V8Speed
EVEN MORE
Obszar testów z każdym miesiącem zwiększa się o nowe modele, które wchodzą na rynek lub modele, które są kluczowe dla danego segmentu.
Zapraszam do lektury, która będzie z pewnością satysfakcjonująca dla każdego fana czterech kółek. Testy z działu EVEN MORE znajdują się na tej stronie, ale możesz je również przeczytać klikając na nazwę modelu lub zdjęcie wybranego auta, a test pojawi się w osobnym oknie.
Jak zwykle to bywa, najpierw pojawia się pomysł. Następnie krótki, ale konkretny e-mail i za kilka dni i siedzę za kierownicą VW Golfa R. Tak, to była jednak z najszybszych akcji. I to za sprawą samego VW Polska, który bez problemów udostępnił w szokująco szybkim tempie najnowszego Golfa R. A trzeba naznaczyć, że to produkt bardzo niszowy i niedostępny u większości dealerów. Zatem samochód ciekawy, bowiem to rodzinny hatchback, który w wersji R otrzymuje 2.0 R4 TSI generujące 333 KM (245 kW) oraz 420 Nm. Do tego napęd 4Montion z wektorowaniem momentu obrotowego i Drift Mode, skrzynia to 7-biegowy DSG. Dużo ciekawych smaczków związanych z elementami VW R, czyli sport w wydaniu Warmenau dzielnicy Wolfsburga. VW Golf R prezentuje zupełnie inne doznania akustyczne i dotykowe (organoleptyczne) niż ...no właśnie, niż co? Marki premium? Tak, z pewnością, ale ten Golf tam nie celuje. Jego zadanie jest zupełnie inne, ale o tym później. Golf R jest samochodem bardzo twardym, oczywiście jeździłem nim w trybie Sport oraz Race (i dopiero podwójna redukcja biegu ujawnia jego talenty) i dlatego moje pierwsze odczucia właśnie odnoszą się do twardości zawieszenia, układu kierowniczego czy nawet samej wielofunkcyjnej skórzanej sportowej kierownicy z świetnie leżącymi w dłoniach łopatkami, ale w dotyku bardzo twarda). Jednak to wcale nie jest jakaś naganą w stosunku do tego samochodu. Dla mnie akurat to zaleta. Lubię tak zestrojone samochody, bowiem przy nagle pojawiających się zakrętach na drodze, samochód bardzo stabilnie, profesjonalnie i bez niespodzianek pokonuje zadany tor jazdy. Pamiętam jeszcze czasy, jak sportowe samochodu lat 80/90 XX wieku miały pod maską 300, 350 KM. Dziś w 2025 r. Golf R ma 333 KM. Trochę to szokujące, ale patrząc na dzisiejsze możliwości technologiczne to już to tak, nie szokuje. Sportowe samochody dzięki dostępnej technologii przesunęły się z mocą w granicę od 900 do 1500 KM, a ta sama zasada zaczęła obowiązywać klasy niższe. R-ka to taki samochód, który należy do grupy tych samochodów, które z jednej strony nie są specjalne jakoś reklamowane (doświadczam brak jego zauważalności) przez samego producenta, ale z drugiej otoczone aurą tajemniczości w takim sensie, że dopóki go nie spróbujesz, to nie wiesz czego się spodziewać. Na przykład po BMW można spodziewać się dobrych właściwości jazdy w zasadzie z samego założenia... Bo to przecież BMW. I stad, dlatego zdecydowana większość osób, bez konieczności siadania za kierownicę wydaje już werdykt. Ale tak postępują tylko (dają domniemaną, bardzo pozytywną oceną samochodom) laicy oraz internetowi samozwańczy specjaliści od motoryzacji (ale też jednocześnie budownictwa, medycyny, prawa, bankowości oraz polityki międzynarodowej). Nic tak nie orzeźwia ciała i umysłu jak zanurzenie się w lodowatej wodzie w zimie w górach oraz odbycie jazdy testowej konkretnym modelem samochodu sportowego. Bowiem wtedy zaczynasz rozumieć niuanse tego, z czym zmagali się inżynierowie. W przypadku Golfa R generacji 8.5 inżynierowie z Wolfsburga stworzyli samochód, który jakoś specjalnie nie rzuca się w oczy, nawet można go nie zauważyć przechodząc obok. Skądinąd uważam to, za celowy zabieg. I całkiem sensowny. Przecież Golfa wszyscy znają, nie musi być odziany w zespół aerodynamiczny z Bangladeszu i przez to udawać, że jest groźnym sportowym samochodem. R-ka udowadnia coś innego. To przede wszystkim inne ujęcie sportu, inne doznanie, inne reakcje. Jeśli przyjedzie komuś do głowy porównanie tego modelu do Audi S3 czy nawet RS 3 to będzie to całkowicie błędne. To inne światy, nie tylko przez to że dwie różne marki, ale przez oferowane rozwiązania i inne odczucia podczas prowadzenia. VW stworzył samochód, który nie ma w założeniach konkurować z modelami premium, ale ma dosłownie pożreć wszystko, co jest poniżej, czyli każdy inny hot hatch z tej samej klasy, czyli klasy Golfa. I ma być z założenia najlepszy. I mam wrażenie, że tak się dzieje. Ten samochód jest najlepszy w granicach brzegowych swojej klasy. I tam też najlepiej się czuje. I nie ma co ukrywać, że jest to najbardziej dynamiczny benzynowy VW na rynku. W sumie prawie jedyny. A jeśli dorzucimy do niego poziom wyposażenia zwany Black Edition będziemy mieć skończony produkt. Czyli doskonałego Golfa R. To teraz trochę informacji, bo jak sam VW się nie chwali rozwiązaniami i tym modelem, to ja to zrobię. Pod maską wspomniane 2.0 R4 TSI, 333 KM, 420 Nm, sprint wykonuje w 4,6 s. Prędkość maksymalna to 250 km/h, ale z pakietem R-Performance mamy już 270 km/h, tak nadal opisuję Golfa. Napęd oczywiście 4Montion, system R-Performance Tourque Vectoring (siła napędowa nie jest już tylko rozkładana zmiennie na przednie i tylne koła, lecz dodatkowo rozdzielana między prawe i lewe koło tylne), zawieszenie sportowe, adaptacyjne. Tryby jazdy: Comfort, Sport, Race, Individual. Znalazła się też opcja Eco. Ale to można sobie darować. Profil Special to przygotowany specjalnie na północną pętlę Nürburgring i dopasowany do warunków tego toru tryb, gdzie dzięki adaptacyjnej regulacji zawieszenia DCC można pokonywać dynamiczniej zakręty. A co z osobami, które z zasady i wybuchowego ego muszą wchodzić bokiem, w co trzeci zakręt na pustej drodze? Jest oczywiście tryb Drift, najlepiej do używania na torze, gdzie dodatkowo można skorzystać z opcji lap timer GPS, czyli sprawdzić swój najlepszy czas. W specyfikacji Black Edition otrzymujemy ciemne akcenty stylistyczne, inne felgi (bo standardowo R porusza się na czarnych 19’’ obręczach ze stopu metali lekkich Estoril, ale jako opcja dostępne są też 19’’, ale już kute obręcze Warmenau (headquaters WV R)), wydech Akrapovič, (w tej opcji mamy backfire, czyli efekt wystrzałów z układu wydechowego, który rozlega już przy 2500 obr./min przy odpuszczeniu gazu) duży spojler dachowy oraz nowe reflektory IQ.Light Matrix LED z przyciemnionymi elementami we wnętrzu (oświetlają drogę na odległość nawet 500 m). Fotele przednie Premium Sport zapewniają niezły komfort i stabilność podczas dynamicznej jazdy. Wnętrze, do którego się trochę przyłożono zawiera m.in. wykonane z dobrej jakości tkaniny boczki drzwi (także poszycie kieszeni wewnętrznych każdych drzwiach), dywaniki z logo R oraz nakładki na pedały i podparcie pod lewą stopę ze stali nierdzewnej, a także czarną podsufitkę oraz oświetlenie Ambiente z możliwością indywidualnej konfiguracji (30 opcji kolorystycznych). Dostępne są w opcjach jeszcze takie elementy jak aplikacje z karbonu lub tapicerka z czarnej skóry Nappa z karbonowymi aplikacjami. I tak uzupełniony Golf R zmienia całkowicie definicję samochodu dla ludu. To już nie jest Golf 1.9 TDI, który zadowala 90% odbiorów (którzy nie wymagają nic więcej od samochodu oprócz kierownicy i elektrycznych szyb i niskiego spalania), ale jest to model, który odmiennie interpretuje to wszystko, z czego znasz produkty VW. To nie tylko rodzynek wśród pozostałej nudnawej oferty VW, ale samochód dzięki któremu klient VW nabiera rumieńców na twarzy. A takich nie nabierze w innych produktach oferowanych przez VW. Trochę podobnym produktem jest model GTI oraz duży SUV Touareg z V6 pod maską. Te trzy modele są bardzo mocno oderwane od tego, oferuje VW przez ostatnie lata. Nawet modele IQ, mimo mocnego przyspieszenia, nie są wstanie zaoferować tego, co może Golf R. Mocno dociśnięty będzie warczał, wierzgał, ale stabilnie utrzyma się na zadanym torze jazdy. Szkoda tylko jednego, że to jedyny taki gorący VW w całej ofercie (pomija specjalnie wersję GTI, bo jest słabszy niż R i nie jeździłem nim jeszcze). W latach 80./90. VW miał znacznie więcej ciekawych, sportowych modeli, ale też nie aż tak dopracowanych jak R. Wtedy oznaczenie GTI szalało i wyznaczało standardy. Golfy GTI brylowały, jak również Sirocco czy późniejsze Corrado, które mocno odcisnęły swoje piętno na sportowej części motoryzacji. Dziś pozostała tylko historia oraz VW Golf R.
Radość z jazdy: 4/5
Gang silnika: 3,5/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 3,5/5
Wciśnięcie w fotel: 3,5/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Tak myślę, że w powyższym opisie zabrakło refleksji z mojej strony pod kątem tego, czy ten samochód mi się podobał. Jak na VW to tak, ale jak na auto daily, to zdecydowanie ten model nie jest dla mnie. A dlatego że w Grupie VW istnieje coś takiego, jak Cupra Formentor ZV obecnie już z 333-konną (333 KM, 420 Nm, 4Drive) jednostką pod maską. Ja jeździłem wersją z 310-konną (2.0 R4 T, 310 KM, 400 Nm, 4x4), która ma to czego zabrakło R-ce. A mianowicie ostrego zdecydowanego charakteru oraz odpowiedniego dźwięku silnika.
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model VW Golf R 8.5:
2.0 R4 TSI 333 KM (245 kW), 420 Nm, 4Montion, 4,5 s do setki, V speed = 270 km/h (z R-Performance Package).
Serdeczne podziękowania dla VW Polska za błyskawiczną reakcję na moje zapytanie oraz VW Lellek Opole za bezproblemowe udostępnienie samochodu.
VW Lellek Opole
ul. Opolska 2c
45-960 Opole
Bartosz Jagodziński
Październik 2025 r.
Tak naprawdę, ten samochód trafił w moje ręce już jakiś czas temu, ale zastanawiałem się czy aby na pewno powinien wjechać w strefę testów V8 Speed. Przecież to Corsa. Jednakże są Corsy i są Corsy a ta z całą pewnością należy do tych drugich. Jest to specjalna edycja przeznaczana na rynek francusko-belgijski. Pod maską jest 1.4 T generujące 150 KM oraz 220 Nm, a to przy masie 1205 kg powoduje, że ten model staje się małym zadziornym sportowcem. OPC line ma sportowych wydech, który jest naprawdę głośny i prawdziwy. To nie żaden fake czy atrapowicz. A to w czasach dzisiejszej motoryzacji stanowi już nierealny element. Wydech jest tak głośny, a przy tym nawet z niezłym gangiem, że na ulicy głowy przechodniów same odwracają się za tym autem. Corsa OPC line ma wrzucone fabryczne skórzane kubły RECARO. Oczywiście podgrzewane. I właśnie za te fotele samochód otrzymuje wjazd do strefy V8 Speed. Zabrałem te sportowe corsiątko na weekend na wieś, aby ocenić jej auty w spokojnej okolicy. Okazuje się, że wspomniane fotele RECARO choć wydawało się, że przy dłuższej jeździe doprowadzą do wybuchu dupska, to po przejechaniu ponad 200 km okazują się wyjątkowo dobrze skonstruowane. Spłaszczona skórzana sportowa kierownica doskonale leży w dłoniach, a sterowanie z jej poziomu poszczególnymi funkcjami samochodu nie jest ani nielogiczne, ani skomplikowane. Ten mały zadziorny w wyglądu hot-hatch budzi pozytywne emocje. W jeździe jest niesamowicie twardy i dość wymagający. Układ kierowniczy nie rozpieszcza, jak w większych Oplach czy samochodach z wyższych segmentów. Jest trochę pierwotny oraz analogowy. Ale jednocześnie dalej wspaniałe odczucia i przekazuje sporo informacji kierowcy podczas dynamicznej jazdy. Przyspieszenia nie są nerwowe czy gwałtowne. Bardziej przypominają liniowiec, który konsekwentnie omija inne pojazdy na drodze. Oczywiście 6-biegowa skrzynia manualna przy redukcji potrafi szarpnąć samochodem i wskoczyć na zakres czerwonego pola, ale to tylko wartość dodana. Przy 7,5 tys. następuje odcięcie paliwa. Naprawdę dawno już nie jeździłem tak wymagającym samochodem. To pokazuje jaka jest przepaść między najnowszą motoryzacją, a kilkuletnim oldschoolowym podejściem do sportu. OPC line doskonale udowadnia, że nawet tak mały Opel może posiadać odpowiednie geny sportowca. I co ważnie w tej Corsie nic nie jest, ani na pokaz ani przesadzone. Skórzana tapicerka obejmuje przód oraz tył przestrzeni pasażerskiej. Pełne wyposażenie tego segmentu plus intuicyjny system rozrywki dają poczucie pełnego spektrum samochodu. 150 KM i 220 Nm w tak małym nadwoziu gotowe są do pełnej współpracy z Twoją prawą ręką i prawą stopą. Jeśli masz odcinek krętej drogi i wiesz, że jest tak często uczęszczany, jak to przewiduje rozkład jazdy lokalnego PKS to możesz wycisnąć z tego czerwonego samochodu naprawdę sporo emocji i radości. 17'' felgi oraz głośny sportowy wydech podbijają stawkę pozytywnych doznań oraz emocji. Corsa OPC line udowadnia, że tak małe samochody potrafią oddać bezpośrednio kierującemu górę dobrych wrażeń oraz dobrej energii. W tym są naprawdę seksowne oraz nieźle wyglądają. Oczywiście nie ma mowy, aby oczekiwać po tym samochodzie i silniku jakiś fajerwerków, jak po BMW M. Jednakże względem innych marek poza strefą premium, to ta czerwona Corsa będzie naprawdę świetną sportową alternatywą. I bez udziwnień XXI związanych z normami czy ograniczeniami. To świetny samochód do miasta i na trasę nie dłuższą niż 400 km, bowiem głośność wydechu dobije kierującego, jak i pasażerów. Ogólnie świetny samochód do poprawy nastroju. Te emocje obejmujące silnik, sportowy wydech, design, wyposażenie i kolor nadwozia z innym kolorem dachu oraz wstawkami karbonowymi na lusterkach i przednich listwach (of course imitacja plastikowa, ale nieźle wyglądająca) powodują, że ogólny odbiór jest bardzo pozytywny i naładowany dobrymi emocjami. Plus wielki za kubły RECRO! Opel Corsa OPC line w swojej strefie wpływów zachwyca. Został idealnie przemyślany i wykonany. Szkoda tylko że całe wnętrze nie jest czarne. Generalnie nie świruje, że potrafi rzeczy, które są zastrzeżone dla większych i mocniejszych jednostek. I to jest jego największy plus oraz to, że daje autentyczną radość z jazdy sportowym samochodem z manualnem.
Radość z jazdy: 4/5
Gang silnika: 4/5
Seksapil: 4/5
Układ hamulcowy: 3,5/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 3,5/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 3,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model Opel Corsa E OPC Line:
1.4 Turbo, 220 Nm, 150 KM, sprint do setki nie mierzony, ale w tej zabawce to naprawdę bez znaczenia.
Bartosz Jagodziński
Sierpień 2024 r.
Tego modelu nie trzeba nikomu przedstawiać. Passat to niekwestionowany hit VW, podobnie jak Golf czy Transporter. Obecna generacja o kodzie fabrycznym B9 wyłącznie dostępna jest w wersji Variant oraz produkowana wspólnie ze Skodą Superb. Mało tego, to właśnie Skoda zajęła się opracowaniem nowego Passata jako zadanie zlecone przez VW. Passat Variant, którym jeździłem miał pod maską skromny silniczek 1.5 eTSI generujący 150 KM (110 kW) oraz blade 250 Nm. Jednakże był nieźle wyposażony. Samochód mityczny na polskich drogach w zakresie generacji B3 do B6 w B9 prezentuje się całkiem nieźle, jednak dalej nie przeskakuje swoich granic i nie udaje, że jest czymś więcej. Jak na przykład robi to Arteon. Bardzo byłem ciekawy tej całej filozofii związanej z Passatem. Przecież gdzieś każdy z nas spotkał się z określeniem Paseratti lub Passeratti (jak ostatnio w Stuttgarcie). Zatem jaki jest najnowszy Passat Variant B9?
Jest przede wszystkim do bólu użyteczny. Następny obszar w jaki może troszkę wkraczać to przyjemność użytkowania każdego dnia, poprzez swoją wielkość w środku z przodu oraz z tyłu. Dodatkowo niezłe wyposażenie testowanej wersji, powodowało, że odbiór B9-ki okazał się pozytywny. Jednakże w zakresie dynamiki jazdy, nie udawał, że będzie czymś innym, niż znanym od lat statecznym Volkswagenem Passatem. Zatem ten silniczek od kosiarki w tak sporej wielkości samochodzie nie dawał rady. Za nic nie ma, co liczyć na jakąkolwiek dynamikę podczas wyprzedzania. Z drugiej strony Passat nie oferował w tej wersji wyposażenia żadnego trybu jazdy oprócz standardowego ospałego. Leniwe 150 KM, a jeszcze bardziej ospałe i zbyt małe 250 Nm, co prawda, wprawiało Passata w ruch, ale nic, poza tym. Układ kierowniczy jakby zapożyczony z taczki tylko dokładał, do całości wrażeń z jazdy. Nie ma co się łudzić, ale 1.5 eTSI nie jest mistrzem elastyczności, emocji czy dynamiki. Ten silnik pasuje bardziej do mniejszego i lżejszego Golfa, niż do cięższego Passata. Z drugiej strony czy ktoś oczekuje po tym samochodzie jakiś emocji? Przecież Passat to rodzinne, uniwersalne auto, które ma być użyteczne w całej swojej postaci. Od początku do końca, bez jakichś przerw na emocjonującą czy podniecającą dynamikę. Plusem tego modelu jest fakt, że nie udaje, ani większego i mocniejszego samochodu, ani nie ma takich aspiracji. To VW, który został stworzony do przewozu rodziny, bagaży i z tego zadania wywiązuje się perfekcyjnie. I może właśnie w tym, jest cała idea zwana Passerattim? Może właśnie za to był tak uwielbiany i kochany? Może dokładała się do tego mała lub prosta usterkowość, ale na tle dużego, obszernego wnętrza oraz wielkich możliwości przewozowych, wybaczało się mu spaczony design oraz blade właściwości jezdne?
B9
dodatkowo naładowany był najnowszymi systemami z zakresu bezpieczeństwa oraz
względnej wygody czy prestiżu podróżowania. Niezły masaż przednich foteli,
prawie rodem z Audi. Funkcja ich podgrzewania oraz wentylacji, to nic nowego,
ale suszenia wprawiła mnie w zdumienie oraz lekki śmiech. Jednakże jest to wypadkowa
tych dwóch możliwości foteli. Dodatkowo head-up w tej klasie VW to raczej
nowość. Nawet Arteon ich nie ma stosowanych. Czymś nowym, ale czy to faktycznie
jest to wielkie odkrycie (?) – jest sporych rozmiarów ekran dotykowy 15’’ (standard
12,9’’), który robi wrażenie, ale jednocześnie nie rozprasza czy nie
przeszkadza podczas jazdy. Ogólnie ten Volkswagenozóz zrobił pozytywne
wrażenie, dlatego sądzę, że idea Passata nie została w najnowszej generacji
zniszczona czy zastąpiona czymś innym. Jest sporych rozmiarów, w środku odczuwa
się swobodę przestrzeni, nie jest obładowany zbyt dużą ilością nowoczesnych
rozwiązań, jak to jest w niektórych Mercedesach czy BMW, bardziej statyczna niż
dynamiczna obsługa elementów wyposażenia. To są plusy. Minusem jest natomiast
jednostka napędowa. Te jeden, pięć litra eTSI, mimo zastopowania miękkiej
hybrydy jest po prostu bezsensownie słabym silnikiem do tak sporego samochodu.
Bardziej jako dziadkowa wersja napędowa niż dla młodych rodzin. I to wcale nie
musi być 2 czy 3 litry. Wystarczy więcej KM, a przede wszystkim więcej Nm. Zatem
ten silnik odradzam osobą, które potrzebują dynamiczniejszego odepchania się od
asfaltu. Natomiast w ofercie, Passat ma jeszcze do zaoferowania:
- 1.5 TSI mHEV – 150 KM i 250 Nm (benzynowy);
- 1.5 TSI eHybrid – 150 KM, 250 Nm (Plug-In Hybrid);
- 1.5 TSI eHybrid – 177 KM, 250 Nm (Plug-In Hybrid);
- 2.0 TDI – 122 KM i 320 Nm (Diesel);
- 2.0 TDI – 150 KM i 360 Nm (Diesel);
- 2.0 TDI 4Montion – 193 KM i 400 Nm (Diesel).
I najciekawsze jednostki, to te z największą liczbą Nm. Ja bym się zdecydował na 193 KM i 400 Nm w Dieslu (gdzie po upływie gwarancji można zrobić nową mapę silnika) lub nadchodzące 265 KM i 400 Nm w TFSI. Jednakże cena takiego Pasata wjedzie w sferę wpływów A6 lub BMW 5, a to już będzie lekka katastrofa. Zatem optymalne, jest oprócz 1.5 eTSI, coś co będzie miało ponad 300 Nm, dlatego że wtedy elastyczność przybiera inne właściwości. Zatem Passat Variant B9 okazał się niezłym samochodem, ale w swoich granicach brzegowych. Od, do i ani milimetra więcej poza zakreślony przez VW przedział. Bowiem, tam najlepiej się sprawdza i bryluje. Powyżej jest sporo niedostatków materiałowych i wizerunkowych, stąd nie ma, co wspinać się na jego cenniku w górę. Warto wtedy odbić do Audi.
Radość z jazdy: 2/5
Gang silnika: 1/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Układ hamulcowy: 3/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 3/5
Wciśnięcie w fotel: 0/5
Wykonanie wnętrza: 3,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model VW Passat Variant:
1,5 TSI mHEV, 250 Nm, 150 KM, 9,2 s. do 100 km/h
Serdeczne podziękowania dla VW Centrum Wrocław za udostępnienie samochodu.
VW Centrum Wrocław
Auto Group Polska
ul. Brucknera 54, 51-411 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Maj 2024 r.
Trzy cylindrowe samochody istnieją. Z tym faktem nie ma co dyskutować. Jednakże nie każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego faktu, dodatkowo sądząc po niektórych upodobaniach wśród moich znajomych czy rodziny, wnioskuję, że całkowicie pochłonęliby taki samochód, jednakże nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że mogą nabyć taki produkt, z którego będą zadowoleni. Sprawa druga to profil V8 Speed i nagle test samochodu, który ma tylko 3 cylindry. Dlaczego? Oprócz testów samochodów z R4, R4, V6, V8, V10, V12, musi istnieć także przestrzeń, aby wjechać w nią samochodem V3. Oczywiście takie oznaczenie nie przyjęło się ani w motoryzacji, ani nigdzie indziej. Testowany Opel Grandland 1.2 T ma właśnie taki silnik. I pomimo najmniejszej pojemności skokowej, wśród dotychczasowych modeli, które znalazły się na łamach serwisu V8 Speed przez te kilka lat działalności, to Grandland również dysponuję najmniejszą mocą, bowiem oferuje tylko 130 KM oraz 230 Nm. Do tego dołożona została 8-biegowa automatyczna skrzynia. Auto oferuje trzy tryby jazdy (Drive Mode) tj.: ECO, NORMAL ora SPORT. I o ile w dwóch trybach udaje, że jeździ, to SPORT przywraca wiarę w Opla. Granland 1.2 T to propozycja dla osób, które nie wymagają od samochodu posiadania 100 tysięcy funkcji. Chcą tego, co kiedyś było w motoryzacji najpiękniejsze, czyli prostota użytkowania oraz całkowita podstawa, z której będą faktycznie korzystać. Zatem klimatyzacja, podgrzewane fotele i kierownica. Nie oczekują, że samochód będzie miał tak rozbudowane menu pokładowego sytemu jak w Mercedesie. Nie chcą podgrzewanych podłokietników, trzech poziomów ogrzewania kierownicy, nie chcą również wentylacji siedzeń ani ich masażu podczas jazdy. Nie potrzebują wyświetlacza przeziernego, okna panoramicznego. Nie widzą sensu w funkcjach, związanych z rozrywką jak w BMW. Nie chcą wciśnięcia w fotel przy dodawaniu gazu, czy wymyślnego zawieszenia, które „ugina” samochód po otwarciu drzwi, jak w Audi. To ma być samochód prosty w obsłudze, a oferowane 130 KM jest ich górną granicą oczekiwań. Jednocześnie wymagają solidności podczas użytkowania. Nie interesuje ich motoryzacja jako dziedzina życia społecznego oraz nie chcą wiedzieć, jakie nowinki oferuje ten obszar. Nie będą także potrafili i chcieli obsługiwać potężnego systemu rozrywkowego czy ustawień auta poprzez ekran dotykowy. Nie chcą smartfonem otwierać auta lub uruchamiać ogrzewania. I taka grupa klientów jest naprawdę spora. Stąd propozycja Opla, w tym zakresie jest jak najbardziej celowa oraz wbija się w ten trend. Nie każdy przecież chce mieć samochód, który zwraca na siebie uwagę oraz ma pierdylion możliwości personalizacji wnętrza i ustawień zawieszenia. To przecież nic złego, że takie upodobania czy oczekiwania mają klienci w XXI wieku. Przecież to oczywista i standardowa segmentacja rynku. W sumie uprościć samochód w XXI wieku, nie jest prostą sprawą. A jednak Opel w modelu Grandland pokazuje, że się naprawdę udało stworzyć samochód, który jest pojemny, jest SUV-em, a nie vanem (jak u Forda) oraz potrafi ucieszyć. Dodatkowo znajdzie się trochę elementów stylistycznych, które można uznać za atrakcyjne lub wpadające w oko. Tak, dla osób, które cenią dynamiczną jazdę lub swobodę w dopływie Nm oraz możliwości jakie oferuje rozbudowane wymyślne wyposażenie dodatkowe, takie rozwiązanie będzie po prostu nie do przyjęcia. Ale przez ten pryzmat nie można oceniać negatywnie Grandland’a. To też nie jest tak, że Opel kojarzy się z brakiem wyposażenia, słabym wnętrzem czy jakością. O, nie! Testowany Grandland okazał się takim samochodem, który przede wszystkim stawia na pierwszym miejscu praktyczność. I pod tym kątem właśnie należy dokonać jego oceny. Przechodząc przez linie wyposażenie Grandlanda, a jest Edition, GS, Ultimate można wyposażyć go w manetki do zmiany biegów, adaptacyjne reflektory pikselowe IntelliLux LED® z 11 trybami pracy, zaawansowany system parkowania wykonujący manewry półautomatycznie, czy półautomatyczny układ wspomagający jazdę po autostradzie utrzymujący pojazd pośrodku pasa ruchu i w odpowiedniej odległości od pojazdu poprzedzającego, do tego naprawdę dobre fotele AGR oraz dwukolorowe nadwozie. I są to elementy, które dla potencjalnego klienta zdefiniowanego w powyższym materiale są wystarczające. Opel Grandland to auto praktyczne.
