne tryby jazdy zwane performance RS1 i RS2 (tak, BMW ma M1 i M2), które w modelach RS opierają się na kilku zaawansowanych technologiach, mających na celu maksymalizację osiągów i dynamiki jazdy, co faktycznie zostało udowodnione w starciu z M5. Oto kluczowe elementy:
1. Silnik: Modele performance są wyposażone w czterolitrowy silnik V8 Biturbo TFSI, który dzięki większym turbosprężarkom i wzrostowi ciśnienia doładowania osiąga moc 630 KM (463 kW), a czasem nawet 640 KM (470 kW) i maksymalny moment obrotowy 850 Nm.
2. Mechanizm różnicowy: Standardowy mechanizm różnicowy rozdziela moc silnika w stosunku 40:60 z przewagą tylnej osi. W przypadku poślizgu wyższy moment obrotowy jest automatycznie przekazywany na oś z lepszą przyczepnością.
3. Audi drive select: System oferuje sześć różnych profili jazdy: efficiency, comfort, auto, dynamic oraz RS1 i RS2, które kierowca może skonfigurować samodzielnie.
4. Launch Control: Funkcja ta pozwala na optymalne wykorzystanie potencjału silnika podczas ruszania, sygnalizując najlepszy moment przyspieszenia.
5. Pakiet RS Dynamic: Zawiera dynamiczny układ czterech kół skrętnych oraz sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi, podnosząc prędkość maksymalną do 280 km/h.
6. Ceramiczny układ hamulcowy RS: Opcjonalny pakiet RS Dynamic plus zawiera ceramiczny układ hamulcowy, który pozwala na osiągnięcie prędkości maksymalnej 305 km/h.
Puenta, niech będzie fakt, że zarówno Audi, jak i BMW są mimo odrębnych koncepcji, praktycznie doskonałymi sportowcami. Wybór między jednym, a drugim samochodem będzie tak naprawdę podyktowany tylko osobistymi preferencjami w zakresie przywiązania do konkretnej marki. Cenowo są zbliżone, a ich doposażenie w opcjonalne wyposażenie, ten naprawdę must be, winduje ceny w okolicach 1 mln zł. Ja stawiam oczywiście na RS, bo mi się bardziej podoba i mam większą miłość do czterech pierścieni, niż do biało-niebieskiej szachownicy BMW. I to są właśnie indywidualne podejścia do określonych produktów, które są na bardzo zbliżonym poziomie zaawansowania technologicznego. Przez jednych uwielbiane, przez innych niezrozumiałe, a dla większości bezsensowne sportowe kombi. Niemniej w motoryzacji premium sport nie kierujemy się większością, a bardzo indywidualnym i osobistym natężeniem emocji oraz pozytywnej energii. A jednemu i drugiemu trzeba to przyznać, że generują jej w potężnych ilościach.
Audi RS 6 Avant performance 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro
BMW M5 Touring 4.4 V8 M TwinPower Turbo, plug-in, 727 KM, 1000 Nm, M xDrive
Zdjęcie: Autor
15.04.2025 r.
TESTY AUDI RS 6, RS 6 PERFORMANCE
FABRYKA POZYTYWNYCH EMOCJI
AUDI RS 6 AVANT
Pozytywne emocje są to reakcje psychofizjologiczne zarówno naszego ciała, jak i naszego umysłu, które pojawiają się w pewnym momencie. Emocje niosą za wpływają na naszą fizjologię, myśli oraz zachowanie.
Krótka rozmowa po teście:
-Krzysiek: Jak tam jazda?
- Ja: Orgazm!
-Krzysiek: Ładne czerwone auto.
- Ja: Ładne taaa. Obłędnie ładne. Muszę coś mądrego napisać o tym teście, ten gang silnika obezwładnia!
I jak tu być obiektywnym, skoro ten model to jedne z tych samochodów, które są na liście marzeń? Obok dwóch innych Audi oraz Porsche, jednego BMW oraz jednego AMG. Jak znaleźć jakieś minusy? Skoro całość jest Ci od 2019 r. doskonale znana. A uczestniczenie w światowej premierze na IAA we Frankfurcie nad Menem, tylko wzmocniło pożądanie. Jak w takim razie odnieść się w sposób neutralny do tego samochodu, skoro jego obecność na parkingu obezwładnia każdego przechodnia, a reszta motoryzacji jakoś usuwa się w cień i to sama z siebie? No raczej nie można, ale warto spróbować. Zatem dość oryginalna relacja z testu jednego z najlepszych modeli RS. W teście Audi RS6 Avant generacji C8.
Co oznacza symbolika C8 przy tym modelu – po prostu nową generację, poprzednia C7 w nadwoziu RS6 Avant skończyła oficjalnie (nie wliczamy tutaj pracy inżynierów z Abt lub MTM, bo to zupełnie inna historia) na nazwie performance, co skutkowało takim oto szokującym ciągiem liczb: 4.0 V8 TFSI, 605 KM, 750 Nm (overboost)…doskonale pamiętam poprzednią generację i jej możliwości. Były szokujące! I to pamiętać należy, że były to także czasy, gdzie nie było pewnych limitów, które teraz mamy, jak choćby na przykład tzw. przegazówki na postoju do utraty skali obrotomierza. Teraz to po prostu nie ekologiczne oraz nielegalne 😊 dlatego na parkingu nową C8 nie pokręcisz do czerwonej skali i także wydech (tak, ten sportowy, prawdziwy a nie Atrapowicz, jak na przykład w S6) nie odda skali dramaturgii sportowej inżynierii. Aby ukazać, jak wiele się zmieniło wobec generacji C7, należy oprzeć się na parametrach najnowszej eRS-szóstki. Zatem pod maską mamy dalej potężne 4 litrowe, podwójnie doładowane V8, które produkuje równiutkie 600 KM oraz pozbawiające przytomności 800 Nm! Zatem 4.0 V8 TFSI 600 KM i 800 Nm. Taki zestaw to automatyczne wejście do wysokiego sektora samochodów premium sport. Konkurencja jest dość mocna i zaciekle walczy od dekad z Audi o prym wielkości liczb. Mercedes AMG E 63 S lub GT4 63 S mają odpowiednio po 612 KM, 850 Nm (4.0 V8 T) i 639 KM, 900 Nm (4.0 V8 T), co daje im 3,4 s i 3,2 s do pierwszej setki. Mercedes-AMG ma jeszcze hybrydowy model GT4 63 S E Performance, który systemową moc ma na poziomie 843 KM (639 KM+ 204 KM), co daje mu 1400 Nm (!!!!) oraz 2,9 s do setki, jednak to nielegalne połączenie elektroniki oraz silnika spalinowego. Natomiast BMW ma troszkę inną historię, bowiem model M5 ma obecnie, aż trzy wcielenia, które nazywają się po prostu M5 z 600 KM oraz 750 Nm, 4.4 V8, co daje mu skok do pierwszej setki w 3,4 s. Następnie M5 Competition z mocą 625 KM, reszta bez zmian, jednak pierwszą setkę ma w już w 3,3 s. I najwyższa wersja M piątki to Competition Sport, czyli CS, z mocą 635 KM, reszta bez zmian, ale setkę ma po okrągłych 3 sekundach! Zatem nowe RS6 Avant mające w tym zestawieniu podstawowe 600 KM i 800 Nm i oficjalnych podawanych przez producenta 3,6 s do setki (choć niezależne, ale również nieoficjalne pomiary wskazują na 3.0 s) wpisuje się na końcu stawki. Jednak jest pewne ale..
Dane na papierze to jedno. Rzeczywistość pokazuje na zupełnie odmienny stan rzeczy. Tak naprawdę, RS6 Avant to samochód, który skrada Ci serce, odcina dopływ logiki do mózgu, rujnuje Twoje poczucie panowania nad życiem oraz pokazuje, już samą postawą na parkingu, że całą konkurencję po prostu pieprzy! Nie ma żadnego znaczenia, że są mocniejsi czy silniejsi. Bowiem 900 Nm Mercedesa rozpływa się w zasadzie nie wiadomo, gdzie, a reakcje na wciśniecie gazu, nawet w najostrzejszym trybie AMG w modelu GT4 63 S, są jakby zabetonowane w porównaniu do tych z Audi. Jednego nie można odmówić AMG i ich silnikom – wspaniałego gangu silnika. To klasa światowa! Zatem do wspaniałej konkurencji więcej nie wracamy.
