REVIWES


Obszar testów z każdym miesiącem zwiększa się o nowe modele, które wchodzą na rynek lub modele, które są kluczowe dla danego segmentu.


Zapraszam do lektury, która będzie z pewnością satysfakcjonująca dla każdego fana czterech kółek. Testy modeli BMW znajdują się na tej stronie, ale możesz je również przeczytać klikając na nazwę modelu lub zdjęcie wybranego auta, a test pojawi się w osobnym oknie.

Podobno mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Podobno. Moja ciekawość odkrywania czy doświadczania różnych rzeczy jest potężna i nie pozwala na odpoczynek czy przerwę. I to nie tylko w aspekcie motoryzacyjnym, ale również w innych, którymi się zajmuję. Ale teraz czas wyłącznie na motoryzację, zatem wracamy do BMW. Po majowym teście M5 najnowszej generacji nadszedł czas na wersję Touring. W końcu potrzebę ciekawości należy zaspokoić.

Wiele się mówi i czyta na forach, o tym, że ten model waży dużo za dużo. Że, to pierwsze M5 które jest hybrydowe, że wygląda masywnie, że (ponoć) nie oddaje ducha prawdziwych eMek. Można znaleźć jeszcze więcej innych wpisów czy komentarzy, które w większości robią osoby nie mające pojęcia w temacie. Tacy samozwańczy eksperci są w pierwszej linii ekspertami, nie tylko w motoryzacji, ale także w sprzedaży, handlu, medycynie, prawie oraz oczywiście w budownictwie! Każdy z nas takich zna. I wiecie co? Naprawdę trzeba pieprzyć opinie innych osób szczególnie tych, które nigdy takimi samochodami nie jeździły i samemu sprawdzić, jak to jest.

A więc wybrałem się do Poznania, aby przekonać się jaki jest na prawdę M5 Touring. A jest dokładnie taki, jak jego wersja sedan. Jest piorunujący i bardzo bezpośredni. Możecie nie przejmować się zupełnie jego masą, która w tej wersji wynosi 2550 kg, bowiem 1000 Nm rozszarpuje każdy kilogram tej wersji w taki sposób, jakbyś prowadził samochód o klasę niższy. BMW M5 Touring to spore auto. Oferuje wystarczająca ilość miejsca w kabinie i do tego sensowny bagażnik. To przecież rodzinne kombi tyle, że na sterydach. Ten segment samochodów - sportowych limuzyn czy sportowych kombi dedykowany jest dla osób, które oczekują od motoryzacji znacznie więcej niż inni. Z jednej strony jest to bardzo wymagający segment, bowiem stosowane w nim rozwiązania technologiczne oraz jakościowe są kosztowne oraz ociekają luksusem. Z drugiej strony klient doskonale wie czego oczekuje od takich produktów i właśnie ten segment, a nie inny ma spełnić te wszystkie oczekiwania. Nie jest tajemnicą, że BMW pozazdrościło Audi modeli RS Avant, dlatego postanowili zaoferować najnowsze M5 również w wydaniu kombi. Efekt jest taki, że otrzymaliśmy samochód, który systemowo oferuje 727 KM oraz 1000 Nm. Pod maską ma wysokoobrotowe 4.4 V8 M TwinPower Turbo, napęd M xDrive, wspaniałą 8-biegową skrzynię automatyczną Steptronic z Drivelogic oraz zestaw technologii, która sprawia, że ważący blisko 2.6 t samochód prowadzi się jak dynamiczny kompakt. Rzecz jasna, nie są to relacje czy odczucia, jakie znajdziemy w M4 CS czy M3 CS Touring, tutaj mamy uderzenie młotem. Huragan, kopniak w plecy, w  głowę, ale z jednoczesnym dostojeństwem odpowiadającym poziomowi segmentu, który reprezentuje. Jak poustawiasz wszystkie parametry samochodu w Sport Plus lub Sport, to M5 Touring odpowie miażdżącą siłą. Elastyczność 1000 Nm jest porażająca. Samochód nie potrzebuje ani sekundy na odpoczynek gna w przód niczym strzała wystrzelona przez łucznika. To jest strasznie zauważalne, jaka jest różnica koncepcji modeli takich, jak: M5 i M3/M4. Emki nr 3 i 4 nawet w ubraniu Competition Sport są narowiste i w pewnym momentach dramatyczne. Więcej wymagają, ale też lepiej angażują. M nr 5 to bardzo szybka limuzyna lub kombi. To klasa Audi RS 6 Avant performance i nieistniejącego jeszcze Mercedesa-AMG E 63 S. To w zasadzie samochód, który jest bardzo wygodny, bardzo pojemny oferujący odpowiednią przestrzeń dla pasażerów, ale jednocześnie z ogromnym potencjałem oraz możliwościami. Dzięki temu, co wyprawia M5, trzeba na nowo zdefiniować pojęcie przyspieszenia, bo one jest nie tyle, co natychmiastowe, ale wszechobecne. Zawsze gotowe. W zasadzie to odniosłem wrażenie, że czekające na Twój ruch. Mimo napędu M xDrive auto ma preferencję napędu 2WD. Kilka razy na wyjściu z łuku próbowało pomachać dużym bagażnikiem. Jednak trzymając mocno mięsista kierownicę i odpowiednio operując gazem, nie pozwalasz mu na harce. I tym różni się od RS 6 performance, gdzie quttro nie pozwoliłoby na takie rzeczy. I mimo, że to było niespodziewane, to jednak łatwe do oponowania. Niektórzy twierdzą, że współczesne samochody z dużą mocą są łatwiejsze do opanowania niż dwie, trzy dekady temu. Tak, mają rację, ale z drugiej strony mamy technologię, która to umożliwia, więc dlaczego mamy z tego nie korzystać. M5 Touring nie prowokuje do ostrej jazdy oczywiście zapewnia taką, ale skupia się bardziej na dynamice elastyczności oraz luksusie. Tak, bowiem to samochód, który łączy w sobie wiele różnych cech czy atrybutów, które całościowo oddają obraz wspaniałego samochodu. Ja uwielbiam ten segment samochodów, który poza sportem oferuje także luksusowe rozwiązania. Takie łączenie dwóch światów jest dla mnie cudownym rozwiązaniem tworzącym momentami irracjonalny duet, ale wspaniale się spełniającym. M5 pokazało, że najnowsze rozwiązania oraz inteligencja i spryt inżynierów Działu M pozwala na smakowanie każdego kilometra jazdy. Touring to samochód, który swoimi możliwościami przerasta Audi RS 6 Avant performance, ale z zastrzeżeniem, iż RS 6 jest bliżej kierowcy w sensie odczuć w prowadzeniu oraz feedbacku, podczas gdy w M5 czujesz, że większość rzeczy robi za Ciebie sam samochód, a Ty tylko zgadzasz się na te rozwiązania. Podobnie jak, sedan, także M5 Touring to przede wszystkim napakowana technologią oraz luksusem, sportowa koncepcja bawarskiego auta, które od dekad wyznacza standardy w segmencie premium sport. Luksusowe M5 Touring potrafi zdemolować pojęcie przyspieszenia, którym posługuje się większość osób. Te kosmiczne akceleracje już tak nie ściskają Twoich organów, jak w M4 CS, ale robią to w sposób elegantszy i przyjemniejszy. Potężne kopnięcie w plecy przy dodaniu gazu lub redukcji manetką powoduje, że pojawia się znowu szatański uśmiech na twarzy. Odniosłem wrażenie, że samochód ma nieskończoną chęć i energię do przyspieszenia. Dosłownie się tym bawi. Ale Ty także się tym bawisz. Razem z pasażerami i bagażem, chociaż oni niekoniecznie będą zachwyceni taką formą rozrywki.

Tak, M5 czy M5 Touring to samochody praktycznie doskonałe, które oferują zdecydowanie więcej niż się po nich spodziewasz. Jednak w mojej opinii przegrywają dizajnersko z schodzącym ze sceny Audi RS 6. I oprócz elementów typu kryształowe pokrętła (na szczęście są w opcjach) czy totalnie nieczytelnym obrotomierzem, auto nie ma elementów, które powodują stan stękania czy narzekania. Te BMW jest praktycznie skończonym produktem, który ma niesamowity potencjał oraz możliwości. Jeśli potrafisz z nich skorzystać to będziesz wniebowzięty. Plusem jest nadwozie kombi, bowiem jest zdecydowanie ładniejsze w rysunku oraz praktyczniejsze, jako daily. M5 Touring to lepsze rozwiązanie niż limuzyna. Nieznacznie cięższe, ale mimo wszystko idealnie radzące sobie z masą oraz gabarytami. Jak dla mnie to takie ciasteczko, które pożarłeś, ale za chwilę znowu je masz. I znowu pożerasz i znowu się pojawia. Cuda prawda? Ale takie jest M5.

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 5,5/5

Reakcje skrzyni: 6/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 5/5

Silnik (moc, i siła): 6/5

Wciśnięcie w fotel: 6/5

Wykonanie wnętrza: 5/5

 

Moja ciekawość została zaspokojona. Bardzo pozytywnie. Sportowa, dynamiczna jazda w otoczeniu luksusu przenosi Cię w inny wymiar doznań. To nie spartańskie relacje na prawą stopę z M4 CS, ale zdecydowany i masywny atak, na horyzont, który w M5 Touring następuje automatycznie i tak swobodnie, że odnosisz wrażenie, iż samochód nic sobie z tego nie robi. Znowu pełna moc? Dobrze, bez problemu! Kolejny raz? Proszę bardzo….i tak to trwa w nieskończoność lub do opróżnienia baku. Tak, to zdecydowanie siłacz napakowany sterydami, ale bardzo miły i przyjemny w odbiorze. A jak dobrze z nim się za kumplujesz to staniecie się przyjaciółmi. Forever.

 

Wycinek najważniejszych danych modelu M5 Touring

4.4 V8 M TwinPower Turbo Plug-in hybrid, 727 KM, 1000 Nm, M xDrive, 3.6s (silnik spalinowy 585 KM, 750 Nm, silnik elektryczny 145KM (197 KM), 280 Nm).

 

Serdeczne podziękowania dla BMW Smorawiński GZ za zaufanie i jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu, w ramach eventu BMW M Days.

 

Dealer BMW Smorawiński GZ

ul. Ostrowska 330, Poznań


Bartosz Jagodziński


Wrzesień 2025 r.  

To drugie BMW CS, jakie miałem w swoich rękach. Czy okazało się lepsze lub podobne do wcześniejszego M4? A także czy receptura Competition Sport, która jest znacznie wyżej niż wersje M Competition  całkowicie mnie pochłonęła, czy może zniechęciła do tego typu samochodów, poprzez jej hardcorowy charakter? Na te dwa pytania postaram się odpowiedzieć w niniejszym materiale.

M3 CS Touring to samochód, które de facto wcale nie powinien powstać. Nie był potrzebny rynkowi, nie był potrzebny też samemu BMW. Ale na szczęście kurde jest! To tak na prawdę nisza  z oferowanych przez BMW nisz. Czy jeszcze bardziej w BMW mogą się posunąć w tworzeniu sportowego samochodu? Tak, na przykład tworząc model M3 CSL.. Ale wróćmy do M3. Jeśli decydujemy się na sportowe kombi od BMW, to wybór będzie naturalny - M3 Competition Touring, ale jeśli tak, to warto zwrócić uwagę na M3 CS Touring, które jest jego gorętszą wersją. To jakby dusza z M3 Competition przeszła przez piekło, zatańczyła z diabłem, wypiła drinka oraz w szybkim tempie oddaliła się od swojego pierwotnego nosiciela i wskoczyła do CS. Ten model bardzo podobnie, jak M4 CS oddaje słowa Competition Sport. Jeśli użyjesz magicznych trybów M1 i M2 (gdzie np.: pod M2 zakodowane zostały najbardziej szalone i sportowe ustawienia, czyli sport plus) to samochód staje się tym, o czym zawsze marzyłeś w świecie sportowej motoryzacji. Staje się lepszą wersją siebie. Bez chwili zawahania  kombi atakuje horyzont z pełną dzikością oraz konsekwencją Twojego wyboru, czyli zrównaniem prawej stopy z podłożem. Wtedy zaczyna się znana z innych sportowych modeli sytuacja, gdzie organy wewnętrzne zostają ściśnięte, a krew z głowy zaczyna odpływać w nieznanym kierunku, a przed oczami zaczyna robić się ciemno. Pod maską tego CS znajdziemy to, co w M4 CS, czyli 3.0 M TwinPower Turbo generujące 550 KM  oraz 650 Nm. 8-stopniowa automatyczna skrzynia M Steptronic z funkcją Drivelogic, do tego napęd M xDrive. I tak na prawdę można na tym poprzestać. M3 CS Touring to samochód, który skrytykowałem w momencie premiery za jego cenę - 770 k PLN to poziom z jakiego startował. To, aż o 90 k PLN więcej od ceny, jaką BMW wyceniło nowe M5 (dla przypomnienia 4.4 V8 M TwinPower Turbo Plug-In generujące 727 KM oraz 1000 Nm). Jednak spece z Działu M wiedzieli, co robią. To nie tylko marketing czy wizualne zmiany względem niższej wersji Competition. Podobnie jak w przypadku M4 CS, tak samo jego rodzinna wersja jest tym, czego oczekuje się od BMW M! A mowa tutaj o płynności, elastyczności, dramatyzmowi reakcji na żądania kierującego. Wkręcając się na obroty, ten silnik dosłownie krzyczy ...dawaj, dawaj asfalt i wyrywa z histerycznym atakiem w przód. Do tego dochodzi idealne zestrojenie twardości zawieszenia oraz responsywności układu kierowniczego. Siedząc wciśniętym w cudne kubełkowe fotele M, zaciskają ręce na mięsistej kierownicy M, czujesz, że to samochód, który spaja się z Twoimi najbardziej frywolnymi marzeniami motoryzacyjnymi. To jest realizacja najlepszych snów, z kategorii tych zakazanych, gdzie otrzymujesz wszystko, na co masz ochotę. Inżynierowie BMW M to geniusze, wykorzystujący know-how w sposób wręcz magiczny, tworząc takie samochody. Tak, receptura CS mnie pochłonęła. To jest zupełnie inny wymiar niż samo M czy M Competition. Naprawdę niewielkie zmiany, a odbiór jest szokująco inny. Jest głośniej, jest mocniej, jest bardziej narowiście i twardziej niż w wersji M. Spece z BMW M doskonale potrafią stworzyć i wykorzystać te niuanse techniczne, które są odpowiedzialne za ostatecznie inny odbiór samochodu. Tak naprawdę, to czego wersją M nie wypada, to wersje CS robią od niechcenia, to czego M-ką nie wolno, tam CS-y śmieją się, a tam, gdzie M-ki czerwienią się ze wstydu, to wersje Competition Sport grają pierwsze skrzypce i rozkręcają się. Inny wymiar odczuć i wrażeń powoduje, iż zaczynasz się zastanawiać nad, tym, dlaczego wcześniej M-ki był dla Ciebie, jakimś punktem odniesienia. CS to czyste hardcore porno, które oglądasz, aby się zawstydzić. Jestem przekonany, że oprócz instruktorów BMW Driving czy licencjonowanych speców od szybkiej jazdy, reszta osób włącznie ze mną nie dociśnie tego modelu do jego granic. Chodzi o to, że M3 CS posiada potężne pokłady czy wręcz zasoby do dynamicznej jazdy. Im mocniej i częściej wciśniesz prawą stopę w podłoże tym samochód odwdzięczy Ci się elastycznością na poziomie, który będzie za każdym razem ogromnym zaskoczeniem. Tu nie znajdziesz (jak również w przypadku M4 CS) potężnego uderzenia huraganu w plecy jak w M5, tylko odpowiednie finezyjne, ale kopnięcie w czuły punkt. Ale bezbolesne. I tak atrakcyjne, że będziesz chciał je powtórzyć i jeszcze raz powtórzyć i jeszcze i jeszcze. To prowokuje, to dynamicznej jazdy, aż do momentu zakończenia drogi lub pustego baku. Ale podkreślić należy, że oczywiście takie doznania dotyczą ustawień Sport Plus czy Sport. W innych trybach tego aż tak nie doświadczysz. Jeśli przejdziesz w ustawienia komfortowe to szybko znudzisz się takim samochodem. On żyje dopiero w sferach sport i sport plus. Reszta to komentarze. W sumie ten samochód jest tak dobry, że zapomniałem, iż to wersja kombi. Touring M3 CS pomimo tego, że jest bardzo blisko spokrewniony z M4 CS, to jednak nie jest samochodem lepszym. Jest bardzo podobny. Jednakże występujące delikatne różnice powodują, że samochód ustawia się w szeregu za M4 CS. To przede wszystkim reakcja na gaz. Nie jest tak natychmiastowa, jak w M4 CS. Delikatna zwłoka spowodowana faktem, iż jest to nadwozie kombi. I w zasadzie to wszystko, bowiem reszta samochodu jest po prostu genialna. Nie ukrywam, że więcej przyjemność i radości z jazdy miałem w M4 CS. Niemniej, to nie jakakolwiek kontra w stronę testowanego BMW. Z M4 CS nie chciałem w ogóle wysiadać i prędzej dałbym złamać sobie ręce niż oddać kierownicę, tak z M3 CS Touring grzecznie wysiadłem, ale z uśmiechem wariata na twarzy. M3 CS Touring to zaproszenie do świata odrębnych doznań i wrażeń. To przekroczenie pewnej granicy, za którą będzie się już zawsze czuło niedosyt.