Koniec testu.
Nie będzie tak łatwo, bowiem rynek pokazuje, że jest przestrzeń dla samochodów o trzech cylindrach, nawet tak wielkich jak ten SUV. To wiąże się także z ekonomią użytkowania, a to bardzo ważny argument przy decyzji o zakupie. Zostawiamy całe emocje i sportowe nastawienie dla innych samochodów. Grandland 1.2 Turbo rozpieszcza wielkością wnętrza oraz swobodą podczas podróży. A to jak już wiemy, jest istotnym warunkiem, który decyduje o zakupie. A jeśli ktoś chce się chwalić ekologią, to może z powodzeniem powiedzieć, że jego Grandland spełnia normę Euro 6e i waży 1461 kg. Zatem jako rodzinny SUV bez nastawienia na dynamiczną jazdę oraz gorący temperament zrealizuje się całkowicie. I w wielu przypadkach to jest po prostu wystarczające.
Radość z jazdy: 2/5
Gang silnika: 2/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Design: 3/5
Układ hamulcowy: 3/5
Silnik (moc i siła): 2/5
Wciśnięcie w fotel: 0/5
Wykonanie wnętrza: 3,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model Opel Grandland 1.2 T:
1.2 T, 230 Nm, 130 KM
Serdeczne podziękowania dla Wrobud OPEL Wrocław za udostępnienie samochodu.
Wrobud Sp. z o.o.
ul. Szczecińska 7
54-517 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Kwiecień 2024 r.
To już 6-ta generacja Astry, która została wprowadzona na rynek. Jako młody chłopak przejechałem setki kilometrów generacjami I, II oraz III. Moim pierwszym samochodem była Astra II 2.0 Sport 16V, która oprócz tego, że po pewnym czasie wymagała więcej napraw niż wynikało z jej użytkowania, była bardzo fajnym samochodem. Jednakże wracając do najnowszej wersji, to pojawia się pytanie, dlaczego Astra i serwis V8 Speed. Odpowiedź jest prosta…bo mi się po prostu podoba! I tyle. A zatem zacząć już czas randkę z 6 generacją oplowskiego bestsellera. Szósta generacja zaskakuje naprawdę niezłym designem, jakością, wielkością wnętrza oraz nowoczesnością. Silnik 1.6 Turbo to hybryda typu plug-in mająca systemowo 225 KM oraz 360 Nm, z automatyczną 8-biegową skrzynią, z łopatkami do zmiany biegów (co nie jest standardem). Samochód robi bardzo dobre wrażenie wizualne. To jest jego ogromny plus. Szczególnie tył w bardzo minimalistycznym stylu z poziomymi, wąskimi światłami LED oraz poprowadzony praktycznie przez całą długość bagażnika wielki napis A S T R A. Wizualnie wygląda to świetnie. Natomiast przód bardzo współgra z reszta stylu samochodu, z małą atrapą chłodnicy, wąskim pasem świateł LED oraz w testowanej wersji czarnym logo Opla. Wnętrze to już zupełnie inne półka niż w dotychczasowych Astrach. Jesteś otoczony ekranami. To konieczność oraz już praktycznie oczywistość w każdej klasie nowych samochodów. Do tego jest head-up display, wspomniana automatyczna skrzynia, którą obsługuje się malutkim przełącznikiem, co jest bardzo poręczne oraz niesamowicie wygodne sportowe siedzenia AGR z przodu. Styl wnętrza jest minimalistyczny, może nie aż tak jak w najnowszych BMW, ale ilość fizycznych przycisków jest ograniczona do maksymalnego minimum. 225 KM może i nie czyni z Astry królowej szybkich prostych, ale poprawnie reaguje na nacisk prawej stopy (czyli bez większego zawahania, ale i też bez charakterystycznego kopnięcia w plecy). Taka dawka mocy w kompaktowym rodzinnym samochodzie jest odpowiednia. A nawet może i wystarczająca, lecz też nie będziesz czuć się jakbyś prowadził Kadetta GSi. To mądre wypośrodkowanie jest bardzo trafne dla zróżnicowanych kierowców. Nie każdy przecież jeździ dynamicznie lub pragnie każdy zakręt pokonać bokiem. 360 Nm pozwala na pewien poziom swobody elastyczności podczas wyprzedzania, jednakże należy pamiętać, że ten kompaktowy samochód został stworzony w pierwszej kolejności, jako auto rodzinne. Sam design jest wyróżniający się z nudnego ulicznego tłumu, ale jeśli wybierzesz jakiś niestandardowy kolor karoserii, to Astra będzie zwracać na siebie uwagę w wyraźny sposób. Jej styl jest wyraźniejszy od Golfa i prezentuje się zdecydowanie lepiej. Jest po prostu atrakcyjniejsza. To naprawdę decydujący element przy wyborze nowego samochodu, ale nawet używanego, bowiem dochodzimy do wniosku, że nowa Astra należy do tych samochodów, które będą bardzo ładnie się starzeć. Zatem można poszukać w niej może nie drobin, ale jakiś większych elementów odpowiedzialnych za pozytywne nastawienie do tego modelu. A jeśli dochodzimy do takiego wniosku, to odzywają się w nas emocje. A emocje powodują przypływ pozytywnej energii, która wprost przekłada się na to, że konkretne auto po prostu bardziej lubimy. To nie tylko pojmowanie samochodu jako środka transportu od punktu A do B, ale zdecydowanie coś więcej. Astra numer 6 przynajmniej w moim odczuciu miała za miękkie zawieszenie oraz zbyt wysoko był zamontowany fotel kierowcy. Może to wynika, z faktu, że moje osobiste preferencje prowadzenia samochodów sprowadzają się do dwóch słów – twardo i nisko, ale przecież nie każdy samochód ma taką powściągliwą oraz graniczną charakterystykę. Astra 6 jako samochód dla rodziny wypada znakomicie, ale już jako samochód dla dynamicznego kierowcy będzie potrzebowała emblematu GSi lub OPC, a co za tym idzie twardszego, ale nie zabetonowanego zawieszenia. Wersja hatchback Astry nie zadziwia niczym niestandardowym, prócz niezłego wyposażenia (wersja GSe – czarne wnętrze), ale też nie wprawia w żadne zakłopotanie czy dysonans, że kolega ma lepszego VW, Skodę, Toyotę, Renaulta czy Peugeota. Nic z tego. Ten Opel doskonale się broni jakością wykonania oraz trwałością montażu poszczególnych materiałów. Fotele AGR to bezkonkurencyjna standardowa rzecz w tej Astrze. Jednocześnie osoby z pokolenia nieużywającego smartfonów z wielką satysfakcją odnajdą się obsługując multimedia. Natomiast, nawet jeśli nie potrzebujesz wersji Sport Tourer, to jednak się na nią zdecyduj, bowiem daje kilkanaście cm więcej przestrzeni i więcej możliwości przewozowych, ale przede wszystkim wygląda o 100% lepiej niż hatchback! I to jest właśnie według mnie najlepsza wersja nowej Astry. Nigdy, żadne kombi w nadwoziu Astry nie wyglądało tak szałowo oraz seksownie. Astra szóstka w najbardziej topowej wersji (nie ma jeszcze wersji GSi czy OPC), czyli tej testowanej to koszt 205.500 zł. I teraz pojawia się pytanie czy ta cena to przesada, czy już pewien rodzaj standardu? To zależy czego oczekuje się po samochodzie. Bowiem za tą kwotę to można opuścić salon i BMW i Audi i Mercedesa, ale będą to podstawy i okazać się może że z beznadziejnymi jednostkami napędowymi (szczególnie te w Mercedesie w oznaczeniu 220d i 200). Tu Opel serwuje sporo wyposażenia, które nie tyle, że nie irytuje kierowcy, co jest niezbędne w samochodach XXI wieku. Jeśli interesuje Cię stateczny, bez sportowego zacięcia niemiecki kompakt, to Astra będzie lepszym wyborem niż nudny dizajnersko do bólu Golf. Tym bardziej, że może mieć w najwyższej wersji wyposażeniowej dwu-kolorowe nadwozie. 225 KM i 360 Nm dokuczy konkurencji i dobrze wpłynie na Twoje ego, ale musisz pamiętać, że to nie parametry pozwalające na łamanie lokalnej czasoprzestrzeni. Astra także nie daje czystej i pierwotnej radości z jazdy, jak na przykład Cupra Formentor VZ, jednakże jej cel jest zdecydowanie inny. Ma być i jest doskonała w tym co robi, w tym przedziale, do którego ją stworzono – do podroży międzymiastowej z rodziną. I za to ma najwyższą ocenę. Dlatego też randka z Astrą 6 okazała się bardzo dobrym spotkaniem, mając jeszcze w pamięci jej pierwsze generacje widać, że to zupełnie inny rodzaj samochodu, zaawansowany, dojrzalszy oraz zdecydowanie pewniejszy siebie! Teraz już nie musi obawiać się ani konkurencyjnych modeli, ani taniości wykonania ani przeciętności. To odważny model, który w zdecydowany, lecz nienachalny sposób manifestuje swoją osobowość, która jest nad wyraz mocna i otwarta, i w pozytywny sposób przykuwa uwagę.
Radość z jazdy: 4/5
Gang silnika: 2/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Design: 4,5/5
Układ hamulcowy: 3/5
Silnik (moc i siła): 3,5/5
Wciśnięcie w fotel: 2/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model Opel Astra 1.6 T Plug-In Hybrid GSe:
1.6, 360 Nm, 225KM (135 KM w trybie elektrycznym)
Serdeczne podziękowania dla Wrobud OPEL Wrocław za udostępnienie samochodu.
Wrobud Sp. z o.o.
ul. Szczecińska 7
54-517 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Marzec 2024 r.
W życiu zazwyczaj dzieje się tak, że dopóki czegoś osobiście się nie doświadczy, to ciężko wyrobić sobie poprawne zdanie odnośnie wielu kwestii. Prawdą jest, że nie wszystkiego chcemy lub po prostu możemy osobiście doświadczyć, aby zbudować swoje zdanie na jakiś temat. Szczęśliwie się składa, że akurat w motoryzacji jest zdecydowanie łatwiej uzyskać własne doświadczenia niż w innych dziedzinach. Tak właśnie było z Cuprą Formentor VZ. No bo czego tu się spodziewać, po Cuprze. To Seat. Sportowy Seat. Może bardziej widoczny obecnie pod osobną, wydzieloną marką. Ale dalej Seat. Prawda, że zbudowanie opinii trwało szybko? Jednakże jest ona tak trafna i prawdziwa, jak to, że wejście zimą do zimnej wody spowoduje od razu zapalenie płuc. Zatem kilka faktów. Cupra Formentor to już zupełnie inna marka niż sportowy Seat. Ośmielę się stwierdzić, że w najbardziej sportowych odmianach VZ czy VZ5, to jak Alpina dla BMW M. Formentor VZ można powiedzieć, że to dizanjersko typowy SUV, z 2.0-litorwym silnikiem TSI o mocy 310 KM, 400 Nm, 7-biegową automatyczną skrzynią DSG i napędem 4Drive. To pozwala mu na uzyskanie 100 km/h w skromne 4,2 s. Dodać można, że wyposażenie oraz niektóre elementy wykonania wnętrza przypominają VW (w końcu to jedna grupa VAG). I w zasadzie na tym kończy się opowieść na podstawie danych technicznych. Mało osób wie, że ten silnik jest blisko spokrewniony z Audi Sport. Zatem zajęcie miejsca za kierownicą, uruchomienie silnika, poprzez start/stop, ale umieszczony na wzór na przykład Audi R8, czyli na kole sportowej kierownicy i…. dzieje się coś niespodziewanego. Ten samochód ukazuje zupełnie nowe oblicze. Ale to dopiero początek. Ta wcześniej wspomniana dwulitrowa jednostka TSI bardzo przypomina Audi S3 (2.0 TFSI 310 KM, 400 Nm, quattro). A zatem przejechanie kilku metrów z parkingu salonowego na drogę, rozwiało moje wątpliwości. To nie sportowy Seat, ale Cupra Formentor VZ, która bardzo odważnie zaczyna bronić swojej marki i logo. Przestawienie trybu auta w sport było odpowiednim ruchem, bowiem zanim dojechałem do pierwszego skrzyżowania uśmiech nie schodził mi z ust. A to okazało się dopiero wstępem do tego, co ten niesamowicie wciągający samochód potrafi. Przed rozpoczęciem jazdy, spotkałem znajomą w salonie. Ola, która jak się dowiedziała czy będę jeździć, to jedynie stwierdziła, że „będziesz zadowolony”. Okazało się, że miała 100% racji. A to wszystko przez ten silnik. Dopiero wejście w tryb CUPRA, czyli powyżej trybu sport pozwoliło na pełne ukazanie wszelkich zalet tego samochodu. Formentor VZ nie tylko, że niesamowicie wciągał oraz angażował kierowcę, to jeszcze dawał dzikiej satysfakcji z jazdy. To coś pierwotnego, dziewiczego w dzisiejszej naprawdę nieskomplikowanej sportowej motoryzacji. To jak nagle znalezienie się w końcówce lat 90. XX wieku w sportowym samochodzie. Emocje podczas wejścia w tryb CUPRA są na poziomie, już nie S3, ale RS 3, gdzie pod maską mamy nieokiełzane R5 2.5 TFSI 400 KM, 500 Nm, quattro. Formentor zachęcał do dynamicznej, a nawet momentami agresywnej jazdy jak M3 Competition. Odnosiłem wrażenie, że jego napęd aż gotuje się do wystrzału na horyzont. I właśnie dlatego w życiu należy wiele doświadczyć, aby zbudować sobie własną, słuszną opinię. VZ to doskonały produkt, który zaciekle broni marki Cupra. To jak Elton John, brytyjski kompozytor, pianista, który początkowo był związany z gatunkiem rock and roll, później ewoluował w stronę soft rocka, aż w końcu stał się gwiazdą współczesnej muzyki pop, a jego wkład w muzyczną duszę ludzkości nie sposób jednoznacznie wycenić. Formentor VZ jednakże ma pewną wadę. Jest nim model VZ5, który szczyci się zupełnie inną jednostką napędową – 2.5 TSI generująca 390 KM, 480 Nm, napęd 4Drive, 7 biegowa DSG. Dlaczego to tym wspominam, skoro VZ5 powstało tyko 999 sztuk na świat? Otóż Formentor VZ to atrakcyjny wizualnie samochód typu SUV, który jak już wiadomo jest niespodziewanie wciągający, jednakże podczas jazdy mimo tego, że wręcz znakomicie dawkował moc oraz moment, a przy redukcji tworzył strzały w wydechu, to podczas zrównania prawej stopy z podłożem, brakowało dosłownie jednej rzeczy. Ostatecznego kopnięcia w plecy. Tej wisienki na torcie sportowej motoryzacji, doskonale znanej z modeli M BMW oraz Audi RS. Tego ostatecznego uderzenia, które zbuduje pełne spektrum emocji i pozwoli wstawić pięć gwiazdek w ostatecznej ocenie. Stąd wcześniej wspomniałem, że ma wadę – a w zasadzie konkurencję w postaci VZ5. Nie jeździłem ta wersją, ale patrząc po samych danych technicznych można domniemywać, że te 80 Nm oraz 0,5 litra (bez skojarzeń akcyzowych) pojemności więcej wywoła efekt wisienki tortu motoryzacyjnego spełnienia. Można się spierać o najlepsze samochody sportowe w każdej klasie, o najlepsze silniki, ale 2,5 R5 TFSI naprawdę w swoim zakresie kompetencji jest BEZKONKURENCYJNY! To jak rozpuszcza emocje, rozkłada je na nie atomy, nie kwarki, ale struny jest obłędne. Formentor VZ z 310 KM oraz 400 Nm jest oprócz tej wisienki, bardzo dobrym samochodem wciągającym w sportową aurę pierwotności w motoryzacji. Dzikość oraz nastawienie na pokazanie się z najlepszej strony są wielkimi autami tego modelu. Wspomnę tylko, że statystycznego obowiązku, że Formentor posiada także inne tryby, niesportowe, ale wątpię, aby były taka samo chętne w użyciu jak tryb CUPRA. Nie spodziewałem się tylu emocji po tym skromnym z wyglądu nadwoziu, które posiada wiele wstawek wykonanych w kolorze miedzi, wyglądających naprawdę świeżo i atrakcyjnie. Okazuje się znów, że opinię trzeba samemu zdobyć, a nie budować na podstawie danych statystycznych.
Radość z jazdy: 4/5 (niewiele brakuje do pełnej piątki, to ta brakująca wisienka)
Gang silnika: 5/5
Reakcje skrzyni: 4,5/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 3,5/5
Silnik (moc, i siła): 4,5/5
Wciśnięcie w fotel: 4/5 (a mogło być 4,5…)
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model Cupra Formentor ZV
2.0 R4 T, 310 KM (228 kW), 400 Nm, 4x4, 4,9 s.
Serdeczne podziękowania dla:
CUPRA Motorpol WROCŁAW
Cupra Wrocław Południe
al. Karkonoska 81, 53-015 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Marzec 2024 r.
ID.7 jest szóstym osobowym modelem elektrycznym z serii ID wprowadzonym przez VW, po ID.3, 4, 5, Buzz oraz produkowanym w Chinach ID.6 i z całą pewnością jest to najbardziej luksusowy model wśród oferowanych elektryków. Jeśli któryś elektryk oferuje zasięg na przykład do 620 km, to z zasady należy odjąć wartość ok. 100 km, dlatego że przy dość dynamicznej jeździe prawdziwa średnia zasięgu zmniejszy się o taką wartość. Jednakże jeżdżąc zgodnie ze wskazaniem znaków drogowych, taki zasięg ulegnie zwiększeniu. Zatem energiczne przejechanie w elektrycznym aucie odległości większej niż 500 km należy uznać za wynik satysfakcjonujący, między innymi dlatego, że ta podróż odbywa się w odpowiednim komforcie akustycznym. Wracając do ID.7, który fabrycznie gwarantuje zasięg do 621 km, to w zasadzie auto, które należy do gatunku crossovera z naciskiem na pozycję liftback. Przede wszystkim dlatego, że jest zdecydowanie wyższy niż na przykład klasyczny Passat. Jeżdżąc nim miałem wrażenie, że siedzę w SUV średniej klasy. Długość nadwozia to prawie 5 m (4961 mm), a rozstaw osi wynosi 2966 mm, co czyni z niego wygodny i przestronny pojazd do dłuższych podróży. Zatem ta wielkość, a w zasadzie obszerność wnętrza przypomniała mi inne niemieckie modele segmentu premium. A to wielki plus dla tego modelu. Jednakże VW nie udało się ukryć masy tego modelu. Te 2172 kg czuć od samego początku, czyli manewrów na parkingu, po każdy metr przebytej drogi. Coś na kształt Mercedesa EQS SUV, gdzie trzeba szybko ogarnąć system hamulcowy przed najbliższymi światłami. ID.7 zaskoczył mnie pozytywnie poziomem wykonania oraz wyposażenia (wersja Pro), jednakże był pewne detale pochodzące oczywiście z innych modeli VW, ale w tym całym dość luksusowo wykonanym wnętrzu wyglądały cholernie trywialnie i pospolicie. Oprócz dobrych materiałów wykończeniowych ID.7 oferuje także w wersji Pro wyświetlacz head-up z funkcją rozszerzonej rzeczywistości, co jest niezłym i miłym zaskoczeniem. Jeśli chodzi o wnętrze, to ciekawostką jest bardzo tyci wyświetlacz przed kierowcą, w zasadzie wielkości nowoczesnego smartfona wbudowany w listwę deski rozdzielczej. Wyświetlane są na nim naprawdę podstawowe i potrzebne informacje. Jednakże VW montuje w kilku modelach dość sporych wielkości ekran – 15’’ (Touareg, Tiguan, Passat, ID), który przy pierwszym spotkaniu może wydawać się lekko szokujący, ale tak naprawdę w ogóle nie przeszkadza i nie rozprasza podczas prowadzenia samochodu. Jest to nieźle przemyślane oraz dopracowane. Wnętrze oprócz naprawdę fajnych materiałów, akurat w prezentowanym modelu było czarne z niebieskimi wstawkami na niezłych fotelach, desce rozdzielczej, boczkach drzwi, w ostatecznym odbiorze mieściło się bardzo wysoko na tabeli z plusami. ID.7 ma jeden rodzaj baterii o pojemności 77,0 kWh, która teoretycznie pozwala na przejechanie wyżej wspomnianej odległości 621 km. Pod prawą stopą mamy do dyspozycji 286 KM oraz 545 Nm, co przy masie ponad dwóch ton nie jest niczym szczególnym. 545 Nm przy mniejszej masie byłoby niezłym wynikiem, ale w przypadku ID.7 wszystkie te Niutonometry muszą najpierw ogarnąć kilogramy samochodu, a dopiero później rzucają się na drogę. Efekt – zdecydowanie poza satysfakcją. Jednakże, kiedy przełączymy się na sportowy tryb jazdy, auto staje się trochę żywsze oraz szybciej reagujące na działanie prawej stopy. Ciekawym rozwiązaniem, chodź wyglądającym bardzo tanio, jest przełącznik skrzyni biegów umieszczony w kolumnie kierownicy. Wystarczy przekręcenie w prawo lub lewo i wskakuje D lub R. Zdecydowanie prościej działa to niż podobne rozwiązanie w Mercedesach. Ogólnie ID.7 to interesujący samochód elektryczny, który w pierwszym starciu atakuje właśnie samego Passata. Ta kanibalizacja wewnątrz jednej marki jest faktem z uwagi na zbliżone cechy obu pojazdów. Warto dodać, że dostępny jest on także w wersji kombi, co już czyni z niego naprawdę godnego uwagi rywala spalinowego Passata Varianta, choćby dlatego, że dysponuje on większą ilością przestrzeni. Jeśli chodzi o stylistykę, to jest ona typowo volkswagenowska, czyli do bólu nudna i użyteczna. Zero ekstrawagancji czy jakiegoś wyróżniającego się stylu. Dla jednych to będzie plus, ale uważam, że w szczególności ID.7 winien w jakiś bardziej atrakcyjny sposób wyróżnić się spośród całej gamy ID-ów. Gdyby taki model wyjechał na rynek 10 lat temu byłby wielkim szokiem, a dziś jest po prostu naturalną konsekwencją wizji elektryków z Wolfsburga. Czy czymś zaskoczył? Tak, jakością wykonania wnętrza oraz całkiem niezłym wyposażeniem w wersji Pro. Czego zabrakło? W tym przedziale cenowym dodanego dachu smart glass (sądzę, że to błąd konfiguracji testowanego modelu) oraz napędu na wszystkie koła. Przy jego masie i wielkości napęd tylny stracił swoje atuty. Czy jest tanio? Jak na markę dla ludu to cena przekraczająca 284 tys. zł, a to powoduje, że możesz skierować swoje kroku ku dealerowi z czterema pierścieniami lub szachownicą. Jednakże warto wziąć pod uwagę przestrzeń, jaką zapewnia samochód oraz jego wielkość (!), a także naprawdę niezłe wyposażenie wersji Pro oraz fakt, że to elektryczne auto z 77 kWh baterią. Na pewno nie sprawił zawodu, jak na przykład silnik w nowym CLE 200, ale też nie był tak satysfakcjonujący, jak Touareg V6 TDI R-line. ID.7 nie odświeży lekko skostniałej oferty Volkswagena wśród elektryków, bowiem nie dysponuje wywrotowym designem. Jednak jest pewien model, który potrafi zmienić oblicze portfolio marki, to ID. Buzz i coś czuję, że z nim będzie tak jak z Fiatem 500e Cabrio. Samo patrzenie na ten samochód już powoduje zadowolenie oraz szczerą radość. A tego brakuje w modelu ID.7
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 3,5/5 (automatyczna jednobiegowa)
Układ hamulcowy: 3,5/5
Design: 3/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model
VW ID.7 Pro:
545 Nm, 286 KM, 6,5 s. do 100 km/h, 77,0 kWh bateria
Serdeczne podziękowania dla VW Centrum Wrocław za udostępnienie samochodu.
VW Centrum Wrocław
Auto Group Polska
ul. Brucknera 54, 51-411 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Marzec 2024 r.
Tego kto nie zna lub nie kojarzy Fiata 500 należy nazwać wprost – ignorantem. Nieoceniony jest wkład w europejską motoryzację, a w szczególności włoską jaką odegrał ten mały i prosty samochód. Za jego powodzeniem oprócz walorów czysto użytkowych, przemawiał design. Niby nic imponującego, ale za każdym razem jak pojawiał się na drodze, towarzyszyła mu czysta i niczym nie wymuszona sympatia. W 2024 r. kiedy to planowane jest zakończenie produkcji tego samochodu, rynek opanowały wersje z dopiskiem „e”. Fita 500 stał się równolegle do wersji spalinowych także elektrycznym samochodem. I dalej nie zmienia to faktu, że jest zwyczajnie sympatyczny. Powiem więcej, za każdym razem jak do niego pochodziłem to miałem niewymuszony uśmiech na twarzy. Dał mi więcej radości niż jazda najnowszym i potężnym i7 M70. Doprawdy nie wiem czemu tak się dzieje i czemu ten Fiat tak działa na ludzi. Weekend spędziłem w towarzystwie elektrycznych Fiatów 500e, w dwóch różnych wersjach – cabrio oraz 3+1. Która okazała się ciekawsza, lepsza oraz dająca więcej radości odpowiedź poniżej.