Audi RS6 Avant ma różne oblicza. Za sprawą ustawień masz albo bolid łamiący kark, albo dość wygodne rodzinne kombi ze sporym zapasem mocy. jeśli decydujesz się na ten model, to pamiętaj, aby nie kierować się opinią księgowego i naprawdę iść na całość instalując na pokładzie pakiet RS Dynamic Plus. Ale to nie wszystko. W RS6 Avant nie powinno zabraknąć: asystenta jazdy nocnej, dachu panoramicznego, sportowego wydechu RS, head-up, wentylowanych forteli RS, ceramicznych hamulców, świateł HD Matrix Led ze światłami laserowymi, pasów bezpieczeństwa w kolorze czerwieni, pełnego pakietu systemów wspomagających, ogrzewania postojowego, ogrzewanych 4 siedzeń, 22’’ felg, 3-ramiennej kierownicy wielofunkcyjnej plus, pakietu skór Audi Exclusive i Bang & Olufsen 3D. To oczywiście winduje cenę w okolice 850 tys. PLN, ale podnosi poziom emocji na wyższy. Tak doskonale wyposażony samochód to idealny partner w podróży na dekady. Wracają do samego modelu RS6 Avant, to po prostu niezwykle szybkie i wybitne kombi. Zatem ogrom miejsca masz w standardzie. Wyprawa wakacyjna to żadne problem. Samochód przewiezie zawsze i wszędzie z prędkościami nigdzie poza Niemcami w Europie niedozwolonymi Twoją rodzinę z pełnym bagażem. Oczywiście ktoś złośliwy powie, że każde auto to potrafi. Zgadza się. Ale nie każde zrobi to w takim stylu, z taką pewnością siebie i prędkością, jak właśnie ten model. Długo zastanawiałem się jakich określeń użyć, aby określić odczucia z przyspieszenia tego samochodu. Dramat, utrata świadomości czy histeria porównywana z szokiem nie oddadzą nawet ułamka tego, co odczuwa się przy wyprzedzaniu podczas jazdy. Może i nie jestem obiektywny, a mam do tego prawo, ale ten samochód broni się bez słów. Wystarczy na niego popatrzeć. Konkurencja nigdy nie stworzyła, aż tak porażającego projektu. Ten samochód kipi energią już podczas postoju. Energia, która definiuje ten model przekształca się z masy (design) i możliwości silnika. A to wszystko opisać można za pomocą najważniejszego wzoru w nauce, czyli E= mc2. Te Audi obezwładnia, uzależnia, prowokuje, zaczepia, jednocześnie prężąc potężną muskulaturę oraz zarzucając okolicę w jakiej się znajduje potężną falą dźwięku podwójnie doładowanej Vósemki. Szczyt sportowej motoryzacji? Nie! Mamy przecież 911 Turbo S…Ale to Audi niesamowicie zbliża się do tego Porsche. Zbliża się charakterem. RS6 daje ogromne poczucie szczęścia. Jeśli w Twoich żyłach płynie wysoko oktanowa benzyna i kochasz się w wolnossących, naturalnie oddychających V8-ch, to zrozumiesz o czym mowa. Mimo, że jest to podwójnie doładowane V8, wcale Ci to nie przeszkadza, bowiem za każdym muśnięciem gazu odpływa krew z logicznej części mózgu i zalewa część odpowiedzialną za emocje, szczęście. Jednocześnie dopamina, endorfiny wlewają się litrami w Twoje ciało całkowicie bez kontroli. A to wszystko przy jednoczesnym, szalenie uzależniającym gangu silnika, który atakuje Twój ośrodek zmysłów tak skutecznie, że masz wrażenie, że jesteś na haju. Takie rzeczy tylko w Audi. Tak naprawdę będąc obezwładniony tym samochodem, jego silnikiem, napędem, dźwiękiem każda podróż, nawet do nienawidzonej galerii handlowej będzie wielkim wydarzeniem. To naprawdę wyjątkowe doświadczenie, gdzie trzymając w rękach kierownicę wyłożoną alcantarą i dosłownie delikatnie muskając gaz, czujesz coś się z Tobą dzieje. Coś dziwnego i jednocześnie przerażającego. Ten potwór dysponujący 800 Nm każdorazowo odciska swoje piętno w Twoim mózgu. Trzeba stwierdzić, że to nie jest samochód dla każdego, a na pewno nie dla pozerów czy osób, które chcą podnieść wyłącznie swoje ego. Brak doświadczenia i świadomości tego co jest pod maską, może skutkować nie tylko że dożywotnią utratą prawa jazdy, ale w najgorzej wersji katastrofą drogową. Stając się właścicielem takiego samochodu musisz, a w zasadzie powinieneś rozumieć co nabywasz. Dramaturgia jaka następuje przy zmianie biegów (skrzynia w ustawieniach S), jest chyba porównywalna tylko ze startem rakiety w przestrzeń kosmiczną. Potężne uderzenie głowy w zagłówek, Twoje źrenice rozszerzają się z podziwu nad przyspieszeniem, następnie mocne wbicie ciała w fotel, automatycznie rozszerzające się do wielkiego uśmiechu usta i jedyny dźwięk wychodzący z nich…kurwa, jak cudownie, przy jednoczesnym wrzasku V8-ki oraz akompaniamencie sportowego wydechu, powodują całkowicie odmienny stan świadomości. Ja nawet nie wiem, czy to można w jakiś sposób opisać. Jesteś dosłownie zalany tak pozytywną energią, takim stanem endorfin, dopaminy, że Twoje ciało wpada w stan euforii. Troski i zmartwienia zostały gdzieś daleko z tyłu, kilometry za wami. Audi RS6 pozwala na przeniesienie się w inny świat, a to nie tylko inny wymiar świata sportowej części motoryzacji, ale także świadomości. Jakie to jest wspaniałe i wyjątkowe! W zasadzie na każdej drodze i wszędzie będziesz pierwszy, ale czy to jest w tym najważniejsze? Na pewno nie! Już samo poczucie, że pod maską pracuje dla Ciebie 800 Nm i 600 KM jest obezwładniające. Reszta nie ma żadnego znaczenia. Jednoczesne, codzienne użytkowanie tego samochodu w zasadzie tylko w mieście będzie wymagało lekkiej gimnastyki i zręczności. Bowiem to prawie 5 m samochodu. Sądzę, że ten samochód wspaniale się sprawdzi w sytuacji dojazdów do pracy do miasta, przy jednoczesnym mieszkaniu, gdzie na jakimś wygwizdowie. To taki europejski standard, dojazd ekspresową lub autostradą do pracy. I w sumie im dalej masz swoją bazę, tym lepiej, bowiem dłuższy czas spędzisz za kierownicą. A jazda Audi to wyjątkowa przyjemność. Każdy zakręt, każdy kilometr, każde hamowanie i wgryzanie się ceramiki w koła oraz strzały w wydechu sprawiają, że nie tyle, że czujesz się wyjątkowo, ale faktycznie jesteś w innym świecie. W świecie pełnym pozytywnej energii, szczęścia i możliwości. Czy zatem, to taka zabawka dla dorosłych? Nie w żadnym wypadku zabawka, to naprawdę w 100% sportowe auto, gotowe dokopać nie tylko konkurencji, ale także o wiele mocniejszym modelom. Użytkowe 600 KM i 800 Nm są całkowicie wykorzystane do jazdy. Nie są dane na pokaz, aby zamaskować niedoskonałości samochodu. RS6 wykorzystuje każdy Nm i każdy KM, aby w szybki sposób przewieść Cię tam, gdzie tylko sobie tego zażyczysz, ale w całkowicie odmienny sposób, niż reszta istniejących samochodów. To tak naprawdę jeden wielki koncert rockowy, trwający cały czas. Nie impreza w stylu disco bandżo jak u innych.
Czy zatem Audi RS6 Avant to samochód bez wad? Oczywiście, że nie. Jednak one nie mają zupełnie znaczenia, gdy aktywujesz tryb RS Dynamic Plus. Zapominasz zupełnie, że to rodzinne kombi, ale nie takie na sterydach, które przypakowało na siłowni, ale zbudowany zupełnie od postaw samochód sportowy. To nie steryd, a raczej atleta, który trenując od lat ma zbudowaną muskulaturę o naturalne procesy. Każdy skok w przód jest dramatycznym i szczęśliwym przeżyciem. To naprawdę jest tak, że czekasz na możliwość wyprzedzenia kogokolwiek. Lewy pas jest po wsze czasy Twój. Jednak z drugiej strony zupełnie nie musisz tego robić. Sama świadomość możliwości jest wystarczająca. Te 800 Nm naprawdę jest stworzone do zaginania czasoprzestrzeni. Audi tworząc kolejną generację RS6 określiło jeden cel: wcale nie dokopać konkurencji, ale mocniej niż kiedykolwiek oddziaływać na zmysły. Nie tylko samymi parametrami, ale także stylistyką. W sposób fenomenalny i drobiazgowy widać, że każdy element karoserii został przystosowany pod założony cel. Nic nie jest z przesadą, niczego też nie ma za mało. Zachowano status quo proporcji, możliwości oraz designu. Doskonale pamiętam moment prezentacji w sierpniu 2019 r. leżąc na chorwackiej plaży, popijając wieczorem drinka za drinkiem oglądałem pierwsze oficjalne przedstawienie modelu. I już same zdjęcia mnie rzuciły na kolana. Miesiąc później, ściskałem ze szczęścia wieniec kierownicy tego samochodu we Frankfurcie nad Menem. Od tego momentu minęły 3 lata, a mi dalej dosłownie uginają się kolana za każdym razem jak wsiadam do tego samochodu. To nie przypadek, ale Audi specjalnie poszło w tak odważny i jednocześnie piorunująco piękny design, bowiem to ostatnia wersja z silnikiem zasilanym paliwami kopalnymi. Ale też popis możliwości pięknej, użytkowej sztuki inżynieryjnej.