Pozostaje podstawowe pytanie czy kombi sportowe ma sens? Czy to tylko pycha, marnotrawco i próżność, jak to określił mój przyjaciel? No niestety, pomylił się. Takie samochody mają sens, tylko dla osób, które uwielbiają sportową część motoryzacji i wyciągną z nich maksimum radości. Sportowe kombi, to wcale nie wynalazek Audi, ale Volvo, jednak Audi zrobiło z tej niszy prawdziwy i potężny produkt i od ponad 3 dekad doskonale je uformowało. Aż do takiego poziomu, że w końcu BMW chciało trochę tego zasmakować. I stąd mamy takie modele jak, M3 Competition Touring, opisywany model i M5 Touring. I w pewnych kręgach te samochody mają sens, dlatego że możesz dużo zabrać, masz przestrzeń, a dodatkowo dostajesz niezły kopniak w plecy i w głowę odpowiednio operując prawą stopą. Podczas jazdy tym CeeSem, kilka razy mózg obił mi się o zagłówek. I specjalnie tego nie wymuszałem. Aż taką sadomasochistyczną osobowością nie jestem. Jednakże 650 Nm zerwane ze smyczy drenuje Twój pień mózgu podświadomie podpowiadając: daj mu więcej, więcej, jeszcze więcej. To naprawdę uzależnia. Ale też daje radość. W końcu BMW to reklamowana radość z jazdy w szczególności realizowana przez modele M CS. Wizualnie samochód ma wiele smaczków, które sprawiają, że Ty i on czujecie się i jesteście wyjątkowi. Smaczki te pochodzą z motosportu oraz magazynów Działu M Carbon.

 

Radość z jazdy: 5/5

Gang silnika: 5/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 4,5/5

Wykonanie wnętrza: 4,5/5


Ta powyższa ocena jest troszkę inna niż zrobiona przeze mnie dla modelu M4 CS. Różnice są w niuansach. Ale po to powstało V8 Speed, aby jest wyłapywać. Tak, ten model daje dużo radości oraz poczucia spełnienia. Ale należy pamiętać, że BMW ma w ofercie jeszcze większe, mocniejsze i masywniejsze kombi. I o ile M5 Touring, które jest jednak sporym mięśniakiem, nie łudźmy się – na sterydach, to  M3 CS Touring to  raczej osoba chodząca na siłownię, ale po której dopiero widać mięśnie, gdy zdejmie koszulkę. Mimo iż te auto daje niesamowitą radość i przyjemność z prowadzenia, oczywiście okupioną każdą wlaną ilością Pb98, to jednak zdecydowanie wolę M4 CS. Wybór podyktowany po prostu indywidualnym podejściem. Jednakże idą dalej w wyborach, to od M4 CS wolę potężniejsze RS 6 Avant performance. BMW zrobiło naprawdę  niepotrzebny model, ale jakże wciągający i angażujący. To prawda, że cena przekracza posiadanie M5, ale to zupełnie inny poziom doznań. Czy zatem warto po niego sięgnąć? Tak! Jeśli oczekujesz sensualności w prowadzeniu oraz naprawdę szałowego dizajnu. To hard level, jeśli chodzi o rozwój sportowych samochodów segmentów premium sport. Jak dobrze, że jeszcze mają odwagę i chęć tworzyć takie samochody.

 

BMW M3 CS Touring 3.0 R6 M PowerTwin Turbo 550 KM, 650 Nm, M xDrive, 3,5 s., 300 km/h

 

Bartosz Jagodziński

 

Wrzesień 2025 r.

To może od razu z grubej rury, bez jakiś wyszukanych wstępów i argumentów. Tak, ten samochód to najlepszy model M, jakim kiedykolwiek jeździłem. To może i odważne stwierdzenie, ale faktycznie, póki nie otrzymam kluczyków do M2 CS, czy nieprodukowanego już M5 CS, ten będzie tym numer jeden. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę czy wypowiem na głos. Ale M5 – szczególnie poprzedniej generacji w wersji Competition był tym numerem jeden. Jego 4.4 V8 TwinTurbo, które uwielbia wysokie obroty, w trybach Sport Plus rozjeżdżało konkurencję elastycznością. Jednak designem już nie. I to był ten model M wyjątkowy, do którego porównywałem pozostałe. A teraz M4 CS, które przecież nie ma V8. Nie ma nawet 4.0 litrów pojemności, a jednak pokazało się z najlepszej strony. Wizualnie samochód to obecnie najlepiej wyglądające M, drugie to M3 CS Touring. Reszta może się wjechać do garażu. Najnowsze hybrydowe M5 to potwór, który tysiącem Nm rozwala stawkę w swoim segmencie, ale ma dwie rzeczy, które  pchają M4 CS na podium. Po pierwsze design wnętrza kabiny (podobnie z resztą jak w serii 7) nie mógłbym na niego patrzeć, wiedząc, że istnieje zdecydowanie lepsze wnętrze (jego rysunek, a nie wykończenie w określone materiały) w M4/M3.  Po drugie design zewnętrzny, który jest w rysunku bardzo ociężały. I to wystarczający argument, aby wrócić się w stronę szalonego M4 CS. Doskonale pamiętam polską premierę tego modelu rok temu na Silesia Ring. Stało obok również premierowego M5 w padoku. Pamiętam też, że BMW chciało za ten model ok. 90 k PLN więcej niż za większe i mocniejsze M5. Pamiętam dokładnie, że delikatnie to skrytykowałem, argumentując ilością KM, Nm i klasą samochodu (wielkością auta).

 

KURDĘ, CUDOWNIE!

Jednakże nadszedł dzień, w którym miałem okazję sprawdzić Competition Sport podczas jazdy. Okazuje się, że mniej nie oznacza gorzej. To zupełnie inny poziom doznań. Czy miałem jakieś oczekiwania względem M4 CS? Powiem tak, źle byłoby, gdyby był w jakimś zakresie (odbioru całości) gorszy niż M4 Competition, a dlatego, że M4 CS to podkręcona wersja właśnie M4 Competition. Nie tylko, że wygląda lepiej, ale także ma więcej KM i Nm. Zatem pod prawą stopą mamy 550 KM, 405 kW (lub 551 KM w zależności od źródła) oraz 650 Nm, napęd M xDrive, sprint do setki w 3,4 s, 302 km/h prędkości maksymalnej. 8-biegowa automatyczna skrzynia Steptronic z Drivelogic odpowiadająca za elastyczność, responsywności oraz dramatyczną – dynamiczną jazdę. Silnik to cudowne 3.0 R6 M TwinPower Turbo, które ogarnia ten model w niesłychany sposób. Waga? 1760 kg. Dla porównania waga nowego M5 to 2510 kg…ale to hybryda plug-in z mocą 727 KM i 1000 Nm. Model M4 CS wcale nie musiał powstać. To kolejny samochód po M3 CS czy M3 CS Touring, który nie był rynkowi potrzebny, jednakże dzięki wszystkim świętym jest! Z jednej strony BMW potrzebuje jeszcze trochę czasu na nowe generacje M3/M4 stąd tworzy, tak spektakularne samochody, z drugiej strony tworzy je, bowiem doskonale wie, że nie mają konkurencji i będą się bardzo dobrze sprzedawać, ograniczając ich ogólną liczbę konsumpcyjną. M4 CS potrafi odebrać zmysł racjonalności oraz spowodować, że zaczynasz myśleć w kategoriach posiadania takiego samochodu. A jeżdżąc praktycznie każdą M-ką, tylko raz miałem takie uczucie – właśnie w poprzedniej generacji M5 Competition. Nie będę ukrywać, że CS mnie pochłonęło. Nie wiem, jakie substancje zażywają inżynierowie z działu M, ale efekt końcowy jest po prostu powalający. To już nie chodzi o samą jazdę oraz elastyczność czy gang silnika, czy 550 KM lub 650 Nm, nie chodzi też o naprawdę świetny design nadwozia. W sumie to wszystko z doskonałym wnętrzem i bazowym dla tego modelu wyposażeniem, powoduje, że do tej pory nieśmiałe M4 Competition, przeobraża się w supermana, który z każdym przejechanym metrem dostarcza Ci w trybie ciągłym litry adrenaliny. Ta pompka nie tylko serwuje adrenalinę, ale także w dużych ilościach serotoninę, dopaminę i noradrenalinę. I tak naprawdę, jest to bez znaczenia, że są mocniejsze modele M, takie jak wcześniej przywołane  hybrydowe M5, czy X5 M, XM, bo te mniejsze M4 CS uderza mocą dokładnie wtedy, kiedy tego oczekujesz. To jest ogień, BeeMka daje do pieca tak mocno, że nie chcesz, aby ten spektakl się kiedyś zakończył.  Dokładnie w tym momencie, kiedy tego pożądasz. Co prawda nie jest to reakcja, jak w topowym 727 konnym M5, gdzie systemowe uderzenie mocy i siły (klasyczne i elektryczne) powoduje ciemność przed oczami, a organy wewnętrzne ściskają się wokół kręgosłupa, ale nie ma naprawdę większej zwłoki, bo CS uderza Twoją głową w zagłówek, a ciało zostaje wtulone w genialny karbonowy kubełek. Z resztą to też nie ma znaczenia. Ten model to, jak bardzo mały, ale wykwintny posiłek serwowany przez jednych z najlepszych szefów kuchni. Zjadasz bez zastanowienia i odczuwasz błogość. Mógłbym porównać go do Mercedesa-AMG C 63 Black, ale nie miałem tej przyjemności, aby go prowadzić. M4 CS pochłania i wciąga każdym cm nadwozia, a przede wszystkim każdym Nm i KM swojego cudownego silnika. M xDrive odpycha się czterema kołami na poziomie quattro sport (czyli możesz całkowicie zaufać napędowi w zakrętach). Samochód jest bardzo stabilny (czytaj: twardy) w odczuciu. W trybach Sport i Sport Plus wręcz masz wrażenie, że prowadzisz szybko poruszający się kawałek betonu. Jednakże to chyba jest w nim najcudowniejsze. Żadne wcześniejsze M nie dawało mi takich bezpośrednich odczuć, jak ten model. Zbliżone było do tego M4 Competition, i to ku mojego zaskoczeniu, bo z początku sądziłem, że to M3 bez pary drzwi. Wnętrze to klasyka najlepszych BMW. Jego logiczny układ i budowa deski rozdzielczej należą do najlepszych. Wielka, mięciusia kierownica pokryta Alcantarą idealnie leży w dłoniach. Łopatki, mimo że nie aluminiowe (podejrzewam karbon, albo jakąś imitację), to otrzymują dobrą ocenę, bowiem wizualnie i jakościowo nie odchodzą od wnętrza. Czarna podsufitka, elementy wykończeniowe z włókna węglowego, skóra oraz cudowne kubełkowe fotele przednie z elementami włókna węglowego, skóry idealnie trzymały mnie i moje mięśnie w jednej pozycji. Podczas hamowania pasy napinały się z odpowiednia siłą, która utrzymywała mnie w poprawnej pozycji. Samochód stworzony w głównej mierze do dawania radości z jazdy. Czy zatem to tylko zabawka? Nie oceniałbym tak płytko tego modelu. M4 CS za chwilę będzie pożądanym modelem przez kolekcjonerów. Silnik wraz z nadwoziem prezentują niesłychaną skłonność do przekazywania wszystkiego wprost do kierującego. Bez zbędnego mydlenia oczu czy tłumienia pierwotnych reakcji. Oczywiście, ktoś zawsze może powiedzieć, że to nie analogowe BMW. I tak, to prawda, ale co z tego. Czy nadal chciałbyś mieć analogowy telefon komórkowy (monochromatyczny), czy zestaw Hi-Fi w wersji mono jako kino domowe? Czy chciałbyś mieć Internet modemowy na impulsu lub telewizor z kineskopem? Czy ograniczony dostęp do Internetu? Troszkę młodsi czytając ten materiał będą się pewnie zastanawiać o jakiej masakrze ja piszę. Mamy XXI wiek i motoryzacja oferuje przeróżne rozwiązania, takie, które kiedyś były wręcz niewyobrażalne. I należy je doceniać i z nich korzystać. Dlatego uważam, że M4 Competition Sport to jeden z najlepszych modeli M. Responsywności 8-biegowej, automatycznej skrzyni M Steptronic z Drivelogic (umożliwia dostosowanie charakterystyki zmiany biegów do stylu jazdy — od płynnej i oszczędnej po agresywną i dynamiczną) jest bardzo ciężka do opisania normalnymi słowami. Można tutaj powiedzieć krótko: kurwa zajebista! Elastyczność i szybkość reakcji na poziomie, do którego tylko próżniacy i bufony mogą mieć zastrzeżenia porównując ją do wybitnie sportowych Ferrari, Lamborghini czy samolotów. Naprawdę bez uwag. Przez większość jazdy miałem uśmiech typu „sen wariata” na twarzy. I wcale nie chciałem wysiąść po skończonej jeździe. I zdarzyło mi się to pierwszy raz w jakimkolwiek BMW.

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 5,5/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 5/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 5/5

Wykonanie wnętrza: 5/5

 

M4 CS staje się w moich oczach takim samochodem, który chciałbym mieć w swoim garażu. A to naprawdę większa sprawa. Bowiem wjedzie tam i zaparkuje obok RS 6 performance i 911 Turbo S, tworząc idealne motoryzacyjne trio. Próbuje znaleźć określenie takie idealne dla tego modelu, aby od razu prezentowało wszystkie jego zalety, może o tak: sensualność, bowiem to cecha tego, co jest odbierane za pomocą zmysłów — czyli zmysłowość, doświadczanie świata poprzez dotyk, zapach, smak, wzrok i słuch. To słowo ma w sobie coś pięknego — jakby zapraszało do głębszego odczuwania rzeczywistości. I takie jest właśnie BMW M4 CS. Dziękuję BMW za ten model. Świat motoryzacji zyskał dzięki niemu kolejny mile stone. Uwielbiam go! I jeszcze krótko – minusy: krzywizna deski rozdzielczej bez finezji sam ekran oraz irytująca grafika zegarów, ale to naprawdę przy tym silniku i samochodzie bez znaczenia. Masze head-up i to rozwiązuje sprawę.

 

Wycinek najważniejszych danych modelu M4 CS

3.0 R6 M TwinPower Turbo, 650 Nm, 550 KM, 3.4s, M xDrive

 

Serdeczne podziękowania dla BMW Inchcape Wrocław za zaufanie i jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu, w ramach eventu BMW M Days.

 

Dealer BMW Inchcape Wrocław

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

P.S. Koniecznie ich odwiedźcie, bo to nie tylko salon sprzedaży, ale przede wszystkim miejsce ludzi z pasją! 



Bartosz Jagodziński


Sierpień 2025 r. 