500e Cabrio
Tak się składa, że na początek nie przekonywały mnie samochody napędzane elektronami, szczególnie te sportowe, bowiem nie wytwarzają pożądanego dźwięku, mają nadwagę i momentami dziwaczny design. Jednakże, odkąd przejechałem nimi dziesiątki kilometrów (różnymi modelami ulokowanymi w innych segmentach, różnych producentów) dosłownie nabrałem apetytu na ten rodzaj motoryzacji. W szczególności w sportowym ujęciu. Okazuje się, że można jeszcze inaczej, że zabawny i całkiem przyjemny Fiat 500e Cabrio rozdmucha Twoje myślenie, do sytuacji, w której zaczniesz się faktycznie zastanawiać nad posiadaniem takiego samochodu. Autentycznie 500e Cabrio ujął mnie swoim minimalizmem, prostotą oraz niesamowita dawką radości podczas prowadzenia. I kto powie, że samochodu bez dachu nie potrafią cieszyć? I tutaj wcale nie chodzi o możliwości jazdy na prądzie, czy oszczędną, zero-emisyjną jazdę, ale o czystą, włoską radość z jazdy. Bez pośpiechu, bez przyłożonego noża z zegarkiem na gardle. Po prostu cała radość z prowadzenia tego Fiata sprowadzała się do odczuwania wewnętrznej radości, ze szczególnym jej nasileniem w chwili schowania dachu. Ciężko zrozumieć, co dzieje się z kierowcą w tym samochodzie. Może jakaś magia, może to urok gorących Włoch, jakaś część włoskiej świadomości, kultury, ego wydziela się w tym samochodzie? A może po prostu to normalne, fantastyczne i szczere szczęście i radość z posiadania 500e Cabrio? Z resztą to naprawdę bez znaczenia. Fiat 500e na strony V8 Speed nie trafił przypadkiem. Ten mały samochód staje w jednym rzędzie z takimi tuzami, jak sportowe wielkie SUV i limuzyny, najbardziej szalone interpretacje luksusowych modeli, czy szalone projekty sportowych, elektrycznych samochodów. Staje w tym samym rzędzie, gdzie królują R czy V6-ki, V8-ki, V10-ki, V12-ki oraz hybrydowe rozwiązania zwane E PERFORMANCE. Jednak doskonale radzi sobie w tym towarzystwie dlatego, że generuje ogromne ilości pozytywnych emocji i radości, jeszcze przed uruchomieniem skromnego silnika, generującego zaledwie 220 Nm. Tak, Fiat 500e Cabrio kupił mnie tym, że bez względu na okoliczności jest najbardziej sympatycznym samochodem na rynku. To jego wielka zaleta. Nie wydaje mi się, żeby możliwe byłoby podróżowanie w tym samochodzie w złym humorze. 500e Cabrio doskonale sprawdza się w betonowej miejskiej dżungli. Jego niewielkie wymiary oraz jazda wyłącznie na prądzie do 320 km (w moim przypadku oznaczało to 220) powodują, że praktycznie w każdą parkingową szczelinę wjedziesz bez większych problemów oraz będziesz zmuszony go ładować praktycznie raz na tydzień. Ale te auto należy oceniać w innych kryteriach. Kretyństwem byłoby porównywanie jego parametrów do zasięgu innych elektrycznych aut segmentu premium. Tutaj, w przypadku tego Fiata chodzi zupełnie o coś innego. Wersja 500e to kawałek włoskiej kultury, włoskiego seksownego języka (posłuchaj rodowitej Włoszki wymawiającej: „Lamborghini Urus Performante”), manifestacji śródziemnomorskiego świata oraz świadomości ton i wieków kultury, następnie ciepła, otwartości, miłości, uroku, wdzięku różnorodności tamtejszej kuchni oraz rozmaitości dwudziestu włoskich regione. To wszystko łączy ze sobą ten mały Fiat 500e Cabrio. I wcale nie przesadzam, ale to idealny pojazd na poruszanie się nie tylko po włoskich miastach czy wsiach ale też na wyprawę w okolice jezior Como lub Garda, gdzie na wąskich, górskich drogach z wielkim trudem poruszają się większe samochody. To wspaniały i radosny samochód praktycznie na każdą trasę i okoliczność. Ta pięćsetka okaże się strzałem w dychę na tarczy pożądanych samochodów. Bardzo spodobała mi się konstrukcja automatycznej skrzyni, gdzie poszczególne tryby jazdy wybiera się za pomocą przycisków. Bez dziwnych wajch wsadzonych w miejsce kierunkowskazów lub dźwigienek wielkości zapalniczki. Świetne jeszcze jest to, że w ten samochód niczego nie udaje i nie chce tego robić. Jest w pierwszej kolejności do dawania szczęścia, a cała reszta ma zdecydowanie mniejsze znaczenie.
500e 3+1
Podobna historia dzieje się, gdy prowadzisz wersję 500e oznaczoną 3+1. Oznacza to, że od strony pasażera oprócz standardowych drzwi są dodatkowe, malutkie, które na wzór Rolls-Royce’a otwierają się w przeciwnym kierunku. Całość tworzy niezły widok oraz zapewnia szeroki dostęp do samochodu. Fiat 500e 3+1 poprzez fakt, że konstrukcyjnie nie może mieć zdejmowanego dachu trochę mniej dał się polubić. Cała reszta emocji oraz pozytywnego nastawienia już podczas oglądania samochodu na miejscu postojowym, jest taka sama jak w wersji 500e. To też kulminacja włoskiego temperamentu, charakteru oraz historii, ale z poziomem dozowania emocji niższym niż w wersji ze zdejmowanym dachem. Poprzez rozwiązanie 3+1, Fiat ten staje się zdecydowanie praktyczniejszym samochodem niż 500e Cabrio, jednak znów podkreślę, nie o praktyczność w przypadku tego samochodu chodzi. To kultowe włoskie samochody, które postawiły Włochy na cztery koła oraz dają nadal możliwość odczucia włoskiej atmosfery lat 70. XX wieku podczas podróży. 220 Nm i deklarowane 320 km jazdy na prądzie szybko się zużywa. Nawet w trybie RANGE nie widziałem zapisu komputerowego wskazującego na wartość deklaracji 320. Ale to naprawdę nie ma znaczenia. Ja jeżdżę dynamicznie, mój przyjaciel spokojniej, a kolega próbuje wejść bokiem w każdą uliczkę, więc taki zasięg jest zmienny, w zależności kto i jak prowadzi. Bardzo cieszą detale wnętrza, a szczególnie w drzwiach umieszczone logo oryginalnego Fiata 500 z napisem „made in Torino”. To taki cudny akcent ubiegłego wieku wskazujący na przywiązania Fiata do swojej tradycji. Zegary przed kierowcą są bardzo czytelne (co nie jest oczywistością – popatrz na modele BMW M!) i nie wymagają studiowana opasłej instrukcji. Podobnie jak i wyświetlacz, a raczej tablet przyczepiony do deski rozdzielczej. Jak dla mnie mógłby szybciej reagować na polecenia kierowcy czy pasażera. Wskazać należy też na przestrzeń z przodu samochodu, właśnie dzięki temu, że to wersje „e” jest jest sporo. I nawet ja mimo niestandardowej postury umościłem się tam bez większych problemów. Pięćsetka e oferuje jej więcej, niż wygląda, że może zaoferować. Fiat 500e to samochód niszowy, na co wskazuje jego cena. Jedna i druga wersja to ponad 155 tys. zł. Za taką kwotę nabywa się samochód gabarytowo skromny i wymagający posiadania innego auta w rodzinie. Jednak niesamowicie pozytywny w odbiorze. To nie BMW XM, którego zanim będą podziwiać, będą najpierw krytykować i zazdrościć, a Ciebie znienawidzą. Tu od razu jest uśmiech oraz sympatia, a ta sympatia przechodzi z automatu na kierowcę czy właściciela. Nadmienić warto, że wersje Fiata 500e są większe niż Fiat 500. To kwestie technologiczne. Ale ten dodatkowe centymetry wpływają na oferowaną przestrzeń podczas jazdy, szczególnie w przedniej części samochodu. 500e 3+1 jest na skali fajności ciut niżej niż 500e Cabrio, ale reszta zupełnie taka sama. I mimo że ten model (500e) nie ma tyle splendoru oraz obfitości jak na przykład Bentley Betayga to równie mocno cieszy sam fakt jego posiadania.
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 0/5
Reakcje skrzyni: 3/5
Układ hamulcowy: 3/5
Design: 6/5
Silnik (moc, i siła): 3/5
Wciśnięcie w fotel: 2/5
Wykonanie wnętrza: 3,5/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowane modele:
FIAT 500e Cabrio:
220 Nm, 95 KM lub 118 KM
FIAT 500e 3+1:
220 Nm, 95 KM lub 118 KM
Serdeczne podziękowania dla:
UNI-TRUCK Autoryzowany Dealer FIAT
Uni-Truck Sp. z o.o.
Oddział we Wrocławiu
ul. Żmigrodzka 251, 51-129 Wrocław
za niezawodne udostępnienie samochodów.
Iveco Wrocław | Fiat Wrocław | Piaggio Wrocław | Jeep Wrocław - kontakt | Uni-Truck
Bartosz Jagodziński
Luty 2024 r.
W przypadku tego modelu należy wiedzieć, że to jedyny osobowy VW który ma w ofercie silnik V6. Amarok to pick-up z V6. Druga sprawa to fakt, iż w do salonów wjechała wersja po face-liftingu. I o ile wersja sprzed nie sprawiała wrażenie emocjonalnego, to lekkie odświeżenie zdecydowanie pomogło Touaregowi, aby stać się tym, o czym marzył Ferdinand Piech – samochodem klasy premium. Ten VW jest naprawdę piekielnie zdeterminowany do zrobienia wszystkiego, aby przestać go szufladkować poprzez znaczek na masce. Model ten, wcale nie jest standardowym Volkswagenem, bowiem i gabaryty, i wielkość kabiny i poziom wyposażenia pretendują go do innego miejsca. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że te dodatkowe wyposażenie na przykład między innymi takie jak: domykanie drzwi, Night vision, head-up, panoramiczny dach, ledowe matrixowe światła czy masaż z wentylacją i podgrzewaniem foteli czy nawet trzy stopniowe ogrzewanie kierownicy, można znaleźć wśród droższej konkurencji, to już na pewno nie znajdziemy tego w innych VW. Prezentowany model to Touareg V6 TDI R-line, 4Monton z 3.0 V6 generującym 286 KM oraz 600 Nm. Czy to sporo jak na taki samochód? Dużo jak na VW? Otóż nie, koncepcja Touareg’a, o czym warto przypomnieć pochodzi z czasów, gdy księgowi koncernu zostali zwolnieni lub zamknięci w pomieszczeniu bez okien i dostępu do rachunków bankowych, a setki milionów Euro płynęło do działów rozwoju. Ten największy SUV VW w czasach swojej premiery miał silniki: 4.2 V8 FSI, 5.0 V10 TDI, W12 6.0. Aż trudno uwierzyć, że tak ogromne jednostki były montowane w VW. Czy aż tak trudno? Kto pamięta Pasata W8? Lub VW W12? A Phaeton? Może zadawać podobne pytania jeszcze na wiele sposobów, co nie zmienia faktu, że poliftingowy Touareg w R-line stał się samochodem zdecydowanie kompetentnym w polu swojego działania. A to oznacza, że nie udaje, że jest tańszym Audi. Jest po prostu sobą. Wnętrze zostało jeszcze bardziej dopieszczone oraz wrzucono lepszej jakości materiały. Potężny ekran 15’’ ekran oraz elektryczne zegary przed kierowcą oraz sensowny head-up display to już znamy, ale teraz odnoszę wrażenie, że zostało jakby lekko doszlifowane, wycackane oraz wymuskane. Jedyną rzeczą jaką mogę powtórzyć z wcześniejszego testu Touareg’a jest to, że jego design jest wyjątkowo volkswagenowski, co czyni z niego samochód niesamowicie użyteczny. Zero podstawowej funkcji segmentu premium, czyli emocji. Tak to prawda. Nie znalazłem nadal emocji względem atrakcyjności samochodu, jednakże ta użyteczność jest teraz cenie. Samochód nie rzuca się tak w oczy jak X5 czy Q8. Nawet nie wspominam o Mercedesie i GLE, którego pomyliłem z GLS (paranoja z tym designem!). A to powoduje, że jego słaba niezauważalność staje się zaletą. Nie każdy lubi się obnosić możliwościami czy być kojarzony z marką premium. To, że ktoś ma możliwość zakupu na przykład X5, nie oznacza, że chce, aby go w nim widzieli za kierownicą. Wtedy z pomocą przyjdzie właśnie Touareg. No, bo to VW, a co po nim można się spodziewać? Otóż zdecydowanie więcej niż można by się spodziewać. To coś podobnego do sytuacji, gdy ktoś pakuje na siłowni i wygląda bardzo dobrze, ale dopiero jest to widoczne, kiedy ma na sobie tylko kąpielówki, jednak na co dzień nie widać tego po nim, bowiem ma tak ukształtowane ciało, że mięśnie skutecznie chowa pod ubraniem. To bardzo duży atut takich samochodów. Dlaczego? Bowiem po BMW czy Audi zdecydowanie wiesz czego się spodziewać, jakości, prestiżu, wyposażenia oraz tego efektu „o kurdę jeździ BMW!” A z VW, z tym konkretnym modelem jest inaczej, oglądasz go i widzisz kawał samochodu. Ale jak otwierasz drzwi i wsiadasz, to zupełnie zmienia się sposób myślenia. Przecież to klasa premium. I tak w gruncie rzeczy jest. To, że Touareg nie udaje niczego, już pisałem, ale prawdą jest też, że to najlepiej skrojony VW od dekad. V6 TDI to nie najmocniejsza wersja. Otóż można zakupić wersję Touareg R e Hybrid, gdzie V6 3.0 ma 462 KM oraz 700 Nm. Przypominam, że X5 M Competition ma 750 Nm…z silnika 4.4 V8 M Twin Power Turbo. To tylko jeden z przykładów, mówiących, że VW nie cierpi na manię wielkości, ale faktycznie stworzył samochód, który może nie onieśmiela, ale jest godny największych niemieckich rywali. Jeśli dołoży się pełne opcjonalne wyposażenie, to będziemy mieć produkt wysokiej klasy, który nie będzie sobie zawracał głowy znaczkiem z przodu. Bowiem zapełni Twoje ego wystarczającą liczbą pozytywnych doznań, które to wpłyną bezpośrednio na większą pewność siebie. I bez zbędnego naciągania i z pełną odpowiedzialnością napiszę, że wersja poliftingowa, R-line (a już na pewno R) jest jednym z lepszych samochodów kasy premium. I możemy się spierać na argumenty, jak nastolatkowie wymieniają cechy najlepszych sportowych samochodów (przeważnie są to prędkość maksymalna i KM), ale ten produkt po wejściu do środka sam się broni. A robi to niezwykle precyzyjnie i skutecznie. Model ten można kupić z rabatem 50 tys., tak od ręki, jeszcze w styczniu i w lutym 2024 r. Piszę o tym, dlatego że to poważny samochód, choć nie rzucający się w oczy, który jest całkowicie gotowy do ugryzienia zadka BMW czy Mercedesa, a jego rozwiązania oraz oferowane wyposażenie (w tym 3 stopniowa regulacja ogrzewania kierownicy) będzie stanowiło pomost między tym, co już wiesz o Volkswagenach, a tym co dopiero odkrywasz. Ta ocena jest, jak najbardziej trafna. R-line nie dodaje pikanterii, ale sprawia, że całość SUV-a wygląda bardziej sportowo i atrakcyjniej, niż bez tego pakietu. Dopiero wersja R daje do pieca, ale to osobna historia. Jednakże sam ten produkt - Touareg R-line jest piekielnie zdeterminowany do tego, aby być zauważonym przez rynek, jako samochód praktycznie doskonały. Nie jest takim, dlatego że takie nie istnieją. Ale ta determinacja jest wpisana w jego dna, tak mocno, że w zasadzie zastanawiam się, czy musi on dążyć za każdym razem, do tego, aby zawsze i wszędzie zaimponować potencjalnemu nabywcy, który porusza się w przedziale cenowym obejmującym X5, Q8 czy GLE? Bo co? Jeszcze przypadkiem pójdzie do konkurencji? Niesłusznie. Bowiem to problem tego klienta. Może Touareg i jest zdeterminowany i wie, że przyczyną tego poniekąd jest znaczek z przodu maski, ale też odpowiada za to nastawienie rynku i prasy motoryzacyjnej, ale tak na prawdę jest on (a przecież powstawał razem z Porsche Cayenne) jest pełnoprawnym graczem segmentu premium. Jeśli mi nie wierzysz, to zestaw go z przywoływanym wiele razy BMW X5 (LCI), a wnioski same się nasuną. Jak na VW nie jest tani, ale klasa premium nie może być tania. Bo by przestała nią być. Ja mogę jedynie zachęcić do spotkania z tym Volkswagenem i zagwarantuję, że będzie one niezwykle pozytywne.
Gang silnika: 3/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model VW Touareg R-line:
2967 cm3 , V6 TDI, 600 Nm, 286 KM, 6,1 s. do 100 km/h, 4Montion
Serdeczne podziękowania dla VW Centrum Wrocław za udostępnienie samochodu.
VW Centrum Wrocław
Auto Group Polska
ul. Brucknera 54, 51-411 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Styczeń 2024 r.
Lata temu miałem
fantastyczną okazję trenować jedną z lepszych dyscyplin sportowych – TAEKWON-DO
ITF. To koreańska sztuka czy system samoobrony. I mimo że po 5 latach jakoś nie
było już nam po drodze, i zdradziłem ją dla japońskiej, to jednak w dalszym
ciągu mam do niej sentyment oraz wyuczone pamięcią mięśniową odruchy. Taki
zgrabny ruch prowadzi wprost w objęcia zupełnie nowego produktu, jakim miałem
okazję ostatnio pojeździć. Zupełnie nowy bowiem nie miał przejechanych nawet
800 km. A mowa o bardzo popularnej odmianie sportowego SUV made in Hyundai.
Tucson N-line, co prawda nie należy do samochodów czy marki premium, jednakże bardzo
dobrze się ukazuje swoje najlepsze talenty oraz mocno atrakcyjny wygląd na tle
innych, nie tylko koreańskich SUV. Testowany model N-line miał pod maską 1.6 T
GDI, co oznacza silnik pijący oktany, napęd 4x4, zgrabne 180 KM oraz 265 Nm.
Praktycznie pełne wyposażenie z szklanym i otwieranym dachem, automatem i dodatkowymi
elementami wyposażenia opcjonalnego tworzy dość ciekawy produkt, który
niesłusznie jest omijany lub pozbawiany charakteru z uwagi na znaczek na masce.
Podobnie rzecz ma się ze Skodą Enyaq RS, która mimo naprawdę kretyńskiej ceny
za rozjechaną żabę na masce, oferuje sporo. Hyundai Tucson N-line w wersji wyposażenia
Platinum, z ciemnym wnętrzem wraz z podsufitką, zapewnia naprawdę interesujący
poziom miejsca i niezłego wyposażenia
oraz koreańskiego uroku, z dodatkową atrakcją, jaką jest opakowanie jest w atrakcyjną
sylwetkę. Można pokusić się, że jego stylistyka jest dość wyrazista oraz
spójna. Czego nie można z pewnością powiedzieć o poprzedniku. Warto wspomnieć,
że ma pokładzie znajduje się 7 airbagów, system utrzymujący pas ruchu, asystent
uwagi kierowcy, automatyczna dwu-strefowa klimatyzacja, kamera cofania,
podgrzewana kierownica, podgrzewane przednie i tylne fotele, Bluetooth, Android
Auto, Apple Car Play, 19’’ felgi, czujniki cofania, ledowe reflektory,
doświetlanie zakrętów, ładowarka indukcyjna, nawigacja, dostęp bez kluczykowy,
aktywny tempomat, asystent martwego pola, kamery 360 stopni, audio firmy Krell.
N-line oferuje tryb Sport, który zmienia trochę charakter samochodu, może nie
jest to aż tak wyraźne, jak w Audi, BMW czy Mercedesie, ale podobnie jak w VW.
Sport pozwala wydobyć wszystkie Nm i przekazać je na cztery koła. Wnętrze
wykonane jest z dobrej jakości materiałów, a ich spasowanie oraz łączenie z
innymi fakturami jest na takim poziomie, że nie zwracasz na to uwagi. Czy zatem
Tucson N-line to ciekawa propozycja? Z pewnością można się nad nią zastanowić
celując w dobrze wyposażonego SUV 4x4. Co naprawdę nie jest oczywistością wśród
aut klasy SUV, aby z automatu miały napęd 4x4. Jednakże 180 KM nie czyni z niego rakiety
pościgowej. 265 Nm dzielnie walczy w trybie Sport o jakieś wrażenia związane z
wciśnięciem w fotel, ale generalnie można o tym zapomnieć. To nie sportowy SUV.
Z całą pewnością to rozsądny, rodzinny samochód, który sprawdzi się w wielu
aspektach codziennego użytkowania, ale jeśli zależy Ci na sportowych emocjach to
odwiedź innego dealera. Pakiet N-line wygląda naprawdę nieźle zarówno we
wnętrzu jak i na wewnątrz. A co z
emocjami, które są integralną częścią segmentu premium? Jak wspomniałem we
wstępie, to Tucson jest samochodem z innej kategorii. O emocjach można
dyskutować w różnych schematach, że pozytywne, że negatywne, że rozwijają, że
tworzą wspomnienia, ale w przypadku produktów spoza segmentu premium czy
premium sport są one wygaszone. Po prostu ich nie ma. To nie jest tak, że
oznacza to z automatu kiepski produkt, bowiem tak nie jest, ale też nie jest tak
gorący jak 25 latka w bikini na plaży. Inaczej ma się sprawa z modelem Hyundai’a
Ioniq 5 N, który w trybie boost oferuje uwaga: 650 KM! To zupełnie inna półka, w
której znajdziesz właśnie dużo emocji. Tak Nm i KM tworzą emocje, tak samo jak
design, wyposażenie oraz duch marki. Tucson z naprawdę brzydkiego samochodu w
latach 2000 przekształcił się w atrakcyjnego SUV-a, który w sportowej wersji N potrafi
przyciągnąć uwagę oraz zapewnić naprawdę dobry (a może już oczywisty) poziom
wyposażenia. I pomimo faktu, że w tym samym tygodniu jeździłem najnowszym X5
LCI, to znalezienie cech, za które Tucson’a da się rozumieć oraz polubić nie
sprawiło żadnych problemów. Przede wszystkim to design, który dzięki segmentom
świetlnym z przodu wyróżnia się wśród wszystkich marek. Zgrabnie opadająca tylna
linia przypominająca SUV Coupe, stylizacja N-line i 19’’. To wszystko wygląda
bardzo spójnie oraz modnie. Nowoczesność wraz z codzienną użytecznością nawet w
mieście jest zdecydowanym atutem tego modelu. Czy w trasie 180 KM to za mało?
Wszystko zależy od Twojego temperamentu i używania prawej stopy. Oczywiście są
SUV, które mają 600, 625, 650, 707, 739 KM, ale to zupełnie inny gatunek i tam
można zadać pytanie czy w mieście te wartości są w jakimkolwiek zakresie do
wykorzystania? Pakiet N-line dodaje pikanterii Tucsonowi oraz czyni go
samochodem cechującym się wyrazistością, użytecznością oraz względnym komfortem
podróży. Jeśli takie cechy są dla Ciebie czymś ważnym, to może właśnie powinieneś
zastanowić się nad podobną wersją. To naprawdę atrakcyjny samochód, który nie
musi się wstydzić swojego pochodzenia oraz cech jakie sobą prezentuje. Tucson
doskonale potrafi się obronić, ale to właśnie dlatego, że doskonale zna tajniki
koreańskiej sztuki samoobrony. Rynek dobrze i pozytywnie go ocenił oraz przyjął
zatem to bardzo dobra wiadomość, bowiem model ten może nie robi rewolucji, ale
z pewnością jest ewolucyjny dla marki, jaki i dla końcowego odbiorcy. Dawno nie
było tak fajnego Hyundai’a. W sumie to nie było go nigdy wcześniej…
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Hyundai Tucson N-line:
1.6 T GDI, 4x4, 180 KM, 265 Nm
Bartosz Jagodziński
Grudzień 2023 r.
Pierwszy poważny kontakt z modelami VW miałem w 2016 r. kiedy to, jako jeden z organizatorów biegu przeszkodowego zwanego Runmageddon (robiąc go po raz pierwszy na terenie Dolnego Śląska) VW Centrum Wrocław był sponsorem floty samochodów oraz samochodów, które stanowiły przeszkody do pokonania na trasie rozłożonej na torze wyścigów konnych Partynice. Wtedy to Amaroki V6 oraz Tiguan stanowiły wizytówkę partnera biegu. Kilkanaście lat później znowu zasiadam za samochód z V-szóstką pod maską produkcji VW. Tym razem naprawdę jest to wielkie auto, które ilością przestrzeni jaką oferuje pasażerom nie ustępuje ani Audi Q7 ani BMW X5. Testowany Touareg z trzy litrowym silnikiem Diesla to naprawdę poważny konkurent klasy premium dla wyżej wspomnianych modeli. Wielkość wnętrza kabiny jest więcej niż duża. Dodatkowo użyte materiały, wyposażenie w tym dodatkowe opcjonalne, potężny 15’’ ekran do obsługi samochodu, w tym nawigacji, multimediów, foteli (a one są ogrzewane, wentylowane i z masażem) powodują, że Touareg nie ma się czego wstydzić w zakresie jakości oferowanego wyposażenia oraz tej samej jakości w zakresie wykonania. VW funduje kolejny raz (pierwszy to Phaeton) swoim odbiorcą model, który ni jak nie pasuje do znaczka, jaki ma na masce. Równie dobrze mógłby się tam znaleźć logo niebiesko-białej szachownicy lub czterech pierścieni. Niedocenienie tego modelu jest po części winą samego producenta, bowiem ośmielili się stworzyć wielkiego SUV, który w doskonałej konfiguracji sięga ceną 0,5 mln zł, ale oferuje praktycznie wszystko, co ma w swoich magazynach koncern VW, jakkolwiek jest przy tym jednocześnie praktycznie niezauważalny. Dlatego też ta słaba zauważalność, (chyba, że akurat mamy wersję R) to ogromna wada w ujęciu filozofii marketingu modelu. Nie sądzę, że tworząc ten model od razu założono, że będzie on dizajnersko słabo zauważalny względem konkurencji, ale brakuje w nim czegoś, co powodowałoby „wow”. Jego design jest wyjątkowo volkswagenowski, co czyni z niego samochód niesamowicie użyteczny no i to tyle. Zero podstawowej funkcji segmentu premium, czyli emocji. Ale na ten problem cierpi też wiele Mercedesów. Touareg to naprawdę bardzo dobrze wykonany i przemyślany samochód. Idealny dla dużych rodzin z uwagi na wielkość wnętrza. V6 TDI przy mocniejszym wciśnięciu gazu przyjemnie brzmi. Ale uwaga, nie prowadzi się tak lekko, jak samochody klasy kompaktowej. Ja wiem doskonale, że to SUV, ale jeżdżąc na przykład Q8 czy XM to od razu rzuca się lekkość prowadzenia tych wielkich SUV, która jest identyczna z prowadzeniem kompaktów, a w VW czuje się masę oraz wielkość auta przez cały czas. Czy to jest wada? Dla mnie tak, ale ja mam spaczone gusta motoryzacyjne i doskonale wiem, czego powinno się oczekiwać po określonych rozwiązaniach made in Germany. To nie tak, że ten model mnie w jakiś sposób rozczarował. Nie zrobił tego. Ale też nie zaskoczył. Był taki, jakim sobie go wyobrażałem. Dokładnie wycelowany w punkt i cel, jaki postawił sobie producent tworząc go. I proszę pamiętać, że pierwsza generacja Touareg’a pod panowaniem F. Piecha miała być autem sportowym, który pokonuje północną pętlę Nürburgringu w czasie krótszym niż ówczesne X5. Tam był imperatorski naciska na całkiem inne rozwiązania, dlatego też były mi.in. jednostki 5.0 V10 TDI lub 6.0 W12. No, ale to już historia. Czasy i rządy imperatora minęły, dlatego też trzecia generacja Touareg’a jest autem skrojonym pod zapotrzebowania nowej republiki XXI wieku. Wchodzisz i masz wszystko, co jest obecnie modne, pożądane, wymagane oraz to, co jest seksowne (jak obsługa głosowa Hey Volkswagen, chcę obejrzeć niebo i wtedy panoramiczny dach zostaje otworzony). Wielkość samochodu pozwoli na przyjemnie, codzienne użytkowanie, a wyjazd na wakacje będzie dla niego bez żadnych ultimatów.