Audi RS6 Avant to idealny samochód. W nadchodzącej w niedalekiej przyszłości wersji C8.5, czyli po liftingu, jak otrzyma Matrix Digital Lights to stanie się samochodem skończonym. Idealnym. Jednocześnie dlatego też, że kolejna generacja RS6 zapowiada się w pełni elektryczna niczym e-Tron GT RS. Niestety, ale bez emocji.
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 (C8) 4.0 TFSI quattro:
3993 cm3, V8 Biturbo, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h
Kwiecień 2022 r.
Bartosz Jagodziński
Serdeczne podziękowania dla Audi Wrocław za udostępnienie samochodu.
ul. Brucknera 38, 51-411 Wrocław
JEŚLI CHCESZ OSIĄGNĄĆ COŚ WIELKIEGO, PRZESTAŃ PYTAĆ O ZGODĘ
AUDI RS 6 AVANT
W życiu czasami zdarzają się okazje, których zbytnio nie oczekiwałeś. No po prostu, czy to zbieg okoliczności, czy Twoje działania wkładają Ci w ręce kluczyki do samochodu, który nie dość, że jest jednym z tych, o którym marzysz, to zestawiając go w przeciągu 24h z innym samochodem marzeń z tego samego segmentu, możesz wyostrzyć sobie opinię na temat ich dwóch. Paradoksalnie, to właśnie dzięki lub wręcz przez BMW M5 Competition ponownie miałem okazję przetestować Audi RS6 Avant. Czas jaki dzielił dwa testy był na tyle krótki, że wrażenia z jazdy jednym w ogóle nie uległy zatarciu, a już kręciłem tyłem w drugim. Zatem ponownie w teście RS6. Bowiem ten samochód jest cudowny.
Nie jest problemem pisać o wymarzonym samochodzie w superlatywach. Nie jest zbytnio żadną przeszkodą wychwalać jego zalety na kolejnych arkuszach A4, bowiem będzie to nudne, nikt nie będzie tego czytać, a publikacja zacznie przypominać materiał promocyjny od producenta, wprost przetłumaczony z języka niemieckiego na polski. Kto czytał, ten wie, że to jedna z większych tortur umysłowych.
RS6 Avant jest na rynku od 2019 r., dokładnie od sierpnia. Pamiętam moment premiery, bowiem leżałem wieczorem na plaży we wiosce Šimuni, na wyspie Pag. Przeglądając pierwsze zdjęcia w komórce oraz oficjalne filmy z jazdy, byłem zainteresowany jaki on jest w realu, bowiem zdjęcia przedstawiały naprawdę wiele. Dlatego miesiąc później stałem obok tego modelu na IAA we Frankfurcie nad Menem. Obraz na żywo jest zdecydowanie lepszy niż na ekranie monitorów. Model ten, w jedynie właściwym kolorze – czerwonym prezentował się na targach obłędnie. W 2020 r. kolejne spotkanie twarzą w twarz w salonie we Wrocławiu. Następnie należało przejechać się, aby osobiście sprawdzić wszystko, co najlepsze w tym samochodzie. Ale to nie wszystko. Najlepiej mieć możliwość testu także modeli spośród konkurencji. A jest nią M5 lub M5 Competition oraz AMG E 63 S lub GT-4 63 S. No więc trochę działań należało uruchomić. Koniec wyszedł taki, że wciskając prawą stopą gaz na obwodnicy autostradowej Wrocławia w M5 Competition, ale najpierw w GT-4 63 S, doskonale wiedziałem, który i jak gra w tej orkiestrze furii.
Design RS6 jest szokujący na tle, którego konkrecja wypada po prostu blado. Wygląda jak 10 milionów euro skąpane w toskańskim Słońcu. Prawdopodobnie w Audi użyli miecza świetlnego tworząc model RS6, bowiem przedni pas świateł i maska zostały wprost odcięte z modelu RS7 Sportback. Tak właśnie, mamy dwa modele Audi, które wyglądają z przodu dokładnie tak samo. Ten zabieg stylistyczny, wyszedł pozytywnie. Ktoś w firmie podjął właściwa decyzję, dlatego że słowo fenomenalny przy opisywaniu designu RS6 to zwykłe lanie wody. Porywający, efektowny, oszałamiający, zdumiewający, zachwycający to odpowiednie synonimy, które pasują do RS6. Naprawdę konkurencja nie potrafi tworzyć, aż tak wyrazistych i rzucających się w oczy produktów. O ile design Mercedesa-AMG jest szalenie zachowawczy i bardzo chłodny, a BMW został stonowany tak że obdarli go z ekscytacji, to w Audi bije pełną energią oraz emocjami. Jednocześnie tylko Audi prezentuje poziom wykonania wnętrza, który wręcz z kwantową jakością i szaleństwem dbania o detale, może równać się tylko z innym RS. Ta cecha jest od 2010 r. cechą przypisaną do marki Audi. A przez ostatnie 12 lat została rozwinięta do granic szaleństwa. Można to porównać do znanej definicji sukcesu, w której sukces to suma włożonego wysiłku, powtarzanego z dnia na dzień. A efekt w postaci gotowego produktu jest bardzo odpowiedni. Audi wprowadzając na rynek RS6 w jedynej słusznej odmianie – Avant, postanowiło pokazać, że ten model to nie tylko maszyna do zaginania czasoprzestrzeni, ale przede wszystkim to rodzinne kombi, które potrafi w bardzo szybkich warunkach przewieść Twoją rodzinę w dowolne miejsce. To nie jest M5, które ze względu na brak wersji Touring będzie bardziej biznesowym modelem, czy GT-4 63 S, które jest praktycznie ciasne w tylnej części nadwozia. AMG E-T 63, co prawda to kombi, ale ze względu na zachowawczy design, w ogóle nie wchodzi w emocje, takie jakie są tworzone przez czekające na parkingu RS6 Avant. Zatem jest segment 600+, czyli 600 KM, w którym znajdziemy i Audi i BMW i Mercedesa, ale każdy z nich jest produktem o zupełnie innym przeznaczeniu. Pojawia się pytanie, czy sens mają samochody, w których montuje się sześćset lub więcej KM? Ten, kto nigdy nie jeździł takimi (a fora w necie są pełne takich ekspertów za dychę) będzie dowodził, że to bezsens. Że nie ma w Polsce odpowiednich dróg, że nie wykorzysta się potencjału takich samochodów, że cena paliwa wysoka, itd. Ja natomiast będę jak niepodległości bronił takich rozwiązań, bowiem dzięki nim motoryzacja premium sport jest wspaniała, ma duszę, charakter, emocje, daje radość i szczęście. Bez nich, po drogach toczyłyby się samochody pokroju segmentu A i B z małymi silniczkami od kosiarek, a ich wykonane wnętrza ze stopionego plastiku z mazutem raziłyby oczy i mózgi, zupełnie jak błyskawice Imperatora z Star Wars. Mechanika kwantowa dowodzi, że to co małe i nieuchwytne ludzkim okiem istnieje, dlatego pewnych niuansów nie rozumie się, bez zatopienia prawej stopy na gazie w takim samochodzie. Materiały prasowe to jedno, ale realna możliwość jazdy w 3,6 s do pierwszej stówki czy ocean fal dźwiękowych zalewających kabinę to drugie. Tak się stymuluje emocje oraz pozytywne wrażenia. A RS6 Avant potrafi je szybko wzniecić i utrzymać na bardzo wysokim poziomie. Linia rysunku tego modelu jest niezwykle spójna, logiczna i bez zbędnych udziwnień, typu 6000 lotek czy wlotów powietrza przecinających karoserię, także dyfuzor jest słusznych rozmiarów i przy sportowym (prawdziwym) wydechu wygląda odpowiednio i majestatycznie. Zatem zadanie domowe przy projektowaniu: nic na pokaz, wszystko to co potrzebne – zostało odrobione na piątkę. RS6 jest bardzo logiczne zaprojektowane, jednolite, konsekwentne, ale jednocześnie dostojne oraz