To moje drugie spotkanie z modelem M5. Poprzednia generacja w wersji Competition dosłownie mnie urzekła, stając się niejako wzorem do porównań, jednakże muszę stwierdzić, że dopiero, jak samochód ustawiło się w tryb Sport Plus. Najnowsza odsłona bawarskiego przeboju, czyli sportowego sedana o kodzie fabrycznym G90 dla klasycznego dla siebie nadwozia oraz G99 dla wersji Touring, z jednej strony jest wypełniona kilkoma paradoksami – mniejsza moc V8 niż u poprzednika, więcej do setki, większa masa, większe nadwozie, ale z drugiej strony ma coś, czego żadne M5 nigdy nie miało – okrągłe tysiąc Niutonometrów momentu obrotowego. A to jest klucz otwierający drzwi do zrozumienia tego modelu oraz do świata performance. Inżynierowie poświęcili sporo czasu oraz wykorzystali wiedzę z zakresu klasycznej fizyki (tej od I. Newtona), aby stworzyć samochód, który porusza się w sposób bardzo ciężki do opisania. Ale o tym za chwilę. Byłem bardzo ciekaw tego nowego M5. W momencie premiery i trochę później, osoby ze świata influencerów oraz internetowi samozwańczy specjaliście (jasna rzecz, że nie wszyscy, ale większość) marudziła o tym, że to najcięższe M5 ever made. Tak zwani puryści (dla mnie coraz bardziej przypominający eko-terrorystów) miauczeli, że hybrydowy napęd, że masa, że design, że mniejsza moc V8 itd.., itd. Tak naprawdę klient na ten produkt, w większości przypadków nie należy do purystycznego czy analogowego ruchu szaleńców motoryzacyjnych, którzy zatrzymali się pewnym momencie, zupełnie nie akceptując tego, co oferuje motoryzacja XXI wieku. Zaparzeni na lata 80. czy 90. XX wieku z uwielbieniem godnym fanatyka religijnego powtarzają zupełnie nietrafioną tezę, że prawdziwa motoryzacja dawno umarła. Tak naprawdę to nie dla nich tworzy się takie produkty, jak BMW M5. Tacy maniacy, zatrzymali się w postrzeganiu tego, co może zaoferować świat motoryzacji. A jest to coś naprawdę wielkiego. I co z tego, że ma napęd hybrydowy? Co z tego, że więcej waży? Takie same jęczenia można było usłyszeć przy poprzedniej generacji, wraz z wprowadzeniem xDrive…Ale najlepszym sposobem będzie jak ich zostawimy samych sobie. Bowiem na scenę V8 Speed wkracza generacja G90 z potencjałem w elastyczności tak ogromnym, że powinno używać się już definicji pochodzących fizyki kwantowej, aby mieć porównanie. Zatem na wstępie nowe M5 to oczywiście hybryda typu plug-in, gdzie pod ogromną maską mamy 4.4 V8 TwinPower M Turbo Plug-in Hybrid, systemowo generujące 727 KM oraz 1000 Nm, sprint do setki trwa w 3,5 s, prędkość maksymalna to dwie i pół stówy, a waga 2510 kg. Jednocześnie BMW podkreśla, że ten samochód nie jest dedykowany na tor. I bardzo dobrze. To bardzo szybki sedna do prestiżowego pokonywania odległości, w dość szybkim tempie. Ja wiem, że po tym, co zrobiło z moim mózgiem i ciałem (siła G) Audi RS e-tron GT (856 KM, 865 Nm) w zakresie 0-100 km/h nic, nie jest już dostatecznie szybkie. Ale M5, i wcale nie chodzi o sprint, a o elastyczność na poszczególnych biegach, zmusiło mnie do szybkiego hamowania, powiem wciśnięcie gazu, tak nie specjalnie z siłą dynamitu, spowodowało, że bez zastanowienia auto osiągnęło prędkość, za którą wsadzają do więzienia bez procesu. Proszę Państwa elastyczność M5 to skala, jaka jest niedostępna dla sportowych Audi ICE oraz Mercedesów-AMG ICE. To całkowicie inny poziom doświadczeń, który jest niedostępny dla tradycyjnych napędów nie-hybrydowych i nie elektrycznych. Poziom zaangażowania układu hybrydowego w dostarczaniu Nm na potrzeby elastyczności czy przyspieszenia jest z jednej strony futurystyczny, ale jak najbardziej realny. Oczywiście samochód miał ustawienia – te moje ulubione Sport Plus. Potężne i solidne uderzenie w plecy, głęboki wrzask TwinTurbo V8, wciśnięte ciało w sportowy fotel i ten uśmiech niczym u jokera z Mrocznego Rycerza to w sumie standard w tym, co oferuje nowe M5. Szanowni Państwo druga uwaga, 2510 kg, tak to sporo, a nawet dużo za dużo, jak na sportowe auto. Ale od chwili przejechania pierwszych metrów muszę uczciwie powiedzieć, że tego nie czuć. Nie, to coś więcej, auto prowadzi się jak lżejszy, mniejszy model. 1000 Nm rozprawia się z masą samochodu w płynny, niezauważalny sposób. Zero opóźnień na reakcję: „prawa stopa – gaz”. Takie rzeczy są na porządku dziennym w sportowych elektrykach. A tutaj mamy hybrydę. Nie ma ani chwili zwłoki w budowaniu przez silnik momentu obrotowego oraz wystrzału w stronę horyzontu. Na przykład RS 6 Avant performance potrzebuje takiej chwili, tu od razu jest dramatyczny atak. I to właśnie jest zaleta sportowych hybryd. Mercedes-AMG ma również takie rozwiązanie, zwane E-PERFORMANCE, teraz BMW M korzysta z tego dobrobytu. Nowe RS-y będą także hybrydami z V8. Tego się nie przeskoczy, o czy nawet wie Porsche. To jest coś, na co czekaliśmy od dekad. Na wspaniałą, niczym nie opóźnioną elastyczność, na fenomenalne bezproblemowe oraz dramatyczne przyspieszenia. Sposób prowadzenia tego samochodu przypomina mi bardzo model i5 M60 (601 KM, 820 Nm), jednakże M5 jest (mimo większej masy niż i5 M60) bardziej dzikie, zwinne oraz wyrywne. Może nie robi takiego show designem jak wspomniane RS 6 Avant performance, nie mówiąc już o RS 6 Avant GT, bowiem ich wygląd rozmontowuje system w segmencie premium sport, ale ma, co muszę przyznać z lekkim bólem, lepszy performance. Bowiem jest nowsze i ma inną konstrukcję napędu. Naprawdę nie ma sensu słuchać opinii innych, a najlepszym sprawdzianem jest przejechanie się tym samochodem. Byłem na polskiej premierze M5, później na premierze lokalnej dealerskiej, aż w końcu miałem możliwość i okazję do sprawdzenia w praktyce samochodu. Nie, to nie jest wysoki poziom, to w chwili obecnej najlepszy samochód sportowy klasy premium sport na rynku. Mercedes-AMG GT-4 63 S E PERFORMANCE mimo idiotycznie długiej nazwy był pierwszy w tej lidze, czyli hybryd łączących V8 z prądem. I muszę to napisać dla przypomnienia, że jeździ znakomicie. Bez wahania, bez opóźnień w reakcji na nacisk prawej stopy. Te AMG ma jednak słabszy design niż M5. Jednakże poziom dramaturgii odczuć jest bardzo porównywalny. Emocje jakie towarzyszą podczas jazdy jednym i drugim są na tej samej skali zadowolenia i próżności. To gigantyczne samochody, z przerażającymi możliwościami. AMG GT 63 S E PERFORMANCE ma 4.0 V8 Biturbo generujące systemowo aż 843 KM oraz 1200 Nm. M-piątka ze swoimi 727 KM i 1000 Nm wygląda nie najgorzej, ale RS 6 performance mające 630 KM oraz 850 Nm, ale bez wsparcia elektrycznego to już nie ten poziom. Jednakże będzie to niesprawiedliwe, gdy się bierze za porównanie sam sportowy silnik ICE ze sportowymi hybrydami Plug-in. Zatem AMG jest godnym rywalem tego M5 oraz jest jeszcze kolego z Zuffenhausen, czyli najmocniejsza Panamera Turbo S E Hybrid, która ma 4.0 V8 Biturbo z wsparciem elektrycznym, co systemowo daje 782 KM, 1000 Nm, 2,9 s do setki oraz 325 km/h. Z tym, że Porsche to nie sedan, tak samo jak AMG. Jedyne w tym rozdaniu BMW oferuje prawdziwą limuzynę. Nie wiem, jak się zachowuje Panamera Turbo S E Hybrid podczas zrównania prawej stopy z podłożem i na jaką elastyczność można liczyć podczas przyspieszania na przykład w zakresie 80-130 km/h. Wiem, że M5 prasuje mózg, ale z drugiej strony nie potrafi tego tak robić, jak RS e-tron GT, ale dla układu hybrydowego w dużym ponad 5-metrowym samochodzie z bardzo napakowanym wnętrzem w tej chwili to NUMBER ONE.


Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 5,5/5

Reakcje skrzyni: 6/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 6/5

Wciśnięcie w fotel: 6/5

Wykonanie wnętrza: 5/5



Patrząc na te wyniki, to oczywiście moje subiektywne odczucia, można zauważyć, że w pięciu miejscach M5 przekracza umowną skalę 5-punktową. Jego poprzednik tą samą skalę przekroczył w dwóch miejscach. Mogę podsumować ten samochód w taki sposób, że zadam ponownie, jak kiedyś pytanie: czego tak naprawdę oczekuje się po takim samochodzie? Na pewno trzeba mieć świadomość, że nabywając M5 nie mamy do czynienia z wersją usportowioną zwykłej piątki czy wersji i5. Sądzę, że to tak naprawdę odmienny świat lub stan świadomości. Oczekuje się przede wszystkim wyrazistości, potężnego kopniaka w plecy podczas przyspieszania liniowego, a podczas startu z lunch control wbicia w fotel z siłą rozerwania wiązań jądrowych. Ale nie tylko. Trzeba też go odpowiednio szybko zatrzymać i utrzymać się w szybko pokonywanych łukach. Te elementy na liście ToDo przez M5 są ponownie spełnione. Jednakże to nie wszystko, oczekuje się również luksusowego wnętrza, przyjemnych w dotyku materiałów czy systemów wsparcia, a także pełnej opcji wyposażenia lub przynajmniej posiadania tego, co jest obecnie na topie. M5 również i w tym zakresie spełnia wszystkie pokładane w nim oczekiwania. To przecież klasyczny twór, czyli czterodrzwiowy sedan, stworzony z myślą szybkich podróżach. Można powiedzieć, że kolejnym oczekiwaniem względem M5 to wypad raz w tygodniu na tor. I tutaj może okazać się to w odczuciach trochę mdłe względem poprzednika w oznaczeniu M5 Competition. Jeśli świetnie zamaskuje się ponad 2,5 tony na autostradach i lokalnych drogach, to już 1000 Nm na torze w bardzo zwinnych łukach może nie poradzić sobie z masą i ten potężny tyłek będzie chciał wyprzedzić przód. Nawet na rozgrzanych oponach. Ale, ale BMW ma inne fantastyczne modele na tor, jak chociażby M4 CS.


Podsumowując, tak te auto jest cudowne, jeśli rozumiesz i potrzebujesz jego arsenału w postaci 727 KM i 1000 Nm. Jeśli interesują Cię przyspieszenia oraz elastyczność na poziomie działania mechaniki kwantowej (tej do N. Bohra), to M5 będzie doskonałe. Ale pamiętaj, że oferowany wysoki poziom także oczekuje wysokiego poziomu świadomości oraz większych, niż przeciętne możliwości i doświadczenia w prowadzeniu takich samochodów. Ja się czułem w M5 nad wyraz doskonale. Spojony z maszyną w każdy centymetrze. A nie zawsze tak jest. Dodatkowym atutem jest możliwość przejechania wyłącznie na prądzie do 69 km.


Czy zatem chciałbym go pod domem? To pytanie dość ciężkie, dizajnersko przepada względem RS 6, ale jego performance przekracza możliwości aktualnego RS 6. Więc muszę się jeszcze trochę zastanowić…

 

Dziękuję Marcin, za tą wspaniałą możliwość realnej oceny samochodu.

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model M5 (G90):

4.4 V8 TwinPower M Turbo Plug-in Hybrid, 727 KM, 1000 Nm, 3,5 s, 250 km/h

 

Serdeczne podziękowania i ukłony dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

Bartosz Jagodziński

 

Maj 2025 r.

BMW od dłuższego czasu w niektórych modelach wprowadza niepotrzebne zamieszanie tworząc koncepcje, które są lekko mówiąc bezsensowne i udają coś, co tak naprawdę nigdy nie było potrzebne. Ani klientom, ani samemu BMW. No bo, jaki jest zdrowy rozsądek tworzenia dużego coupe serii 8, a następnie dodania mu drugiej pary drzwi? Taki zabieg marketingowo nazwano Gran Coupe. Technologicznie to dalej seria 8 z dodatkową parą drzwi. I sens tego jest jeden: kasa ze sprzedaży. A w sytuacji obecnej, w której seria 7 nie przypomina żadnego innego BMW z obecnie produkowanych, to takich wyróżnik 8 Gran Coupe nabiera wyrazu oraz zupełnie innej tożsamości. W czasach, gdy seria 7 wyglądała bardzo podobnie do reszty portfolio marki, to 8 Gran Coupe, był czterodrzwiową wersją, dwudrzwiowej wersji, czterodrzwiowego sedana. Marketingowo wyszło to nawet nieźle. Podobny zabieg zrobił Mercedes z modelem CLA w wersji kombi, które nie nazwano fantazyjnie, jak to ma Mercedes w zwyczaju literką T, ale Shooting Break. Więc CLA Shooting Brak, a wcześniej i CLS Shootin Break były modelami kombi, ale w innej nazwie, a całość taka jest odbierana, no powiedzmy szlachetniej. BMW w serii 2, oprócz tego, że z definicji to sportowa seria (oferowane coupe), wpadło na pomysł zrobienia sedana. Jakby seria 1 i 3 były w tym kontekście niezadowalające. Może im więcej sedanów, tym lepiej? Jednak nazwę na taki model zaczerpnęli z serii 8 Gran Coupe. Zatem w teście BMW 218i Gran Coupe. A  to nic innego, jak wersja serii 2 w czterodrzwiowym nadwoziu z dużym kuprem. Jeśli jesteś w jakiś sposób zaznajomiony z nowymi BMW to i w tym modelu nie będziesz niczym zaskoczony. Obsługa jest bardzo intuicyjna. Jakość wykonania i spasowania elementów (mimo, że to wersja 218i) na dobrym poziomie. W tym modelu wyróżnikiem są cudowne bez ramkowe szyby. To jedne z lepszych rozwiązań w motoryzacji. Pod maską tej dwójki z kufrem w oznaczeniu 218i znajdziemy 3 cylindry. 218i Gran Coupe jest wyposażone w turbodoładowany silnik trzycylindrowy. Ten sam silnik jest stosowany w rodzinie modeli Mini. Generuje on 136 KM (100 kW), 220 Nm, prędkość maksymalna 215 km/h, 7-biegowy automat dwusprzęgłowy. I taka wersja jest rozwiązaniem, które zbliżone jest do serii 1 w oznaczeniu 120d. Stąd też tytuł testu, w wersji 2.0. BMW 120d, którym jeździłem było właśnie takim bardzo podobnym koncepcyjnie samochodem. Bardzo spójnie opracowane małe BMW. Przyspieszenia w wersji 218i na pewno nie będą tak wciskające w fotel i odbierające świadomość, że będziesz je pamiętać przez kolejne 10 lat, ale na pewno dadzą się odczuć i pozwolą na w miarę dynamiczną jazdę pod warunkiem włączenia trybu Sport. Czy 218i Gran Coupe to wstęp do świata BMW? Nie, bowiem wstępem też może być potężne M5 lub jakikolwiek inny model. Spójność koncepcji tej wersji z ogólnym odbiorem serii 2 wraz z serią 1 jest poprawna i nie daje odczucia, że ten model powstał w centrum badań i rozwoju w Bangladeszu. To jednak 100% BMW. Czy może to bardziej samochód dla młodszych osób? Niekoniecznie, bowiem większość z nas bym się w nim odnalazła i będzie zadowolona z tego co, oferuje. Jednakże dla osób, które doskonale wiedzą, co może oferować segment premium to, ten model będzie naprawdę niewystarczający. 218i Gran Coupe ma przewagę nad wersją 2 Coupe, które nazwa się „dodatkowa para drzwi”. Samochód dzięki temu staje się poręczniejszy, użyteczniejszy.  Mitem, jest to, że każde BMW musi mieć 4.000 KM i 9.000.000 Nm, aby było BMW. BMW to także samochody luksusowe oraz użyteczne dające radość z codziennego korzystania. Sport w motoryzacji ma różne oblicza, a czasami im jest go mniej, tym lepiej dla danego modelu. 218i Gran Coupe na szczęście nie udaje sportowca. Jest w tym zakresie sprytnie przemyślane, bowiem oferuje nowoczesne rozwiązania, jakie są dostępne w portfolio marki, ale w swoim zakresie możliwości jest miarowe oraz odpowiednie. Można by powiedzieć w sam raz dla… i tutaj bez wyróżnika. Dla każdego, kto go pokocha i będzie użytkować zgodnie z możliwościami modelu. To znaczy nie będzie próbował go traktować jak wersję M. W porównaniu do innych modeli BMW, doskonale widać, że producent zachował rozsadek i nie załadował wnętrza ekranami, które momentami przytłaczają kierującego. To krok w dobrym kierunku, ale pozbycie się iDrive oceniam za ogromny krok wstecz. Urok wnętrza należy raczej oceniać w kontekście tego, że w ogóle jest, a nie zachwytów czy achów i ochów, jak na przykład w serii 5. Wnętrze jest logicznie poukładane bez przerysowania i czy przeładowania i to jest naprawdę pozytywne. Obecnie seria 2 w nadzianiu Gran Coupe jest oferowana w wersjach: 216 (122 KM), 220 (170 KM), 223 xDrive (218 KM) oraz tej najciekawszej M235 xDrive (300 KM). Wybór jest zatem dość spory i pozwala na szerokie spektrum doznań. M235 xDrive może być tym, modelem, który niekoniecznie będzie królem w serii 2 w odzieniu Gran Coupe, ale na pewno oferuje najwięcej sportowych doznań. Ogólnie i szybko podsumowując: 218i Gran Coupe to ciekawy samochód, z nikomu niepotrzebnym nadwoziem, ale zdecydowanie większym i praktyczniejszym niż seria 1 i w pełni prezentujący oraz gwarantujący wszystkie elementy DNA BMW, które są tyko bardziej rozwinięte w wyższych modelach. Oczywiście nie mówimy tutaj o DNA BMW M.