VW wyszedł poza swoje standardy tworząc trzecią
generacją Touarega, nie tylko dlatego, że jego wielkość, prestiż oraz
wyposażenie bezproblemowo umiejscawiają go w klasie premium, ale też dlatego że
dołożono wielu starań, aby ten model (a w szczególności w wersja R) był
samochodem wyróżniającym się w portfolio marki. Obecnie V6 to jedyna jednostka
przewidziana dla tego modelu, po uwzględnieniu i zastosowaniu wszelkich norm
unijnych. Jednakże to tutaj pojawia się problem. Mimo, iż samochód naprawdę
wjeżdża do klasy aut premium, to jednak te V6 w TDI jest jakieś bez emocji. Nie
to, że samochód się toczy, ale nie ma takiej werwy na jaką liczy się po
6-cylindrach. Ale z drugiej strony, czy po tym samochodzie naprawdę oczekuje
się osiągów jak na poziomie SQ7? Zdecydowanie nie i to rozwiązuje tą kwestię.
Czy brak jednostki V8 wpływa jakoś wizerunkowo na ten model? Hm...może tyle, że
powoduje, że Touareg staje się tylko bardzo dobrym VW, a mógł być wyjątkowym
samochodem VW. Może tabele Excel nie potwierdzały większego sensu sprzedaży V8
pod maską tego modelu, ale wizerunkowo szkoda, że tak wyszło. Oczywiście są
modele X5, Q7 czy Cayenne z 3 litrowymi jednostkami, ale po tej wielkości
samochodu, wyposażeniu, prestiżu oczekiwałbym albo bardziej żwawej V-szóstki,
albo powrotu silnika V8. Na korzyć Touareg’a wskazuje fakt, że od początku
istnienia modelu był on silnie skorelowany z Porsche Cayenne. I to właśnie była
jedna z zasad, przy jego projekcie narzucona przez ówczesnego szefa grupy VW.
Obecnie to już dwa odmienne światy projektowe. Podczas jazdy Touaregiem
zastanawiałem się, czy problemem tego modelu nie jest jego znaczek. Tak, jak w
przypadku praktycznie idealnego Phaetona, znaczek marki powodował, że klienci
nie byli emocjonalnie przekonani wydać 300 plus tys. zł na limuzynę Volkswagena
i udawali się do dealera Audi i BMW lub Mercedesa. Tak samo może jest obecnie z
Touaregiem, jednakże sądzę, że jest inny problem. Auto nie jest odpowiednio
zareklamowane. Przynajmniej na polskim rynku. To tak, jakby producent doskonale
wiedział, że ma bardzo dobry produkt, ale bał się lub wstydził się go
reklamować lub tworzyć jego zauważalność, bo nie do końca w niego wierzy.
Okazuje się, że idea imperatora Piecha była słuszna i logiczna, stworzenie
potężnego i luksusowego SUV. Pierwsza generacja była na ustach wszystkich. A
trzecia, jakby zapomniana i wstawiona od niechęci do salonów sprzedaży. VW nie
ma obecnie lepszego produktu premium niż ten model. Touareg V6 to wybitny
samochód, który zachwyci pod wieloma użytkowymi względami, jednak musisz to
dostrzec sam, bo producent czy importer tego Ci nie pokaże. A szkoda. Z
pewnością, gdy nadarzy się okazja to wsiądę za stery wersji R i będę podobnie
jak teraz utwierdzony w tym, że to jeden z najlepszych VW. Czy zatem znaczek na
masce jest mentalną przeszkodą, aby ten konkretny produkt był pozycjonowany
jako produkt premium? Absolutnie tak, ale nie w przypadku tego modelu. Touareg
oferuje znacznie więcej niż możesz oczekiwać oglądając go z pozycji
odwiedzającego salon. A może to coś więcej, coś ukrytego, jak na przykład
rozkaz 66 z Zemsty Shitów? Otóż może się okazać, że będziesz potrzebować
samochodu, który nie rzuca się w oczy (z różnych względów nie chcesz obnosić
się możliwościami publicznie), ale jednocześnie jego bebechy oraz wyposażenie
będą na poziomie wysokich konfiguracji premium. I niezbyt się przejmujesz tym,
że znaczek pochodzi z marki kojarzonej perfekcyjną użytecznością, a nie z prestiżem
czy historią sportową.
Cóż, warto dodać, że dzięki modelom, które sprzedają się
perfekcyjnie, VW był wstanie wchłonąć Audi, przejąć Porsche, nabyć Bentley’a,
kupić Lamborghini oraz wskrzesić Bugatti, a przez chwilę miał w rękach akt
notarialny Rolls-Ryce’a...po raz kolejny historia pokazała, że imperator Piech
miał wielkie wizje…
Gang silnika: 3/5
Reakcje skrzyni: 4/5
Układ hamulcowy: 4/5
Design: 4/5
Silnik (moc, i siła): 4/5
Wciśnięcie w fotel: 3/5
Wykonanie wnętrza: 4/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących testowany model VW Touareg:
2967 cm3 , V6 TDI, 600 Nm, 286 KM, 6,1 s. do 100 km/h, 4Montion
Serdeczne podziękowania dla VW Centrum Wrocław za udostępnienie samochodu.
VW Centrum Wrocław
Auto Group Polska
ul. Brucknera 54, 51-411 Wrocław
Bartosz Jagodziński
Lipiec 2023 r.
Segment samochodów premium czy też premium sport rządzi się pewnymi prawami, nie każdy z producentów ma do niego wstęp. Ba, nie każdy przecież tam aspiruje. Jednak, aby mieć produkt o nazwie premium lub premium sport trzeba spełnić określone wymagania. Na przykład są to odpowiednie parametry silnika, rodzaj napędu, wielkość auta, jego wyposażenie, znaczek na masce, (chociaż obecnie już ma to mniejsze znaczenie), dostępność najnowszych rozwiązań z zakresu IT czy możliwości personalizacji wnętrza, ale także wyglądu zewnętrznego. Niezawodność produktu też jest wskazana. Bardzo ważne jest to, co samochód faktycznie potrafi. To nie czasy, kiedy patrzyło się na stojący model i zachwycało. Auto ma spełniać szerokie oczekiwania świadomego klienta, a im wyżej marka jest pozycjonowana tym ich jest więcej.
Zatem pojawił się dość ciężki orzech do zgryzienia. Prezentowany test samochodu oraz możliwości producenta, który w swojej ponad stuletniej historii miał wyjątkowe modele, nawet w zakresie motosportu, ale bez jasnej deklaracji wejścia do klasy premium. Kiedyś jego GSI były postrachem wśród klasy hot hatch. Ale przez kolejne dekady jego aspiracje, aby wylądować w jednym klubie na przykład z Audi A6 czy BMW 5 nie były ani zbyt wyraźne ani specjalnie wyrażone. Smętne Omegi (oprócz Lotus-Omega), a później szare Vectry w żaden sposób nie były aspirantami do klasy premium. Zmieniło się to dopiero wraz w pojawieniem się na rynku Insigni B.
W teście V8 Speed: Insignia Sports Tourer 2.0 BiTurbo D 4x4 OPC line.
Samochody premium, a w szczególności premium sport opisuje się poprzez emocje, jakie budzą ich jednostki napędowe oraz wygląd zewnętrzy. Emocje, które odczytuje się przez moc i siłę silnika, ilość cylindrów są zdecydowanie na wyższym poziomie, niż poniżej klasy premium. Jednakże w samej tej grupie (premium, premium sport) emocje także są wzmacniane ilością parametrów wyrażaną już nie ilością cylindrów a przez ilość Nm i KM. Chodzi o to, że jest bardzo gorąco w granicach 500-635 KM i 750 – 900 Nm, gdzie poziom emocji w zasadzie topi Twoje oczekiwania w stosunku do samochodu, jak i Twoje możliwości, jako kierowcy, bowiem jedne i drugie są w zasadzie poniżej tego, co oferuje takie auto. Zatem V8-ka dająca na przykład 750 Nm, da więcej szaleństwa i pozytywnych emocji, niż V6 lub czterocylindrowa jednostka będąca też w klasie premium.
Zatem czy prezentowane auto budzi emocje, jak samochody z klasy premium z ryczącymi V ósemkami pod maską? No niestety nie. Oczywiście te emocje są, ale na innym poziomie. To także wynika z faktu, że pod maską pracują o cztery cylindry mniej. Owszem linia rysunku oraz całość samochodu, stojącego na seryjnych 20-kach (245/35Z/R20) robi wrażenie i wyróżnia się wśród otoczenia szarego parkingu, jednak należy podkreślić, iż nie jest to impuls emocjonalny na tyle mocny i wyrazisty, jak w przypadku samochodu z benzynową V8-ką. Nie przekreśla to faktu, że samochód jest naprawdę wyjątkowy i bardzo dopracowany. Wyjątkowość podkreśla fakt, iż prezentowany model jest w pełnej wersji wyposażeniowej, dodatkowo wspartej przez pełną listą opcjonalnego wyposażenia z jeszcze dodatkowym doposażeniem. W skrócie: obficie!
Najmocniejsza jednostka napędowa w tym modelu to w sumie oczywistość. Silnik Diesla mający 210 KM, 480 Nm, napęd na 4x4 już daje dobrą zajawkę. Dodatkowo (a te słowo w tym teście będzie kluczowe) model ten został wyposażony w system wzmocnienia dźwięku silnika zwany ESE (Engine Sound Enhancement), co powoduje, że z układem FlexRide barwa dźwięku silnika zmienia się w zależności od aktywnego trybu pracy. I to faktycznie przyjemnie działa, w szczególności w trybie sport. Wspomnieć należy o samym FlexRide, bowiem ten system aż 500 razy na sekundę monitoruje Twój sposób jazdy oraz pracę układu jezdnego. I tutaj mamy trzy możliwości: - tryb sportowy - tryb tour - tryb standard. To wszystko połączone z układem 4x4 Twinster z funkcją wektorowania momentu obrotowego, który automatycznie rozdzielany jest pomiędzy przednią a tylną oś. Do tego dochodzi automatyczna ośmio-biegowa skrzynia, która bardzo dobrze (w trybie sport) reaguje na mocniejsze przyciśniecie gazu. Jedziemy dalej, bowiem prócz skórzanej tapicerki, wentylowanych oraz podgrzewanych siedzeń (tył również podgrzewany), mamy także funkcję masażu. Wysokiej, jakości system nagłośnieniowy BOSE oraz bardzo dobrej, jakości HUD powoduje, że samochód ma całkiem inne oblicze, niż można byłoby sądzić po samym znaczku na masce, (zatem stereotypy należy wrzucić w ich miejsce, czyli do kosza). Sam HUD wymaga komentarza, bowiem prezentuje bardzo dużo informacji, więcej niż ma do zaoferowania na przykład A6 (C7). Są one bardzo dobrze czytelne, a jazda nocą jest naprawdę przyjemnością. I jest to prawdziwy wyświetlacz przezierny, a nie plastikowa szybka, która wyskakuje po naciśnięciu guziczka. Całość dopełniają matrycowe przednie światła, które w pełni ledowe, dodatkowo znakomicie doświetlają, wycinają oraz rozszerzają drogę przed samochodem. Jazda ciemną nocą nabiera innego kształtu i pokazuje, że z systemami wsparcia (m.in. wykrywania kolizji, pieszych) samochód prezentuje bardzo wysoki poziom zaawansowanej techniki.
Auto, mimo że nie aspiruje wprost do klasy premium, to poprzez wyposażenie, wielkość (długość, szerokość), po prostu jest tam. Tak naprawdę, te dodatkowe cztery cylindry to żadna granicy decydująca o tym, że auto ma być premium czy nie. Wystarczy popatrzeć na AMG A45 lub S3 a nawet RS3, gdzie mamy także 4 lub 5 cylindrów. Marki wspomnianych modeli są od lat w klasie premium, a wspominane modele są sportowymi wersjami bazowych wersji A i A3 (również z 4 cylindrami pod maską).
Bardzo ciekawym rozwiązaniem znanym z limuzyn jest komfortowy fotel, który ułatwia wsiadanie do auta przez kierowcę. Odsuwa się przy wysiadaniu, a przy wsiadaniu przyjmuje odpowiednie, zapamiętane ustawienia. Ścięta, obszyta skórą sportowa kierownica idealnie leży w dłoniach (dodatkowo podgrzewana) sprawia, iż każdy manewr jest przyjemnością. Model ten jest wzorowym kandydatem do pokonywania długodystansowych tras. Tankujesz do pełna i wysiadasz za ok. 1000 km dalej, bez większego zmęczenia. Elastyczność przy 480 Nm jest na dobrym poziomie, ale brakuje trochę szybszej reakcji skrzyni na wciśnięcie gazu w podłogę w trybie tour. Jednak to jest rodzinne auto, które nie potrzebuje launch control, aby pokazać swoją dominację przy każdym starcie. Natomiast pełne wyposażenie powoduje, że podróż staje się przyjemnością, zaś dodatkowe opcje znajdujące się w tym modelu sprawiają wrażenie, że zapominasz o marce i odnosisz silne wrażenie, że faktycznie podróżujesz wypasionym modelem 5 od BMW lub A6 od Audi. I nie są to słowa rzucane bezpodstawnie na ekran monitora. To naprawdę wzorowe auto do pokonywania tysięcy kilometrów wraz z rodziną oraz bagażem. Prawie 5 metrów długości, niecałe dwa metry szerokości powodują, że wnętrze zawiera odpowiednią ilość miejsca zarówno z przodu jak i z tyłu.
Bardzo istotna informacja - staromodne myślenie o marce w kategoriach „tylko Opel” jest całkowicie błędne, bowiem ten Opel to klasa premium jednak, co należy naznaczyć - ze studzonymi emocjami. Niemniej jednak przecież nie każde auto w klasie premium ma V8 pod maską. Producent zadał sobie dużo trudu, aby zaszokować. Bardzo dobrze mu to wyszło. Zadanie domowe związane z pierwszą generacją Insigni odrobił wzorowo. A teraz zbiera z tego profity! VW miał próbę generalną wejścia do klasy premium z modelem Phaeton. Nieudana, mimo, że auto faktycznie było bardzo blisko spokrewnione z A8 i Continentalem Flying Spur. Kilka lat temu wystartowali z model Arteon, a w wersji R line wskoczyli znowu do klasy premium i podgryzają skutecznie modele Audi na przykład A5 Sportback. Opel nie musiał, aż tak kombinować ze zmianą image marki (oprócz zastąpienia nazwy Vectra na Insignię), bowiem wzięli to, co mają najlepsze i najnowsze z magazynów i upakowali to w Insignię ST. A inwestycja w hightech opłaciła się. Przyjemność z jazdy pomimo 20 calowych kół jest na wysokim poziomie. Szczególnie trasy szybkiego ruchu lub autostrady połyka bez jakiegokolwiek zająknięcia. Wielkie koła dają się odczuć jedynie na złej nawierzchni albo kostce brukowej, ale to nie jest też poziom jazdy wozem z drewnianymi kołami. Można by rzecz samochód bez wad, który rozpoznaje preferencje kierowcy nr 1 i nr 2 (poprzez osobne profile ustawień) oraz łączy się z Twoim telefonem uzyskując wiele potrzebnych Tobie informacji ułatwiających życie w XXI wieku. Zrób hotspot, a samochód pobierze aktualne oprogramowanie, mapy oraz pozwoli na zakup nowych (opcji) aplikacji. Opel przeszedł dość długa drogę i to zarówno mentalną jak i technologiczną, bowiem testowana Insignia ma zdecydowanie więcej plusów niż jej konkurencja, a nawet modele zlokalizowane na skali o poziom wyżej.
Jeśli zastanawiasz się na zakupem takiego samochodu, to w tej chwili przestań i to zrób. Bowiem nie zawiedziesz się. Będziesz naprawdę zaskoczony! Prestiż klasy premium gwarantowany. Jeśli oczekujesz, że na ulicy będą odwracać za tym autem głowę to przeliczysz się. On jest niezauważalny i to jest jego niesamowita zaleta.
Wybrane najciekawsze elementy wyposażenia:
Reflektory pikselowe IntelliLux LED® złożone z 84 diodowych segmentów każdy adaptują się do sytuacji na drodze włączając i wyłączając odpowiednie strefy oświetlenia.
Projekcyjny wyświetlacz kierowcy (HUD) prezentuje na szybie przedniej, na linii wzroku prowadzącego, najważniejsze dane, m.in. prędkość, wskazania nawigacji czy ostrzeżenia adaptacyjnego tempomatu (ACC).
Układ automatycznego hamowania awaryjnego (AEB) wykrywa inne pojazdy i pieszych przed samochodem oraz przygotowuje układ hamulcowy do działania. W razie potrzeby – przyhamowuje lub zatrzymuje auto, jeśli kierowca nie zareaguje na ostrzeżenia.
Układ ostrzegania o zbliżającym się z tyłu pojeździe (RCTA) ostrzega na przykład podczas wycofywania się z miejsca parkingowego – o niewidocznych autach nadjeżdżających z boku. Układ jest aktywny przy prędkościach do 10 km/h i wykrywa obiekty poruszające się z prędkością do 36 km/h.
Najnowsza generacja systemu rozpoznawania znaków drogowych (TSR) wykrywa większość znaków, w tym ograniczenia prędkości, znaki informacyjne i pomocnicze, i prezentuje je na panelu wskaźników kierowcy (DIC) oraz wyświetlaczu projekcyjnym (HUD).
Adaptacyjny tempomat (ACC) oraz jego zaawansowana wersja (FSRACC), wspomagają w komfortowej jeździe za pojazdem poprzedzającym poprzez automatyczne hamowanie i przyspieszanie celem utrzymania bezpiecznej odległości. Potrafi całkowicie zatrzymać i ponownie ruszyć.
Układ ostrzegania o zmianie pasa ruchu (LCA) aktywuje się, jeśli auto opuszcza pas ruchu nie sygnalizując manewru kierunkowskazem. Z kolei układ ostrzegania o pojeździe w martwym polu (SBZA) monitoruje i ostrzega o zbliżającym się z tyłu samochodzie, w odległości potencjalnie kolizyjnej.
Wycinek najważniejszych danych opisujących model Opel Insignia ST OPC line:
2.0 V4 Biturbo D, 480 Nm, 210 KM, 4x4, upgrade: 510 Nm, 233 KM
Bartosz Jagodziński
Wrzesień 2021 r.
.
AUDI RS 6 AVAT GT
NIEDOSYT
A więc jest, zapowiadana przynajmniej od I kwartału 2023 r. specjalna wersja modelu RS 6 bazująca w dużej części na wersji performance. Audi wielokrotnie udowadniało, że potrafi tworzyć bardzo kompetentne sportowe lub luksusowe samochody. Limitowana do 660 sztuk na cały świat (na konsoli środkowej widnieje indywidualny numer seryjny danego egzemplarza), specjalna edycja wyróżnia się wieloma detalami, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Ogromnych rozmiarów spojler dachowy o otwartej formie, przeprojektowany dyfuzor i 22’’ obręcze w nowym wzornictwie. Wnętrze to między innymi wysokiej jakości kubełkowe fotele, połączenie kontrastowych kolorów oraz duża ilość Alcantary, skóry i tkaniny Dinamica. Warto dodać, że RS 6 GT oprócz wizualnych zmian względem RS 6 performance, to przede wszystkim kolosalne zmiany, których nie dostrzeżemy, bowiem są ukryte pod podwoziem, a w zasadzie w nim. Zatem mamy tutaj regulowane gwintowane zawieszenie o lekkiej konstrukcji, zmodernizowany sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi. 4-litrowe widlaste V8 z podwójnym turbodoładowaniem rozwija moc 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm w zakresie od 2300 do 4500 obr./min. Są to takie same wartości, jak w wersji RS 6 performance. Jednakże GT jest szybsze w sprincie do setki o 0,1 s. (3,3 s. względem 3,4 s. dla performance). Dostawy nowego GT rozpoczną się w drugim kwartale 2024 r., a jego cena startuje od 219 355 Euro. Warto chwilę poświęcić nad samą ideą, pomysłem na ten model. No bo, tak naprawdę wcale nie musiał on nigdy się pojawić. To taki ukłon w stronę starej szkoły samochodów ICE, przed wprowadzeniem wyłącznie wersji elektrycznych. Idea RS 6 GT nawiązuje do projektu RS 6 GTO concept z 2020 r. Jednakże główną inspirację stanowił legendarny samochód wyścigowy Audi 90 quattro IMSA GTO z 1989 r. A to już bardzo odległe czasy. Nie sposób nie zauważyć, że RS 6 Avant GT zdecydowanie wyróżnia się na tle innych wersji, to jest bazowego RS 6 oraz performance, za sprawą jeszcze bardziej bojowego, imponującego, majestatycznego wyglądu przodu. Osłona Singleframe i wloty powietrza są w całości wykończone w kolorze czarnym o wysokim połysku. Nowy, wyostrzony design podkreślają pionowe listwy w przednim zderzaku, zupełnie nowy jest też wkład wlotu powietrza oraz splitter. Po raz pierwszy Audi Sport GmbH zastosowało całkowicie wykonaną z włókna węglowego przednią maskę oraz błotniki. Karbonowe wykończenia podkreślają sportowej przynależności do segmentu premium sport. Zintegrowane wyloty powietrza za 22’’ obręczami o 6 ramionach (opony to Continental Sport Contact 7 285/30 R22, dzięki którym droga hamowania ze 100 km/h jest o 2 metry krótsza) zmniejszają ciśnienie powietrza w nadkolach i poprawiają chłodzenie hamulców. Profil GT definiują wstawki w osłonach progów, obudowy lusterek zewnętrznych z błyszczącego włókna węglowego. Natomiast z tyłu pojawił się czarny napis RS 6 GT oraz duży dyfuzor. Całość wieńczy charakterystyczne podwójny spoiler, wskazujący, że ten samochód przynależy także do świata motosportu. Aby uzyskać jeszcze bardziej spłaszczoną, sportową sylwetkę usunięto relingi dachowe. Potencjalni klienci (660 osób) mogą wybrać oklejenia w dwóch kolorach. Pierwszy, w połączeniu z białym lakierem Arkona, łączy tradycyjne kolory Audi Sport: czerń, szarość i czerwień. W tej samej kolorystyce utrzymano oznaczenia modelu z przodu i z tyłu. Felgi mają (w tym przypadku) białe wykończenie o wysokim połysku. Alternatywnie, dla lakierów szary Nardo lub czarny Mythos, oklejenie jest dostępne w odcieniach czerni i szarości. Dla tej konfiguracji Audi oferuje obręcze w kolorze czarnym, z wykończeniem o wysokim połysku lub matowym. Także cztery pierścienie na osłonie Singelframe oraz pokrywie bagażnika, wraz z oznaczeniem modelu są czarne. Dla nowego wariantu dostępne są następujące lakiery: biały (Arkona), szary (Nardo), szary (Chronos metalik), brązowy (Madeira metalik) oraz czarny (Mythos metalik). Producent wskazuje, że RS 6 Avant GT będzie zjeżdżać z linii produkcyjnej już w standardzie z pakietem stylistycznym RS plus. Czerń we wnętrzu przełamują liczne akcenty w kombinacji czerwieni i miedz. Takie przeszycia odnajdziemy na kierownicy, bocznych panelach konsoli środkowej, podłokietniku oraz podłokietnikach na panelach drzwi. Nowe fotele kubełkowe RS, pokryte są skórą i tkaniną Dinamica. Takie smaczki tylko pobudzają wyobraźnię oraz czynią samochód niesamowicie atrakcyjnym. Podłokietniki, deskę rozdzielczą, konsolę środkową wraz z bocznymi panelami oraz uchwyty na panelach drzwi pokrywa czarna mikrofibra, a dekoracyjne wstawki zdobi ten sam materiał w kolorze czerni. Na życzenie zamawiającego dekoracyjne wstawki mogą być wykonane z włókna węglowego. Pasy bezpieczeństwa mają czerwony odcień. Wnętrze jest wyjątkowo dobrze skrojone i wykonane. Jedne z najlepszych materiałów w motoryzacji zostały perfekcyjnie ulokowane w odpowiednich elementach deski rozdzielczej oraz całego wnętrza. Nic nie przesadzone, ale za to z wyjątkową i wykwintną fantazją wyłożone we wnętrzu nowego GT. Standardowo maksymalnie pojedzie 305 km/h, a za zatrzymanie odpowiada seryjna ceramika RS. Moment obrotowy jest przekazywany do napędu quattro za pośrednictwem standardowej 8-biegowej przekładni Tiptronic o zoptymalizowanych czasach zmiany przełożeń. Podobnie jak RS 6 performance, nowe GT wykorzystuje najnowszą wersję centralnego mechanizmu różnicowego z blokadą. Rozdziela on moment obrotowy silnika pomiędzy przednią i tylną oś w stosunku 40:60. W przypadku poślizgu większa siła napędowa jest automatycznie przekazywana na oś o lepszej przyczepności. Na przód trafia do 70%, a na tył – do 85%. Jednakże GT ma coś ekstra względem innych wersji Audi RS 6, otrzymało specjalnie skonfigurowany sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi. Nowe parametry skupiają się na zapewnieniu dodatkowej zwinności i zwiększeniu ilości momentu obrotowego kierowanej do tylnej osi w trybie jazdy dynamic. Dodatkowo po raz pierwszy i tylko w GT standardem jest regulowane gwintowane zawieszenie, które w porównaniu do bazowego RS 6 obniża prześwit o 10 mm. Zwiększona sztywność sprężyn, trzystopniowo regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory (o 30% z przodu i o 80% z tyłu) ograniczają przechyły nadwozia. Na pokładzie znajdują się również niezbędne narzędzia i instrukcje dotyczące możliwości dokonywania indywidualnych ustawień – ręcznie za pomocą specjalnego zestawu nazwijmy to kluczy. Oczywiście należy wleźć pod samochód, aby dokonać zmian w ustawieniach. Alternatywnie można zamówić zawieszenie sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) lub adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS. Nowe Audi wyróżnia coś jeszcze, bowiem w przeciwieństwie do RS 6, wariant GT nie jest w całości montowany na linii produkcyjnej w Neckarsulm. Po finalizacji prac konstrukcyjnych związanych z nadwoziem i polakierowaniu, każdy z 660 egzemplarzy trafi do Böllinger Höfe (to tam, gdzie odbywa się jeszcze nisko seryjna produkcja R8 oraz modeli e-tron GT quattro i RS e-tron GT). Montowane ręcznie dotyczy pokrywy silnika, błotników, osłony progów, spoilera, zderzaków oraz regulowanego gwintowanego zawieszenia.