bardzo sportowe. Linia rysunku jest nietrywialna, od razu zdradza potencjał samochodu, jego możliwości oraz fakt, że pod maską musi być dużo upchane. A naprawdę jest, bowiem TFSI ma 4.0 l, V8 Biturbo i wytwarza 600 KM oraz 800 Nm, do tego stały napęd quattro, sportowej skrzyni tiptronic, 3,6 s do pierwszej setki. Maksymalna prędkość to aż 305 km/h (oczywiście to opcja z pakietem RS Dynamic Plus). Standardowo mamy dwie i pół stówy. Potencjał silnika, nadwozia, układu hamulcowego, skrzyni biegów wskazuje, że można by wsadzić pod maskę nawet z 750 KM. Jazda takim samochodem to naprawdę przyjemność. Siadając za kierownicą sportowego samochodu z segmentu premium sport warto od razu przejść do najbardziej sportowych ustawień całego auta. Dlatego, ja zawsze wciskam Dynamic Plus. Wtedy okazuje się, że z tego kombi robi się prawdziwa bestia. Ale nie taka która chce Ci odgryźć głowę na każdym zakręcie, ale taka, która spaja się z Tobą w jedność. Nie na darmo slogan „przewaga dzięki technice” jest od dekad hasłem Audi. RS6 Avant sprawdza się w każdej sytuacji, nie ma znaczenia czy pada, czy jest sucho, czy alternatywnie akurat leży śnieg, lub czy udajesz się na spotkanie biznesowe, bądź w sobotę na tor, albo też jedziesz na wakacje. Model ten łączy wysokie osiągi, w tym, o czym wcześniej wspomniałem, naprawdę bezkompromisowy design oraz bardzo wysoką funkcjonalność i użyteczność. Poszerzone nadwozie, względem modelu A6 czy S6, i muskularne nadkola, szeroka pozbawiona ramy osłona chłodnicy Singlegrame, zderzaki RS oraz wręcz gigantyczne boczne wloty powietrza to elementy zaczerpnięte z wyczynowego modelu R8. RS6 ma adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS z kontrolą stopnia tłumienia, które automatycznie (jednakże w odróżnieniu od aktywnego predytkywnego w S8, które powoduje, że RS6 zostaje w tyle, w trybie 0-100 km/h za S8, jednak później nadrabia straty w sposób histeryczny) reguluje prześwit w zależności od prędkości z jaką jedziesz. W przypadku długiej podróży zapewnia komfort, ale przy większych prędkościach daje wydajność oraz stabilność. Opcjonalnie dla RS6 Avant jest możliwość zastosowania zawieszenia sportowego RS plus z systemem Dynami Ride Control (DRC), które dostosowując działanie amortyzatorów, skuteczniej zapobiega zjawisku pochylenia czołowego oraz przechyłu bocznego nadwozia. Wszystko po to, aby szybka jazda była bezpieczniejsza i dawała więcej przyjemności. Układ hamulcowy w tym modelu jest jeden słuszny – ceramiczny. W przypadku S8 czy RSQ8 ceramika jest nieobowiązkowa, to w RS6 winna być zakreślona na liście opcji zaraz przed head-up display czy panoramicznym dachem. To dość istotne, aby tego potwora odpowiednio wcześniej wyhamować lub też jeżdżąc dynamicznie opóźnić efekt hamowania do ostatniej możliwie bezpiecznej sekundy bez zmianą kierunku jazdy. Skrzynia biegów tiptronic w trybie S i ustawieniach Dynamic Plus w RS6 Avant jest bardzo szybka, ale nie reaguje, tak szybko i spontanicznie na wciśnięcie gazu, jak skrzynia w M5 Competition w ustawieniach Sport Plus. Nie bez przyczyny wskazuję na ustawienia trybów jazdy w tych dwóch modelach. I to właśnie pierwsza zasadnicza różnica technologiczna między tymi samochodami. W M5 Competition w Sport Plus skrzynia reaguje na każde muśniecie gazu w skalach Plancka. Brakowało mi takiej szybkiej reakcji na wciśnięcie gazu w podłogę podczas wyjeżdżania z łuku w Audi. W BMW odbywa się to w sposób przypominający rozerwanie łańcucha reakcji termojądrowej. Natomiast skrzynia w RS6 potrzebowała o ok. 0,5-1 sekundy więcej czasu na właściwą rekreację. I tą różnice mózg przestawiony na tryb sport potrafi wyczuć. Stąd różnice w sprincie do setki, w BMW 3,3 s. i w Audi 3,6 s, Naprawdę niewiele, ale przekłada się to na właśnie takie opinie jak moja. Niemniej, nie jest to w żadnym razie jakiś zarzut w stronę Audi. Nie chcę też powiedzieć, że w RS6 nie ma ognia podczas jazdy. Jest! I to w takich ilościach, że trudno wszystko okiełznać za jednym razem. Bowiem rzeczywistość naprawdę zostaje gdzieś zupełnie z boku Ciebie, a Ty skupiasz się tylko na tym co przed Tobą i zerkasz na wyświetlane dane z head-up display. RS6 urzeka liniowym przyspieszeniem, dystrybucją niutonometrów w sposób, który nie skręca karku i nie powodując wygięcia twarzy w sposób przypominający wylew. Rzeka Nm płynnie rozlewa się na cztery koła, dając solidne podstawy do wrażenia, że zerwać w nim przyczepność jest po prostu niemożliwe. Jest możliwe w każdym samochodzie. Jeśli się jeździ z wyłączonym mózgiem. W Audi, dosłownie, jeśli wyczujesz samochód, to możesz pozwolić sobie na opóźnione hamowanie zarówno w zakrętach, jak i jadąc za innymi samochodami. Także dozwolone jest (delikatne) zamiatanie tyłkiem podczas wychodzenia z łuków. Tylko tego wszystkiego tak naprawdę nie musisz robić. Możesz wrzucić tryb komfort i przejechać pół kraju bez większego zwracania na siebie uwagi. To jak w Porsche 911 Turbo S, wiesz, że wszystko co jedzie przed Tobą możesz w ułamku czasu mieć za sobą, ale tak naprawdę nie musisz. Sama świadomość jest wystarczająca. Jednakże im więcej siedzisz za kierownicą RS-szóstki, tym więcej chcesz wycisnąć z tego samochodu. Jest naprawdę cudownie podróżować z donośnym krzykiem V8-ki, która obezwładnia wszystkich podróżujących. Czy to się może znudzić? Absolutnie nie! Nie wyobrażam sobie nudy w takim samochodzie. Trzeba być chyba totalnym ignorantem, aby nie docenić postępu techniki, rozwiązań IT, wrzuconej technologii w ten samochód. Na przełomie lat 80/90 XX wieku, jeśli jakiś samochód miał 600 KM to był to hypercar, który jednocześnie jeden cel – uśmiercić w czasie krótszym niż osiągnięcie setki swojego kierowcę. Dziś w XXI wieku 600 KM nie robi większego wrażenia, a możliwość okiełzania tej mocy jest dostępna praktycznie dla każdego zainteresowanego. Ten przykład uwidacznia jak wiele się zmieniło w motoryzacji. Dlatego łatwość prowadzenia RS6 przypomina jazdę hatchbackiem. Jednak z jednym, ale z tyłu głowy trzeba pamiętać, że pod maską drzemie bestia, która źle traktowana wyrwie Ci mimo wszystko kręgosłup wraz z rdzeniem kręgowym. Natomiast jeśli nawiążecie współpracę, RS6 otworzy przed Tobą zupełnie nowy świat oraz wymiar przyspieszeń i przeciążeń. Zagwarantuje ogromną satysfakcję z jazdy i wręcz z kwantową dokładnością pozwoli przekroczyć kolejne granice podczas jazdy, które sobie sam stawiasz. Twoja ogólna pewność siebie wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości przejechanych kilometrów. Fenomenalny pojazd!
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant:
3996 cm3,V8 TFSI, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h
Czerwiec 2022 r.