 

Radość z jazdy: 3/5

Gang silnika: 3/5

Reakcje skrzyni: 3/5

Układ hamulcowy: 3/5

Design: 3/5

Silnik (moc, i siła): 3/5

Wciśnięcie w fotel: 2/5

Wykonanie wnętrza: 3/5

 

Wycinek najważniejszych danych modelu 218i Gran Coupe

1.5 Turbo, 220 Nm, 136 KM, 9,2 s.

 

Bartosz Jagodziński

 

Kwiecień 2025 r.

 

P.S.

Dawid, thank you very much za pożyczenie kluczyków do testu! Love you. 😊











 

Najnowsze BMW 1, to samochód trochę problematyczny. Z jednej strony to najnowszy model BMW, w którym naprawdę nie ma się do czego przypiąć czy wbić szpilę niezadowolenia, ale z drugiej brak mu pewnej iskry, emocji. Może to przez wersję 120d. Jednakże te, de facto najmniejsze BMW oferuje ducha marki oraz jest zdecydowanie lepsze niż poprzednik. Z naciskiem na lepszy design oraz lepiej zaplanowane i zmontowane wnętrze. Mała seria 1, a w sumie, jak to określa samo BMW, THE 1 to wstęp do świata bawarskiej marki. Jeśli ktoś jest obeznany z produktami tego producenta, z pewnością zauważy brak sytemu iDrive, co jest zupełnym nieporozumieniem. Bardzo gruby wieniec kierownicy także może być tym elementem, który nie przypadnie każdemu do gusty. Szczególnie, że BMW robi pełne, okrągłe kierownice, a codziennie korzystając z ściętej na dole, z początku ciężko jest się przestawić na inny odbiór i czucie w rękach. Dodatkowo niektóre elementy wnętrza wyglądają bardzo mizernie i wręcz nieodpowiednio do znaczka, który jest na masce. A chodzi o przyciski do sterowania szybami w drzwiach, czy przyciski na konsoli środkowej. Niemniej, opcjonalny pakiet sportowy M oraz dodatkowy M Pro, bronią te najmniejsze BMW i podczas jazdy czujesz ogólną ulgę i satysfakcję. Bowiem pod maską mamy 2.0 Turbo D, generujący 163 KM oraz rozsądne 400 Nm, a to powoduje, że z masą 1570 kg, THE 1 jest żwawy oraz charakteryzuje się niezłą elastycznością. I gdyby nie oznaczenie na klapie bagażnika 120d, to ciężko byłoby rozpoznać siedząc wewnątrz, jaka jednostka napędza ten model. Jestem przekonany, że seria jeden w najmocniejszej wersji benzynowej M135 xDrive będzie tym, samochodem, który przede wszystkim będzie grać na emocjach podczas jazdy. Natomiast wersja 120d to bardziej rozsądek niż emocjonalne podejście do posiadania własnego BMW. Z drugiej strony taki model z opcjonalnym wyposażeniem, w cenniku został oceniony na 242 tys. zł. to naprawdę wysoko, biorąc pod uwagę, że to seria 1. Za ta kwotę można zdecydować się na serie wyżej. Jednakże w porównaniu do innych modeli BMW, doskonale widać, że producent zachował rozsadek i nie załadował wnętrza ekranami, które momentami przytłaczają kierującego. To krok w dobrym kierunku, ale pozbycie się iDrive oceniam za ogromny krok wstecz. Urok wnętrza należy raczej oceniać w kontekście tego, że w ogóle jest, a nie zachwytów czy achów i ochów, jak na przykład w serii 5. Wnętrze jest logicznie poukładane bez przerysowania i czy przeładowania i to jest naprawdę pozytywne. Design modelu jest bardzo na czasie i nie odstaje tak mocno od linii modelowej producenta, jak na przykład X2 czy nawet seria 2. Tutaj z daleka widać, że jest to bardzo spójnie opracowane małe BMW. I o ile nie widzę w nim podróży wakacyjnej przez Europę, to o tyle w codziennym użytkowaniu, model ten będzie idealny. W zatłoczonym mieście poręczny, a na trasie miasto-wieś, lub miasto-góry te 163 KM i 400 Nm poradzą sobie z bagażem i czterema pasażerami w przyjemny sposób. Może nie będą to przyspieszenia, tak wciskające w fotel i odbierające świadomość, że będziesz je pamiętać przez kolejne 10 lat, ale na pewno dadzą się odczuć i pozwolą na w miarę dynamiczną jazdę. Muszę przyznać, że ten Diesel jest słabszy niż to, co oferuje Mercedes w E220d, jednakże jeździ zdecydowanie lepiej niż Mercedes, który męczy się za każdym wciśnięciem gazu w podłogę. I to jest bardzo dobra cecha tej wersji. BMW zadało sobie trochę trudu, aby dopracować tak elastyczność 120d, żeby można było poczuć, że to naprawdę jest produkt made by BMW. Mając w pamięci doświadczenia z jazdy innymi modelami tego producenta, z naciskiem oraz pamięcią na to, co potrafią wersje M, oczywiście bezpośrednio się nie odnoszę z cywilnym BMW do dynamicznego M, ale w końcu to przecież BMW, dlatego przede wszystkim patrzę na reklamowaną radość z jazdy, stąd jak wspomniałem na wstępie, wersja M135 xDrive uratuje serię THE 1, przez pożarciem przez entuzjastów sportowej, dynamicznej jazdy. Ten rozsądny model, z zapotrzebowaniem na ropę w wielkości 4,5l na 100 km (dane według WLTP) może być naprawdę wielkim sukcesem w obszarze rozsądnego i ekonomicznego BMW, bez nowoczesnych udziwnień oraz świata ekranów. Czasami naprawdę normalność jest pożądana w świecie, który oferuje zbyt wiele i za dużo. A mając do dyspozycji magazyny z częściami i gotowymi rozwiązaniami związanymi z modelami M czy i, sądzę, że ciężko mieli twórcy i dizajnerzy serii 1, aby nie podbierać już gotowych schematów, tylko stworzyć coś zupełnie odmiennego, ale nie pozbawionego sensu i smaku marki. I trzeba przyznać, że im się to doskonale udało. Z jednym wyjątkiem: skasowaniem pokrętła iDrive.

 

Radość z jazdy: 3/5

Gang silnika: 3/5

Reakcje skrzyni: 3/5

Układ hamulcowy: 3,5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 3/5

Wciśnięcie w fotel: 2/5

Wykonanie wnętrza: 3/5

 

Wycinek najważniejszych danych modelu 120d

2.0 Turbo, 400 Nm, 163 KM, 7.9 s

 

Serdeczne podziękowania dla BMW Inchcape Wrocław za zaufanie i jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.

BMW Inchcape Wrocław

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Bartosz Jagodziński

Październik 2024 r.










 

BMW serii 8 to jeden z trzech kluczowych graczy w portfolio marki BMW. Razem z serią 7 oraz modelem X7 tworzą zamknięty krąg zwany wewnętrznym segmentem GKL. Co oznacza, że stanowią najbardziej luksusowe i prestiżowe modele w całej gamie BMW. I nie jest tajemnicą, że BMW ma bardzo duże oczekiwania względem tych modeli. O ile model X7 i seria 7 już dawno wpadły w moje ręce kierowcy-testera, to seria 8 jakoś robiła uniki. Ale nadszedł dzień zwany Luxury Day i otrzymałem kluczyki do najmocniejszej serii osiem, jednakże o krok niżej niż modele sygnowane logiem M. I tak wersja M850i jest najwyższą w gamie modelowej serii 8. Mocne oznaczenie M850i przywodzi na myśl wiele rozwiązań z M oraz wprost przychodzą do głowy osiągi z tamtej linii modelowej. Jednakże wygląda to trochę inaczej. M850 to tak zwane M Performance, czyli rozwiązanie, które marketingowo wygląda na bardzo dobre, jednakże w ostatecznym odbiorze czuję spory niedosyt. BMW M850i xDrive 4.4 V8 TwinTurbo generuje 530 KM oraz 750 Nm sprint do setki 3.9 s. Masa takiego układu to 2085 kg. Czy to dużo? Jeśli weźmiemy to pod kątem dużego luksusowego coupe z niezłym wyposażeniem (brakowało masażu w fotelach) to wynik akceptujemy. Jednakże, jeśli popatrzymy pod kątem sportu to M8 Competition jest nie dość, że mocniejsze to jeszcze lżejsze (1975 kg). Różnica 110 kg jest odczuwalna podczas hamowania. W pierwszej chwili myślałem, że system jest niesprawny dopiero bardzo stanowcze naciśnięcie prawej stopy zatrzymywało samochód. Zatem mamy już jeden element, który oddziela ten model od M8. Druga kwestia to 530 KM. Te V8 4.4 TwinTurbo doskonale znam, z innych modeli M stąd sądziłem, że będzie tak jak zazwyczaj, czyli bosko. Niestety M850i dopiero w trybie Sport Plus ma naturalną skłonność do dobrego brzemienia oraz uderzenia, a w zasadzie przyciśnięcia kierowcy w fotel. W innych trybach tylko jeździ, ale bez satysfakcji. I jest to naprawdę sprawiedliwa ocena. M850i, mimo że określane jako M Performance nie jest M Competition. Ktoś mógłby powiedzieć, że przeginam mówiąc, że 530 KM i 750 Nm nie spełnia oczekiwań. Jednakże mając za sobą doświadczenie w jeździe takimi tuzami jak M5 Competition, XM Red czy choćby niemieckiej konkurencji dla BMW takiej jak: RS 6 Avant, RS 6 performance, RS 7 performance a nawet AMG GT 63 S E PERFORMANCE to stwierdzić należy, iż M850i cierpi na syndrom zduszonych emocji oraz przygaszonych reakcji. 530 KM i 750 Nm z masą 2085 kg radzi sobie przeciętnie, a mówimy cały czas o jeździe w trybie Sport Plus. Ten sam tryb w M5 Competition złamał mi umysł, skradł serce i wstawił na piedestał ten model względem innych. Skąd doskonale odczytuję jaka jest siła między M Performance, a M Competition. Dwa różne światy. Dwa różne cenniki oraz dwa różne poziomy emocji. Kolejna sprawa, która mnie troszkę zaskoczyła to naprawdę przestarzały infotainment. Jeżdżąc dużo mniejszymi, ale nowszymi beemkami doskonale widać jaka przepaść dzieli software M850i choćby od najnowszego X2 M35i lub M4 Competition. I z tego co się dowiedziałem, to BMW nie planuje w tym zakresie update. Seria 8 ma kilka odmian bowiem poza bzowym coupe, które jest wersją sportową limuzyny serii 7 mamy jeszcze odmianę bez dachu oraz dodatkowo czterodrzwiową wersję opartą na dwudrzwiowym coupe zbudowanym o czterodrzwiową limuzynę, czyli w nomenklaturze BMW GranCoupe. I takie GranCoupe występuje nawet w wydaniu M8 Competition. I to dopiero musi być miazga. M850i to spory samochód, który dobrze komponuje się z otoczeniem. Chodzi o to, że nie przytłacza swoją osobowością motoryzacyjną i dizajnem otoczenia na przykład, jak to robi XM. Nie zagniesz też nim lokalnej czasoprzestrzeni ani nie zostaną ściśnięte Twoje ograny podczas przyspieszania, jak na przykład w M5 Competition. To taki wypośrodkowany model, który skręca bardziej w stronę luksusu niż sportu. Co prawda może udowodnić, że literka M w nazwie nie jest przypadkowa, ale jeśli oczekujesz po nim czegoś na kształt M8, to nie ten kierunek. W trybie komfortowym model ten pochłonie Twoje oczekiwania względem spokojnego i prestiżowego pokonywania kilometrów. Z pewnością zrobi wielkie wow, gdy odwiedzisz nim znajomych. Jednakże wobec takich drani jak ja :-) którzy mają mózg przepełniony wiedzą i emocjami motoryzacyjnymi, ten samochód nie zrobi wrażenia. Segment ten wymaga odpowiedniego wykończenia oraz wyposażenia samochodu. Poprzez fakt i BMW osiem jest już na rynku trochę lat, to względem serii 7 wygląda słabo, jednakże prezentuje bardzo wysoki poziom zadbania o każdą potrzebę właściciela czy użytkownika. Dodam świadomego pewnych potrzeb oraz możliwości. Wspomniałem już, że naprawdę zabrakło w podgrzewanych i wentylowanych fotelach masażu. Może ktoś uważać, że to bzdura, ale na co dzień korzystając z takiego rozwiązania doskonale zrozumie, że puszczenie się w trasę na przykład 700 kilometrową będzie zupełnie inne z masażem niż bez. Dobrze teraz trzeba oddać serii 8 to co królewskie, czyli wspomniane wykończenie i poziom wyposażenia. Kryształowa przekładnia zmiany biegów nie kuła w oczy, jak w innych modelach. Wykończenie wnętrza czarną Alcantarą jest cudowne. Sam klimat architektury środka tego coupe jest typowo beeemowski. Czyli naprawdę wspaniały. Nie jesteś otoczony czy przytłoczony ekranami, tak na prawdę M850i ma jeden ze starym system iDrive oraz headup. Oczywiście jak w każdym BMW zestaw nieczytelnych wskazań związanych z obrotami i prędkością jest szalonym standardem. Ale leży on w strefie zwanej "wymaga przyzwyczajenia" a nie "niedopracowanej". BMW M850i xDrive fantastycznie wpisuje się w luksusowe duże coupe i mam wrażenie, że chciałby wskoczyć w segment Gran Turismo i stać się takim GT do łykania setek czy tysięcy europejskich autostrad. I jak najbardziej będzie w tym zakresie właściwe. Jeśli natomiast będziesz chciał je wykorzystać, jako bardziej model M i pocisk do kształtowania swojego ego oraz sportowych ambicji i aspiracji to nie ten kierunek. Wtedy M8 Coupe Competition odpowie na Twoje sportowe oczekiwania.  A nawet je w 80% przekroczy. M850i to ciekawa kombinacja luksusu oraz sportowych aspiracji, jednakże względem bardzo mocnych odczuć i emocji sportowych pozostaje w strefie zawieszenia, które nie pozwala mu przekroczyć obszarów wytyczonych przez oddziaływanie pola M Performance. Luksusowo-prestiżowy charakter tego modelu jest bezdyskusyjny. Dlatego M850i nie jest modelem M, a już na pewno nie M Competition. W swoim świecie jest perfekcyjny. Ale doskonale wiemy, że istnieją jeszcze inny galaktyki, które oferują większe emocje oraz naprawdę Mocniejsza dawkę sportu!

Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4,5/5

Układ hamulcowy: 3,5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 3,5/5

Wciśnięcie w fotel: 4/5

Wykonanie wnętrza: 5/5

 

Wycinek najważniejszych danych modelu M850i xDrive

4.4 V8 TwinTurbo, 750 Nm, 530 KM, 3.9 s

 

Serdeczne podziękowania dla BMW Inchcape Wrocław za zaufanie i jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu, w ramach eventu Luxury Days.

BMW Inchcape Wrocław

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Bartosz Jagodziński

Wrzesień 2024 r.