I teraz dla większości może to być niezrozumiałe, szczególnie dlatego że model RS 6 performance jest tym samochodem, o którym się marzy i do którego się dąży w motoryzacji. Otóż tytuł materiału mówi o pewnego rodzaju niedosycie. I faktycznie, mam takie wrażenie, że model o nazwie GT powinien na wykresie mocy być wyżej niż wersja performance. 630 KM i 850 Nm to doskonałe parametry i dla 98% użytkowników samochodów są albo poza zakresem możliwości albo stanowią abstrakcję mierzoną skalą mechaniki kwantowej. Jednakże Ci, który znają moje zafascynowanie modelem RS 6 oraz markami i modelami premium, wiedzą też, że jako niezależny obserwator, specjalista tego segmentu oraz osoba, która zajmuje się tą tematyką grubo ponad 30 lat, należę do osób wymagających przede wszystkim względem siebie, ale także innych. Stąd mój ogromny niedosyt względem modelu GT. Tak to prawda, w swoich wcześniejszych analizach zakładałem, że wersja GT lub może odświeżone (patrz face-lifting, którego de facto jeszcze nie było) RS 6 performance będzie miało, co najmniej 650 KM oraz około 900 Nm. Oczywiście bazą była obecna wersja performance (630 i 850). Tak, myliłem się, ale oczekując hucznej premiery RS 6 GT (po raz pierwszy w historii tego modelu pojawia się takie oznaczenie, nie mylić z GTO) to dawka mocy w określana w KM oraz siły wskazywana przez Nm winna być większa niż te parametry, którymi charakteryzuje się już znana wersja performance. Utrzymanie tych samych parametrów, z niższą masą powoduje pewien dysonans, bowiem w GT aż się prosi, aby podkręcić silnik o dodatkowe 20 KM, które byłoby taką wisienką na wielkim lukrowanym torcie. RS 6 GT winno dzierżyć wszelkie prawa do pierwszeństwa względem innych wersji RS 6. Naprawdę sądziłem, że wersja GT podbije stawkę w zakresie KM oraz Nm. To powinien być monarcha absolutny. Jedyny i najlepszy, we wszystkim. Dlatego też kiedyś BMW zrobiło model M5 CS, zupełnie niepotrzebny, a jednak szalenie zaskakujący i podbiło stawkę wobec swojej bazy, czyli modelu Competition o 10 KM. Dlatego uważam, że gdyby RS 6 GT miało 650 KM i 850 Nm to wskoczyłoby na podium z numerem jeden. W tej sytuacji jest tam, ale razem z wersją performance. Nie sposób nie zauważyć też tego, że w GT w standard wrzucili gwintowane zawieszenie, zwiększoną sztywność sprężyn, trzystopniowe regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory, jednakże są to rzeczy, które oprócz karbonowej maski i innych elementów wykonanych z tego materiału oraz trzech stopni regulacji amortyzatorów, o ile dobrze się orientuję stanowią opcję w RS 6 performance. Oczywiście w wersji GT jest to bardziej rozbudowane, a może i też bardziej skomplikowane oraz techniczne lepiej zaawansowane niż w wersji performance. Idea nazwy „GT”, przynajmniej jak dla mnie, została lekko spłaszczona. Oczywiście nadal jest to wspaniały produkt, zaliczany już do segmentu performance cars, czyli przekroczony został poziom premium sport, ale przez fakt, iż nie można go nazwać ultimate RS 6, nie czuję takiej żądzy wobec RS 6 GT, jak do RS 6 performance. Obiektywnie stwierdzić mogę, że w GT trochę rozczarowało mnie właśnie to – pozostawienie parametrów na poziomie performance. Szkoda, że w Audi nie odważyli się na jeszcze jeden krok, nawet niewielki, ale stanowiący o wielkiej potędze RS 6 GT. Ktoś może powiedzieć, że 630 KM to dużo i wystarczająco. Oczywiście. Z tym, że w M5 CS uznali że taki wyróżnik jest jednak niezbędny, aby M5 CS uznać za ultimate M5. Nowe Audi można już zamawiać poprzez kontakt z Audi, ale sądzę że trzeba się bardzo spieszyć, bowiem te 660 sztuk, w tym 191 dla rynku niemieckiego, sprawi że prędzej zobaczy się go w muzeum producenta w Ingolstadt, niż spotkamy na ulicy. Pokuszę się o jeszcze jeden komentarz, o cenę. RS 6 GT jest droższe niż RS 6 performance o cenę, za jaką się płaci za Audi S6. To 82.355 Euro. Względem bazowego RS 6 różnica wynosi już prawie 90 tys. Euro. Podana cena przez producenta od 219.355 Euro w tej klasie samochodów jest zupełnie i naturalnie akceptowana. Przy obecnym kursie Euro to lekko ponad 952 tys. zł. Jednakże jest to cena ze znacznikiem „od”. Z pewnością jest to najdroższe RS 6, jakie kiedykolwiek sprzedawano jako seryjne Audi, bez modyfikacji MTM lub ABT. A może ten samochód należy traktować właśnie, jako model bardziej kolekcjonerski – 660 sztuk, a tak naprawdę ostateczna wersja RS szóstego to wersja performance? Może do codziennego użytkowania właśnie performance będzie znośniejsze nie GT? Aby się o tym przekonać trzeba się nim po prostu przejechać. Jedno jest z pewnością pewne: nowy GT jest po prostu cudowny i zrobi wielkie wow, wszędzie, gdzie się pojawi! Jego zauważalność względem innych RS-szóstych jest najwyższa.
Grafika: Bartosz Jagodziński
Zdjęcie: Audi AG
Materiał powstał o oficjalne informacje z Audi Media Center
Bartosz Jagodziński
06.02.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT LEGACY
GORACA SAMBA Z RS 6 LEGACY
RS 6 Avant Legacy kolejna, już szósta wariacja na temat modelu RS 6. Dla przypomnienia i uporządkowania wiedzy – RS 6 (nielimitowane, 4.0 V8 TFSI, 600 KM, 800 Nm, quattro), RS 6 performance (nielimitowane, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro), RS 6 GT (limitowane do 660 sztuk, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro), następnie pojawiły się edycje specjalne w oparciu o modele RS 6 i RS 6 performance, takie jak: RS Tribute edition (RS 6 dla rynku Ameryki Północnej, 25 sztuk), Bronze edition (RS 6 performance dla rynku USA tylko 75 sztuk) oraz najnowsza RS 6 Legacy (RS 6 performance dla rynku brazylijskiego tylko 15 sztuk). Wkraczamy zatem do świata brazylijskiej samby z RS 6 Avant Legacy. Ta limitowana edycja została stworzona specjalnie na tamtejszy rynek i zyskała więcej wyjątkowego wyposażenia, niż jego bazowa wersja. Jak już wiemy, RS 6 Legacy opiera się na założeniach modelu performance. Obie wersje mają te same parametry mechaniczne. Różnice w wersji Legacy w stosunku do performance znajdują się w wykończeniu, które zapewnia dość elitarną personalizację. RS6 Legacy ma matowy pakiet karbonowy, 22’’ felgi w kolorze brązowym, kute, z czarnymi zaciskami hamulcowymi i oponami Continental Sport Contact 7. Legacy otrzymuje również matowy lakier Audi Exclusive Ascari Blue. Dodatkowo na tylnej szybie znajduje się indywidualna numeracja od 1 do 15 sztuk. Wewnątrz kabina wyróżnia się ekskluzywnym wnętrzem Audi Exclusive, które oferuje fotele i boki drzwi w kolorze czarnym i szarym, a także kontrastowe szwy na kierownicy i górnej części panelu w kolorze brązowym. Model ten posiada również szare pasy bezpieczeństwa, wyhaftowane w kolorze brązu logo RS oraz niestandardowe dywaniki RS z kontrastującymi brązowymi szwami. Ponadto jest możliwość, aby na tylnej szybie wygrawerowano oznaczenie "Audi 30 years". RS 6 Avant Legacy jest owocem współpracy z zespołem Audi Sport z okazji 30-lecia Audi w Brazylii. To właśnie w 2024 r. Audi świętuje 3 dekady obecności w tym kraju. Pierwszy brazylijski akcent miał miejsce w 1992 r. na salonie samochodowym w São Paulo wraz z modelem Audi 100. W 1993 r. Ayrton Senna został oficjalnym przedstawicielem marki na terenie kraju, z Senna Import. Audi do Brasil jest również jednym z pionierów w promowaniu elektro-mobilności i zainwestowało prawie 90 milionów reali brazylijskich w infrastrukturę ładowarek elektrycznych w całym kraju, a także oferuje infrastrukturę ładowania w ponad 40 salonach dealerskich na terytorium kraju. Obecnie Audi ugruntowało swoją pozycję w Ameryce Południowej jako pożądanego producenta samochodów premium z siedzibą w São Paulo, terminalem logistycznym w Vinhedo oraz fabryką samochodów w São José dos Pinhais, gdzie produkowane są modele Q3 i Q3 Sportback.
Jako że bazą jest dla RS 6 Legacy jest wersja performance, to wersja ta może się poszczycić 630 KM (6000 a 6250 obr./min), 850 Nm (2050 do 4500 obr./min). Zmiany pociągnęły też turbosprężarki – te z RS6 performance są większe niż w RS 6, dzięki czemu zostało zwiększone ciśnienie maksymalne, które wzrosło do 2,6 bara. Moc przepływa przez ośmiostopniową skrzynię tiptronic do stałego napędu quattro, który pozwala na wybór spośród czterech trybów jazdy za pomocą Audi drive select – Comfort, Auto, Dynamic i Individual. Centralny mechanizm różnicowy, rozdziela siłę napędową w stosunku 40:60 na przednią i tylną oś. Jednakże w razie potrzeby w 70% może płynąć na przednie koła, a do 85% na tylne. Na wyposażeniu jest także tylna oś skrętna, która umożliwia obracanie tylnych kół do 5 stopni. Przy niskiej prędkości skręcają w kierunku przeciwnym do przednich kół, zmniejszając średnicę skrętu. Przy dużych prędkościach skręcają w tym samym kierunku co przednia oś, wzmacniając stabilność podczas zmiany pasa ruchu. Wspomnieć można jeszcze o dobrze znanym rozwiązaniu jak Audi Virtual Cockpit z układem RS i nowymi kolorowymi paskami. Panel wyświetla liczne dane o pojeździe, od temperatury i ciśnienia w oponach, momentu obrotowego, mocy i temperatury oleju silnikowego, po czasy okrążeń, pomiary przyspieszenia i siły "G". W trybie ręcznym lampka kontrolna (w postaci czerwonych pionowych równoległych linii) sygnalizuje kierowcy, że czas na zmianę biegów. Natomiast head-up dispaly wyświetla główne informacje, która są niezbędne podczas dynamicznej jazdy. Jak na gorącą sambę, RS 6 Legacy wypada bardzo odważnie i dynamicznie.
Zdjęcie: Audi Club North America (Audi do Brazil)
Bartosz Jagodziński
26.03.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
DOGMANTY SĄ DLA WARIATÓW
Nie ma sensu być dogmatycznym, bowiem dzisiejszy świat zamienia się w szybszych cyklach niż kiedykolwiek wcześniej. Stąd mimo zapowiedzi przedstawicieli marki Audi, o tym, że każdy nowy model będzie elektryczny, widać wyraźne rozluźnienie w tej kwestii. I mimo tego, że ta marka jest gotowa na całkowite przejście na elektryczność wśród całego portfolio, to jednak, jeśli pojawi się zainteresowanie na jakimś światowym rynku silnikami ICE, to nadal będą je rozwijać. Okazało się, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest zostawienie sobie furtki dla różnych opcji (w różnej skali intensywności), niż całościowe przejście na projekt aut elektrycznych. Stąd wprowadzane do sprzedaży odnowione modele Q8 i Q7 przy jednoczesnym procesie sprzedaży Q8/SQ8 e-tron lub Q8 i Q7 TFSI e quattro. Z resztą oferowanie zrównoważonej oferty poprzez dywersyfikację ryzyka skupienia się tylko na jednej drodze, jest słusznym i mądrym krokiem. BMW będzie oferować aż trzy rozwiązania – standardowe ICE, elektryczne modele oraz takie, które będą lub są napędzane wodorem. Mercedes ma gamę EQ oraz ICE. Porsche okazuje się, że również będzie miało osobny slot dla aut wyłącznie elektrycznych – Taycan, nowy Boxster, Macan, hybryd – nowa Panamera lub też Cayenne oraz przyszłe 911, jak i wyłącznie ICE – jak na razie 911, Cayman, czy też niektóre wersje Cayenne. Ale wracając do Audi, skoro on nim mowa, to warto powrócić do modelu, który z elektrycznością ma tyle wspólnego, co stopione plastikowe butelki z ekologią. Mowa o najwyższym rozwinięciu modelu RS 6 Avant, czyli wersji GT. Zaprezentowany w lutym 2024 r. jeszcze nie zdążył wpaść z ręce specjalistów od motoryzacji, który mogliby napisać o nim kilka zdań w drukowanej prasie w Europie. Ta wyczynowa wersja RS 6 Avant, zbudowana na bazie modelu performance ma pod maską sączące mocą 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm, do tego napęd quattro i 3.3 s. do setki. Limitowany do 660 sztuk, z czego na rynek Niemiecki trafiło 191 egzemplarzy. Jest on tak wyjątkowy jak R8 GT. Sportowe kombi z określonym poziomem wyposażenia (zupełnie innym lub inaczej – wprost dedykowanym pod ten projekt) stanowi zwieńczenie najlepszych cech Audi Sport w jednym modelu, który spełnia rolę samochodu rodzinnego, przestronnego oraz sportowego. Jednocześnie ten uniwersalny produkt w chwili premiery trochę mnie zawiódł, tylko przez to, że parametry silnika zostały na poziomie znanym już z wersji RS 6 performance. Jak na samochód z oznaczeniem GT mógłby mieć 650 KM, co stanowiłoby wprost o istocie tego modelu jako króla królów RS 6. I przez ten fakt trochę idea RS 6 GT uległa jak dla mnie obniżeniu. A przecież to ranga o doniosłości GT. Mimo wszystko jakiś niedosyt powstał. Minęło trochę czasu i w ramach odwiedzin w Ingolstadt, próbowałem szukać tego modelu najpierw w Audi Muzeum, a później w Audi Forum Ingolstadt, dlatego że obowiązkiem fana marki jest zapoznanie się z tym samochodem, choćby tylko poprzez zrobienie sesji zdjęciowej w postaci 660 fotografii. Niestety nie udało się. Ale zaszczyt ten spotkał innego fana Audi (@Audipix), który obcykał RS 6 GT w kolorze czerwonym bez fabrycznych dedykowanych obklejeń karoserii. Za jego uprzejmością i zgodą umieszczam zdjęcie do tego artykułu. Audi RS 6 Avant GT to samochód wyjątkowy, nie tylko poprzez fakt ilości puszczonej na świat, ale przede wszystkim dlatego, że stanowi najwyższą formę rozwoju modelu RS 6. To nie tylko zmiany wizualne, ale przede wszystkim te, których nie dostrzeżemy, a dotyczą zawieszenia, hamulców, układu kierowniczego itd. (zainteresowanych odsyłam do materiału z 06.02.2024 r. gdzie szczegółowo rozbieram ten model na części pierwsze). Pozmieniane elementy pozwalają na osiągnięcie jeszcze większego, intensywnego doznania podczas prowadzenia. Ten poziom musi być wyższy niż prezentowany przez wersję RS 6 performance, bowiem inaczej model GT nie miałby sensu. Nie potrafię tego potwierdzić, bowiem nie jeździłem GT, ale performance odjeżdża standardowej wersji w zakresie doznań oraz emocji. Podobna historia była z M5 CS i M5 Competition, tam BMW zdecydowało się jednak (Audi słuchaj i wyciągnij wnioski) na wyróżnienie wersji Competition Sport i dodało mu 10 KM więcej, względem M5 Competition. Łącznie 635 KM, 750 Nm. Taki wyróżnik oraz pozmieniane elementy wyposażenia oraz zawieszenia i wizualne sprawiły, że o M5 CS wypowiadano się w superlatywach. Teraz mamy oferowaną najwyższą wersję modelu RS 6 Avant, a ja mam niedosyt i nie czuję spełnienia w zakresie satysfakcji z działania Audi Sport. Może przez to, że mam dużą wiedzę o segmencie premium sport i dlatego uważam, że można byłby bez problemu zrobić więcej. Mimo tego mojego marudzenia, muszę stwierdzić, że uwielbiam ten limitowany model. Może nie jest to maksymalny poziom uwielbienia (właśnie poprzez utrzymanie mocy i siły silnika na poziomie z performance), ale stwierdzam, że to wybitny samochód. A Audi Sport wykazało się niezwykłym kunsztem oraz know-how tworząc wersję GT. I to w chwili, gdy cała machina Audi nastawiona jest na elektryfikację. To jednak mimo tego znaleźli przestrzeń dla tak odważnego projektu. Tak poprawić, udoskonalić, aby samochód był wydajniejszy, a jednocześnie nie stał się karykaturą samego siebie. Ten zabieg wyszedł perfekcyjnie. RS 6 Avant GT prezentuje umiejętność, zręczność, talent pracowników marki do tworzenia wybitnych dzieł. A takim bez wątpienia jest model GT. Samochód bardzo wciągający oraz inspirujący. I mimo że limitowany, to jednak bardzo mocno kształtujący odbiór sportowych samochodów marki Audi. Czy to oznacza, że w jakiś sposób ten mój niedosyt, który pojawił się 6 lutego został uzupełniony? Nie. Ale przetrawiłem informacje płynące z rynku premium sport i uważam, że większa liczba KM niż 650 w samochodzie osobowym nie ma sensu. Ważniejsze są zmiany dotyczące aerodynamiki, podwozia, hamulców, skrzyni biegów, silnika niż tylko samo zwiększanie mocy. Bowiem różnica w elastyczności jest w zasadzie nieodczuwalna dla prowadzącego. Jednakże mowa jest tu o silnikach Biturbo lub TwinTurbo, a nie o sportowych hybrydach łączących spalinowe silniki z prądem. Samo RS 6 GT to genialne pożegnanie z tym modelem, który od sierpnia 2019 r. zagościł na stale w motoryzacji. Jeszcze mam w pamięci te mocje, które towarzyszyły mi podczas jego oficjalnej premiery na IAA we Frankfurcie nad Menem we wrześniu 2019 r. Po pięciu latach RS 6 doczekał się dwóch osobnych (performance i właśnie GT) odmian i kilku specjalnych edycji zaprezentowanych na poszczególnych rynkach światowych. I produkt ten jest tak dobry i dizajnersko trafiony, że nie wymaga zmiany określanej, jako facelifting. Natomiast RS 6 GT zachwyca oraz zmusza do jeszcze bardziej intensywnego odbioru idei zwanej RS 6. W tym samym czasie co zachwyca, budzi również grozę, bo jego design jest wręcz nierealnie absorbujący i zajmujący. To po prostu czyste szaleństwo ukryte w fenomenalnej bryle nadwozia. RS 6 GT tak mocno odjeżdża istniejącej i tak naprawdę hipotetycznej konkurencji, iż czyni go modelem, który nie potrzebuje ani jednego punktu, do którego miałby się odnosić względem modeli z Monachium czy Stuttgartu. Mógłbym napisać, że jest praktycznie idealny, ale niestety nie mogę. Ale tak naprawdę do tej idealności brakuje mu dosłownie niewiele. Jednocześnie głośno się zastanawiam, czy aby na pewno samo RS 6 GT potrzebuje być samochodem uważanym za ten jedyny i idealny? Coś mi się wydaje, że nie. I przez to jest tak wspaniałe oraz uniwersalne. Nawet w wersji GT.
Zdjęcie: @Audipix
Bartosz Jagodziński
07.05.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
85 FOR US MARKET
Po wakacjach spędzonych w lipcu na West Coast, model RS 6 Avant GT wraca ponownie do USA, jednakże teraz na stałe. Na tamtejszy rynek trafia bowiem 85 sztuk tego bezkonkurencyjnego RS 6. Reszta z puli 660, czyli 575 już trafiło na rynki globalne, w tym w większości do Europy. Samochody, które zostały przygotowane na rynek US są wyłącznie w specyfikacji obejmującej tradycyjne malowanie na bazie Audi 90 quattro IMSA GTO. Zatem każdy RS 6 Avant GT będzie wykończony w białym lakierze Arkona w czerwono-szaro-czarne barwy wyścigowe oraz emblematy RS. Ponadto wszystkie modele otrzymują ekskluzywne 22’’ 6-ramienne felgi Avus pomalowane na kolor Ibis White, elegancki przelotowy spojler na krawędzi dachu, przeprojektowany pas przedni i splitter, progi boczne oraz dyfuzor, unikalne przednie błotniki i maskę z włókna węglowego. RS 6 Avant GT ma w standardzie hamulce węglowo-ceramiczne i znacznie zwiększoną dynamikę jazdy dzięki regulowanemu zawieszeniu gwintowanemu i zoptymalizowanemu sportowemu mechanizmowi różnicowemu quattro. Wnętrze, to trochę klasyczne RS 6 Avant, ale też dorzucono szczyptę indywidualności (w końcu to tylko 660 egzemplarzy). Elementy unikalne dla wersji GT obejmują sportowe fotele RS obszyte skórą Valcona z logo RS 6 GT z podwójnymi szwami w kolorze czerwonym i miedzianym oraz uzupełnione pasami bezpieczeństwa w kolorze Crimson Red, dywaniki podłogowe z napisem RS 6 GT, Dinamica®, którą została wyłożona deska rozdzielcza, boki konsoli środkowej i górne panele drzwi, dodatkowo są podwójne szwy w kolorze czerwonym i miedzianym na kierownicy z Alcantary, bokach konsoli środkowej, podłokietniku środkowym i podłokietnikach drzwi. Grill Singleframe i wloty powietrza w RS 6 Avant GT są wykończone w całości w kolorze czarnym o wysokim połysku, co sprawia, że samochód wydaje się jeszcze niższy i szerszy. Pionowe listwy w pasie przednim, nowa kratka wlotu powietrza i mocny splitter zintegrowany ze zderzakiem podkreślają wyostrzony wygląd. Po raz pierwszy Audi Sport GmbH nie tylko korzysta z całkowicie przeprojektowanej maski, ale także produkuje ją z włókna węglowego. Podobnie jak wspomniana maska, także błotniki po raz pierwszy są wykonane w całości z włókna węglowego, integrując wyloty powietrza za oszałamiającymi 22’’ kołami, aby zmniejszyć ciśnienie powietrza w nadkolu i poprawić chłodzenie hamulców. Regulowane zawieszenie gwintowane jest standardem w wersji GT, gdzie w wersji performance oraz bazowym RS 6 można je także mieć, ale za dopłatą. Warto dodać, że w standardowym ustawieniu obniża prześwit o 10 mm w porównaniu z RS 6 Avant i oferuje atrakcyjne połączenie dynamicznej zwinności i komfortu. Ja bym nazwał to wprost: więcej dynamiki i sportu, mniej komfortu. I taka bowiem jest idea tego zawieszenia. Zapewnia ono wyższą sztywność sprężyn, ma potrójnie regulowane amortyzatory i sztywniejsze stabilizatory (o 30% sztywniejsze z przodu i 80% z tyłu) zapewniające mniejsze przechyły nadwozia, co po raz kolejny znacznie zwiększa osiągi. Przy dynamicznym starcie przód samochodu nie nurkuje, tylko od razu ciągnie przed siebie. W zestawie znajdują się również niezbędne narzędzia i instrukcje dotyczące dokonywania indywidualnych regulacji zawieszenia. DCR (Dynamic Chassic Control) to zaawansowany system, pozwalający na regulację wysokości oraz twardości zawieszenia, dzięki któremu kierujący może dostosować ustawienia zawieszenia do różnych warunków drogowych i stylu jazdy. Tylko dla przypomnienia, pod maską RS 6 GT jest 4.0 V8 Biturbo generujące 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm. Dzięki czemu sprint do setki, jest najszybszy względem pozostałych wersji RS 6 i trwa 3,3 s. Doskonale pamiętam, jak czułem ogromny niedosyt w lutym, gdy zaprezentowano ten model. Niedosyt spowodowany pozostawieniem parametrów silnika na takim samym poziomie, co w RS 6 Avant performance, biorąc pod uwagę przekaz koncernu, że jest to najbardziej zaawansowane eReS sześć ever made. Aby być królem trzeba dzierżyć koronę i buławę. Wydaje się, że GT ani korony ani buławy nie ma, ale ma inne rozwiązania, stawiające je przed szereg względem pozostałych wersji RS 6. Czy zatem jest tym najlepszym ze wszystkich? To można stwierdzić tylko siadając za kółkiem. Bo może wtedy nagle oberwę w głowę tą buławą i zmienię zdanie...
Zdjęcie: Audi USA, jednak przestawia jeszcze specyfikację europejską.
Bartosz Jagodziński
22.10.2024 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
TANGO RED
To już lekko ponad rok, jak Audi oficjalnie zaprezentowało model RS 6 Avant GT. Przyznam się, że w pierwszej chwili byłem zachwycony, jednak sekundę później sprawdziłem, co zostało włożone pod maskę, a właściwie chodziło o jeden parametr kreślony w KM. Czy ma ich więcej niż wersja performance? Okazało się, że w Audi Sport zdecydowali się nie zwiększać nawet o 1 KM mocy silnika, ale pozmieniali inne elementy, tworząc limitowany samochód do 660 sztuk na świat. Przez ten fakt braku zwiększania mocy silnika, czułem niedosyt. Bo przecież to miał być ten jedyny ultimate RS 6. A tak…hm… i może właśnie potrzebowałem więcej czasu, aby zrozumieć ten pojazd. Szczególnie teraz, gdy coraz więcej dziennikarzy i youtuberów otrzymuje go do testu. A to oznacza, że samochód znowu staje na fali zwanej zainteresowanie i dzięki szybkiemu internetowi takie treści docierają do dużej liczy osób, która w generalnie nie potrafi odróżnić, a tym bardziej zrozumieć, dlaczego jakieś Audi kosztuje (w zasadzie kosztowało) 220 k. Euro. Zatem podsumowując, to co wydarzyło się przez ten czas, to przede wszystkim dość dziwne zachowanie uruchomionych konfiguratorów on-line. W Polsce konfigurator przewidywał tylko dwa kolory nadwozia, dwa rodzaje felg i w zasadzie to wszystko. Brak informacji, jakie dodatkowe wyposażenie można było zamówić. Na innych rynkach, model ten również był oficjalnie oferowany w dwóch czy trzech kolorach, ale zasoby internetu pokazywały RS 6 GT na przykład w czerwieni (a tak naprawdę to kolor tango red) czy nawet dachem panoramicznym. Samochód od początku był przewidziany jako limitowany, z szeroko posuniętymi zmianami w konstrukcji względem RS 6 performance. Tak więc, warto przypomnieć sobie, dlaczego był on aż tak wyjątkowy. O jego wspaniałości nie decydowała liczba sztuk – 660, ale to co ma wewnątrz, pod karoserią.