Bartosz Jagodziński
Serdeczne podziękowania dla:
AUDI POLSKA w ramach eventu AUDI DRIVING DAY
SHOW SOME RESPECT
AUDI RS 6 AVANT
Ktoś mógłby zapytać, jaki ma sens trzeci raz test modelu RS 6? Ktoś mógłby domniemywać, że treści prezentowane na V8 Speed stają się monotematyczne i przeważa jedna marka. Jednakże to nie prawda. To, że na V8 Speed pojawił się trzeci test z opisem modelu, który jest moim numer one, świadczy nie o mono tematyce, ale właśnie dorosłości w podejściu do tematu oraz ukazaniu różnic względem tego, co było opisane w dwóch wcześniejszych testach, względem aktualnej sytuacji na rynku, ale także przemyśleń odnośnie samego RS 6. Jeśli wraca się do jakiegoś produktu, który staje się tak naprawdę odniesieniem dla innych, kilka razy, to zdobywa się dodatkowe punkty za ocenę rzeczy które nie zostały ocenione wcześniej. Zatem zainteresowanych zapraszam do lektury. Audi RS 6 Avant doczekało się pod koniec 2022 r. swojej najostrzejszej wersji (jak na razie jedyna) pod nazwą performance. Model performance od standardowego RS 6 ma dodatkowe 30 KM oraz 50 Nm, wyciśnięte z tego samego silnika 4.0 V8 TSFI. Dodatkowo jest mniej wyciszony. Wracając do wersji bazowej, to trzeba odpowiedzieć na pytanie do kogo jest ten samochód kierowany i jaką ma konkurencję? Zatem kierowany jest do każdego miłośnika sportowej motoryzacji, który jednocześnie nie znosi kompromisów, a zatem chce użytkować swój samochód każdego dnia, w każdych warunkach, i nie tylko na torze. A to nie jest tak oczywiste jakby mogło się wydawać. Audi Sport właśnie takie są – uniwersalne. To jedna z cech modeli RS, które są rozwijane od lat. Odniosę się tutaj na chwilę do głównego konkurenta, czyli BMW (niektórzy znowu będą stękać, że przecież to oczywiste), ale w chwili obecnej nie ma nic na rynku, co byłoby wstanie zagrodzić RS 6 Avant pod względem cech, którymi się charakteryzuje. A chodzi przede wszystkim o design, silnik, jego dźwięk, wyposażenie i wykończenie. Design jest tak doskonały w zakresie zauważalności, osobowość, charakteru, temperamentu, indywidualności, że nie ma sensu szukać czegoś innego, bo i tak się nie znajdzie. I mimo że M5 Competition (ustawienia Sport Plus) jest szybszy w zakresie elastyczności, to Audi zupełnie nic sobie z tego nie robi, bowiem posiadając fenomenalny czy wręcz oszałamiający design oraz uniwersalność codziennego użytkowania uderza w inną grupę klientów. To nie jest zatem przyznanie większej liczby punktów jednemu czy drugiemu, dlatego że są to praktycznie doskonałe produkty i tylko indywidualne sympatie decydują o wyborze. To bardziej odniesienie tego, co prezentuje BMW od tego, co oferuje Audi. Zatem jeśli pozbyliśmy się jakiegokolwiek króla, to wróćmy do testu. Audi RS 6 Avant wpada mi w ręce po raz trzeci. Przyznam się, że po prostu nie mogłem odmówić sobie przyjemności jazdy tym modelem. Jest naprawdę mało produktów w motoryzacji, które tak jak te Audi potrafią uszczęśliwić podczas kładzenia prawej stopy w podłogę. Uderzenie siły V8-ki nie jest dramatem (jak na przykład we wspomnianym M5 Competition lub RS e-tron GT), ale odbywa się bardzo rozsądnie, z jednoczesnym fenomenalnym akustycznym obezwładnieniem zmysłu słuchu. Elastyczność, czyli rzecz, która jest dla mnie ważniejsza niż prędkość maksymalna mieści się na odpowiednim poziomie. Samochód dobrze skrojony w konfiguratorze będzie bardzo drogi (patrz wersja też performance), ale jednocześnie zapewni maksymalne wykorzystanie wszystkich cech produktu. To tak naprawdę wszystko, czego potrzebujesz, aby cieszyć się światowym poziomem motoryzacji premium sport z jednoczesną możliwością użytkowania jej każdego dnia. Ważne jest, że RS 6 nie udaje sprintera, który liczy dziesiątki sekundy, ani napakowanego gościa sterydami, który zlicza z kalkulatorem KM i Nm. Model ten jest konsekwencją rozwijania projektu RS6 z lat poprzednich. Pierwsze musiało zatrząsnąć segmentem, drugie zdruzgotało silnikiem (V10), trzecie doskonałością i efektywnością designu, a czwarte łączy pokolenia, jednak manifestuje niesamowitą siłę przyciągania wzroku oraz dominację nad wszystkim, co obecnie jeździ. Tego nikt nie zakwestionuje, że RS 6 Avant dizajnersko to światowa liga w projektowaniu sportowych samochodów z segmentu premium sport. I nad tym trzeba się pochylić bardziej. To, że RS 6 zjadł model RS 4 to klasyczny kanibalizm wewnątrz firmy, i mimo że dotyczy modelu z innego segmentu. RS 6 również obezwładnia i zawstydza praktycznie każdy model RS. Samochód identyfikuje się z najlepszymi elementami, jakie można znaleźć w chwili obecnej w motoryzacji. Jeśli zależy Ci na satysfakcji z posiadania samochodu sportowego w zakresie designu, silnika, mocy, Nm, codziennej użyteczności, to właśnie posiadanie tego modelu powinieneś przemyśleć. RS 6 Avant to nie cud świata, który jest najlepszy i stawiany jest jako wzór do naśladowania. To tak naprawdę samochód, którego zadaniem oprócz wyglądania super, jest zwykła jazda. Czy zatem design może być uciążliwy w codziennym użytkowaniu? Na pewno nie będziesz niezauważony. To niemożliwe. Na pewno będziesz hejtowany przez swoje otoczenia za posiadanie tego samochodu, bowiem jedną z negatywnych cech Polaków jest zazdrość. Może i nawet go porysują. Na pewno trochę odchorujesz posiadanie takiej fury, ale warto. Zawsze możesz zmienić otoczenie i trafić do osób, które będą nie tylko doceniać to, że kupiłeś taki samochód, ale szczerz Ci gratulować podjętej decyzji. Następnie zdasz sobie sprawę, że tak naprawdę zrealizowałeś swoje marzenie motoryzacyjne, a dwa będziesz z każdym dniem szczęśliwszy z posiadania takiego samochodu. Wracając do meritum, czyli do świadomości posiadania tego modelu, to już na etapie konfiguracji doskonale wiedziałeś co i jak razem połączyć, aby ten model był naprawdę wyjątkowy i spełniał Twoje wyrafinowane oczekiwania. RS 6 Avant podkreśla w każdym centymetrze nadwozia, że należy do grupy samochodów, które w nadzwyczajny sposób gwarantują samo szczęście z posiadania, radość i emocje z oglądania oraz wpływają pozytywnie na świadomość właściciela w zakresie możliwości fabrycznych samochodu, czyli jazdy. Dodatkowo opcjonalne zawieszenie DRC, które można zamówić do RS 6 oznaczać będzie, że auto spędzi większość czasu na zamkniętych torach. Te sportowe zawieszenie RS plus z systemem dynamicznej kontroli jazdy Dynamic Ride Control (DRC) zawiera jedno-rurowe amortyzatory z zmienną charakterystyką, którą kierowca może ustawić w trzech stopniach. Przewody olejowe oraz zawór centralny łączą po dwa amortyzatory rozmieszczone naprzeciwlegle po przekątnej. Podczas szybkiego pokonywania zakrętów, zawory regulują przepływ oleju w amortyzatorze osadzonego dodatkowo na sprężynie koła przedniego toczącego się po zewnętrznym łuku. Technika ta wzmacnia amortyzację koła i redukuje wszelkie wychylenia pojazdu na boki w tym tzw. nurkowanie. Sportowy samochód wyposażony w takie rozwiązanie nabiera innego znaczenia. W codziennym użytkowaniu takie rozwiązanie jednak ujemnie wpływa na komfort jazdy. Jednakże decydując się na RS 6 warto na chwilę się zastanowić nad tą opcją, nawet jeśli nie planujesz spędzać każdej wolnej chwili na torze. Struktura samochodu, czyli tego co oferuje, jak wygląda, jak jest wyposażone, jaki ma silnik oraz jaki produkuje dźwięk, wprowadza Cię w uczucie wyjątkowości. To nie tylko prestiż i nie tylko wyjątkowość, ale zwykła radość są gwarancją zadowolenia z posiadania produktu. Już od dawna pisze się o różnych produktach w motoryzacji, że to samochody skończone, że już tak naprawdę każde więcej jest zbędne. W przypadku RS 6 tak właśnie jest. Jednakże oprócz jednego: mocy. Możliwości samochodu są ogromne i to już w wersji bazowej. Silnik mógłby mieć ok. 700 KM i 950 Nm, a skrzynia i tak by to udźwignęła. Pakiety ABT dla RS 6 przewidują zdecydowany wzrost mocy, poprzez zmianę oprogramowania silnika, bez utraty gwarancji. Zatem są możliwości. Pytanie czy Ty jako kierowca, będziesz mógł je wykorzystać? Nie tylko haratać proste i zakręty na torze, ale w codziennym użytkowaniu, na drogach publicznych. 3,6 s do setki to łakomy kąsek i prosta droga do utraty prawa jazdy. Rozsądek podpowie zatem – po co Ci taki samochód, jak i tak nie wyciśniesz z niego nawet 50% możliwości? Ale serce powiem – bo jest oszałamiająco piękny i gwarantuje duże możliwości. Mniejsza o to, czy się je wykorzysta. RS 6 przynajmniej na mnie wpływa bardzo pozytywnie. To nie tylko najlepiej wyglądające obecnie auto sportowe, ale także najładniejsze kombi na rynku. Dostojność oraz harmonijność o spójność każdego elementu karoserii dodaje powagi projektowi. Zaawansowanie konstrukcji jest dopełnieniem całości. Czy jego zauważalność może być wadą? Tak, oczywiście, dla tych którzy wolą nie mieć mocne auto premium, ale wolą się z tym nie obnosić. Ich wybór padnie na bardzo stonowanego Mercedesa-AMG E 63 w najlepszej wersji S. Jeśli akurat uda się im go zamówić na stronie AMG. Jak dla mnie, to idealny samochód i już tak pozostanie.