 

BMW M4 Competition jest samochodem, który potrafi wprawić Cię w bardzo dobry nastrój już samą linią karoserii. Wersja po niedawnym faceliftingu (styczeń 2024 r.) z zwiększoną mocą oraz lekko ulepszona wpadła mi w ręce podczas tegorocznego BMW M Festival. Wcześniej do tego samochodu podchodziłem bez entuzjazmu, można powiedzieć, że nawet wręcz sceptycznie. Bowiem czym może mnie zaskoczyć, skoro to technologia z modelu M3 w nadwoziu coupe? Jednakże M4 zaskoczyło mnie jakością wykonania, ale pomijając względy natury estetycznej, również i dawkowaniem mocy. Dość długie coupe, będące alternatywą dla rodzinnego M3, wygląda jak dobrze zbudowany młody człowiek, ale bez używania sterydów. Tak naprawdę idea tego modelu sprowadza się do jednego – ogromnego fanu z jazdy. I na tym można by zakończyć opis, ale byłoby to lekko niesprawiedliwe dla M4. Tak, to właśnie te zaskoczenie. Zdecydowanie lepsze prowadzenie oraz odbioru auta niż w przypadku M3. I owszem, nie jest to V8 Biturbo czy TwinTurbo, ale R6 M TwinPower Turbo, które z ochotą wkręca się w obszar czerwonego pola, dając jednocześnie intensywne doznania akustyczne. Nie są one męczące, nachalne i bezsensowne, ale idealne dopasowane do charakterystyki samochodu. M4 Competition to najlepsza wersja średniego sportowego BMW. Ale czy aby na pewno? BMW ma od niedawna w ofercie model M4 CS, który góruje nad M4 Competition (lżejszy, mocniejszy, ale i zdecydowanie droższy). Wróćmy jednak do M4, które od pierwszej prostej i strzału z wydechu zaczyna się z Tobą drażnić. A to powoduje, że czujesz coraz większą sympatię do tego coupe. Kolejny zakręt oraz długa prosta powodują, że te sympatyczne uczucie przekształca się w oszałamiające, gorące uczucie ekscytacji. Dodam, że M3 w odbiorze, nie jest takie jak M4. W zasadzie, to nie sądziłem, że ta konkretna M-ka będzie tak wciągająca. Nie wiem czemu, ale może faktycznie pora roku miała znaczenie, bowiem zimowy test M3 zamieścił w mojej głowie taką informację, że mimo napędu M xDrive, M3 aż się gotował przy każdym dodaniu gazu, aby wyrwać tyłem. M4 w 31 stopniowym przewiewnym lipcowym dniu, nie dał ani razu do zrozumienia, że tył chce zmienić miejsce z przodem.  Zatem dynamiczna jazda nie jest szczególnie trudna w M4. Jednakże warto odnotować, że mimo technologii M TwinPower Turbo, to nie było natychmiastowej reakcji, jak w silnikach V8, na dodanie gazu, to jakieś sekunda, może maksymalnie półtorej sekundy opóźnienia przy zrównaniu prawej stopy z podłożem i dopiero wystrzał w horyzont. Cała jazda testowa odbyła się w ustawieniach M1 czyli Sport Plus i Sport dla komponentów, których nie można przeprogramować w Sport Plus. Twardość zawieszenia, szybkość skrzyni, odpowiedź silnika oraz hamulców do akceptacji. Dodatkowym plusem były kubełkowe przednie fotele. One zrobiły fantastyczną robotę i w sumie warto zostawić każdą ilość złotówek, aby je mieć. Oddawanie mocy, szybkość reakcji 8-stopniowego automatu Steptronic z Drivelogic, właśnie ten napęd M xDrive z aktywnym mechanizmem różnicowym powoduje, że momentalnie wpadasz z zauroczenia w ogromne zaufanie do tego modelu. M4 Competition to inna filozofia tworzenia sportowego samochodu, która w marce BMW jest bardzo różnorodna. Inaczej prowadzi się M2, a inaczej M5. Te różnice faktycznie są bardzo odczuwalne. W Audi Sport jest pewien znak równość w modelach RS, jednakże są kontrast, pomiędzy większymi i mniejszymi RS-mi jest trochę odczuwalny. Natomiast w BMW indywidualnie odbierasz każdą M-kę. To zupełnie inne stany świadomości. M3 i M4 w prowadzeniu się różnią. M4 dodatkowo wprowadza Cię w stan lekkiej hipnozy związanej z emocjami oraz chęcią posiadania tego samochodu na własność. I tego właściwie się nie spodziewałem po tym modelu. Nie sądziłem, że M4 czymś mnie zaskoczyć na tak mocnym poziomie, że zaczynam się zastanawiać czy błędem nie było to, że skupiałem swoją uwagę na większych modelach M? Z kolei M2 jest zbyt mały w środku, aby traktować go poważniej, w sensie definicji codziennego użytkowania. M4 Competition doskonale zwraca również na siebie uwagę, sam design, ale i forma jazdy jaką potrafi zaprezentować na krętych drogach. Jest ona bardzo przyjemna oraz zapewniająca bardzo dobry nastrój. Kopniak w plecy, zaciśnięcie pasów w kubełkowym fotelu oraz te znajome uczucie, gdzie żołądek zaczyna być ściskany siłami fizyki klasycznej (jednakże wskazać trzeba, że to nie jest poziom sportowego V8) powodują, że samochód staje się obiektem coraz większego zainteresowania. Zaczynasz poważnie myśleć o M4. Jeśli tak się zadzieje, to jedyna właściwa wersja to Competition, ale jeśli życie Ci daje szerszy wachlarz możliwości, to przemyśl sprawę nad wersję M4 CS, bowiem jest o 165 kg lżejsza niż Competition i mocniejsza o 21 KM. Tylko, że jej cena przekracza cenę bazową nowego M5, stąd pojawia się dysonans. Jednakże rzadkość wersji CS jest okupiona odpowiednimi cyframi w PLN. Wracając do M4 Competition to samochód okazał się bardzo interesującą niespodzianką. Nie na tyle, że składam na niego zamówienie, ale na tyle, iż wstawiam go bardzo wysoko w zakresie dawania radości z jazdy oraz jego kompetencji. Jeżdżąc R6 M TwinPower Turbo doskonale widać, jak wiele jest jeszcze miejsca do V8 M TwinPower Turbo. I wcale nie skazuję R6 na negatywne oceny. Nudne byłoby życie, gdyby BMW w każdym modelu M miało V8. Różnorodność jest niezbędna. M4 Competition udowodnił, że potrafi bardzo zaangażować kierowcę, dać ogromną ilość radości z dynamicznej jazdy, a jednocześnie nie jest małym, twardym samochodem, który w jakiś sposób będzie Cię ograniczać. Jednocześnie wersja M4 z napędem na tył jest zbędna, bowiem mamy M2. Stąd wypośrodkowując M4 Competition jest właściwym wyborem. Dodatkowo nie trzeba wiele uzupełniać z wyposażenia dlatego, że w standardzie są aktualne i niezbędne rzeczy. I nawet ceramicznych hamulców nie musisz zakreślać na liście opcji. Są w przypadku M4 zbędne. Standardowe doskonale radzą sobie z mocą i masą samochodu. No więc, BMW stworzyło naprawdę wspaniałe coupe, które wręcz wywodzi się ze sloganu marki. Radość z jazdy gwarantowana! M4 udowadnia, że nie musisz mieć 800 KM, aby odczuć wszystkimi zmysłami rozkosz z jazdy. Mniej czasami oznacza więcej.

 

Radość z jazdy: 4,5/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 4,5/5

Wciśnięcie w fotel: 4/5

Wykonanie wnętrza: 4/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model M4 Competition (LCI):

2993 cm3, R6 M TwinPower Turbo, 650 Nm, 530 KM, 3,5 s. do 100 km/h

 

Bartosz Jagodziński

 

Lipiec 2024 r.

 













 

Pójście na łatwiznę nie jest w domenie producentów z segmentu premium czy premium sport. A już na pewno nie z tych, których produkty określane są jako performance. W 2023 r. jeździłem bazową wersją, czyli XM bez dopisków, dokładnie rok później wpadła mi w ręce najgorętsza wersja tego modelu. A mowa o zupełnie niepotrzebnym rynkowi samochodzie, a jednak tak bardzo niesamowitym oraz robiącym najlepsze wrażenie na wszystkich czyi modelu XM Label Red lub Label. Z tym nazewnictwem jest różnie na rożnych rynkach (dlatego będę używał słowa Red w nawiasie), mimo wszystko to oficjalnie ściśle limitowany do 500 sztuk samochód, który stanowi najlepszy performance, jaki można w chwili obecnej dostać od BMW. To nie tylko sam design, który jest wręcz oszałamiający oraz robiący ogromne wow wszędzie tam, gdzie się pojawi, ale coś więcej. Te więcej oznacza więcej KM oraz Nm. Otóż wersja Label, jak i sam XM to hybryda Plug-In, jednakże nie taka do oszczędnej jazdy, ale taka która dzięki zastrzykowi elektronów dostarcza niesamowitych wrażeń już od samego dołu skali nieczytelnego (jak, to w zwyczaj ma BMW) obrotomierza. Zatem pod maską wersji Label jest 4.4 V8 M TwinPower Turbo generujący 748 KM oraz 1000 Nm (!). Przyspiesza do setki w takim samym czasie, w jakim robi to najnowsze RS 3 (!) ma adaptacyjny układ jezdny M Professional, napęd M xDrive ze sportowym mechanizmem różnicowym M. A to są elementy, które wprost wskazują na zaawansowany sportowy projekt BMW M. Dzięki temu ogólny odbiór tego samochodu następuje nie w kategoriach SUV, ale sportowego auta. Monstrualne 23’’ koła (największe jakie są dopuszczalne przez obowiązujące przepisy) wyglądają naprawdę słabo przy potężnym nadwoziu. To jest efekt znany z bazowego iXeM’a. Tam standardowe 22’’ także nie robią wrażenia. BMW XM Label (Red) to oprócz tego, że jest najbardziej niedorzecznym samochodem, jaki dostał świat od BMW M, a jednocześnie przez to wspaniałym, jest także najmocniejszym BMW ever made. A z tym faktem nie ma co dyskutować. 748 KM i 1000 Nm potrafią bezwzględnie sprowadzić ciemność przed oczami w biały dzień oraz wgnieść organy w kręgosłup przy szalenie uzależniającym gangu V8 TwinTurbo! Jednocześnie gracja oraz swoboda z jaką XM Label atakuje kolejne proste jest godna podziwu przy tych gabarytach i przypomina zadziorny charakter M5 Competition Ale w ustawieniach Sport, a nie Sport Plus. Tutaj jeździłem na Sport Plus i od razu się rozkochałem w tym wariancie. 4.4 V8 TwinTurbo nie trzeba specjalnie zapraszać do tańca, bowiem silnik reaguje z wielką satysfakcją na ruch prawej stopy. W przypadku 1000 Nm nie można mówić o braku elastyczności, a jednak pamiętam 1100 Nm z BMW i7 w którym nie mogłem skorzystać z potencjału samochodu (może przez jego wielkość), jednak w iXeMie Label (Red) 1000 Nm jest akuratne i jak najbardziej na miejscu. Łatwizna nie przynosi satysfakcji, dlatego oprócz XM BMW zdecydowało się na pikantniejszą wersję. Label (Red) oprócz histerycznych parametrów samego układu napędowego jest również samochodem, który w całym swoim odbiorze przekracza wszystko, to co znałeś do tej pory. Samo wnętrze oprócz tego, że jest potężne i przypomina troszkę galaktyczną przestrzeń X7, jest wykonane na poziomie znanym z wykończeni brytyjskich producentów. W szczególności dbałość o szczegóły w łączeniu różnych faktur czy materiałów jest mistrzowska. To samo pisałem o modelu XM, ale XM Label jest jeszcze bardziej pikantny, jeśli chodzi o wykończenie. Dosłownie świat Alcantary oraz czarnej i czerwonej skóry. Perełką jest znany strukturalny i podświetlany dach samochodu (podsufitka). Całościowo wnętrze jest naprawdę najlepszym wnętrzem w wydaniu BMW. Label (Red) pochłoną mnie tym, że jest najmocniejszym BMW, limitowanym BMW, niespodziewanym BMW M. Ten showcar pretenduje to najbardziej zauważalnego samochodu pod każdym względem w szczególności z naciskiem na design oraz parametry, a dopiero później samą czystą radość z jazdy. Jeśli szukasz samochodu, który bez jakichkolwiek ograniczeń będzie manifestować Twoje możliwości oraz zauważalność tak wielką, że potrzebne są lata świetlne, aby ją ograniczyć, to model XM jest idealny. Jednakże, jeśli naprawdę potrzebujesz się wyróżnić i zaimponować wszystkim jeszcze bardziej to wersja Label jest tym ostatecznym produktem, który wrzuci Twoje ego na jeszcze wyższy poziom. BMW nie bez powodu stworzyło tą wersję, bowiem doskonale wiedziało, że trzeba zrobić coś naprawdę ekstra, co będzie na ustach całego świata motoryzacyjnego. I mimo faktu, że standardowy XM ma do zaoferowania 4.4. V8 TwinPower Turbo generujące 653 KM i 800 Nm, to naprawdę warto zastanowić się nad najbardziej szałową i widowiskową wersją Label (Red), bowiem ona m wszystko to, o czym marzy każdy w motoryzacji. Wdzięk, prestiż, zauważalność, moc, siłę, bajeczne wykończenie, pełne wyposażenie oraz wysoką technologię. A także fakt, iż jest limitowany i bardzo słabo dostępny. W teście XM’a z 2023 r. wspomniałem, że te 500 redów w XM będzie tylko teoretyczne dlatego, że BMW zrobi ich więcej, ale bez oznaczeń. Tak, aby nie wkurzać pierwszych 500 klientów. Może to i plotka, ale z drugiej strony testowany XM Label nie miał plakietki z numerem x/500… W każdej plotce jest jakiś minimalny fragment prawdy. Prawdą jest, że mimo gabarytów oraz masy wynoszącej 2785 kg samochód prowadzi się może nie, jak sportowy kompakt, jak to twierdzi BMW, ale jak sportowy sedan klasy premium sport. Jedyny minus to, że siedzisz, jak na koniu. Stąd wszelkie SUV są dla mnie skreślone. XM Label (Red) to tak naprawdę klasa sama dla siebie bez spoglądania na to, co oferuje konkurencja, bowiem w takim formacie nie oferuje nic, co wygląda tak seksownie i pozwala czuć się na poziomie wręcz kwantowej ekskluzywności. To, że takich samochodów nigdy wcześniej nie było oznacza tylko tyle, że nikt w BMW nie był tak odważny, aby podjąć taką decyzję. Red jest niczym burza w słoneczny dzień i jednocześnie robi takie show jak zorza polarna widoczna w Sudetach w maju. W nim masz wszystko w nadmiarze, ale nie takim przesadzonym czy pretensjonalnym, jak na przykład w klasie S Maybach, ale w takim który jest bardzo adekwatny, co do formy oraz oczekiwań. Niektórzy powiedzą, że ten samochód to przesada, jednakże taką przesadę ja akceptuję zdecydowanie bardziej niż to, co oferuje RR lub wspomniany S Maybach. BMW dość trafnie oraz z humorem potraktowało wykonania wnętrza, które niczym nie odstaje od bryły nadwozia. Skoro jest ona potężna i budzi poczucie fascynacji połączone z atrakcyjnością, to wnętrze także musi już tylko potęgować efekt wow. Tym samym XM Label jest jednym z najlepiej wykonanych i skomponowanych BMW ever made. Te ever made w tym modelu odnosi się do wielu aspektów – wspomnianej wcześniej mocy, siły, prestiżu jakości wykończenia oraz czystej satysfakcji z istnienia samochodu. XM Label (Red) skrada serca dlatego że jest przede wszystkim tym NAJ, a dopiero później poprzez to, co sobą prezentuje oceniany jest, jako sportowy SUV. Aktywność tego BMW w sferze pójścia na całość jest zaskakująca. Widać po nim, że księgowi zostali całkowicie odsunięci przy tym projekcie i nie pozwolono im na kwestionowanie jakiejkolwiek decyzji na żadnym etapie projektu produktu i jego wdrożenia. I właśnie tak mają wyglądać samochody premium sport. XM Label to dużo więcej niż sportowy SUV. Sportowe SUV czy SAV czy SAC BMW ma w modelach X5 M czy X6 M w potędze Competition tutaj mamy do czynienia z modelem, który wyrywa się wszelkim normą oraz segmentom, no i przede wszystkim konkurencji. O nim będzie się mówić i pisać jako o samochodzie nieodpowiednim niedorzecznym, ale i jako interpersonalnym oraz przekraczającym swoje ramy czasoprzestrzeni. To również pokaz może nie abstrakcji motoryzacyjnej, ale całkowitego przekroczenia skali w każdym wymiarze. Cieszę się, że takie samochody istnieją. Jednocześnie warto odnotować, że dużo słabsze RS Q8 (600 KM i 800 Nm) ma taki sam czas reakcji jak, 748 konne XM Label (Red), do setki. To lekko zastanawiające biorąc pod uwagę możliwości jakie oferuje Label…



BMW XM Label (Red) to cudowna maszyna do dawani szczęścia zawsze i wszędzie. No chyba że akurat zahaczyłeś 23’’ felgami o krawężnik o, co w tym samochodzie nietrudno. Jednakże pomijając ten fakt samochód zapewni Ci długie oraz szczęśliwe użytkowanie. Na każdej trasie, ale z naciskiem na długie i puste proste. Czy bym go chciał…to zależy, ale sądzę, że moje ego poradziłoby sobie z tym całym otoczeniem, jakie jest wypadkową którą się otrzymuje wraz z XM-em. Widowisko w najlepszym wydaniu! Dzięki XM Label ten show jest praktycznie wieczny i zawsze gwarantowany. Samochód posiada ogromne właściwości jezdne, które są certyfikowane przez dział BMW M, a to już jest dość poważna sprawa. To był naprawdę wspaniały prezent na dzień dziecka 40+ bowiem XM Label (Red) okazał się bardzo intrygującym samochodem, który jak już wspomniałem de facto mógłby nie powstać, a jednak odważni ludzie potrafiący wyłonić się z oparów strefy komfortu pokazali, że można pójść na całość oraz nie zepsuć pierwowzoru, jakim jest model XM. Oczywiście muszę nadmienić, że w lutym 2024 r. BMW zaprezentowało kolejne wcielenie XM w postaci wersji XM 50e, która ma 6-cylindrowy silnik. Ale tylko wspominam o tym z czystej statystyki, bowiem przy tych dwóch potworach z V8, ta rzędowa szóstka blednie. XM Label czy Label Red w tej chwili jest najbardziej szalonym zrealizowanym projektem od BMW M. Wielkie brawa za odwagę oraz wizję! Samochód daje wiele szczęścia już z samego patrzenia i faktu posiadania, nie wspominając o jeździe. To jest samochód, który ma wszystko, ale czy to wszystko jest Ci potrzebne…? To niech pozostanie pytaniem retorycznym.