Audi RS 6 Avant ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 600 KM (441 kW) i 800 Nm [w przedziale 2050-4500 obr./min], sprint w 3,6 s. waga bazowa 2100 kg, norma emocji Euro 6e, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: standard. Ceramika jako opcja, tarcze 420 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 21’’ Prędkość maksymalna 250 km/h. Nielimitowany. Zawieszenie sportowe RS plus.
Audi RS 6 Avant performance ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (441 kW) i 850 Nm [w przedziale 2300-4500 obr./min], sprint w 3,4 s. waga bazowa 2090 kg, norma emocji Euro 6e, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: standard. Ceramika w standardzie, ale z pakietem RS Dynamic Plus (ekstra płatnym), tarcze 420 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 21’’. Prędkość maksymalna 280 km/h, opcjonalnie 305 km/h z pakietem RS Dynamic Plus. Możliwość zamówienia zawieszenia gwintowanego Dynamic Ride Control (DRC) w miejsce sportowego RS plus. Nielimitowany.
Audi RS 6 Avnat GT ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (441 kW) i 850 Nm [w przedziale 2050-4500 obr./min], sprint w 3,3 s. waga bazowa 2075 kg, norma emocji Euro 6d-ISC-FCM, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: quattro sport. Ceramika w standardzie z tarczami 440 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 22’’. Prędkość maksymalna 305 km/h. Zawieszenie gwintowane RS sport suspension pro (obniża nadwozie o 10 mm, zwiększona sztywność sprężyn, 3-stopniowo regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory o 30% przód i 80% tył ograniczają przechyły nadwozia). Jednakże alternatywnie oferowane były zawieszenie sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) lub adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS. System hamulcowy zmieniony względem modelu performance. Limitowany: 660 sztuk.
RS 6 Avant GT ma zmieniony przód. Osłona Singleframe i wloty powietrza są niższe i szersze, dodatkowo pionowe listwy w przednim zderzaku, nowy układ wlotu powietrza oraz jeszcze bardziej wyrazisty splitter zintegrowany ze zderzakiem tworzą nowość w gamie RS 6. Dodatkowo przeprojektowana maska, jaki błotniki z włókna węglowego to zupełnie nowe zjawisko dla RS 6. Tak samo, jak zintegrowane wloty powietrza za 22’’ obręczami zmniejszają ciśnienie powietrza w nadkolach oraz znacznie poprawiają chłodzenie hamulców. Brak relingów dachowych, podwójny spoiler inspirowany światem sportu motorowego, tylna klapa z wizualnie obniżoną krawędzią załadunku, sprawia, że GT wydaje się szerszy. Do tego dyfuzor z pionowo umieszczonym odblaskiem. RS 6 GT zjeżdżał z linii produkcyjnej (z Böllinger Höfe) z pakietem stylistycznym RS plus jako standard. A to oznacza, że czerń wnętrza była uzupełniona elementami czerwieni i miedzi (przeszycia na sportowej kierownicy, bokach konsoli środkowej, podłokietniku oraz podłokietnikach na drzwiach i na dywanikach letnich z napisem „RS 6 GT”, fotele kubełkowe RS pokryte skórą i tkaniną Dinamica również z oznaczeniem modelu, przeszycia o strukturze plastra miodu na środkowych panelach siedzeń wykonane w czerwonym kolorze Express, a nić kontrastująca z brzegów foteli ma kolor miedzi, podłokietniki, deska rozdzielcza, konsola środkowa i jej boczne panele i uchwyty w drzwiach pokrywa czarna mikrofibra Dinamica, a wstawki dekoracyjne wykonane są w kolorze czarnym, ale na życzenie można było je zastąpić włóknem węglowym o diagonalnej strukturze oraz otwartych porach, kolor pasów bezpieczeństwa to czerwień). Wszystkie elementy charakterystyczne dla RS 6 GT są montowane ręcznie, czyli pokrywa silnika, błotniki, osłony progów, podwójny spoiler, zderzaki oraz regulowane gwintowane zawieszenie. Konfigurując ten model u nas (rynek polski) można było wybrać kilka opcji (tak, które nie przewidywał konfigurator), a zatem wśród dostępnych opcjonalnie elementów, znajdowały się lakiery: Nardo grey, Arkona white, Tango red, Chronos grey, Madeira brown, Mythos black, Heritage wrapping, Ghost wrapping black, Ghost wrapping grey. Następnie obręcze kół: czarne jasne frezowane (22’’), czarne matowe (22’’), białe (całkowicie pomalowane, 22’’) oraz fotele: sportowe fotele kubełkowe w kolorze Dinamica soul z akcentami w głębokiej czerni (regulowane tylko ręcznie, bez podparcia lędźwiowego) lub sportowe RS o strukturze plastra miodu Valcona z czerwoną wstawką i czerwonym wyszytym logo „#RS 6 GT”. Znakiem rozpoznawczym, tym który widać dla modelu GT są: maska i błotniki wykonane z włókna węglowego oraz 22’’ obręcze o bardzo wyrazistym wzornictwie (szczególnie białe), w tym historyczne oklejenie nawiązujące do Audi 90 quattro IMSA GTO, tym którego nie widać to regulowane gwintowane zawieszenie, zoptymalizowany sportowy mechanizm różnicowy quattro, tym który podbija ego i samopoczucie to gwarancja ekskluzywności – 660 sztuk.
I jeszcze kwestia wyboru oklejenia samochodu – pierwsza możliwość to połączenie z białym lakierem Arkona łączy kolory Audi Sport: czerń, szarość, czerwień i w tej kolorystyce utrzymano nazwę oznaczenie nazwy modelu, a felgi mają tylko odcień biały o wysokim połysku. Ale alternatywnie dla lakierów Nardo (szary) czy Mythos (czarny) oklejenie dostępne jest w odcieniach szarości lub czerni i felgi mają kolor czarny z wykończeniem na wysokim połysk lub mat. Dodatkowo oznaczenie modelu i logo Audi na Singleframe oraz pokrywie bagażnika są czarne. Tak urządzony pojazd, gotowy do jazdy wygląda zjawiskowo, szczególnie w bieli z oklejeniem odwołującym się do IMSA GTO. Jednocześnie dla spokoju ducha, pozbycia się wszechobecnych paparazzi, rozsądnym rozwiązaniem będzie głęboka czerń lub czerwień, jako kolor główny. Jednocześnie, jeśli zależy Ci na indywidualności i traktujesz te auto, jako inwestycję ze sporą stopą zwrotu w przyszłości, to oklejenie nawiązujące do ISMA GTO na białej karoserii będzie tym jedynym.
Audi RS 6 Avant GT, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro
P.S.
Jeśli się zastanawiasz jak do cholery wygląda odcień czerwonego o nazwie tango red, to popatrz na kolor czcionki. To jest właśnie ten.
Zdjęcie: Autogespot
Bartosz Jagodziński
10.02.2025 r.
SO HOT! SO COOL!
Na początek statystyka. Długość: 5096 mm, szerokość: 1970 mm, wysokość: 1516 mm, rozstaw osi: 3006 mm, masa: 2475 kg - to jest tak krytyczna wartość w tym samochodzie, ale lecimy dalej, hybrydowy napęd, M xDrive, moc systemowa: 727 KM (535 kW), maksymalny systemowy moment obrotowy: 1000 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h: 3,4 s., prędkość maksymalna: 250 km/h (ograniczona elektronicznie). To nie koniec, silnik benzynowy: V8, 4.4 l. M TwinPower Turbo, moc: 585 KM (430 kW), maksymalny moment obrotowy: 750 Nm, silnik elektryczny: moc 197 KM (145 kW), maksymalny moment obrotowy: 280 Nm. Bateria litowo-jonowa, pojemność: 22,1 kWh (brutto), 18,6 kWh (netto), maksymalna moc ładowania: 11 kW (AC), 205 kW (DC), czas ładowania (AC): 2 godziny 15 minut (0-100%), czas ładowania (DC): 30 minut (10-80%). Zasięg elektryczny między 61 a 67 km. Nadwozie kombi, a w zasadzie Touring. Doskonale wiadomo, że powyższe przedstawiają model M5 Touring, który w najnowszej generacji jest NAJ w każdym zakresie, względem swoich poprzedników, a także konkurencji. Systemowa moc 727 KM i 1000 Nm to skala, w którą nie sięgają bezpośredni konkurenci. Aczkolwiek takie parametry nie muszą wcale decydować o tym, że model ten będzie najszybszy, najlepszy i będzie mógł pokonać konkurencję. Doskonale to zostało zademonstrowane przez CARWOW, gdzie do porównania właśnie wzięto M5 Touring, RS 6 Avant performance oraz najstarszego w grupie Mercedesa-AMG E 63 S w wersji T. Wynik w sprincie, powtórny kilkakrotnie, polegający na szybkim starcie z Lunch Control i jak najszybszym osiągnięciu linii mety ukazał swojego rodzaju dramat nowego M5 Touring, który sromotnie przegrał z kilkuletnim Audi RS 6 Avant performance. Co ciekawe, podobne zestawienie, ale z udziałem M5 sedna i tego samego Avanta pokazało, że BMW jest szybsze. Mimo iż to proste i bezpośrednie porównanie, to jednak ukazuje prawdę, że niekoniecznie KM i Nm są tym kluczowym czynnikiem, który ma zawsze zapewnić zwycięstwo. Technologia ukryta pod maską, ale również pod całą karoserią to czynnik, który w ostatecznym rozrachunku dosłownie miażdży konkurujące ze sobą jednostki. Można powiedzieć, że Audi waży o 325 kg mniej niż BMW i to daje mu przewagę. Ale z drugiej strony to BMW jest mocniejsze od Audi o 97 KM i silniejsze o 150 Nm! To także jest argument, za tym, że Audi Sport tworząc model RS 6 GT nie mieszali w jego silniku. Bowiem doskonale wiedzieli, że 630 KM i 850 Nm jest całkowicie wystarczające (w GT jest pewien dodatkowy szkopuł: zawieszenie sportowe RS plus z Dynami Ride Control - DRC). M5 i M5 Touring to hybrydy plug-in, czyli wysokoobrotowe 4.4 V8 TwinTurbo M Power z zastrzykiem elektryczności. Coś na kształt formuły E-PERFORMANCE w niektórych modelach Mercedesa-AMG. W teorii, ale przede wszystkim w praktyce takie rozwiązanie jest znacznie wyżej pozycjonowane niż tradycyjne V8 Bi czy TwinTurbo. Mercedesy AMG zdecydowanie żwawiej reagują na dodanie gazu, już od dołu skali obrotomierza. W BMW M5 jeszcze tego nie wiem, jak to wygląda w realu. Mimo wszystko stara szkoła, znów pokazała swoją potęgę i dokopała nowej. Audi RS 6 Avant performance w teście CARWOW zmiażdżyło i upokorzyło M5 Touring. Dla mnie, jako fana Audi i modelu RS 6 to znakomity rezultat. Zatem, wrzucić należy też trochę statystyk, tym razem dotyczących Audi: długość: 4995 mm, szerokość: 1951 mm, wysokość: 1460 mm, rozstaw osi: 2934 mm, masa własna: 2150 kg, typ napędu: quattro, silnik 4.0 V8 Biturbo TFSI, moc: 630 KM (463 kW), maksymalny moment obrotowy: 850 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h: 3,4 s., prędkość maksymalna: 250 km/h (ograniczona elektronicznie ale opcjonalnie z pakietem RS Dynamik Plus do 305 km/h), skrzynia 8-biegowa automatyczna Tiptronic, dynamiczny układ czterech kół skrętnych, sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi, koła: standardowo 21’’, opcjonalnie 22’’ kute felgi. Doskonale wiadomo, że BMW i Audi to odwieczni rywale w segmencie premium, na każdej jego płaszczyźnie i praktycznie w każdym nadwoziu. BMW M i Audi RS, a do tego Mercedes-AMG (ostatnimi czasy trochę zaniemógł, redefiniując swoją strategię) to samochody, które od zawsze miały bardzo wysoki poziom wykonania, właściwości jezdnych oraz pokładane były w nich wysokie nadzieje, związane ze sportową, dynamiczną jazdą. Każdy z nich w inny sposób interpretował i przedstawiał to co, ma najlepsze w sporcie. I nie ma tu jednego najlepszego rozwiązania. Każde smakuje w inny sposób i daje sporo satysfakcji. Ja mogę przychylać się w stronę Audi Sport, ale znam osoby, które tylko poważnie traktują BMW M. Są też takie, które bez gwiazdy ze sportowymi literkami, twierdzą, że nie ma jazdy. Wracając do wyniku testu, to, mimo że jedno zestawienie wygrało BMW, drugie Audi nie oznacza dekompozycji dna RS czy M na czynniki pierwsze i próby udowodnienia, że wygrało Ingolstadt lub Monachium. Tak naprawdę to i to leży w Bawarii. Niemniej, to co królewskie należy oddać królowi, czyli mowa o designie...tutaj bezapelacyjnie BMW i Mercedes, muszą uznać zwycięstwo Audi. Sportowe geny są wpisane w każdą z tych trzech marek, tak samo mocno, jak nastawienie na prestiż i luksus. BMW mimo iż jego najnowsze wcielenie M5 jest hybrydą i to dość ciężką, musi w nadwoziu kombi uznać wyższość RS 6 Avant performance. Audi natomiast musi uznać wyższość M5 w wersji bez bagażnika. I w sumie wyszło to dość ciekawie, bo koncepcja kilkuletniego już sportowego kombi od Audi obroniła się przed najnowszym modelem Touring od M. Warto odnotować fakt, że Audi ma dwa fajne tryby jazdy zwane performance RS1 i RS2 (tak, BMW ma M1 i M2), które w modelach RS opierają się na kilku zaawansowanych technologiach, mających na celu maksymalizację osiągów i dynamiki jazdy, co faktycznie zostało udowodnione w starciu z M5. Oto kluczowe elementy:
1. Silnik: Modele performance są wyposażone w czterolitrowy silnik V8 Biturbo TFSI, który dzięki większym turbosprężarkom i wzrostowi ciśnienia doładowania osiąga moc 630 KM (463 kW), a czasem nawet 640 KM (470 kW) i maksymalny moment obrotowy 850 Nm.
2. Mechanizm różnicowy: Standardowy mechanizm różnicowy rozdziela moc silnika w stosunku 40:60 z przewagą tylnej osi. W przypadku poślizgu wyższy moment obrotowy jest automatycznie przekazywany na oś z lepszą przyczepnością.
3. Audi drive select: System oferuje sześć różnych profili jazdy: efficiency, comfort, auto, dynamic oraz RS1 i RS2, które kierowca może skonfigurować samodzielnie.
4. Launch Control: Funkcja ta pozwala na optymalne wykorzystanie potencjału silnika podczas ruszania, sygnalizując najlepszy moment przyspieszenia.
5. Pakiet RS Dynamic: Zawiera dynamiczny układ czterech kół skrętnych oraz sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi, podnosząc prędkość maksymalną do 280 km/h.
6. Ceramiczny układ hamulcowy RS: Opcjonalny pakiet RS Dynamic plus zawiera ceramiczny układ hamulcowy, który pozwala na osiągnięcie prędkości maksymalnej 305 km/h.
Puenta, niech będzie fakt, że zarówno Audi, jak i BMW są mimo odrębnych koncepcji, praktycznie doskonałymi sportowcami. Wybór między jednym, a drugim samochodem będzie tak naprawdę podyktowany tylko osobistymi preferencjami w zakresie przywiązania do konkretnej marki. Cenowo są zbliżone, a ich doposażenie w opcjonalne wyposażenie, ten naprawdę must be, winduje ceny w okolicach 1 mln zł. Ja stawiam oczywiście na RS, bo mi się bardziej podoba i mam większą miłość do czterech pierścieni, niż do biało-niebieskiej szachownicy BMW. I to są właśnie indywidualne podejścia do określonych produktów, które są na bardzo zbliżonym poziomie zaawansowania technologicznego. Przez jednych uwielbiane, przez innych niezrozumiałe, a dla większości bezsensowne sportowe kombi. Niemniej w motoryzacji premium sport nie kierujemy się większością, a bardzo indywidualnym i osobistym natężeniem emocji oraz pozytywnej energii. A jednemu i drugiemu trzeba to przyznać, że generują jej w potężnych ilościach.
Audi RS 6 Avant performance 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro
BMW M5 Touring 4.4 V8 M TwinPower Turbo, plug-in, 727 KM, 1000 Nm, M xDrive
Zdjęcie: Autor
15.04.2025 r.
TESTY AUDI RS 6, RS 6 PERFORMANCE
FABRYKA POZYTYWNYCH EMOCJI
AUDI RS 6 AVANT
Pozytywne emocje są to reakcje psychofizjologiczne zarówno naszego ciała, jak i naszego umysłu, które pojawiają się w pewnym momencie. Emocje niosą za wpływają na naszą fizjologię, myśli oraz zachowanie.
Krótka rozmowa po teście:
-Krzysiek: Jak tam jazda?
- Ja: Orgazm!
-Krzysiek: Ładne czerwone auto.
- Ja: Ładne taaa. Obłędnie ładne. Muszę coś mądrego napisać o tym teście, ten gang silnika obezwładnia!
I jak tu być obiektywnym, skoro ten model to jedne z tych samochodów, które są na liście marzeń? Obok dwóch innych Audi oraz Porsche, jednego BMW oraz jednego AMG. Jak znaleźć jakieś minusy? Skoro całość jest Ci od 2019 r. doskonale znana. A uczestniczenie w światowej premierze na IAA we Frankfurcie nad Menem, tylko wzmocniło pożądanie. Jak w takim razie odnieść się w sposób neutralny do tego samochodu, skoro jego obecność na parkingu obezwładnia każdego przechodnia, a reszta motoryzacji jakoś usuwa się w cień i to sama z siebie? No raczej nie można, ale warto spróbować. Zatem dość oryginalna relacja z testu jednego z najlepszych modeli RS. W teście Audi RS6 Avant generacji C8.
Co oznacza symbolika C8 przy tym modelu – po prostu nową generację, poprzednia C7 w nadwoziu RS6 Avant skończyła oficjalnie (nie wliczamy tutaj pracy inżynierów z Abt lub MTM, bo to zupełnie inna historia) na nazwie performance, co skutkowało takim oto szokującym ciągiem liczb: 4.0 V8 TFSI, 605 KM, 750 Nm (overboost)…doskonale pamiętam poprzednią generację i jej możliwości. Były szokujące! I to pamiętać należy, że były to także czasy, gdzie nie było pewnych limitów, które teraz mamy, jak choćby na przykład tzw. przegazówki na postoju do utraty skali obrotomierza. Teraz to po prostu nie ekologiczne oraz nielegalne 😊 dlatego na parkingu nową C8 nie pokręcisz do czerwonej skali i także wydech (tak, ten sportowy, prawdziwy a nie Atrapowicz, jak na przykład w S6) nie odda skali dramaturgii sportowej inżynierii. Aby ukazać, jak wiele się zmieniło wobec generacji C7, należy oprzeć się na parametrach najnowszej eRS-szóstki. Zatem pod maską mamy dalej potężne 4 litrowe, podwójnie doładowane V8, które produkuje równiutkie 600 KM oraz pozbawiające przytomności 800 Nm! Zatem 4.0 V8 TFSI 600 KM i 800 Nm. Taki zestaw to automatyczne wejście do wysokiego sektora samochodów premium sport. Konkurencja jest dość mocna i zaciekle walczy od dekad z Audi o prym wielkości liczb. Mercedes AMG E 63 S lub GT4 63 S mają odpowiednio po 612 KM, 850 Nm (4.0 V8 T) i 639 KM, 900 Nm (4.0 V8 T), co daje im 3,4 s i 3,2 s do pierwszej setki. Mercedes-AMG ma jeszcze hybrydowy model GT4 63 S E Performance, który systemową moc ma na poziomie 843 KM (639 KM+ 204 KM), co daje mu 1400 Nm (!!!!) oraz 2,9 s do setki, jednak to nielegalne połączenie elektroniki oraz silnika spalinowego. Natomiast BMW ma troszkę inną historię, bowiem model M5 ma obecnie, aż trzy wcielenia, które nazywają się po prostu M5 z 600 KM oraz 750 Nm, 4.4 V8, co daje mu skok do pierwszej setki w 3,4 s. Następnie M5 Competition z mocą 625 KM, reszta bez zmian, jednak pierwszą setkę ma w już w 3,3 s. I najwyższa wersja M piątki to Competition Sport, czyli CS, z mocą 635 KM, reszta bez zmian, ale setkę ma po okrągłych 3 sekundach! Zatem nowe RS6 Avant mające w tym zestawieniu podstawowe 600 KM i 800 Nm i oficjalnych podawanych przez producenta 3,6 s do setki (choć niezależne, ale również nieoficjalne pomiary wskazują na 3.0 s) wpisuje się na końcu stawki. Jednak jest pewne ale..
Dane na papierze to jedno. Rzeczywistość pokazuje na zupełnie odmienny stan rzeczy. Tak naprawdę, RS6 Avant to samochód, który skrada Ci serce, odcina dopływ logiki do mózgu, rujnuje Twoje poczucie panowania nad życiem oraz pokazuje, już samą postawą na parkingu, że całą konkurencję po prostu pieprzy! Nie ma żadnego znaczenia, że są mocniejsi czy silniejsi. Bowiem 900 Nm Mercedesa rozpływa się w zasadzie nie wiadomo, gdzie, a reakcje na wciśniecie gazu, nawet w najostrzejszym trybie AMG w modelu GT4 63 S, są jakby zabetonowane w porównaniu do tych z Audi. Jednego nie można odmówić AMG i ich silnikom – wspaniałego gangu silnika. To klasa światowa! Zatem do wspaniałej konkurencji więcej nie wracamy.
Audi RS6 Avant ma różne oblicza. Za sprawą ustawień masz albo bolid łamiący kark, albo dość wygodne rodzinne kombi ze sporym zapasem mocy. jeśli decydujesz się na ten model, to pamiętaj, aby nie kierować się opinią księgowego i naprawdę iść na całość instalując na pokładzie pakiet RS Dynamic Plus. Ale to nie wszystko. W RS6 Avant nie powinno zabraknąć: asystenta jazdy nocnej, dachu panoramicznego, sportowego wydechu RS, head-up, wentylowanych forteli RS, ceramicznych hamulców, świateł HD Matrix Led ze światłami laserowymi, pasów bezpieczeństwa w kolorze czerwieni, pełnego pakietu systemów wspomagających, ogrzewania postojowego, ogrzewanych 4 siedzeń, 22’’ felg, 3-ramiennej kierownicy wielofunkcyjnej plus, pakietu skór Audi Exclusive i Bang & Olufsen 3D. To oczywiście winduje cenę w okolice 850 tys. PLN, ale podnosi poziom emocji na wyższy. Tak doskonale wyposażony samochód to idealny partner w podróży na dekady. Wracają do samego modelu RS6 Avant, to po prostu niezwykle szybkie i wybitne kombi. Zatem ogrom miejsca masz w standardzie. Wyprawa wakacyjna to żadne problem. Samochód przewiezie zawsze i wszędzie z prędkościami nigdzie poza Niemcami w Europie niedozwolonymi Twoją rodzinę z pełnym bagażem. Oczywiście ktoś złośliwy powie, że każde auto to potrafi. Zgadza się. Ale nie każde zrobi to w takim stylu, z taką pewnością siebie i prędkością, jak właśnie ten model. Długo zastanawiałem się jakich określeń użyć, aby określić odczucia z przyspieszenia tego samochodu. Dramat, utrata świadomości czy histeria porównywana z szokiem nie oddadzą nawet ułamka tego, co odczuwa się przy wyprzedzaniu podczas jazdy. Może i nie jestem obiektywny, a mam do tego prawo, ale ten samochód broni się bez słów. Wystarczy na niego popatrzeć. Konkurencja nigdy nie stworzyła, aż tak porażającego projektu. Ten samochód kipi energią już podczas postoju. Energia, która definiuje ten model przekształca się z masy (design) i możliwości silnika. A to wszystko opisać można za pomocą najważniejszego wzoru w nauce, czyli E= mc2. Te Audi obezwładnia, uzależnia, prowokuje, zaczepia, jednocześnie prężąc potężną muskulaturę oraz zarzucając okolicę w jakiej się znajduje potężną falą dźwięku podwójnie doładowanej Vósemki. Szczyt sportowej motoryzacji? Nie! Mamy przecież 911 Turbo S…Ale to Audi niesamowicie zbliża się do tego Porsche. Zbliża się charakterem. RS6 daje ogromne poczucie szczęścia. Jeśli w Twoich żyłach płynie wysoko oktanowa benzyna i kochasz się w wolnossących, naturalnie oddychających V8-ch, to zrozumiesz o czym mowa. Mimo, że jest to podwójnie doładowane V8, wcale Ci to nie przeszkadza, bowiem za każdym muśnięciem gazu odpływa krew z logicznej części mózgu i zalewa część odpowiedzialną za emocje, szczęście. Jednocześnie dopamina, endorfiny wlewają się litrami w Twoje ciało całkowicie bez kontroli. A to wszystko przy jednoczesnym, szalenie uzależniającym gangu silnika, który atakuje Twój ośrodek zmysłów tak skutecznie, że masz wrażenie, że jesteś na haju. Takie rzeczy tylko w Audi. Tak naprawdę będąc obezwładniony tym samochodem, jego silnikiem, napędem, dźwiękiem każda podróż, nawet do nienawidzonej galerii handlowej będzie wielkim wydarzeniem. To naprawdę wyjątkowe doświadczenie, gdzie trzymając w rękach kierownicę wyłożoną alcantarą i dosłownie delikatnie muskając gaz, czujesz coś się z Tobą dzieje. Coś dziwnego i jednocześnie przerażającego. Ten potwór dysponujący 800 Nm każdorazowo odciska swoje piętno w Twoim mózgu. Trzeba stwierdzić, że to nie jest samochód dla każdego, a na pewno nie dla pozerów czy osób, które chcą podnieść wyłącznie swoje ego. Brak doświadczenia i świadomości tego co jest pod maską, może skutkować nie tylko że dożywotnią utratą prawa jazdy, ale w najgorzej wersji katastrofą drogową. Stając się właścicielem takiego samochodu musisz, a w zasadzie powinieneś rozumieć co nabywasz. Dramaturgia jaka następuje przy zmianie biegów (skrzynia w ustawieniach S), jest chyba porównywalna tylko ze startem rakiety w przestrzeń kosmiczną. Potężne uderzenie głowy w zagłówek, Twoje źrenice rozszerzają się z podziwu nad przyspieszeniem, następnie mocne wbicie ciała w fotel, automatycznie rozszerzające się do wielkiego uśmiechu usta i jedyny dźwięk wychodzący z nich…kurwa, jak cudownie, przy jednoczesnym wrzasku V8-ki oraz akompaniamencie sportowego wydechu, powodują całkowicie odmienny stan świadomości. Ja nawet nie wiem, czy to można w jakiś sposób opisać. Jesteś dosłownie zalany tak pozytywną energią, takim stanem endorfin, dopaminy, że Twoje ciało wpada w stan euforii. Troski i zmartwienia zostały gdzieś daleko z tyłu, kilometry za wami. Audi RS6 pozwala na przeniesienie się w inny świat, a to nie tylko inny wymiar świata sportowej części motoryzacji, ale także świadomości. Jakie to jest wspaniałe i wyjątkowe! W zasadzie na każdej drodze i wszędzie będziesz pierwszy, ale czy to jest w tym najważniejsze? Na pewno nie! Już samo poczucie, że pod maską pracuje dla Ciebie 800 Nm i 600 KM jest obezwładniające. Reszta nie ma żadnego znaczenia. Jednoczesne, codzienne użytkowanie tego samochodu w zasadzie tylko w mieście będzie wymagało lekkiej gimnastyki i zręczności. Bowiem to prawie 5 m samochodu. Sądzę, że ten samochód wspaniale się sprawdzi w sytuacji dojazdów do pracy do miasta, przy jednoczesnym mieszkaniu, gdzie na jakimś wygwizdowie. To taki europejski standard, dojazd ekspresową lub autostradą do pracy. I w sumie im dalej masz swoją bazę, tym lepiej, bowiem dłuższy czas spędzisz za kierownicą. A jazda Audi to wyjątkowa przyjemność. Każdy zakręt, każdy kilometr, każde hamowanie i wgryzanie się ceramiki w koła oraz strzały w wydechu sprawiają, że nie tyle, że czujesz się wyjątkowo, ale faktycznie jesteś w innym świecie. W świecie pełnym pozytywnej energii, szczęścia i możliwości. Czy zatem, to taka zabawka dla dorosłych? Nie w żadnym wypadku zabawka, to naprawdę w 100% sportowe auto, gotowe dokopać nie tylko konkurencji, ale także o wiele mocniejszym modelom. Użytkowe 600 KM i 800 Nm są całkowicie wykorzystane do jazdy. Nie są dane na pokaz, aby zamaskować niedoskonałości samochodu. RS6 wykorzystuje każdy Nm i każdy KM, aby w szybki sposób przewieść Cię tam, gdzie tylko sobie tego zażyczysz, ale w całkowicie odmienny sposób, niż reszta istniejących samochodów. To tak naprawdę jeden wielki koncert rockowy, trwający cały czas. Nie impreza w stylu disco bandżo jak u innych.