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant:
3996 cm3, V8 TFSI, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h
Serdeczne podziękowania dla Audi Wrocław za udostępnienie samochodu.
ul. Brucknera 38, 51-411 Wrocław
Czerwiec 2023 r.
Bartosz Jagodziński
FORCE AWAKEN
AUDI RS 6 AVANT PERFORMANCE
Na możliwość przejażdżki tym modelem czekałem od pierwszej sekundy po jego oficjalnej prezentacji. Już teraz wiem, że to nie jest ostateczna wersja mojego ulubionego modelu Audi. W 2024 r. pojawi się ostateczna wersja RS 6 Avant możliwe, że nazwana zostanie GT lub Plus i będzie w standardzie miała 630 KM + i 850 Nm +. W tej chwili to bez znaczenia, bowiem mam w ręku kluczyki do modelu RS 6 performance. Audi RS 6 Avant w bazowej wersji testowałem już trzy razy, w różnych warunkach i konfiguracjach samochodu. I szalenie byłem ciekaw, jak bardzo różni się wersja performance od swojego pierwowzoru. Jednakże pojawił się poważny problem, bowiem po jeździe RS 6 performance, wsiadłem do modelu R8 V10 performance i spędziłem kilka godzin na torze Silesia Ring. A ten model totalnie mną zawładnął poprzez swój silnik V1o. Dlatego doszedłem do wniosku, że wszystko w motoryzacji przestaje się liczyć, oprócz V10… Na szczęście pozbierałem się po kilku dniach, dalej będąc pod wpływem endorfin, dopaminy, serotoniny, oksytocyny i mimo, że nadal R8 V10 jest numerem jeden w Audi w zakresie sportowego samochodu, a o wymarzonym S8 od razu zapomniałem, to nadal model RS 6 jest tym najbardziej użytecznym oraz właściwym. RS 6 performance różni się od bazowej wersji mocą o 30 KM, siłą o 50 Nm oraz mniejszą ilością wygłuszenia komory silnika. Wszystko po to, aby performance był ostrzejszy oraz dzikszy podczas prowadzenia. Zatem, czy te 630 KM oraz 850 Nm jest lepsze niż standard, czyli 600 KM i 800 Nm? Wszystko z tego samego silnika 4.0 Biturbo V8. Zanim ustalę odpowiedź, przejdę do designu. Model ten jest ciężko odróżnić od bazowej wersji, z jednej strony to plus (dla właścicieli podstawowej wersji), bo samochód nadal prezentuje się perfekcyjnie. Bardzo mocnym wyróżnikiem wersji performance są kute 22’’ felgi, wymagające dopłaty, ale wyglądają po prostu fenomenalnie, wręcz fascynująco. Wnętrze bez zmian, bowiem ciężko jest zmienić to, co jest posłuszne. Oczywiście konfiguracja wnętrza to dowolna i bardzo indywidualna sprawa, ale testowany egzemplarz był wręcz zalany Alcantarą. I nawet nieźle to wyglądało, ale nie wiem czy bym się zdecydował na jej położenie na desce rozdzielczej zamiast włókna węglowego. To kwestia gustu. Samochód ten kipi energią. To tak naprawdę przebudzenie mocy, względem bazowej wersji, z tym, że RS 7 performance, jest dziksze w zakresie tego co się dzieje, kiedy prostujesz prawą stopę na gazie. Potężny krzyk i samochód sekundę później wystrzeliwuje w horyzont. W przypadku RS 6 performance z uwagi na jego większe gabaryty (no i masę) brak tej dzikości, przekształca się w bardzo szybką reakcję i wystrzał w przód. Jednakże nie jest to, aż tak eksplodujące jak w przypadku siódemki. Z drugiej strony czy czegoś takiego oczekujesz od rodzinnego kombi? Audi doskonale potrafi grać na emocjach i perfekcyjnie zna się na pozycjonowaniu swoich produktów. Tak więc, RS 6 performance na chwilę obecną jest najlepszym RS 6, jakie kiedykolwiek powstało. Bez dwóch zdań, przebiło swojego poprzednika, którym jeździłem w 2016 r. RS 6 performance budzi bardzo wielkie emocje, już nawet podczas postoju. To wręcz niewyobrażalne, jak ten samochód przyciąga wzrok, jak bawi się Tobą i Twoimi emocjami. A im słabszy masz charakter, tym szybciej Cię uwiedzie. Mój romans z tym modelem trwa od pierwszej generacji, czyli od 2002 r. a to już ponad dwie dekady. Dlatego za każdym razem, jak podchodzę to tego samochodu odpowiadam na pytanie: co tym razem mnie zaskoczy? Jak bardzo odjedzie konkurencji? Jak dystrybuuje mocą za pomocą napędu quattro? Itd. Okazuje się, że wersja performance prowadzi się oraz brzmi tylko nieznacznie lepiej, niż jej bazowy odpowiednik. Co nie oznacza od razu zawodu czy rozczarowania. On kipi energią, ale uwalnianą w zupełnie inny sposób niż przy erupcji wulkanu. Prawdziwe będzie stwierdzenie, że bardziej czuć różnicę w modelu RS 5 competition względem bazowej RS-piątki. Tutaj Audi poszło w trochę inną stroną, mam wrażenie, że za bardzo nie chcieli zniszczyć jeżdżącego już ideału i tylko nieznacznie zmodyfikowali to, co jest tym „wow” między RS 6, a performance. Moja gotowa konfiguracja dla tego modelu zatrzymała licznik ceny na wskazaniu 1.011.850 PLN brutto, wliczając w to sportowe zawieszenie RS Dynamic Plus z Dynamic Ride Control. Słynne DRC, które dedykowane jest na tor, w tym modelu sprawdzi się wyśmienicie. Oczywiście nie pozbawi komfortu w codziennym użytkowaniu, ale też nie utuli i rozpieści jak sportowe aktywne predyktywne zawieszenie w S8. Trzeba dokonać wcześniej wyboru czy zawieszenie sportowe „uniwersalne” czy specjalistyczne DRC. Model ten, jest najbardziej seksownym samochodem, jaki Audi ma w swoim portfolio. Bez zbędnego komentarza, RS 6 Avant to mistrz atencji. Godzinami można podziwiać jego design. To najszybsze i jednocześnie najpiękniejsze kombi na rynku. A dobrze wyposażone – patrz informacja o mojej konfiguracji (opcje za 343.850 zł) powoduje, że samochód staje się idealny, na zawsze. To prawda, że Audi nie miało nigdy na celu robienia tanich produktów, które są pozbawione technologii. Dlatego każdy model RS jest zalany wręcz know-how najnowszą techniką, jaka jest dostępna w magazynach tego producenta. Za jakość wykonania, design, prestiż, luksus, sport trzeba ponieść cenę. Ale jest ona warta poniesienia, bowiem otrzymuje się gotowy produkt, który przekracza wszystkie oczekiwania oraz spełnia marzenia o sportowym samochodzie.