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 5/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 6/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 5/5

Wykonanie wnętrza: 6,5/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model XM:

4395 cm3, V8 M TwinPower Turbo, Plug-In, 1000 Nm, 748 KM, 3,8 s do 100 km/h

 


 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Poznań

Inchcape Motor Polska Sp. z o.o.

ul. Wschodnia 9, 62-080 Swadzim


Czerwiec 2024 r.

 

Bartosz Jagodziński

 













 

BMW X w wersjach M pokazuje, że nawet tak duże SAV lub SAC (czyli po bemwowsku SUV) w wydaniach 5 czy 6 okazują się zaskakująco zwinne oraz autentycznie agresywne w designu. Ta agresja ukierunkowana jest przede wszystkim na doznania sportowe, które są dostępne jeszcze przed samą jazdą. I o ile X5 M Competition okazał się bardzo ciekawym modelem, którym miałem przyjemność jeździć w 2023 r., to najnowsze X6 M Competition stanowił dla mnie interesujący i jeszcze nie zbadany kąsek sportowej motoryzacji. Dlatego, że ten SUV w stylu coupe zdradza coś więcej, niż tylko samą sportową jazdę. W gruncie rzeczy różnice w jeździe między X5 M i X6 M są naprawdę minimalne. Sportowa jazda sprawa jednym i drugim wiele satysfakcji. Jednakże, mimo że coupe, czyli X6 M jest z definicji bardziej nastawione na sportowe doznania, to jednak minimalnie, ale naprawdę minimalnie lepiej prowadziło mi się X5 M. Wracając do testowanego modelu, to X6 M Competition wersja LCI (czyli po liftingu) ma pod maską 4.4 V8 M TwinPower Turbo generujące 625 KM (460 kW) oraz 750 Nm, napęd xDrive, adaptacyjny układ jezdny M z aktywnym mechanizmem różnicowym M, sportowa skrzynia M Steptronic z Drivelogic. Wszystko to wpływa na wynik 3.9 s. do pierwszej setki. Czy to mało, czy dużo? W czasach sportowych aut elektrycznych, taki wynik nie rzuca na kolana, ale jest jak najbardziej satysfakcjonujący. 625 KM i 750 Nm jest chętne do działania za każdym razem, gdy spajasz prawy pedał z podłożem. Może nie jest tak wyrywne, jak w M5 Competition (masa mniejsza o 340 kg), ale potrafi dopieścić ego właściciela w sposób zdumiewający. BMW X6 M pokazało coś jeszcze, nie związane z dynamiką jazdy. Chodzi o sam design, który jest naprawdę imponujący. Nie sądziłem, że ten samochód tak mi się spodoba. Ukryty talent w projekcie widać w każdym centymetrze bryły nadwozia. Jest one niesamowicie seksowne oraz atrakcyjne. Zdecydowanie więcej seksapilu jest w X-szóstym niż X-piątym. Ale dość porównań. X6 M, a nie M X6 (specjalny zabieg BMW M) to wysoce specjalistyczny samochód sportowy. Nie jakiś SAC, SAV tylko sportowy samochód, który udaje SUV’a, a nie SUV udający sportowca. Nagromadzenie mocy oraz siły w tej jednostce napędowej, do tego skrzynia M Steptronic oraz wspaniały dźwięk silnika V8 TwinTurbo stawiają te auto w bezpośrednim starciu z najlepszymi modelami BMW M z silnikami ośmiocylindrowymi. Ale także model ten jest również na pierwszym planie, jeśli chodzi o konkurencję. Szczególnie względem Audi czy Mercedesa. Pomijając ponad 600 KM mocy, to 750 Nm doskonale rozprawia się z masą oraz gabarytami samochodu. W chwili obecnej to oprócz M8 i bliźniaczego X5 M, to jedyne M-ki które mają V8 pod maską. Co prawda, jest jeszcze niesłychane XM, ale to hybryda. BMW nadal oferuje ten rodzaj silnika w swoich najważniejszych modelach, z naciskiem na sport, przez wielkie M. BMW X6 M robi naprawdę wielkie wrażenie, szczególnie w głębokim niebieskim kolorze. Jego intensywność jest tak wciągająca (nie koloru, a modelu), że ciężko przejść obojętnie. Jednocześnie robi wręcz niewyobrażalną furorę na każdym podjeździe domu lub parkingu. Testowane BMW należy oceniać przede wszystkim pod kątem sportu oraz dawkowania emocji. A dopiero w dalszej kolejności dokonamy oceny walorów nadwozia. I mimo, że nie lubię nadwozia typu SUV, to jednak X6 M bardziej mnie przekonało do siebie niż X5 M. Jednakże atletyczna budowa jednego i drugiego, skłania do ostrzegania tych modeli, jako pełnoprawnych M-ek, a nie tylko samochodów typu SUV z nastawieniem na sport. Umiejętności, ale przede wszystkim kompetencje, jakie ma do zaoferowania X6 M są na jednym z najwyższych poziomów, jakie może obecnie spotkać w motoryzacji premium, czy premium sport. Naprawdę, nie potrzebujesz Urusa, aby brylować. Jednocześnie zapominasz, że Mercedes-AMG ma w ofercie GLE 63 S 4Matic+ Coupe, bowiem jego mdły design wręcz ulega erozji przy X6 M. Jedynie RS Q8 może mu zagrozić sportową agresją oraz arogancją. Porsche Cayenne może i bardziej nastawione na sekundową jazdę, także nie istnieje przy X-szóstym. Model ten pokazuje, jak ważny jest mocny i przemyślany design samochodu. Idea konkretnego modelu, ale jednocześnie jego miejsce na rynku, a przede wszystkim w portfolio marki są w przypadku testowanego BMW bardzo wyważone oraz doskonale umiejscowione. X6 M może i zaprzecza pewnym przyjętym normą, jednakże najnowsze lata XXI wieku pokazują, że właśnie w ten sposób natrafia się na zysk. Wychodząc ze strefy komfortu, ale przede wszystkim oferując bardzo mocne oraz miarodajne auto w każdym aspekcie jego możliwości. Zauważalność X6 M ma wpisane wprost w DNA. Jednocześnie jest ona delikatnie mniejsza niż w przypadku XM, ale mimo to wprost kłuje w oczy zazdrosnych sąsiadów lub znajomych. Sportowa dusza tego samochodu w sposób mistrzowski drażni się z Tobą na każdej wolnej prostej. I nie wiem, czy to tylko błędne wspomnienie czy wręcz doskonała pamięć, ale RS Q8 z większą zażartością uderzał w horyzont, iż X6 M. Chodzi o tak zwane wciśniecie w fotel. Sam wrzask 4.4 V8 TwinTurbo to zbyt mało, szuka się jeszcze na pewnym poziomie innych wrażeń. Uderzenie głowy w zagłówek czy ściśnięcie organów wewnętrznych wokół kręgosłupa oraz ciemność przed oczami, to wypadkowa całości w sportowych samochodach. I mimo trybu silnika i podwozia SPORT PLUS, ja nadal nie odczuwałem tak mocno gotującej się i krążącej w żyłach adrenaliny oraz pobudzenia jak w RS Q8. Ale nie jest to w żaden sposób przytyk czy niedociągnięcie. To tylko dość surowa ocena całości modelu. Zatem zanim złożysz zamówienie, to koniecznie skorzystaj usług konkurencji. Pomimo tego X6 M Competition to najlepsza wersja silnikowa ze wszystkich benzynowych odmian X6. Sportowe doznania podczas jazdy, bez kompromisów oraz jakichkolwiek niedostatków. Jednocześnie to także najwyższy poziom wyposażenia. Stąd model ten plusuje po trzykroć. Raz wyposażeniem, dwa silnikiem V8 TwinTurbo po trzecie designem. Nie ma żadnych miejsc na niedociągnięcia lub odpuszczenie tematu we względu na cokolwiek.

 

Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4,5/5

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 5/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 4/5

Wykonanie wnętrza: 5/5

 

Tak, jak w przypadku X5 M Competition, X6 M Competition jest wyjątkowo doskonałym samochodem, praktycznie produkt skończony. Bez wątpliwości, to pełnokrwiste i gorące M, mimo, że pisownia modelu wyraża inną składnię. BMW X6 M nie musi udowadniać siły pochodzącej z wielkich mięśni. Naprawdę jest 100% sportowcem, nie będącym non-stop na sterydach, ale na zwykłym monohydracie i aminokwasach. Dla mnie bombowy model, jednakże dosłownie, o włos lepiej reaguje na spontaniczny gaz RS Q8. A te wciśnięcie w fotel jest kluczowe przy tej kategorii samochodów. BMW po raz kolejny pokazało, że doskonale, potrafi realizować koncepcję sportowego samochodu w całym jego spektrum. Bowiem najpierw stworzyło, rozwinęło, a później utrzymało ideę modelu X6 M, jednocześnie wiedząc, że model X7 M byłby katastrową wizerunkową.

 

Winek najważniejszych danych opisujących model X6M Competition:

4395 cm3, V8 TwinTurbo, 750 Nm, 625 KM, 3,9 s do 100 km/h

 

  

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

za jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Bartosz Jagodziński

 

Maj 2024 r.

 

 










Ubiegły piątek upłynął pod znakiem 300 KM. W ręce wpadły mi praktycznie po sobie dwa różne modele mające odpowiednio 300 i 310 KM. Zatem generalnie można byłoby się pokusić o jakieś porównanie, ale Cupra Formentor VZ kontra BMW X2 M35i byłoby z zasady skazane na jednoznaczny wynik w zakresie dawania emocji podczas jazdy, który niespodziewanie skierowany byłby w stronę Formentora. Stąd automatyczne skazywanie BMW na drugie miejsce byłoby wobec nowego X2 nietaktem. Zatem BMW w zupełnie najnowszym modelu X2 w najgorętszej wersji M35i xDrive pokazuje jedne z najlepszych cech wśród sportowych SUV (albo w BMW SAC czy SAV) segmentu premium. X2 M35i bez dwóch zdań jest bardzo modnym samochodem, który w kolorze niebieskim, prezentuje się dość szałowo wśród nudnego ruchu ulicznego. 2-litorwa czterocylindrowa jednostka Twin Power Turbo generuje 300 KM oraz 400 Nm, wraz z napędem xDrive potrafi w długie 5,4 s. jechać już 100 km/h. Jak na BMW M to wynik skromny, ale przecież nie chodzi, aby X2 wchodziło bokiem w każdy napotkany zakręt. Ten samochód prezentuje średniej wielkości SUV’a, który zastąpi za chwilę model X4 i będzie takim pomostem między X2 a do bólu użytecznym X3. Jednakże wersja M35i to wisienka na torcie gamy modelowej X2. A to czyni z niego niezłego łobuza, który pojawiając się w jakiejkolwiek czasoprzestrzeni wzbudza, może nie respekt, ale z pewnością pozytywne emocje oraz sporą zauważalność. Sportowa atletyczna, momentami napompowana sylwetka zdecydowanie ułatwia mu w tym zadania. 19’’ sportowe hamulce kompozytowe M z perforowanymi tarczami, szarymi, czerwonymi lub niebieskimi zaciskami hamulcowe o wysokim połysku z logo M stanowią pierwszy i uzasadniony wizualny sygnał, że mamy do czynienia z samochodem o sportowych aspiracjach. 21’’ felgi podkreślają sportowe przeznaczenie modelu. Cztery prawdziwe końcówki wydechu – to układ wydechowy M zapewniający mocne brzmienie silnika. W pakiecie sportowym M Pro ich końcówki są wykonane w kolorze czarnym. I wygląda to naprawdę bojowo oraz seksownie! M35i doskonale spełnia się jako sportowy miejski SUV, który mając wszystko, to co oferuje obecnie BMW – czyli sportowe czarne wnętrze, z wieloma smaczkami dizajnowskimi, jest samochodem wyjątkowo atrakcyjnym. Nie bez znaczenia jest to, że X2 występuje też w wersji zupełnie elektrycznej jako iX2 oraz dostępny jest w cywilnych odmianach (benzynowy, Diesel). Taka rozpiętość jednostek napędowych zwiększa jego możliwości sprzedażowe. Jednakże M35i to auto z typowo sportowym nastawieniem. Ta M-ka (chociaż nie X2 M) udowadnia, że nie trzeba być pełnokrwistym BMW M (jak na przykład X5 M Competition), aby być upoważnionym do dawania radości podczas jazdy. M35i nie narzuca się sportowymi aspiracjami podczas każdej podróży. Możesz oczywiście wszystkie podzespoły przestawić na tryb M Sport i cieszyć się kopniakiem w plecy za każdym dodaniem gazu, ale z drugiej strony ten SUV nie skusza do tego. Owszem jest to miłe uczucie, ale nie kusi tak jak na przykład w dużo większym X5 M Competition. X2 M35i dozuje przyjemność z jazdy poprzez różne tryby jak na przykład Expressie, wspomniany Sport, Relax, Digital Art. I wybór każdego z nich zmienia charakter samochodu. Wnętrze M35i jest dobrze wykonane, dopieszczone oraz przestronne. Z uwagi na to, że to jednak SUV mamy więcej przestrzeni wokół siebie niż w M3. I gdybym osobiście nie lubił nadwozia typu SUV to X2 M35i xDrive były w pierwszej piątce sportowych SUV. Wrażenia z obcowania najnowszym samochodem BMW są bardzo pozytywne, bowiem to z czego słyną wszystkie nowe BMW było władowane w X2. Ciemne wnętrze, doskonale kontrastowało się z przyjemnymi w dotyku aluminiowymi detalami, a otoczenie wykonane z kombinacji Alcantary i Veganzy wyłożone od deski rozdzielczej aż po górną część boczków drzwi. Dodatkowo wszystko ma świetnie wyglądające przeszycia kontrastowymi niebieskimi nićmi M. Całościowo pozwala na wspaniałe odczucie wyjątkowości. Naprawdę niezłe sportowe kubełkowe fotele M z integrowanymi zagłówkami z porządnym trzymaniem bocznym wpływały dodatkowo na sportowe doznania podczas jazdy. Samochód może i nie zachwycił jak szalone XM, ale pokazał się z bardzo dobrej strony. Zarówno samego designu i zauważalności nadwozia, ale też przede wszystkim propozycji bryły. Nic nie znajdziemy w nim, co jest wrzucone na siłę, co jest przesadą, co jest wręcz koniecznie śmieszne. X2 M35i to spójny i logiczny projekt miejskiego sportowego SUV, który z absolutną pewnością rozgrzeje atmosferę wśród znajomych czy sąsiadów. Wnętrze również jest wykonane, a przede wszystkim logiczne rozplanowane z duchem BMW XXI wieku. Już bazowe wersje mają dobre wyposażenie oraz materiały, które cieszą. A M35i tylko podwyższa ten poziom do pułapu znanego z najlepiej wyposażonych eMek bez względu na ich segmentową przynależność. Turbodoładowany silnik, automatyczna skrzynia, napęd xDrive wprowadzają wprost w objęcia świata najlepszych BMW M. Generalnie X2 M35i kradnie serce, ale robi to troszkę z mniejszym natężeniem niż XM czy X5 M Competition. Specjalnie nie wspominam o X3 czy X4 M Competition bowiem są one niesłychanie mdłe w odbiorze. Nowe X2 zdało egzamin na kompetentne BMW M oraz drugi dodatkowy z zauważalności oraz atrakcyjności produktu. To właśnie za takimi samochodami odwracamy się na ulicach i za takimi wzdychamy będąc w salonie. X2 M35i jest zatem idealną maszynką do robienia słupków sprzedaży, nawet w tych bazowych wersjach czy w wersji i. Sam design powoduje, że konkurencja w postaci RS Q3 czy Q3 staje się już niemodna. Jednakże wspomniany RS Q3 ma pewną cechę, której X2 M35i nigdy nie będzie miało – V5 pod maską…

X2 M35i pozytywnie wjeżdża w zatłoczony rynek miejskich SUV, w którym uchodzi na modnego i pewnego siebie sportowca, nie jakiegoś lalusia na sterydach, ale na model, który wykuł na siłowni swoje mięśnie, za pomocą przerzucania żelastwa, a nie za sprawą strzałów z  metanabolu, deca-durabolinu, oxandrolonu, a także winstrolu, boldenonu, trenbolonu oraz testosteronu.



Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4/5

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 4/5

Wciśnięcie w fotel: 3,5/5

Wykonanie wnętrza: 4,5/5


Wycinek najważniejszych danych opisujących model X2 M35i:

2.0 TwinPower Turbo, 400 Nm, 300 KM


Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW za jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Bartosz Jagodziński

 

Marzec 2024 r.

 

 










Stworzenie wielkiego SAV’a, bo tak BMW określa właśnie model X5, wrzucenie do niego 6-cylindorwego silnika Diesla o marketingowej nazwie 30d (a to tak naprawdę to zakodowane 298 KM oraz 670 Nm) i nazwanie go de facto najsłabszym silnikiem w ofercie X5 w silników wysokoprężnych, jest naprawdę lekkim nieporozumieniem. X5 LCI, czyli model po liftingu pokazał się z najlepszej strony w zakresie ilości cząstek BMW w BMW. Chodzi o to, że faktycznie najsłabszy silnik Diesla oferowany dla gamy X5 jest silnikiem charakteryzującym się olbrzymim momentem obrotowym. Ta jednostka korzysta z technologii mild-hybrid, co pozwala jej na osiągnięcie naprawdę imponującego wyniku. Zatem X5 xDrive 30d to 3-litrowy, TwinPower Turbo, sześcio-cylindrowy silnik generujący 298 KM oraz 670 Nm. Sprint do pierwszej setki to lekko ponad 6 sekund (dokładnie 6,1 s.). Sam silnik elektryczny dodaje skromne 12 KM i 200 Nm, rzędowa szóstka to 286 KM i 650 Nm. Zatem jak na Diesla, to idealne i wzorowe dane. Mocniejsza jednostka zwana 40d ma pod maską już 352 KM oraz 720 Nm przy tym samym silniku. BMW X5 LCI obroniło się przed nadmierną modą usuwania fizycznych przycisków, aczkolwiek jest ich zdecydowanie mniej niż w wersji sprzed face-liftingu. Wiele elementów wewnątrz korzysta z rozwiązań serii 7, ale w bardzo minimalnym i ograniczonym stopniu. To dobrze, bowiem X5 nie przeobraża się w samochód, którym tak naprawdę nie jest. Do robienia szału jest model XM. Natomiast X5 ma być bardzo użytecznym i aktywnym SAV’em, w czym doskonale się sprawdza. Jego wielkość z zewnątrz nie zapowiada tego, co czeka na użytkowników w środku. Zaskoczeniem jest dość dobra przestrzeń oraz swoboda ruchów. Do tego odpowiednio dobrane wyposażenie włącznie z obowiązkowym opcjonalnym, tworzą konstrukcję zwaną samochodem skończonym, czyli takim, w którym już nic więcej nie potrzeba. A jednak, jest to przedstawiciel niemieckiej marki, w której w genach płynie sport, wypowiadany przez literę M. Taki Msport zobowiązuje. Dlatego też X5 nawet żywiąc się ropą naftową jest szalenie żwawe oraz przyjemne dla ucha w trybie sport. Msport w X5 definiuje się także, a może i przede wszystkim systemową liczbą 670 Nm. A co za tym idzie, te BMW posiada doskonałą elastyczność, jak na swoje paramenty. A do małych aut raczej nie należy. Rozstaw osi 2975 mm, szerokość 2015 mm, wysokość 1762 mm, długość 4935, masa 2240 kg. Czy zatem wyższa wersja 40d ma sens? Tak oczywiście, bo ma więcej Nm oraz KM oraz lepsze wyposażenie w standardzie. I ona możne być tak naprawdę konkurentem wewnętrznym dla modelu X5 M Competition. 720 Nm kontra 750. Pomimo tego zwracam uwagę na wiele różnic między modelami 40d i X5 M Competition.  To zupełne inne projekty, które trafiają do zdecydowanie innych odbiorców. Wracając do wersji 30d, to jest to, równowaga między hybrydą, a sportową benzynową wersją. Na tyle stabilna, że naprawdę bardzo trzeba nie znosić silników Diesla, aby z niej zrezygnować. Nie ma, co prawdą bulgotu czy charakterystycznego gangu silnika V8, ale rzędową szóstka w zupełności wystarczy, aby Diesel okazał się bardzo trafnym silnikiem do X5. Z resztą, R6 to przecież klasyka w BMW. Doskonale zrozumiem osoby, które ciągną do sportowych doznań za kierownicą oraz dynamicznej jazdy, że 30d może się po prostu znudzić. Jednak te 7,5 l czy nawet 8 na 100 km, to zdecydowanie mniej niż 17 czy 20 l/100 km w X5 M. Zatem nuda może zostać ograna przez dystrybutor na stacji paliw. Ten silnik, w tym nadwoziu w połączeniu z bardzo dobrą skrzynią automatyczną, tworzą wzorowy duet, który sprawdza się perfekcyjnie w trasach. Tam też cała aparatura określana hasłem DPF, pozwoli oczyścić układ spalin. Poruszanie się takim autem tylko i wyłącznie w granicach miasta, na krótkich odcinkach doprowadzi do dewastacji idei Celan Diesiel. Zatem to auto na trasy, a nie tylko do jazdy schematycznej praca-dom-zakupy-szkoła-dom. I to jest pierwsza i zasadnicza rzecz, na jaką się winno zwrócić uwagę. 670 Nm elastyczności, jak mówi moja córka „skusza” do użycia lub działania, ale jest one na tyle, może nie wstrzymywane, ale oplecione masą samochodu, że inaczej je odczuwasz niż w sportowym sedanie lub jakimś coupe. Aczkolwiek nie leży to też na skali przyspieszeń w przedziale na przykład hybrydowych Toyot. To rzeczywiście uczciwe Nm, które powodują, że X5 zalicza się do tych samochodów, których użytkowanie sprawia wielką radość oraz satysfakcję. Bez zbędnego komentarza, iks piąty to SUV czy SAV klasy premium, w wydaniu X5 M nawet premium sport. A to już nobilituje takie auto do posiadania pełnego wyposażenia z tego segmentu. Oczywiście można zanurzyć się w oceanie dostępnym w BMW opcji czy indywidualnych rozwiązań, ale trzeba zadać pytanie, czy jest taka potrzeba. Na przykład mi zabrakło panoramicznego dachu, ale to przecież kwestia gustu. Xdrive 30d to naprawdę bardzo dobra wersja silnikowa dla tego modelu. Jeśli Twoje ego dalej nie może przełknąć faktu, że wersja 30d to najsłabszy motor w ofercie, to jednak jak wynika z matematycznego zapisu - 670 Nm to naprawdę spora wartość oraz możliwości korzystania w wielkiej mocy elastyczności podczas jazdy. 



Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 3,5/5 (tylko dlatego że za bardzo przytłumiony przez materiały wygłuszające)

Reakcje skrzyni: 4/5

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 4,5/5

Wciśnięcie w fotel: 3,5/5

Wykonanie wnętrza: 4,5/5

 

Powyższa ocena jest, jak najbardziej sprawiedliwa. X5 LCI xDrive 30d to samochód, przede wszystkim rodzinny, a nie monstrum do zaginania lokalnej czasoprzestrzeni i dlatego służy innemu celowi. Jego możliwości przewozowe ustępują tylko iksowi siódmemu, który jest 7-miejscowym samochodem. W tym X5 poczujesz się na wskroś całkowicie doskonale oraz wyjątkowo. Dlaczego? Bo raz, że to jest dopracowany i dojrzały projekt, który konsekwentnie przez lata był odpowiednio rozwijany oraz dwa, że to 100% BMW, które doskonale wskazuje, że idea X5 jest otoczona prestiżem, luksusem, codzienną użytecznością oraz know-how konsekwentnie i stopniowo rozwijanym od 24 lat.  I mimo faktu, że w teren go raczej nie zabierzesz, nie zmienia ogólnego obrazu tego modelu. Tak samo jak nie zatopisz w błocie X6, X7 czy fenomenalnego XM. Podobanie jest zresztą z Cayenne, Q7, Q8, GLE, GLS itd. To nie ich pole działania. W teorii oraz z parametrów technicznych wynika, że można, no ale...właśnie czy tego naprawdę oczekujesz po takich samochodach i tego potrzebujesz? X5 LCI zostało odświeżone dokładnie tam, gdzie oczekiwał tego rynek oraz potencjalni klienci. Warto wspomnieć, że oprócz Diesla i benzyny jest także możliwość zaniżenia się w ideę hybrydowego zestawu. Taki właśnie jest obraz motoryzacji XXI wieku, a nie tylko prąd jak sądzą wielcy, samozwańczy, eksperci motoryzacyjni. BMW w X5 LCI w wersji 30d strzeliło prosto w światło bramki. To model, który realizuje najlepsze cechy samochodu XXI wieku wraz z najlepszymi cechami BMW, ale nie z oferty Msport. Może przez natłok social mediów i ich zawartości skądinąd głupkowatej, można zapomnieć, że BMW to nie tylko modele M i pokonywanie każdego łuku bokiem, ale również luksus oraz praktyczność dnia powszedniego. Tak było od zawsze, czy to się komuś obecnie podoba czy nie. A właśnie takie jest te X Pięć, nie do kręcenia piruetów na pustym parkingu przed marketem, ale do bezpiecznego i wygodnego dowiezienia dzieci do przedszkola, szkoły, na dodatkowe zajęcia oraz wyjazdu na europejskie wakacje.

 

 Wycinek najważniejszych danych opisujących model X5 30d:

3.0, R6, 670 Nm, 298 KM


Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW za jak zawsze niezawodne udostępnienie samochodu.

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Bartosz Jagodziński

 

Grudzień 2023 r.

 

 

 










Niektórzy mówią, że samochody elektryczne to pomyłka, że mają mały zasięg, że się palą, że brak dźwięku silnika, że są ciężkie, że baterie będą utylizowane w lasach, że tak naprawdę takie auta nie mają duszy, że to koniec z klasyczną motoryzacją. Powiedzą też wiele innych rzeczy, ale tak naprawdę wszystkie te wypowiedzi można złączyć klamerką, postawić znak równości i dopisać jedno słowo – „kłamstwo”. A to dlatego, że z zasady to, co stare odchodzi, a na jego miejsce pojawia się nowe, lepsze i nowocześniejsze. Chodzi o to, że wszelkie opinie związane z elektrycznymi samochodami, a już ze sportowymi elektrycznymi samochodami można wysadzić jednym pytaniem: a czy kiedykolwiek takim jeździłeś? Bowiem, jeśli ktoś miał okazje jeździć, to nigdy już nie będzie negatywnie oceniać takich rozwiązań. Prawdziwa motoryzacja się nie zakończyła, bowiem ona się dopiero rozkręca i korzysta z nowych technologii, rozwiązań, które wcześniej były po prostu niedostępne. I po takim pytaniu, które potrafi zaorać niejedną opinię – o jazdę sportowym elektrykiem, przechodzimy wprost do wrażeń z jazdy najnowszym i najgorętszym modelem BMW końcówki 2023 r. Mowa oczywiście o sportowym elektryku, który nazywa się i5 M60 xDrive. Potencjał tego modelu jest ogromny, jednocześnie to wstęp do tego, jak będzie zachowywało się nowe M5 podczas mocnego zrównania prawej stopy z podłożem. I mimo że nadchodzące M5 może nie być elektryczne, a hybrydowe, nie zmienia to faktu, że i5 M60 to manifestacja możliwości tego, jak powinno jeździć przyszłe M5. Punkt zwrotny dla BMW to stworzenie gamy samochodów zaczynających się od literki „i” i dodanie to tego wielkiej litery M. Takie produkty w najwyższym oznaczeniu liczbowym są produktami niesamowicie nastawionymi na sportową jazdę. Stąd i5 M60, i7 M70 to tony elastyczności, przestrzeń ciszy oraz wyrafinowane wykonanie wnętrz, z doborem najlepszych dostępnych w BMW materiałów. Ale to nie wszystko. Dlatego, że filozofia i założenia modelu i5 M60 sięgają mocno dalej, niż umiejętności prowadzenia przez potencjalnych nabywców. I o ile, 1100 Nm w i7 M70 uważam za niemożliwe do wykorzystania w 80% przypadków, to 820 Nm w i5 M60 zdaje się być logicznym rozwiązaniem. Warto wskazać, że elektryczne, sportowe samochody mają potężna przewagę na tradycyjnymi rozwiązaniami ICE, bowiem od samego dołu są dostępne wręcz gigantyczne ilości Nm, a w spalinowych jednostkach trzeba trochę popracować, aby zbudować ich maksymalny moment. Fakt, że są cięższe, ale w ataku na horyzont zostawiają wszystko w tyle. Naprawdę wszystko czym do tej pory jeździłeś (z wyłączeniem silnika V10). Dlatego ostatni raz napiszę, że powtarzane opinie – bez zbudowania własnych w oparciu o doświadczenia z jazdy, są tak rzetelne, jak zapewnienia noworoczne w zakresie podjęcia aktywności fizycznej. BMW i5 M60 xDrive to 601 KM (441 kW), 820 Nm (boost) i tyle w zasadzie wystarczy. Nie ma znaczenia czy setkę osiąga się w 3,8 s. czy w mniej. Zasięg w przypadku takiego samochodu, ma mniejsze znaczenie (deklarowany do 516 km) niż fakt, że w trybie Sport w całkowitej ciszy, chyba że używasz Iconic Sound, wręcz przenosisz się z jednego miejsca na drodze w drugie. W i7 M70 przyspieszenia są tak wyraźne, że masz wrażenie, iż fotel wciąga Twoje ciało, w i5 M60 to Ty wbijasz się ciałem w fotel, a przed oczami może robić się ciemno. Szybka prosta i dodatkowo pojawia się znajome uczucie w żołądku, które dosadnie mówi, że Twoje wnętrzności zostały bardzo mocno ściśnięte i owinęły się wzdłuż kręgosłupa. Nie za bardzo to lubię. Takie doświadczenie powoduje, że wracam myślami na przykład do M5 Competition i pustej drogi w okolicach Bielan Wrocławskich. Jednakże wracając do i5 M60 trzeba powiedzieć, że w Monachium poszaleli i zrobili wystrzałowy samochód. Wszystko oparte na najnowszej generacji serii 5, która swoją drogą także wjeżdża w chwili obecnej do salonów. Ten powiew świeżości, urozmaicenia, technologii, w bardzo dużej mierze przejęcia przez serię 5 wielu elementów z bardzo prestiżowej serii 7, powoduje, że piątka, ale też i5 stają się bardzo dobrymi produktami segmentu premium. Dla i5 M60 do już segment premium sport. I mimo że BMW nazywa to sub-segmentem MKL+, to jednak nie ma większego znaczenia, bowiem te klasyczne rozwiązanie biznesowo-sportowego i luksusowego samochodu wprowadza Cię w perfekcyjny nastrój już z chwilą trzymania w ręku kluczyka. Dodatkowym plusem jest niezły design, który pozwala wyróżnić się wśród konkurencji. Korzystając z moim zdaniem z jedynego i obowiązkowego w tym samochodzie trybu Sport, M60 xDrive staje się bardzo twardym zawodnikiem, który dosłownie tylko czeka, aż przyciągniesz do siebie lewą manetkę z napisem „BOOST”. Inne tryby powinny być opcją, dostępną za naprawdę dużą opłatą. Nie wyobrażam sobie, że ktoś kupując M60 będzie jeździł w trybie komfort lub efficiency. To tak jakby zażyć niebieską pigułkę i grzecznie położyć się spać o 9 wieczorem. Zupełnie bezsensu. Tryb Sport oraz przyciągnięcie lewej manetki wyzwala dodatkowy zastrzyk Nm i wtedy mamy ich pełną moc, czyli 820. A to zmienia wszystko. Pojawiająca się elastyczność oraz możliwość i chęć samochodu do wyrywania w przód są ciężkie do opisania. Ta manetka i BOOST, to klucz do idei i5 M60. Jej użycie mocno uzależnia i w tym samym czasie prowokuje do dalszego używania. I jest to tak silne uczucie, że zaczynasz popadać w obłęd i myślisz tylko o tym, aby znowu zażyć tej znakomitej dawki elastyczności. To jak legalny narkotyk lub hormon szczęścia, który zamienia sposób postrzegania sportowego, elektrycznego samochodu. Działa podobnie jak przycisk M w starym BMW M5 z V10 pod maską, który dla niewtajemniczonych, podnosił moc silnika z 400 KM do 507!  Przyspieszenie jest więcej niż satysfakcjonujące, ale od razu dodam, że nie ma czegoś takiego, jak w i7 M70, że lokalna czasoprzestrzeń zostaje zagięta. i5 M60 bardzo sprawnie potrafi przyspieszać, ale robi to w sposób dostojny, harmonijny wręcz niemożliwy do osiągnięcia przez samochody spalinowe. W nim nie czujesz, tak brutalnej siły i kopnięcia w brzuch, jak w M5 Competition, gdzie jego 4.4 V8 TwinTurbo ma ochotę wysłać Twój żołądek za kręgosłup. W i5 M60 dostajesz i owszem kopniaka, ale wymierzonego przez wyżyłowanego sportowca z sylwetką cut, który jest ubrany w idealnie pasujący do jego ciała nowy i modny garnitur wykonany z najlepszych materiałów. I to jest właśnie cudowne, jak sprawnie, szybko oraz bez większych wysiłków i5 potrafi zaskoczyć. Dodatkowo podczas takich przyspieszeń akustycznie może i jesteś pozbawiony tego, co prezentuje chociażby mocniejsze RS 6 Avant performance (4.0 BiTurbo V8, 630 KM, 850 Nm), ale – i to jest cholera najciekawsze, że wcale Ci tego nie brakuje. To jest wręcz nierealne, że to piszę i robię to już któryś raz, ale w przypadku poziomu elastyczności porównywalnej z rakietą, nie odczuwasz potrzeby posiadania V8 pod maską. Specjalnie zrobiłem chwilowe odesłanie do Audi, dlatego, że i5 M60, ale też nadchodzące M5 to bezpośrednia konkurencja w tym segmencie. I-piątka M60 jest produktem nie tyle, że nowym, ale takim, który nigdy nie miał poprzednika. BMW tym samym pokazało doskonałą alternatywę dla spalinowych wersji serii 5. Można stwierdzić, że jeśli szukasz mocnej piątki, to wybierz i5, a o reszcie oferty zapomnij. Co wyróżnia M60 względem innych i5? To malutki karbonowy spoiler, karbonowa obudowa lusterek, sportowe hamulce M (ale nie ceramiczne), a we wnętrzu to wysokiej klasy wyposażenie i wykończenie na czarno. BMW i5 M60 wcale nie jedzie na kurs kolizyjny w kwestii designu z pozostałymi produktami marki, jakie znajdują się w portfolio BMW. Chodzi o to, że ten produkt ma swój odrębny charakter i jest na tyle wyraźny, stylowy, elegancki, gustowny, sportowy i luksusowy, że nie pomylisz go z innymi modelami BMW. Stan błogości podczas uwalniania masy elastyczności za pośrednictwem elektrycznych Niutonometrów pozawala na postanowienie pytania - czy na pewno chcesz powrócić do klasycznej motoryzacji? Otóż tak duży poziom endorfin oraz czystej, dzikiej satysfakcji, jaką potrafi dać i5 w wersji M60 na nowo redefiniuje lub wprowadza recharakteryzację pojęć „elastyczność” oraz „sportowa jazda”. To naprawdę jest wysoki poziom, który zmusza do pełnego zaangażowania w samochód elektryczny. A to powoduje, że w kilka sekund przekonujesz się do tego rozwiązania. Takie doświadczenia na długo zapadają w pamięci. Ale także, a może i przede wszystkim stają się punktem odniesienia i równocześnie punktem zwrotnym. Dochodzi do tego, że dotychczasowa motoryzacja oraz poziom, jaki prezentuje staną się już niewystarczające, a możliwości wersji M60 pochłoną Cię bez cienia jakichkolwiek wątpliwości. BMW i5 M60 zmienia kierunek myślenia oraz doświadczania sportowej motoryzacji, w tak mocny sposób, że zostajesz całkowicie wpierniczony przez ideę elektromobilności w sportowym ujęciu, czy tego chcesz czy nie.