Czy zatem Audi RS6 Avant to samochód bez wad? Oczywiście, że nie. Jednak one nie mają zupełnie znaczenia, gdy aktywujesz tryb RS Dynamic Plus. Zapominasz zupełnie, że to rodzinne kombi, ale nie takie na sterydach, które przypakowało na siłowni, ale zbudowany zupełnie od postaw samochód sportowy. To nie steryd, a raczej atleta, który trenując od lat ma zbudowaną muskulaturę o naturalne procesy. Każdy skok w przód jest dramatycznym i szczęśliwym przeżyciem. To naprawdę jest tak, że czekasz na możliwość wyprzedzenia kogokolwiek. Lewy pas jest po wsze czasy Twój. Jednak z drugiej strony zupełnie nie musisz tego robić. Sama świadomość możliwości jest wystarczająca. Te 800 Nm naprawdę jest stworzone do zaginania czasoprzestrzeni. Audi tworząc kolejną generację RS6 określiło jeden cel: wcale nie dokopać konkurencji, ale mocniej niż kiedykolwiek oddziaływać na zmysły. Nie tylko samymi parametrami, ale także stylistyką. W sposób fenomenalny i drobiazgowy widać, że każdy element karoserii został przystosowany pod założony cel. Nic nie jest z przesadą, niczego też nie ma za mało. Zachowano status quo proporcji, możliwości oraz designu. Doskonale pamiętam moment prezentacji w sierpniu 2019 r. leżąc na chorwackiej plaży, popijając wieczorem drinka za drinkiem oglądałem pierwsze oficjalne przedstawienie modelu. I już same zdjęcia mnie rzuciły na kolana. Miesiąc później, ściskałem ze szczęścia wieniec kierownicy tego samochodu we Frankfurcie nad Menem. Od tego momentu minęły 3 lata, a mi dalej dosłownie uginają się kolana za każdym razem jak wsiadam do tego samochodu. To nie przypadek, ale Audi specjalnie poszło w tak odważny i jednocześnie piorunująco piękny design, bowiem to ostatnia wersja z silnikiem zasilanym paliwami kopalnymi. Ale też popis możliwości pięknej, użytkowej sztuki inżynieryjnej.
Audi RS6 Avant to idealny samochód. W nadchodzącej w niedalekiej przyszłości wersji C8.5, czyli po liftingu, jak otrzyma Matrix Digital Lights to stanie się samochodem skończonym. Idealnym. Jednocześnie dlatego też, że kolejna generacja RS6 zapowiada się w pełni elektryczna niczym e-Tron GT RS. Niestety, ale bez emocji.
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 (C8) 4.0 TFSI quattro:
3993 cm3, V8 Biturbo, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h
Kwiecień 2022 r.
Bartosz Jagodziński
Serdeczne podziękowania dla Audi Wrocław za udostępnienie samochodu.
ul. Brucknera 38, 51-411 Wrocław
JEŚLI CHCESZ OSIĄGNĄĆ COŚ WIELKIEGO, PRZESTAŃ PYTAĆ O ZGODĘ
AUDI RS 6 AVANT
W życiu czasami zdarzają się okazje, których zbytnio nie oczekiwałeś. No po prostu, czy to zbieg okoliczności, czy Twoje działania wkładają Ci w ręce kluczyki do samochodu, który nie dość, że jest jednym z tych, o którym marzysz, to zestawiając go w przeciągu 24h z innym samochodem marzeń z tego samego segmentu, możesz wyostrzyć sobie opinię na temat ich dwóch. Paradoksalnie, to właśnie dzięki lub wręcz przez BMW M5 Competition ponownie miałem okazję przetestować Audi RS6 Avant. Czas jaki dzielił dwa testy był na tyle krótki, że wrażenia z jazdy jednym w ogóle nie uległy zatarciu, a już kręciłem tyłem w drugim. Zatem ponownie w teście RS6. Bowiem ten samochód jest cudowny.
Nie jest problemem pisać o wymarzonym samochodzie w superlatywach. Nie jest zbytnio żadną przeszkodą wychwalać jego zalety na kolejnych arkuszach A4, bowiem będzie to nudne, nikt nie będzie tego czytać, a publikacja zacznie przypominać materiał promocyjny od producenta, wprost przetłumaczony z języka niemieckiego na polski. Kto czytał, ten wie, że to jedna z większych tortur umysłowych.
RS6 Avant jest na rynku od 2019 r., dokładnie od sierpnia. Pamiętam moment premiery, bowiem leżałem wieczorem na plaży we wiosce Šimuni, na wyspie Pag. Przeglądając pierwsze zdjęcia w komórce oraz oficjalne filmy z jazdy, byłem zainteresowany jaki on jest w realu, bowiem zdjęcia przedstawiały naprawdę wiele. Dlatego miesiąc później stałem obok tego modelu na IAA we Frankfurcie nad Menem. Obraz na żywo jest zdecydowanie lepszy niż na ekranie monitorów. Model ten, w jedynie właściwym kolorze – czerwonym prezentował się na targach obłędnie. W 2020 r. kolejne spotkanie twarzą w twarz w salonie we Wrocławiu. Następnie należało przejechać się, aby osobiście sprawdzić wszystko, co najlepsze w tym samochodzie. Ale to nie wszystko. Najlepiej mieć możliwość testu także modeli spośród konkurencji. A jest nią M5 lub M5 Competition oraz AMG E 63 S lub GT-4 63 S. No więc trochę działań należało uruchomić. Koniec wyszedł taki, że wciskając prawą stopą gaz na obwodnicy autostradowej Wrocławia w M5 Competition, ale najpierw w GT-4 63 S, doskonale wiedziałem, który i jak gra w tej orkiestrze furii.
Design RS6 jest szokujący na tle, którego konkrecja wypada po prostu blado. Wygląda jak 10 milionów euro skąpane w toskańskim Słońcu. Prawdopodobnie w Audi użyli miecza świetlnego tworząc model RS6, bowiem przedni pas świateł i maska zostały wprost odcięte z modelu RS7 Sportback. Tak właśnie, mamy dwa modele Audi, które wyglądają z przodu dokładnie tak samo. Ten zabieg stylistyczny, wyszedł pozytywnie. Ktoś w firmie podjął właściwa decyzję, dlatego że słowo fenomenalny przy opisywaniu designu RS6 to zwykłe lanie wody. Porywający, efektowny, oszałamiający, zdumiewający, zachwycający to odpowiednie synonimy, które pasują do RS6. Naprawdę konkurencja nie potrafi tworzyć, aż tak wyrazistych i rzucających się w oczy produktów. O ile design Mercedesa-AMG jest szalenie zachowawczy i bardzo chłodny, a BMW został stonowany tak że obdarli go z ekscytacji, to w Audi bije pełną energią oraz emocjami. Jednocześnie tylko Audi prezentuje poziom wykonania wnętrza, który wręcz z kwantową jakością i szaleństwem dbania o detale, może równać się tylko z innym RS. Ta cecha jest od 2010 r. cechą przypisaną do marki Audi. A przez ostatnie 12 lat została rozwinięta do granic szaleństwa. Można to porównać do znanej definicji sukcesu, w której sukces to suma włożonego wysiłku, powtarzanego z dnia na dzień. A efekt w postaci gotowego produktu jest bardzo odpowiedni. Audi wprowadzając na rynek RS6 w jedynej słusznej odmianie – Avant, postanowiło pokazać, że ten model to nie tylko maszyna do zaginania czasoprzestrzeni, ale przede wszystkim to rodzinne kombi, które potrafi w bardzo szybkich warunkach przewieść Twoją rodzinę w dowolne miejsce. To nie jest M5, które ze względu na brak wersji Touring będzie bardziej biznesowym modelem, czy GT-4 63 S, które jest praktycznie ciasne w tylnej części nadwozia. AMG E-T 63, co prawda to kombi, ale ze względu na zachowawczy design, w ogóle nie wchodzi w emocje, takie jakie są tworzone przez czekające na parkingu RS6 Avant. Zatem jest segment 600+, czyli 600 KM, w którym znajdziemy i Audi i BMW i Mercedesa, ale każdy z nich jest produktem o zupełnie innym przeznaczeniu. Pojawia się pytanie, czy sens mają samochody, w których montuje się sześćset lub więcej KM? Ten, kto nigdy nie jeździł takimi (a fora w necie są pełne takich ekspertów za dychę) będzie dowodził, że to bezsens. Że nie ma w Polsce odpowiednich dróg, że nie wykorzysta się potencjału takich samochodów, że cena paliwa wysoka, itd. Ja natomiast będę jak niepodległości bronił takich rozwiązań, bowiem dzięki nim motoryzacja premium sport jest wspaniała, ma duszę, charakter, emocje, daje radość i szczęście. Bez nich, po drogach toczyłyby się samochody pokroju segmentu A i B z małymi silniczkami od kosiarek, a ich wykonane wnętrza ze stopionego plastiku z mazutem raziłyby oczy i mózgi, zupełnie jak błyskawice Imperatora z Star Wars. Mechanika kwantowa dowodzi, że to co małe i nieuchwytne ludzkim okiem istnieje, dlatego pewnych niuansów nie rozumie się, bez zatopienia prawej stopy na gazie w takim samochodzie. Materiały prasowe to jedno, ale realna możliwość jazdy w 3,6 s do pierwszej stówki czy ocean fal dźwiękowych zalewających kabinę to drugie. Tak się stymuluje emocje oraz pozytywne wrażenia. A RS6 Avant potrafi je szybko wzniecić i utrzymać na bardzo wysokim poziomie. Linia rysunku tego modelu jest niezwykle spójna, logiczna i bez zbędnych udziwnień, typu 6000 lotek czy wlotów powietrza przecinających karoserię, także dyfuzor jest słusznych rozmiarów i przy sportowym (prawdziwym) wydechu wygląda odpowiednio i majestatycznie. Zatem zadanie domowe przy projektowaniu: nic na pokaz, wszystko to co potrzebne – zostało odrobione na piątkę. RS6 jest bardzo logiczne zaprojektowane, jednolite, konsekwentne, ale jednocześnie dostojne oraz bardzo sportowe. Linia rysunku jest nietrywialna, od razu zdradza potencjał samochodu, jego możliwości oraz fakt, że pod maską musi być dużo upchane. A naprawdę jest, bowiem TFSI ma 4.0 l, V8 Biturbo i wytwarza 600 KM oraz 800 Nm, do tego stały napęd quattro, sportowej skrzyni tiptronic, 3,6 s do pierwszej setki. Maksymalna prędkość to aż 305 km/h (oczywiście to opcja z pakietem RS Dynamic Plus). Standardowo mamy dwie i pół stówy. Potencjał silnika, nadwozia, układu hamulcowego, skrzyni biegów wskazuje, że można by wsadzić pod maskę nawet z 750 KM. Jazda takim samochodem to naprawdę przyjemność. Siadając za kierownicą sportowego samochodu z segmentu premium sport warto od razu przejść do najbardziej sportowych ustawień całego auta. Dlatego, ja zawsze wciskam Dynamic Plus. Wtedy okazuje się, że z tego kombi robi się prawdziwa bestia. Ale nie taka która chce Ci odgryźć głowę na każdym zakręcie, ale taka, która spaja się z Tobą w jedność. Nie na darmo slogan „przewaga dzięki technice” jest od dekad hasłem Audi. RS6 Avant sprawdza się w każdej sytuacji, nie ma znaczenia czy pada, czy jest sucho, czy alternatywnie akurat leży śnieg, lub czy udajesz się na spotkanie biznesowe, bądź w sobotę na tor, albo też jedziesz na wakacje. Model ten łączy wysokie osiągi, w tym, o czym wcześniej wspomniałem, naprawdę bezkompromisowy design oraz bardzo wysoką funkcjonalność i użyteczność. Poszerzone nadwozie, względem modelu A6 czy S6, i muskularne nadkola, szeroka pozbawiona ramy osłona chłodnicy Singlegrame, zderzaki RS oraz wręcz gigantyczne boczne wloty powietrza to elementy zaczerpnięte z wyczynowego modelu R8. RS6 ma adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS z kontrolą stopnia tłumienia, które automatycznie (jednakże w odróżnieniu od aktywnego predytkywnego w S8, które powoduje, że RS6 zostaje w tyle, w trybie 0-100 km/h za S8, jednak później nadrabia straty w sposób histeryczny) reguluje prześwit w zależności od prędkości z jaką jedziesz. W przypadku długiej podróży zapewnia komfort, ale przy większych prędkościach daje wydajność oraz stabilność. Opcjonalnie dla RS6 Avant jest możliwość zastosowania zawieszenia sportowego RS plus z systemem Dynami Ride Control (DRC), które dostosowując działanie amortyzatorów, skuteczniej zapobiega zjawisku pochylenia czołowego oraz przechyłu bocznego nadwozia. Wszystko po to, aby szybka jazda była bezpieczniejsza i dawała więcej przyjemności. Układ hamulcowy w tym modelu jest jeden słuszny – ceramiczny. W przypadku S8 czy RSQ8 ceramika jest nieobowiązkowa, to w RS6 winna być zakreślona na liście opcji zaraz przed head-up display czy panoramicznym dachem. To dość istotne, aby tego potwora odpowiednio wcześniej wyhamować lub też jeżdżąc dynamicznie opóźnić efekt hamowania do ostatniej możliwie bezpiecznej sekundy bez zmianą kierunku jazdy. Skrzynia biegów tiptronic w trybie S i ustawieniach Dynamic Plus w RS6 Avant jest bardzo szybka, ale nie reaguje, tak szybko i spontanicznie na wciśnięcie gazu, jak skrzynia w M5 Competition w ustawieniach Sport Plus. Nie bez przyczyny wskazuję na ustawienia trybów jazdy w tych dwóch modelach. I to właśnie pierwsza zasadnicza różnica technologiczna między tymi samochodami. W M5 Competition w Sport Plus skrzynia reaguje na każde muśniecie gazu w skalach Plancka. Brakowało mi takiej szybkiej reakcji na wciśnięcie gazu w podłogę podczas wyjeżdżania z łuku w Audi. W BMW odbywa się to w sposób przypominający rozerwanie łańcucha reakcji termojądrowej. Natomiast skrzynia w RS6 potrzebowała o ok. 0,5-1 sekundy więcej czasu na właściwą rekreację. I tą różnice mózg przestawiony na tryb sport potrafi wyczuć. Stąd różnice w sprincie do setki, w BMW 3,3 s. i w Audi 3,6 s, Naprawdę niewiele, ale przekłada się to na właśnie takie opinie jak moja. Niemniej, nie jest to w żadnym razie jakiś zarzut w stronę Audi. Nie chcę też powiedzieć, że w RS6 nie ma ognia podczas jazdy. Jest! I to w takich ilościach, że trudno wszystko okiełznać za jednym razem. Bowiem rzeczywistość naprawdę zostaje gdzieś zupełnie z boku Ciebie, a Ty skupiasz się tylko na tym co przed Tobą i zerkasz na wyświetlane dane z head-up display. RS6 urzeka liniowym przyspieszeniem, dystrybucją niutonometrów w sposób, który nie skręca karku i nie powodując wygięcia twarzy w sposób przypominający wylew. Rzeka Nm płynnie rozlewa się na cztery koła, dając solidne podstawy do wrażenia, że zerwać w nim przyczepność jest po prostu niemożliwe. Jest możliwe w każdym samochodzie. Jeśli się jeździ z wyłączonym mózgiem. W Audi, dosłownie, jeśli wyczujesz samochód, to możesz pozwolić sobie na opóźnione hamowanie zarówno w zakrętach, jak i jadąc za innymi samochodami. Także dozwolone jest (delikatne) zamiatanie tyłkiem podczas wychodzenia z łuków. Tylko tego wszystkiego tak naprawdę nie musisz robić. Możesz wrzucić tryb komfort i przejechać pół kraju bez większego zwracania na siebie uwagi. To jak w Porsche 911 Turbo S, wiesz, że wszystko co jedzie przed Tobą możesz w ułamku czasu mieć za sobą, ale tak naprawdę nie musisz. Sama świadomość jest wystarczająca. Jednakże im więcej siedzisz za kierownicą RS-szóstki, tym więcej chcesz wycisnąć z tego samochodu. Jest naprawdę cudownie podróżować z donośnym krzykiem V8-ki, która obezwładnia wszystkich podróżujących. Czy to się może znudzić? Absolutnie nie! Nie wyobrażam sobie nudy w takim samochodzie. Trzeba być chyba totalnym ignorantem, aby nie docenić postępu techniki, rozwiązań IT, wrzuconej technologii w ten samochód. Na przełomie lat 80/90 XX wieku, jeśli jakiś samochód miał 600 KM to był to hypercar, który jednocześnie jeden cel – uśmiercić w czasie krótszym niż osiągnięcie setki swojego kierowcę. Dziś w XXI wieku 600 KM nie robi większego wrażenia, a możliwość okiełzania tej mocy jest dostępna praktycznie dla każdego zainteresowanego. Ten przykład uwidacznia jak wiele się zmieniło w motoryzacji. Dlatego łatwość prowadzenia RS6 przypomina jazdę hatchbackiem. Jednak z jednym, ale z tyłu głowy trzeba pamiętać, że pod maską drzemie bestia, która źle traktowana wyrwie Ci mimo wszystko kręgosłup wraz z rdzeniem kręgowym. Natomiast jeśli nawiążecie współpracę, RS6 otworzy przed Tobą zupełnie nowy świat oraz wymiar przyspieszeń i przeciążeń. Zagwarantuje ogromną satysfakcję z jazdy i wręcz z kwantową dokładnością pozwoli przekroczyć kolejne granice podczas jazdy, które sobie sam stawiasz. Twoja ogólna pewność siebie wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości przejechanych kilometrów. Fenomenalny pojazd!
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant:
3996 cm3,V8 TFSI, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h
Czerwiec 2022 r.
Bartosz Jagodziński
Serdeczne podziękowania dla:
AUDI POLSKA w ramach eventu AUDI DRIVING DAY
SHOW SOME RESPECT
AUDI RS 6 AVANT
Ktoś mógłby zapytać, jaki ma sens trzeci raz test modelu RS 6? Ktoś mógłby domniemywać, że treści prezentowane na V8 Speed stają się monotematyczne i przeważa jedna marka. Jednakże to nie prawda. To, że na V8 Speed pojawił się trzeci test z opisem modelu, który jest moim numer one, świadczy nie o mono tematyce, ale właśnie dorosłości w podejściu do tematu oraz ukazaniu różnic względem tego, co było opisane w dwóch wcześniejszych testach, względem aktualnej sytuacji na rynku, ale także przemyśleń odnośnie samego RS 6. Jeśli wraca się do jakiegoś produktu, który staje się tak naprawdę odniesieniem dla innych, kilka razy, to zdobywa się dodatkowe punkty za ocenę rzeczy które nie zostały ocenione wcześniej. Zatem zainteresowanych zapraszam do lektury. Audi RS 6 Avant doczekało się pod koniec 2022 r. swojej najostrzejszej wersji (jak na razie jedyna) pod nazwą performance. Model performance od standardowego RS 6 ma dodatkowe 30 KM oraz 50 Nm, wyciśnięte z tego samego silnika 4.0 V8 TSFI. Dodatkowo jest mniej wyciszony. Wracając do wersji bazowej, to trzeba odpowiedzieć na pytanie do kogo jest ten samochód kierowany i jaką ma konkurencję? Zatem kierowany jest do każdego miłośnika sportowej motoryzacji, który jednocześnie nie znosi kompromisów, a zatem chce użytkować swój samochód każdego dnia, w każdych warunkach, i nie tylko na torze. A to nie jest tak oczywiste jakby mogło się wydawać. Audi Sport właśnie takie są – uniwersalne. To jedna z cech modeli RS, które są rozwijane od lat. Odniosę się tutaj na chwilę do głównego konkurenta, czyli BMW (niektórzy znowu będą stękać, że przecież to oczywiste), ale w chwili obecnej nie ma nic na rynku, co byłoby wstanie zagrodzić RS 6 Avant pod względem cech, którymi się charakteryzuje. A chodzi przede wszystkim o design, silnik, jego dźwięk, wyposażenie i wykończenie. Design jest tak doskonały w zakresie zauważalności, osobowość, charakteru, temperamentu, indywidualności, że nie ma sensu szukać czegoś innego, bo i tak się nie znajdzie. I mimo że M5 Competition (ustawienia Sport Plus) jest szybszy w zakresie elastyczności, to Audi zupełnie nic sobie z tego nie robi, bowiem posiadając fenomenalny czy wręcz oszałamiający design oraz uniwersalność codziennego użytkowania uderza w inną grupę klientów. To nie jest zatem przyznanie większej liczby punktów jednemu czy drugiemu, dlatego że są to praktycznie doskonałe produkty i tylko indywidualne sympatie decydują o wyborze. To bardziej odniesienie tego, co prezentuje BMW od tego, co oferuje Audi. Zatem jeśli pozbyliśmy się jakiegokolwiek króla, to wróćmy do testu. Audi RS 6 Avant wpada mi w ręce po raz trzeci. Przyznam się, że po prostu nie mogłem odmówić sobie przyjemności jazdy tym modelem. Jest naprawdę mało produktów w motoryzacji, które tak jak te Audi potrafią uszczęśliwić podczas kładzenia prawej stopy w podłogę. Uderzenie siły V8-ki nie jest dramatem (jak na przykład we wspomnianym M5 Competition lub RS e-tron GT), ale odbywa się bardzo rozsądnie, z jednoczesnym fenomenalnym akustycznym obezwładnieniem zmysłu słuchu. Elastyczność, czyli rzecz, która jest dla mnie ważniejsza niż prędkość maksymalna mieści się na odpowiednim poziomie. Samochód dobrze skrojony w konfiguratorze będzie bardzo drogi (patrz wersja też performance), ale jednocześnie zapewni maksymalne wykorzystanie wszystkich cech produktu. To tak naprawdę wszystko, czego potrzebujesz, aby cieszyć się światowym poziomem motoryzacji premium sport z jednoczesną możliwością użytkowania jej każdego dnia. Ważne jest, że RS 6 nie udaje sprintera, który liczy dziesiątki sekundy, ani napakowanego gościa sterydami, który zlicza z kalkulatorem KM i Nm. Model ten jest konsekwencją rozwijania projektu RS6 z lat poprzednich. Pierwsze musiało zatrząsnąć segmentem, drugie zdruzgotało silnikiem (V10), trzecie doskonałością i efektywnością designu, a czwarte łączy pokolenia, jednak manifestuje niesamowitą siłę przyciągania wzroku oraz dominację nad wszystkim, co obecnie jeździ. Tego nikt nie zakwestionuje, że RS 6 Avant dizajnersko to światowa liga w projektowaniu sportowych samochodów z segmentu premium sport. I nad tym trzeba się pochylić bardziej. To, że RS 6 zjadł model RS 4 to klasyczny kanibalizm wewnątrz firmy, i mimo że dotyczy modelu z innego segmentu. RS 6 również obezwładnia i zawstydza praktycznie każdy model RS. Samochód identyfikuje się z najlepszymi elementami, jakie można znaleźć w chwili obecnej w motoryzacji. Jeśli zależy Ci na satysfakcji z posiadania samochodu sportowego w zakresie designu, silnika, mocy, Nm, codziennej użyteczności, to właśnie posiadanie tego modelu powinieneś przemyśleć. RS 6 Avant to nie cud świata, który jest najlepszy i stawiany jest jako wzór do naśladowania. To tak naprawdę samochód, którego zadaniem oprócz wyglądania super, jest zwykła jazda. Czy zatem design może być uciążliwy w codziennym użytkowaniu? Na pewno nie będziesz niezauważony. To niemożliwe. Na pewno będziesz hejtowany przez swoje otoczenia za posiadanie tego samochodu, bowiem jedną z negatywnych cech Polaków jest zazdrość. Może i nawet go porysują. Na pewno trochę odchorujesz posiadanie takiej fury, ale warto. Zawsze możesz zmienić otoczenie i trafić do osób, które będą nie tylko doceniać to, że kupiłeś taki samochód, ale szczerz Ci gratulować podjętej decyzji. Następnie zdasz sobie sprawę, że tak naprawdę zrealizowałeś swoje marzenie motoryzacyjne, a dwa będziesz z każdym dniem szczęśliwszy z posiadania takiego samochodu. Wracając do meritum, czyli do świadomości posiadania tego modelu, to już na etapie konfiguracji doskonale wiedziałeś co i jak razem połączyć, aby ten model był naprawdę wyjątkowy i spełniał Twoje wyrafinowane oczekiwania. RS 6 Avant podkreśla w każdym centymetrze nadwozia, że należy do grupy samochodów, które w nadzwyczajny sposób gwarantują samo szczęście z posiadania, radość i emocje z oglądania oraz wpływają pozytywnie na świadomość właściciela w zakresie możliwości fabrycznych samochodu, czyli jazdy. Dodatkowo opcjonalne zawieszenie DRC, które można zamówić do RS 6 oznaczać będzie, że auto spędzi większość czasu na zamkniętych torach. Te sportowe zawieszenie RS plus z systemem dynamicznej kontroli jazdy Dynamic Ride Control (DRC) zawiera jedno-rurowe amortyzatory z zmienną charakterystyką, którą kierowca może ustawić w trzech stopniach. Przewody olejowe oraz zawór centralny łączą po dwa amortyzatory rozmieszczone naprzeciwlegle po przekątnej. Podczas szybkiego pokonywania zakrętów, zawory regulują przepływ oleju w amortyzatorze osadzonego dodatkowo na sprężynie koła przedniego toczącego się po zewnętrznym łuku. Technika ta wzmacnia amortyzację koła i redukuje wszelkie wychylenia pojazdu na boki w tym tzw. nurkowanie. Sportowy samochód wyposażony w takie rozwiązanie nabiera innego znaczenia. W codziennym użytkowaniu takie rozwiązanie jednak ujemnie wpływa na komfort jazdy. Jednakże decydując się na RS 6 warto na chwilę się zastanowić nad tą opcją, nawet jeśli nie planujesz spędzać każdej wolnej chwili na torze. Struktura samochodu, czyli tego co oferuje, jak wygląda, jak jest wyposażone, jaki ma silnik oraz jaki produkuje dźwięk, wprowadza Cię w uczucie wyjątkowości. To nie tylko prestiż i nie tylko wyjątkowość, ale zwykła radość są gwarancją zadowolenia z posiadania produktu. Już od dawna pisze się o różnych produktach w motoryzacji, że to samochody skończone, że już tak naprawdę każde więcej jest zbędne. W przypadku RS 6 tak właśnie jest. Jednakże oprócz jednego: mocy. Możliwości samochodu są ogromne i to już w wersji bazowej. Silnik mógłby mieć ok. 700 KM i 950 Nm, a skrzynia i tak by to udźwignęła. Pakiety ABT dla RS 6 przewidują zdecydowany wzrost mocy, poprzez zmianę oprogramowania silnika, bez utraty gwarancji. Zatem są możliwości. Pytanie czy Ty jako kierowca, będziesz mógł je wykorzystać? Nie tylko haratać proste i zakręty na torze, ale w codziennym użytkowaniu, na drogach publicznych. 3,6 s do setki to łakomy kąsek i prosta droga do utraty prawa jazdy. Rozsądek podpowie zatem – po co Ci taki samochód, jak i tak nie wyciśniesz z niego nawet 50% możliwości? Ale serce powiem – bo jest oszałamiająco piękny i gwarantuje duże możliwości. Mniejsza o to, czy się je wykorzysta. RS 6 przynajmniej na mnie wpływa bardzo pozytywnie. To nie tylko najlepiej wyglądające obecnie auto sportowe, ale także najładniejsze kombi na rynku. Dostojność oraz harmonijność o spójność każdego elementu karoserii dodaje powagi projektowi. Zaawansowanie konstrukcji jest dopełnieniem całości. Czy jego zauważalność może być wadą? Tak, oczywiście, dla tych którzy wolą nie mieć mocne auto premium, ale wolą się z tym nie obnosić. Ich wybór padnie na bardzo stonowanego Mercedesa-AMG E 63 w najlepszej wersji S. Jeśli akurat uda się im go zamówić na stronie AMG. Jak dla mnie, to idealny samochód i już tak pozostanie.