Może za duże miałem oczekiwana względem 30 KM+ i 50 Nm+, może za bardzo się nastawiłem na to, że wersja performance będzie aż tak różna od bazowej. A może to wszystko przez V10 i R8? Ale nie, bowiem różnicę jaką daję RS 7 względem RS 6 wyczułem na pierwszym odcinku prostej drogi w okolicach góry św. Anny. RS 6 performance jest jak przebudzenie mocy, jednak nie zaskakuje tak mocno, jak RS 7 w zakresie dzikości reakcji na redukcję biegu i pełne wciśnięcie gazu (ustawienia RS1). Oczywiście potężnie wciska w fotel, ale w kombi jest to robione z rozwagą lub z majestatem. A ta dostojność ma logikę, bowiem ten Avant to bardzo dorosły projekt, który rozwijany jest przez dwie dekady. W swojej historii miał pod maską nawet V10! Obecnie 4-litrowe Biturbo V8 oferuje 630 KM i 850 Nm, co przekłada się na 3,4 s. na pierwszą setkę. I z doświadczenia wiem, że nie ma co ufać oficjalnym papierowym danym, jakie przedstawia Audi. Bowiem RS e-tron GT oficjalnie ma 3,3 s. na osiągnięcie setki. Ja zrobiłem nim stówkę w 3,1 s., mój znajomy w 2,9 s. Wynik powtarzalny! RS 6 performance to numer jeden w zakresie logicznego sportowego uniwersalnego samochodu, który gotowy jest do codziennego użytku. To jest właśnie uniwersalność projektu RS. I to jest w nich fenomenalne. R8 średnio się nadaje do wyjazdu na urlop. RS 6 performance wymaga głębszego zrozumienia projektu. Oczywiście warto dopłacić 33.200 zł więcej, aby zostać właścicielem wersji performance przy podjętej decyzji o wyborze RS 6 Avant. Ale nie oczekuj tego, że samochód będzie przez to większym dzikusem, niż wersja tańsza o 33 tys. zł. Na pewno będzie bardziej dopieszczona oraz bliższa ideałowi. A jak pamiętacie, taki pojawi się w 2024 r. jako ostateczna wersja RS 6 ery ICE. Czy zatem warto skupić się na performance czy pozostać przy bazowej? OCZYWIŚCIE, należy zapomnieć o bazie i iść w performance. To jedyny słuszny wybór. I jest on cudowny, jednakże nie ujął mnie tak mocno, jakbym się tego spodziewał. Ten Avant to oprócz nastawienia na sport, luksus, prestiż jest także gotowym produktem do wyjazdu na wakacje czy dłuższy weekend. I ta cecha ma ogromne plusy. A jeśli najdzie Cię ochota wyskoczenia na tor, to również udowodni, że należy do i pochodzi z ultra sportowej rodziny. I za taką uniwersalność uwielbiam ten projekt. Wszechstronność to fantastyczna cecha modeli RS. A sama świadomość, że jeździsz najmocniejszym spalinowym Audi jest bezcenna. Jeśli tak, samo jak ja, cenisz sobie uniwersalność, to ten samochód będzie wspaniałym wyborem. A jeszcze jedno jest również jak R8, bez konkurencji w dosłownym znaczeniu tego słowa. Fenomenalny, fantastyczny, genialny i cudowny samochód. A to oznacza, że nic tak naprawdę więcej nie potrzebujesz od motoryzacji. Brawo RS 6 performance.
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5,5/5
Wciśnięcie w fotel: 6/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant performance:
3996 cm3, V8 TFSI, 850 Nm, 630 KM, 3,4 s do 100 km/h, quattro
Bartosz Jagodziński
Serdeczne uściski i podziękowania dla:
AUDI POLSKA
w ramach eventu AUDI DRIVING EXPERIENCE SPORTCARS
Sierpień 2023 r.
TEGO SIĘ OBAWIAŁEM...
AUDI RS 6 AVANT PERFORMANCE
Jeżdżąc wieloma sportowymi samochodami z segmentu premium sport po jakimś czasie można popaść w jakąś formę marazmu. No, bo znów ponad 600 KM, przyspieszenie w okolicach 3 sekund do setki, wytrawne materiały w środku...a jednak to wygląda trochę inaczej. Wielu może się nie zgodzić ze mną, jednakże mam solidne podstawy do tego, aby napisać poniższą opinię. Tak, to był drugi test mojego archetypu samochodu sportowo-rodzinnego. Tak, drugi test jednego z trzech samochodów marzeń. Drugi test Audi RS 6 Avant performance. Dla średnio orientujących się w temacie to, testowane Audi ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM i 850 Nm, napęd quattro i wiele innych rozwiązań z dziedziny performance. Ktoś mógłby powiedzieć, że znów to samo i jestem monotematyczny. Jednakże był to specjalny zabieg, bowiem ten test był pierwszym testem, po teście Audi RS e-tron GT, a to zmienia postać rzeczy. Dlaczego? A dlatego że RS e-tron GT przyspiesza, w tak nieprawdopodobny sposób, że jest to ciężko ubrać w słowa, które są znane w motoryzacji. Takiej kategorii samochody należy opisywać korzystając już z wiedzy i pojęć mechaniki kwantowej. Pamiętam, że wydałem wtedy opinię, która brzmiała mniej więcej tak: to jest ponad, ponad wszystko, co do tej pory jeździłem. Nadal tą opinię podtrzymuję. Przy takich skokach w nadświetlną naprawdę nie jest potrzebne V8 pod maską. I co istotne to zapada w pamięć na zawsze. Także pamięć mięśniową. I też, dlatego z całkowitą premedytacją wsiadłem ponownie do samochodu marzeń, zmieniłem ustawienia na Dynamic i RS performance i wcisnąłem gazu. Mięśnie i całe ciało było gotowe na wstrząs. Oczywiście auto po chwili stało się takie, jak zapamiętałem. Jednakże bez takiej dramaturgii w przyspieszaniu, jaką doświadczyłem z RS e-tron GT. I właśnie tego się obawiałem, że każde następne auto z segmentu premium sport nie będzie już w takim stopniu intensywne, jak ten RS e-tron GT. Nie sądziłem, że RS 6 Avant performance będzie, tym które pierwsze stanie się nie tyle przegranym, ale podda pod rozwagę fakt tego, że spalinowe sportowe samochody nigdy nie dotrzymają kroku sportowym elektrykom. I piszę te słowa, jako osoba, która uwielbia silniki V8, wystrzały w wydechu, całą tą mechaniczną magię, gdy auto tworzy swój maksymalny moment obrotowy. 850 Nm to przecież potęga, a jednak, jeśli zestawi się go z elektrycznym sportowcem to naprawdę uderzające będzie to, jak bardzo motoryzacja ICE jest w tyle za EV (BEV) w obszarze ilości sekund, jakie są potrzebne do poruszania się 100 km na godzinę. Nigdy też nie napiszę, że RS 6 performance w jakimś stopniu zawodzi czy jest słabe, bowiem wskazywałoby to na pojawienie się jakiś znamion choroby umysłowej, jednakże oczekiwania rosną z każdym nowym sportowym samochodem i jak się już otrzymało poziom zaginający lokalnie czasoprzestrzeń to ciężko z niego zejść. Audi RS 6 performance dostało odświeżony interfejs z nowszą grafiką Virtual Cocpit. Nawiasem mówiąc, taką jaką ma wersja RS 6 Avant GT. Niby nic takiego, ale białe elementy obrotomierza wyróżniają się i wyglądają zdecydowanie lepiej niż czerwone. RS 6 performance to niesamowity samochód. Rodzinne kombi z możliwościami 911 Turbo S. Jeśli poświęcisz trochę czasu na konfigurację to będzie wyjątkowy samochód. Mi akurat w testowanym modelu zabrakowało masażu w fotelach. Mimo 6 stopniu na plusie na zewnątrz, poziom emocji podczas prowadzenia był wysokoenergetyczny, co wymusiło konieczność wentylacji sportowego fotelu. Tak działa ten model na osobę, która doskonale zna jego możliwości. Tak działa ten model na osobę, która jest fanem takich rozwiązań. Testowane RS 6 nie miało opcjonalnego pakietu carbon black, który zmieniłby zewnętrze oblicze samochodu na bardziej agresywne oraz ekskluzywne. Warto odnotować fakt, że jego drugie oblicze, pomijając siłę i moc, czyli uniwersalność (w końcu to kombi), jest bezwzględnym atutem. To samochód, który spełnia wymagania dość specyficznego grona klientów, którzy szukają odpowiednich wrażeń podczas prowadzenia samochodu, ale w tym samym momencie cenią wielkość, uniwersalność oraz jakość wykonania samochodu oraz to, że nie muszą wyrzekać się efektu sportowej jazdy prowadząc kombi. To dlatego, że w przypadku tego właśnie modelu nie musimy wybierać między sportem, a spakowaniem rodziny, bagażu i wyjazdem na weekend/wakacje. Uniwersalność to realna cecha modeli RS. RS 6 performance urzeka, prowokuje, zachęca, ale też daje gwarancje bezpieczeństwa podczas prężnej jazdy. Ten samochód jest tak napompowany seksapilem, mięśniami, pozytywną energią, że nawet w tak paskudny dzień, jak na przykład listopadowe środowe popołudnie w Warszawie będziesz cieszyć się z faktu, że jesteś tym szczęściarzem, który dokonał właściwego wyboru decydując się na model z szerokiego portfolio Audi Sport. RS 6 performance zna wszystkie sztuczki związane z dynamicznym prowadzeniem, prestiżem, luksusem, wyjątkowością oraz posiada 100% DNA Audi Sport, które po prostu dają szczęście i radość. Każdy kto chociaż raz zażył tego doświadczenia, to rozumie w czym rzecz. Jednakże pomimo całkowitej wspaniałości i wybitności modelu ma on jeden niuans. Taki niewinny pstryczek w ramię, jaki czasami widać na siłowni od większego od siebie kumpla. Ten pstryczek ma też nazwę. A określona jest ona dwoma literami – „GT”. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić, aby RS 6 performance mogło być jeszcze lepsze. Ale udowodniono, że to możliwe i wykonalne. Wystarczy wymienić zawieszenie pneumatyczne na sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) wstawić fantazyjne siedzenia kubełkowe RS wymienić felgi na jeszcze mocniej wpływające na psychikę (ale uwaga w RS 6 performance są dostępne 22’’ kute 5 ramienne czarne felgi, i ja przy tym wzorze się po prostu rozpływam), zmienić front samochodu dorzucić nowy dyfuzor oraz sporych rozmiarów spoiler, dodać maskę z carbonu oraz umieścić kanały wentylacyjne w nadkolach z przodu. Przy jednoczesnym obniżeniu wagi i utrzymaniu (niestety) tej samej mocy i siły silnika V8. Takie coś nazwano RS 6 Avant GT i powstało w tylko 660 sztukach. Ja miałem okazję podziwiać jak na razie sztukę nr 555. I powiem tylko tyle: oniemiałem z wrażenia. Ale wróćmy jeszcze do wersji performance. Przy wersji GT jest ona skromna w zakresie zwracania uwagi na siebie. RS 6 performance jest mimo wszystko najlepszą i najbardziej uniwersalną wersją wśród wszystkich RS 6. Jej mniej skomplikowany charakter sprawia, że rozkochujesz się w możliwościach tego samochodu praktycznie od pierwszej chwili, gdy przestawisz sportową skrzynię w pozycję D/S+. Wkręcające się na obroty 4.0 V8 w ustawieniach RS performance jest fantastyczno-histeryczne i gwarantuje tony radości oraz hektary pozytywnej energii. Tak bez problemu mogę napisać, że to idealny samochód. Idealny pod każdym względem, idealny pod każdą cechą rozumianą jako definicja sportowego, luksusowego kombi. Jednakże pamiętam pierwszą jazdę performance w ubraniu 6-ki oraz praktycznie za chwilę modelem RS 7 performance. Okazało się, że zalewie o ułamek sekundy na skali radości RS 7 jest bardziej narowiste niż RS 6. Może i to praktycznie niewiele, ale dla takich osobników jak ja, jest to do wyczucia. RS 6 Avant performance to genialny samochód. Ale ten geniusz nie będzie doceniony przez każdego. Dla mnie nadal maksymalna ocena, ale wiem, że w tym samym koncernie potrafią robić jeszcze większe uniwersalne dzieła...
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5,5/5
Wciśnięcie w fotel: 5,5/5 (to przez pamięć względem RS e-tron GT)
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant performance:
3996 cm3, V8 TFSI, 850 Nm, 630 KM, 3,4 s do 100 km/h, quattro
Serdeczne podziękowania dla:
AUDI City Warszawa
w ramach eventu AUDI DRIVING EXPERIENCE
Bartosz Jagodziński
Marzec 2025 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
To nie tylko samochód, który łączy najlepsze elementy Audi Sport w jednym modelu, ale także samochód, który w swojej innowacyjności, wyjątkowości oraz potencjale jest jednocześnie najbardziej emocjonującą jednostką, jaką Audi wprowadziło do sprzedaży do czasów modelu R8 GT. Wobec tego modelu, ograniczonego tylko do 660 sztuk na światowe rynki ciężko przejść obojętnie. Szczególnie jeśli wiesz, w czym rzecz Audi RS 6 Avant GT to samochód, który przekracza poziom wersji RS 6 performance, ale nie siłą i mocą, lecz rozwiązaniami technologicznymi, w tym sportowym zawieszeniem RS plus z Dynami Ride Control. Zmieniony przód i tył względem modelu RS 6 performance, zmieniona maska (karbonowa), inny wzór felg (22’’), tylny spoiler, wloty powietrze w przednich nadkolach. Widowisko, jakie tworzy GT jest poza granicami, tego co do tej pory i kiedykolwiek Audi Sport wypuściło na rynek. Poziom pochłonięcia przez ten model sięga wspomnianego R8 GT (też było limitowane). W kolorze Mythos black wygląda jak stojący milion Euro. Sadziłem, że w tango red będzie lepsze w odbiorze, ale Mythos black wygrał, bowiem środek przedniego zderzaka okalający Single Frame jest zawsze w kolorze czarnym i w czerwieni wygląda mniej atrakcyjniej niż w całkowitej czerni. Chociaż musiałbym go zobaczyć w realnych warunkach w czerwonym odcieniu, to może znowu zmieniłbym zdanie. RS 6 Avant GT, mimo że kosztuje tyle, ile dobrze wyposażone 911 Turbo S, jest samochodem zdecydowanie bardziej użytecznym oraz bardziej wpływającym na emocje. Jego wygląd manifestuje z jednej strony spokój i opanowanie, ale także niesamowitą energię, adrenalinę, prestiż, moc, odwagę, dynamikę, żywiołowość, siłę. I ani jeden z tych elementów nie są na pokaz, czy w jakiś sposób przerysowane. Naprawdę bardzo dawno nie widziałem takiego emocjonującego samochodu. Nie można mieć złego humoru patrząc na te Audi. Prezentowany na zdjęciach model to 555 sztuka z 660. Wnętrze to najlepsze rozwiązania Audi Sport, kubełkowe fotele z manualną regulacją z grzaniem, Alcantara, ciemna podsufitka, czerwone pasy bezpieczeństwa i reszta znana z dobrze wyposażonych RS 6 performance. Tak, zarówno w samym aucie, jak i jego wnętrzu można, a wręcz należy się zakochać. Jeśli jesteś fanem modelu RS 6 to doskonale zrozumiesz każde słowo tego materiału. Ten model, choć zrównany mocą i siłą do RS 6 performance, jest zdecydowanie tym, samochodem, o którym można powiedzieć ultimate RS 6. I pomimo, tego, że czułem naprawdę niedosyt podczas jego prezentacji w lutym 2024 r. (właśnie z powodu pozostawienia KM i Nm na niezmienionym poziomie), to jednak w pierwszym kontakcie auto mnie znokautowało, swoim dostojeństwem. Jego minusem jest to, że nie możesz mieć takiego różnorodnego wyposażenia, jakie jest (nawet opcjonalnie) dostępna dla RS 6 czy RS 6 performance, ale tutaj dbamy o wagę samochodu i jego właściwości zwane performance. Napiszę to tak: samochód rozwala system. Podobnie jak kilka lat temu BMW M5 CS, z tym, że te Audi robi to w jeszcze mocniejszy sposób. I właśnie dla takich wyjątkowych samochodów warto zajmować się motoryzacją! Ten cukiereczek to prawdziwe dzieło sztuki użytkowej, które w każdym z 660 wcieleń będzie dawać ten sam poziom szczęścia, zadowolenia, radości. Wyjątkowość tego samochodu nie podyktowana jest mocą, jak w przypadku M5 CS, ale rozwiązaniami technologicznymi oraz zmienionym zawieszeniem. To tak, jakby ktoś zebrał ogromne doświadczenie życiowe i wykorzystał je (ale tylko najlepsze i sprawdzone rozwiązania) do stworzenia nowej, lepszej wersji siebie. I właśnie takie jest te GT, jest lepszą wersją RS 6 performance i najlepszym RS 6 ever made. Koniec.
Serdeczne podziękowania dla Audi City Warszawa za szczegółową i profesjonalną prezentację modelu.
Audi City Warszawa
pl. Trzech Krzyży 10/14
00-499 Warszawa
Bartosz Jagodziński
Marzec 2025 r.













































