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5/5
Wciśnięcie w fotel: 5/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant:
3996 cm3, V8 TFSI, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h
Serdeczne podziękowania dla Audi Wrocław za udostępnienie samochodu.
ul. Brucknera 38, 51-411 Wrocław
Czerwiec 2023 r.
Bartosz Jagodziński
FORCE AWAKEN
AUDI RS 6 AVANT PERFORMANCE
Na możliwość przejażdżki tym modelem czekałem od pierwszej sekundy po jego oficjalnej prezentacji. Już teraz wiem, że to nie jest ostateczna wersja mojego ulubionego modelu Audi. W 2024 r. pojawi się ostateczna wersja RS 6 Avant możliwe, że nazwana zostanie GT lub Plus i będzie w standardzie miała 630 KM + i 850 Nm +. W tej chwili to bez znaczenia, bowiem mam w ręku kluczyki do modelu RS 6 performance. Audi RS 6 Avant w bazowej wersji testowałem już trzy razy, w różnych warunkach i konfiguracjach samochodu. I szalenie byłem ciekaw, jak bardzo różni się wersja performance od swojego pierwowzoru. Jednakże pojawił się poważny problem, bowiem po jeździe RS 6 performance, wsiadłem do modelu R8 V10 performance i spędziłem kilka godzin na torze Silesia Ring. A ten model totalnie mną zawładnął poprzez swój silnik V1o. Dlatego doszedłem do wniosku, że wszystko w motoryzacji przestaje się liczyć, oprócz V10… Na szczęście pozbierałem się po kilku dniach, dalej będąc pod wpływem endorfin, dopaminy, serotoniny, oksytocyny i mimo, że nadal R8 V10 jest numerem jeden w Audi w zakresie sportowego samochodu, a o wymarzonym S8 od razu zapomniałem, to nadal model RS 6 jest tym najbardziej użytecznym oraz właściwym. RS 6 performance różni się od bazowej wersji mocą o 30 KM, siłą o 50 Nm oraz mniejszą ilością wygłuszenia komory silnika. Wszystko po to, aby performance był ostrzejszy oraz dzikszy podczas prowadzenia. Zatem, czy te 630 KM oraz 850 Nm jest lepsze niż standard, czyli 600 KM i 800 Nm? Wszystko z tego samego silnika 4.0 Biturbo V8. Zanim ustalę odpowiedź, przejdę do designu. Model ten jest ciężko odróżnić od bazowej wersji, z jednej strony to plus (dla właścicieli podstawowej wersji), bo samochód nadal prezentuje się perfekcyjnie. Bardzo mocnym wyróżnikiem wersji performance są kute 22’’ felgi, wymagające dopłaty, ale wyglądają po prostu fenomenalnie, wręcz fascynująco. Wnętrze bez zmian, bowiem ciężko jest zmienić to, co jest posłuszne. Oczywiście konfiguracja wnętrza to dowolna i bardzo indywidualna sprawa, ale testowany egzemplarz był wręcz zalany Alcantarą. I nawet nieźle to wyglądało, ale nie wiem czy bym się zdecydował na jej położenie na desce rozdzielczej zamiast włókna węglowego. To kwestia gustu. Samochód ten kipi energią. To tak naprawdę przebudzenie mocy, względem bazowej wersji, z tym, że RS 7 performance, jest dziksze w zakresie tego co się dzieje, kiedy prostujesz prawą stopę na gazie. Potężny krzyk i samochód sekundę później wystrzeliwuje w horyzont. W przypadku RS 6 performance z uwagi na jego większe gabaryty (no i masę) brak tej dzikości, przekształca się w bardzo szybką reakcję i wystrzał w przód. Jednakże nie jest to, aż tak eksplodujące jak w przypadku siódemki. Z drugiej strony czy czegoś takiego oczekujesz od rodzinnego kombi? Audi doskonale potrafi grać na emocjach i perfekcyjnie zna się na pozycjonowaniu swoich produktów. Tak więc, RS 6 performance na chwilę obecną jest najlepszym RS 6, jakie kiedykolwiek powstało. Bez dwóch zdań, przebiło swojego poprzednika, którym jeździłem w 2016 r. RS 6 performance budzi bardzo wielkie emocje, już nawet podczas postoju. To wręcz niewyobrażalne, jak ten samochód przyciąga wzrok, jak bawi się Tobą i Twoimi emocjami. A im słabszy masz charakter, tym szybciej Cię uwiedzie. Mój romans z tym modelem trwa od pierwszej generacji, czyli od 2002 r. a to już ponad dwie dekady. Dlatego za każdym razem, jak podchodzę to tego samochodu odpowiadam na pytanie: co tym razem mnie zaskoczy? Jak bardzo odjedzie konkurencji? Jak dystrybuuje mocą za pomocą napędu quattro? Itd. Okazuje się, że wersja performance prowadzi się oraz brzmi tylko nieznacznie lepiej, niż jej bazowy odpowiednik. Co nie oznacza od razu zawodu czy rozczarowania. On kipi energią, ale uwalnianą w zupełnie inny sposób niż przy erupcji wulkanu. Prawdziwe będzie stwierdzenie, że bardziej czuć różnicę w modelu RS 5 competition względem bazowej RS-piątki. Tutaj Audi poszło w trochę inną stroną, mam wrażenie, że za bardzo nie chcieli zniszczyć jeżdżącego już ideału i tylko nieznacznie zmodyfikowali to, co jest tym „wow” między RS 6, a performance. Moja gotowa konfiguracja dla tego modelu zatrzymała licznik ceny na wskazaniu 1.011.850 PLN brutto, wliczając w to sportowe zawieszenie RS Dynamic Plus z Dynamic Ride Control. Słynne DRC, które dedykowane jest na tor, w tym modelu sprawdzi się wyśmienicie. Oczywiście nie pozbawi komfortu w codziennym użytkowaniu, ale też nie utuli i rozpieści jak sportowe aktywne predyktywne zawieszenie w S8. Trzeba dokonać wcześniej wyboru czy zawieszenie sportowe „uniwersalne” czy specjalistyczne DRC. Model ten, jest najbardziej seksownym samochodem, jaki Audi ma w swoim portfolio. Bez zbędnego komentarza, RS 6 Avant to mistrz atencji. Godzinami można podziwiać jego design. To najszybsze i jednocześnie najpiękniejsze kombi na rynku. A dobrze wyposażone – patrz informacja o mojej konfiguracji (opcje za 343.850 zł) powoduje, że samochód staje się idealny, na zawsze. To prawda, że Audi nie miało nigdy na celu robienia tanich produktów, które są pozbawione technologii. Dlatego każdy model RS jest zalany wręcz know-how najnowszą techniką, jaka jest dostępna w magazynach tego producenta. Za jakość wykonania, design, prestiż, luksus, sport trzeba ponieść cenę. Ale jest ona warta poniesienia, bowiem otrzymuje się gotowy produkt, który przekracza wszystkie oczekiwania oraz spełnia marzenia o sportowym samochodzie.
Może za duże miałem oczekiwana względem 30 KM+ i 50 Nm+, może za bardzo się nastawiłem na to, że wersja performance będzie aż tak różna od bazowej. A może to wszystko przez V10 i R8? Ale nie, bowiem różnicę jaką daję RS 7 względem RS 6 wyczułem na pierwszym odcinku prostej drogi w okolicach góry św. Anny. RS 6 performance jest jak przebudzenie mocy, jednak nie zaskakuje tak mocno, jak RS 7 w zakresie dzikości reakcji na redukcję biegu i pełne wciśnięcie gazu (ustawienia RS1). Oczywiście potężnie wciska w fotel, ale w kombi jest to robione z rozwagą lub z majestatem. A ta dostojność ma logikę, bowiem ten Avant to bardzo dorosły projekt, który rozwijany jest przez dwie dekady. W swojej historii miał pod maską nawet V10! Obecnie 4-litrowe Biturbo V8 oferuje 630 KM i 850 Nm, co przekłada się na 3,4 s. na pierwszą setkę. I z doświadczenia wiem, że nie ma co ufać oficjalnym papierowym danym, jakie przedstawia Audi. Bowiem RS e-tron GT oficjalnie ma 3,3 s. na osiągnięcie setki. Ja zrobiłem nim stówkę w 3,1 s., mój znajomy w 2,9 s. Wynik powtarzalny! RS 6 performance to numer jeden w zakresie logicznego sportowego uniwersalnego samochodu, który gotowy jest do codziennego użytku. To jest właśnie uniwersalność projektu RS. I to jest w nich fenomenalne. R8 średnio się nadaje do wyjazdu na urlop. RS 6 performance wymaga głębszego zrozumienia projektu. Oczywiście warto dopłacić 33.200 zł więcej, aby zostać właścicielem wersji performance przy podjętej decyzji o wyborze RS 6 Avant. Ale nie oczekuj tego, że samochód będzie przez to większym dzikusem, niż wersja tańsza o 33 tys. zł. Na pewno będzie bardziej dopieszczona oraz bliższa ideałowi. A jak pamiętacie, taki pojawi się w 2024 r. jako ostateczna wersja RS 6 ery ICE. Czy zatem warto skupić się na performance czy pozostać przy bazowej? OCZYWIŚCIE, należy zapomnieć o bazie i iść w performance. To jedyny słuszny wybór. I jest on cudowny, jednakże nie ujął mnie tak mocno, jakbym się tego spodziewał. Ten Avant to oprócz nastawienia na sport, luksus, prestiż jest także gotowym produktem do wyjazdu na wakacje czy dłuższy weekend. I ta cecha ma ogromne plusy. A jeśli najdzie Cię ochota wyskoczenia na tor, to również udowodni, że należy do i pochodzi z ultra sportowej rodziny. I za taką uniwersalność uwielbiam ten projekt. Wszechstronność to fantastyczna cecha modeli RS. A sama świadomość, że jeździsz najmocniejszym spalinowym Audi jest bezcenna. Jeśli tak, samo jak ja, cenisz sobie uniwersalność, to ten samochód będzie wspaniałym wyborem. A jeszcze jedno jest również jak R8, bez konkurencji w dosłownym znaczeniu tego słowa. Fenomenalny, fantastyczny, genialny i cudowny samochód. A to oznacza, że nic tak naprawdę więcej nie potrzebujesz od motoryzacji. Brawo RS 6 performance.
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5,5/5
Wciśnięcie w fotel: 6/5
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant performance:
3996 cm3, V8 TFSI, 850 Nm, 630 KM, 3,4 s do 100 km/h, quattro
Bartosz Jagodziński
Serdeczne uściski i podziękowania dla:
AUDI POLSKA
w ramach eventu AUDI DRIVING EXPERIENCE SPORTCARS
Sierpień 2023 r.
TEGO SIĘ OBAWIAŁEM...
AUDI RS 6 AVANT PERFORMANCE
Jeżdżąc wieloma sportowymi samochodami z segmentu premium sport po jakimś czasie można popaść w jakąś formę marazmu. No, bo znów ponad 600 KM, przyspieszenie w okolicach 3 sekund do setki, wytrawne materiały w środku...a jednak to wygląda trochę inaczej. Wielu może się nie zgodzić ze mną, jednakże mam solidne podstawy do tego, aby napisać poniższą opinię. Tak, to był drugi test mojego archetypu samochodu sportowo-rodzinnego. Tak, drugi test jednego z trzech samochodów marzeń. Drugi test Audi RS 6 Avant performance. Dla średnio orientujących się w temacie to, testowane Audi ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM i 850 Nm, napęd quattro i wiele innych rozwiązań z dziedziny performance. Ktoś mógłby powiedzieć, że znów to samo i jestem monotematyczny. Jednakże był to specjalny zabieg, bowiem ten test był pierwszym testem, po teście Audi RS e-tron GT, a to zmienia postać rzeczy. Dlaczego? A dlatego że RS e-tron GT przyspiesza, w tak nieprawdopodobny sposób, że jest to ciężko ubrać w słowa, które są znane w motoryzacji. Takiej kategorii samochody należy opisywać korzystając już z wiedzy i pojęć mechaniki kwantowej. Pamiętam, że wydałem wtedy opinię, która brzmiała mniej więcej tak: to jest ponad, ponad wszystko, co do tej pory jeździłem. Nadal tą opinię podtrzymuję. Przy takich skokach w nadświetlną naprawdę nie jest potrzebne V8 pod maską. I co istotne to zapada w pamięć na zawsze. Także pamięć mięśniową. I też, dlatego z całkowitą premedytacją wsiadłem ponownie do samochodu marzeń, zmieniłem ustawienia na Dynamic i RS performance i wcisnąłem gazu. Mięśnie i całe ciało było gotowe na wstrząs. Oczywiście auto po chwili stało się takie, jak zapamiętałem. Jednakże bez takiej dramaturgii w przyspieszaniu, jaką doświadczyłem z RS e-tron GT. I właśnie tego się obawiałem, że każde następne auto z segmentu premium sport nie będzie już w takim stopniu intensywne, jak ten RS e-tron GT. Nie sądziłem, że RS 6 Avant performance będzie, tym które pierwsze stanie się nie tyle przegranym, ale podda pod rozwagę fakt tego, że spalinowe sportowe samochody nigdy nie dotrzymają kroku sportowym elektrykom. I piszę te słowa, jako osoba, która uwielbia silniki V8, wystrzały w wydechu, całą tą mechaniczną magię, gdy auto tworzy swój maksymalny moment obrotowy. 850 Nm to przecież potęga, a jednak, jeśli zestawi się go z elektrycznym sportowcem to naprawdę uderzające będzie to, jak bardzo motoryzacja ICE jest w tyle za EV (BEV) w obszarze ilości sekund, jakie są potrzebne do poruszania się 100 km na godzinę. Nigdy też nie napiszę, że RS 6 performance w jakimś stopniu zawodzi czy jest słabe, bowiem wskazywałoby to na pojawienie się jakiś znamion choroby umysłowej, jednakże oczekiwania rosną z każdym nowym sportowym samochodem i jak się już otrzymało poziom zaginający lokalnie czasoprzestrzeń to ciężko z niego zejść. Audi RS 6 performance dostało odświeżony interfejs z nowszą grafiką Virtual Cocpit. Nawiasem mówiąc, taką jaką ma wersja RS 6 Avant GT. Niby nic takiego, ale białe elementy obrotomierza wyróżniają się i wyglądają zdecydowanie lepiej niż czerwone. RS 6 performance to niesamowity samochód. Rodzinne kombi z możliwościami 911 Turbo S. Jeśli poświęcisz trochę czasu na konfigurację to będzie wyjątkowy samochód. Mi akurat w testowanym modelu zabrakowało masażu w fotelach. Mimo 6 stopniu na plusie na zewnątrz, poziom emocji podczas prowadzenia był wysokoenergetyczny, co wymusiło konieczność wentylacji sportowego fotelu. Tak działa ten model na osobę, która doskonale zna jego możliwości. Tak działa ten model na osobę, która jest fanem takich rozwiązań. Testowane RS 6 nie miało opcjonalnego pakietu carbon black, który zmieniłby zewnętrze oblicze samochodu na bardziej agresywne oraz ekskluzywne. Warto odnotować fakt, że jego drugie oblicze, pomijając siłę i moc, czyli uniwersalność (w końcu to kombi), jest bezwzględnym atutem. To samochód, który spełnia wymagania dość specyficznego grona klientów, którzy szukają odpowiednich wrażeń podczas prowadzenia samochodu, ale w tym samym momencie cenią wielkość, uniwersalność oraz jakość wykonania samochodu oraz to, że nie muszą wyrzekać się efektu sportowej jazdy prowadząc kombi. To dlatego, że w przypadku tego właśnie modelu nie musimy wybierać między sportem, a spakowaniem rodziny, bagażu i wyjazdem na weekend/wakacje. Uniwersalność to realna cecha modeli RS. RS 6 performance urzeka, prowokuje, zachęca, ale też daje gwarancje bezpieczeństwa podczas prężnej jazdy. Ten samochód jest tak napompowany seksapilem, mięśniami, pozytywną energią, że nawet w tak paskudny dzień, jak na przykład listopadowe środowe popołudnie w Warszawie będziesz cieszyć się z faktu, że jesteś tym szczęściarzem, który dokonał właściwego wyboru decydując się na model z szerokiego portfolio Audi Sport. RS 6 performance zna wszystkie sztuczki związane z dynamicznym prowadzeniem, prestiżem, luksusem, wyjątkowością oraz posiada 100% DNA Audi Sport, które po prostu dają szczęście i radość. Każdy kto chociaż raz zażył tego doświadczenia, to rozumie w czym rzecz. Jednakże pomimo całkowitej wspaniałości i wybitności modelu ma on jeden niuans. Taki niewinny pstryczek w ramię, jaki czasami widać na siłowni od większego od siebie kumpla. Ten pstryczek ma też nazwę. A określona jest ona dwoma literami – „GT”. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić, aby RS 6 performance mogło być jeszcze lepsze. Ale udowodniono, że to możliwe i wykonalne. Wystarczy wymienić zawieszenie pneumatyczne na sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) wstawić fantazyjne siedzenia kubełkowe RS wymienić felgi na jeszcze mocniej wpływające na psychikę (ale uwaga w RS 6 performance są dostępne 22’’ kute 5 ramienne czarne felgi, i ja przy tym wzorze się po prostu rozpływam), zmienić front samochodu dorzucić nowy dyfuzor oraz sporych rozmiarów spoiler, dodać maskę z carbonu oraz umieścić kanały wentylacyjne w nadkolach z przodu. Przy jednoczesnym obniżeniu wagi i utrzymaniu (niestety) tej samej mocy i siły silnika V8. Takie coś nazwano RS 6 Avant GT i powstało w tylko 660 sztukach. Ja miałem okazję podziwiać jak na razie sztukę nr 555. I powiem tylko tyle: oniemiałem z wrażenia. Ale wróćmy jeszcze do wersji performance. Przy wersji GT jest ona skromna w zakresie zwracania uwagi na siebie. RS 6 performance jest mimo wszystko najlepszą i najbardziej uniwersalną wersją wśród wszystkich RS 6. Jej mniej skomplikowany charakter sprawia, że rozkochujesz się w możliwościach tego samochodu praktycznie od pierwszej chwili, gdy przestawisz sportową skrzynię w pozycję D/S+. Wkręcające się na obroty 4.0 V8 w ustawieniach RS performance jest fantastyczno-histeryczne i gwarantuje tony radości oraz hektary pozytywnej energii. Tak bez problemu mogę napisać, że to idealny samochód. Idealny pod każdym względem, idealny pod każdą cechą rozumianą jako definicja sportowego, luksusowego kombi. Jednakże pamiętam pierwszą jazdę performance w ubraniu 6-ki oraz praktycznie za chwilę modelem RS 7 performance. Okazało się, że zalewie o ułamek sekundy na skali radości RS 7 jest bardziej narowiste niż RS 6. Może i to praktycznie niewiele, ale dla takich osobników jak ja, jest to do wyczucia. RS 6 Avant performance to genialny samochód. Ale ten geniusz nie będzie doceniony przez każdego. Dla mnie nadal maksymalna ocena, ale wiem, że w tym samym koncernie potrafią robić jeszcze większe uniwersalne dzieła...
Radość z jazdy: 6/5
Gang silnika: 6/5
Reakcje skrzyni: 5/5
Układ hamulcowy: 5/5
Design: 6/5
Silnik (moc i siła): 5,5/5
Wciśnięcie w fotel: 5,5/5 (to przez pamięć względem RS e-tron GT)
Wykonanie wnętrza: 6/5
Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant performance:
3996 cm3, V8 TFSI, 850 Nm, 630 KM, 3,4 s do 100 km/h, quattro
Serdeczne podziękowania dla:
AUDI City Warszawa
w ramach eventu AUDI DRIVING EXPERIENCE
Bartosz Jagodziński
Marzec 2025 r.
AUDI RS 6 AVANT GT
To nie tylko samochód, który łączy najlepsze elementy Audi Sport w jednym modelu, ale także samochód, który w swojej innowacyjności, wyjątkowości oraz potencjale jest jednocześnie najbardziej emocjonującą jednostką, jaką Audi wprowadziło do sprzedaży do czasów modelu R8 GT. Wobec tego modelu, ograniczonego tylko do 660 sztuk na światowe rynki ciężko przejść obojętnie. Szczególnie jeśli wiesz, w czym rzecz Audi RS 6 Avant GT to samochód, który przekracza poziom wersji RS 6 performance, ale nie siłą i mocą, lecz rozwiązaniami technologicznymi, w tym sportowym zawieszeniem RS plus z Dynami Ride Control. Zmieniony przód i tył względem modelu RS 6 performance, zmieniona maska (karbonowa), inny wzór felg (22’’), tylny spoiler, wloty powietrze w przednich nadkolach. Widowisko, jakie tworzy GT jest poza granicami, tego co do tej pory i kiedykolwiek Audi Sport wypuściło na rynek. Poziom pochłonięcia przez ten model sięga wspomnianego R8 GT (też było limitowane). W kolorze Mythos black wygląda jak stojący milion Euro. Sadziłem, że w tango red będzie lepsze w odbiorze, ale Mythos black wygrał, bowiem środek przedniego zderzaka okalający Single Frame jest zawsze w kolorze czarnym i w czerwieni wygląda mniej atrakcyjniej niż w całkowitej czerni. Chociaż musiałbym go zobaczyć w realnych warunkach w czerwonym odcieniu, to może znowu zmieniłbym zdanie. RS 6 Avant GT, mimo że kosztuje tyle, ile dobrze wyposażone 911 Turbo S, jest samochodem zdecydowanie bardziej użytecznym oraz bardziej wpływającym na emocje. Jego wygląd manifestuje z jednej strony spokój i opanowanie, ale także niesamowitą energię, adrenalinę, prestiż, moc, odwagę, dynamikę, żywiołowość, siłę. I ani jeden z tych elementów nie są na pokaz, czy w jakiś sposób przerysowane. Naprawdę bardzo dawno nie widziałem takiego emocjonującego samochodu. Nie można mieć złego humoru patrząc na te Audi. Prezentowany na zdjęciach model to 555 sztuka z 660. Wnętrze to najlepsze rozwiązania Audi Sport, kubełkowe fotele z manualną regulacją z grzaniem, Alcantara, ciemna podsufitka, czerwone pasy bezpieczeństwa i reszta znana z dobrze wyposażonych RS 6 performance. Tak, zarówno w samym aucie, jak i jego wnętrzu można, a wręcz należy się zakochać. Jeśli jesteś fanem modelu RS 6 to doskonale zrozumiesz każde słowo tego materiału. Ten model, choć zrównany mocą i siłą do RS 6 performance, jest zdecydowanie tym, samochodem, o którym można powiedzieć ultimate RS 6. I pomimo, tego, że czułem naprawdę niedosyt podczas jego prezentacji w lutym 2024 r. (właśnie z powodu pozostawienia KM i Nm na niezmienionym poziomie), to jednak w pierwszym kontakcie auto mnie znokautowało, swoim dostojeństwem. Jego minusem jest to, że nie możesz mieć takiego różnorodnego wyposażenia, jakie jest (nawet opcjonalnie) dostępna dla RS 6 czy RS 6 performance, ale tutaj dbamy o wagę samochodu i jego właściwości zwane performance. Napiszę to tak: samochód rozwala system. Podobnie jak kilka lat temu BMW M5 CS, z tym, że te Audi robi to w jeszcze mocniejszy sposób. I właśnie dla takich wyjątkowych samochodów warto zajmować się motoryzacją! Ten cukiereczek to prawdziwe dzieło sztuki użytkowej, które w każdym z 660 wcieleń będzie dawać ten sam poziom szczęścia, zadowolenia, radości. Wyjątkowość tego samochodu nie podyktowana jest mocą, jak w przypadku M5 CS, ale rozwiązaniami technologicznymi oraz zmienionym zawieszeniem. To tak, jakby ktoś zebrał ogromne doświadczenie życiowe i wykorzystał je (ale tylko najlepsze i sprawdzone rozwiązania) do stworzenia nowej, lepszej wersji siebie. I właśnie takie jest te GT, jest lepszą wersją RS 6 performance i najlepszym RS 6 ever made. Koniec.
Serdeczne podziękowania dla Audi City Warszawa za szczegółową i profesjonalną prezentację modelu.
Audi City Warszawa
pl. Trzech Krzyży 10/14
00-499 Warszawa
Bartosz Jagodziński
Marzec 2025 r.



















































