 

Radość z jazdy: 5/5

Gang silnika: 0/5

Reakcje skrzyni: 5/5 (jednostopniowa)

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 5/5

Wykonanie wnętrza: 5/5

 

Powyższa ocena samochodu wydaje się bardzo sprawiedliwa i adekwatna do jego możliwości. Osobiście wymieniłbym fotele na bardziej trzymające ciało w zakrętach. Reszta bez zarzutu. Najnowszy model BMW dopiero będzie święcić triumfy, gdy pojawią się jego zestawienia z konkurencją. Jednak już teraz wiadomo, że to naprawdę kompetentny samochód, który oferuje więcej niż możesz się po nim spodziewać. Czy to zatem najlepsza Piątka ever? Na pewno nie, ale najlepsze jedyne dotychczasowe i5. Na koniec mogę dodać, że właśnie takiej elastyczności oczekuję od każdego nowego samochodu, który ma aspirację na zaparkowanie w segmencie premium sport.

 

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model i5 M60 xDrive:

820 Nm (boost), 601 KM (441 kW), 3,8 s do 100 km/h, zasięg do 516 km

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

 

Bartosz Jagodziński

 

Październik 2023 r.

 

 













Są takie samochody, na które się czeka z pewnym rodzajem niepewności, podniecenia, wielkiego zainteresowania. Są to określone modele w wybitnej wersji czy specyfikacji. Budzą już zachwyt, gdy czyta się dane techniczne, a spotęgowany efekt „wow” rozpoczyna się podczas pierwszych oględzin i dalej trwa podczas jazdy. W efekcie czego wrażenia oraz emocje pozostają bardzo długo w pamięci. Doskonale pamiętam swój entuzjazm oraz pozytywne emocje, jakie towarzyszyły mi podczas dwudniowego testu Audi S8 plus kilka lat temu. To także samo oczekiwanie podbija stawkę, bowiem wiesz, że ten właśnie konkretny samochód prezentuje naprawdę wybitne możliwości i mając gdzieś z tyłu głowy wszystkie wcześniejsze testy, porównania doskonale zdajesz sobie sprawę, że to może być ten jeden z najlepszych modeli na rynku. Oczekujesz i oczekujesz, aż nadejdzie odpowiedni moment i w ręce, praktycznie pierwszemu w Polsce wpada właśnie on. A mowa o najnowszym i zarazem najmocniejszym BMW 7 generacji G70 w elektrycznej wersji. Wersja M70 xDrive to napompowana elektronami i Niutonometrami potężna limuzyna. Wskazać trzeba, że i7 M70 to jednocześnie najwyższa forma rozwoju projektu serii 7. Krótko o danych technicznych, które są naprawdę uderzające! Dwa silniki BMW M eDrive, które łącznie generują 660 KM (485 kW) oraz 1100 Nm (w trybie M Launch Control, a w ustawieniach M Sport dostępne jest 1015 Nm), napęd xDrive, układ jezdny M Executive Drive Pro, adaptacyjny sportowy układ kierowniczy, do 560 km zasięgu, szybkie ładowanie w 10 minut do 170 km. Imponujące jest to, że samochód ważący 2770 kg przyspiesza do setki w 3,7 s i robi to z takim entuzjazmem i energią, że należy od nowa zbudować definicję słowa elastyczność. Samo przyspieszenie należy traktować w ujęciu metafizyki. Dlatego, że po zrównaniu prawej stopy z podłożem, M70 wyrywa w przód z taką dzikością, efektywnością, furią, ale i jednoczesną bez problemowością i dynamiką sportowca, że ciężko zrozumieć fakt, że 2770 kg plus dodatkowe wyposażenie może tak błyskawiczne. Co prawda 3,7 s do 100 km/h to wynik chociażby Audi RS 3 lub kiedyś S8 plus, ale sposób w jaki i7 M70 to robi, bardzo ciężko porównać do czegokolwiek innego. Może AMG EQS 53 4Matic+ (658 KM, 950 Nm, 3.8 s)...ale też nie. W tej chwili można także pokusić się o ponowną budowę definicji słowa przyspieszenie. Dlatego, że wcale nie chodzi o te 3,7 s., ale właśnie o wspomnianą elastyczność przy różnych prędkościach. Jest to poziom nieprawdopodobny. Dla przypomnienia, że nie mamy do czynienia z klasycznym sportowym samochodem, to i7 M70 ma 5.391 mm długości, a rozstaw osi wynosi 3.215 mm. Tak potężny samochód, musi być także w miarę żwawy na wąskich ulicach dużych miast. Tu z pomocą przychodzi tylna oś skrętna, która sprawnie udowadnia zwinność oraz gibkość i7 na wąskich wrocławskich ulicach. Dzięki trybom My Mode jest możliwość zanurzenia zmysłów w spektaklu świateł, dźwięku oraz klimatyzacji, która dostosowuje się do Twojego nastroju. Dodatkowo dzięki systemowi BMW Iconic Sounds Electric dźwięki jazdy zostały skomponowane przez Hansa Zimmera dla poszczególnych trybów. Zatem podczas ostrego przyspieszenia oprócz wciśnięciu, a raczej wszarpnięcia przez fotel ciała pasażerów towarzyszy nam bajerancki dźwięk skomponowany przez znanego artystę. BMW i7 M70 oferuje bardzo dużo, co jak przystało na flagową limuzynę jest w zasadzie oczywistością, ale zupełnie inaczej odbiera się podróż tym modelem, w porównaniu do konkurencji. Te kilogramy naprawdę czuć, i mimo że baterie są rozłożone na osiach, dla prawidłowego balansu masy, to jednak po kilku metrach wiesz, że prowadzisz mały czołg. Podobna historia jest w AMG EQS 53, gdzie odczuwa się od samego początku ciężkość konstrukcji. Ale nie tylko sama masa, wpływ na nasze doświadczenia z jazdy, ale też to, że siedzi się wyżej niż w A8 czy S klasie. Dodatkowo przód maski ma praktycznie pionowe zakończenie wprost przeniesione z Rolls-Royce, co czyni ten model BMW najbardziej majestatycznym wśród wszystkich. To także produkt z segmentu GKL, a taka przynależność zobowiązuje. W zakresie tego, jak prowadzi się największa limuzyna BMW można powiedzieć tyle, że mimo zastosowania wszelakich systemów, fizykę klasyczną ciężko oszukać, więc lekkości prowadzenia znajomej na przykład z modelu Audi S8 nie zaznasz. Ale może, nie o to chodzi w wersji M70. To naprawdę wspaniały, znakomity, świetny, błyskotliwy, okazały i wystawny produkt. Pełna gama możliwości BMW w jednym miejscu. Nie tylko najlepsze materiały, ale także jakość wykonania, spasowania, łączenia różnych faktur ze sobą. Dodatkowo samochód z automatu tworzy efekt „wow”, szczególnie w dwu tonowym malowaniu, bowiem nie ma szans na nie obrócenie głowy na ulicy. Wielki masywny przód samochodu zwraca już z daleka uwagę. Oceniając pierwszego przedstawiciela sub-segmentu BMW zwanego GKL, jak i najważniejszą i największą limuzynę BMW, jak i jednocześnie najmocniejszego elektryka w gamie modeli BMW próbowałem uchwycić najdrobniejsze niuanse związane z ideą tego modelu. M70 zajmuje tak naprawdę miejsce nigdy niepowstałego modelu M7. I dział BMW M doskonale zdaje sobie sprawę, że seria 7 czy obecnie również i7 jest bardzo daleko do prawdziwych genów M Power. Podróż w ciszy pozwala na odpoczynek czy relaks, ale także pozwala na bardzo szczegółową analizę tego samochodu. Dlatego, że jego możliwości w moim odczuciu, przekraczają oczekiwania. Już patrząc na same parametry i na tym się skupimy wyłącznie, to 1100 czy 1015 Nm w samochodzie osobowym to z jednej strony niesamowite wartości, ale nie wiem czy naprawdę pożądane, a z drugiej to strzał w kolano, dlatego że bardzo ciężko będzie komukolwiek i gdziekolwiek wykorzystać taki potencjał. Tak samo jak z najnowszym Mercedesem-AMG S 63 E PERFORMANCE. Tam łączny, systemowy wynik równania z Niutonometrami kończy się na liczbie 1430, przy mocy 802 KM. To właśnie łączy te dwa pojazdy, są niesamowicie luksusowymi produktami, z astronomicznymi wartościami Niutonometrów, które mogą okazać się bezużyteczne.  To problem nie tyle, że techniczny czy technologiczny, ale bardziej emocjonalny. To też jest sytuacja, w której duże i reprezentatywne limuzyny, po założeniu sportowego stroju czują, że są sportowcami. A tak to nie wygląda w praktyce. Istnienie obszarów niewykorzystania tych możliwości, tego potencjału powinno, być podstawowym pytaniem przyszłych nabywców. To naprawdę byłoby smutne, gdyby tak praktycznie doskonały produkt jak M70 nie mógł być wykorzystany w całym spektrum swoich możliwości. I nie ma co się rozpisywać nad ulokowanym wyposażeniem tego modelu, bowiem one jest pełne, włącznie z tylnym wysuwanym z dachu theatre screen – kinowym ekranem w rozmiarze 31’’ i rozdzielczości 8K (tego akurat nie kupuję może przez to, że praktycznie nie oglądam telewizji), dachem panoramicznym Sky Lounge (grafika świetlna oparta na diodach LED tworzy nastrojową atmosferę) oraz tylnymi fotelami Execute Lounge. W tej kategorii cenowej pełne wyposażenie, wraz z pełnymi opcjami są oczekiwaną rzeczą. BMW i7 M70 potrafi wywrzeć bardzo dobre i pozytywne odczucie. Do szczytu emocji brakowało trochę lekkości prowadzenia i dźwięku silnika. Jednakże przy tym poziomie przyspieszeń i wręcz natychmiastowej reakcji na ruch prawej stopy, można odpuścić i zrzec się V8 na korzyść elektryczności. I może to brzmi, jak znieważenie świętości klasycznej motoryzacji, czyli silnika V8, ale z ręka na sercu trzeba przyznać, że przyspieszenia, jakie generuje i7 M70 uzależniają. I to tak bardzo, że szukasz nawet najmniejszego odcinka prostej, aby wdusić prawy pedał w podłogę. Prędkość maksymalna przestaje mieć znaczenie względem niewyobrażalnej elastyczności oraz gotowości do skoku w przód. Czy zatem idea i7 M70 jest trochę przesadzona? Niekoniecznie, jeśli przyszły kierowca nie będzie udawać, że prowadzi sportowe BMW, a wyłącznie sportową limuzynę. Moja ocena dla tej wersji jest bardzo wysoka, ale samochód na taką zasłużył. Ma wszystkie elementy, a niektórych w nadmiarze, aby spełniał się jako samochód nie tyle segmentu GKL, ale premium sport. Mi się podoba i to bardzo. To także jest skończony produkt, bowiem już nic więcej nie jest potrzebna. Masz w nim wszystko. Samo wnętrze, a przede wszystkim to, co ma przed sobą zarówno kierowca jak i pasażer jest bardzo minimalistyczne, ale gustowne i nawet w tej wersji silnikowej wykończenie kryształami niektórych elementów wnętrza (przyciski) pasuje. Cholernie podoba mi się wykończenie zbyt grubej w dotyku kierownicy w dolnej części, gdzie fikuśne i fantazyjne elementy metalowe złączone są z jej wieńcem. i7 ma świetny styl. Ale nasuwa się podstawowe pytanie, czy ten test zapadnie na długo w pamięci? Otóż tak, bowiem nie sposób zapomnieć tej elastyczności i przyspieszeń. A to definiuje wersję M70. Zatem, czy to najlepsza limuzyna ever? To nie takie łatwe pytanie, dlatego, że wiele zależy od indywidualnych potrzeb każdego z nas, ale także od czegoś takiego, jak przywiązanie do konkretnej marki. A ciężko byłoby, gdybym ja lub ktokolwiek inny złożył zamówienie na samochód, którego potencjału nie będę mógł wykorzystać w 100%. Stąd prosty wniosek, dlaczego żadne 911 Turbo S nigdy nie miało i potrzebowało 1000 Nm…

 

Radość z jazdy: 5/5

Gang silnika: 0/5

Reakcje skrzyni: 5/5 (jednostopniowa)

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 5/5

Silnik (moc, i siła): 6,5/5

Wciśnięcie w fotel: 5/5

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Nie ma co ukrywać, że i7 M70 daje wielką radość z jady oraz jeszcze większą satysfakcję z samego faktu posiadania samochodu. Jeśli jesteś osoba, która tak jak ja, uwielbia gadżety to spodoba Ci się wiele rozwiązań, jak na przykład zdalnie otwierane, zamykane drzwi przednie oraz tylne. Po co? A dla szalonej satysfakcji. Należę do osób, które uwielbiają korzystać z najnowszych rozwiązań, jakie oferuje rynek IT, motoryzacji i każdy inny, jednocześnie nie znoszę ograniczeń lub pośrednich rozwiązań. Ten model BMW wjeżdża pełną parą w strefę Twojego dotychczasowego myślenia i pokazuje, że pewne niby już utarte rzeczy można zrobić na nowo lub całkowicie odmiennie. Jest to świeże, świetne pokazanie, że produktów trzeba doświadczyć, a w szczególności produktów BMW. Nie opinie, nie zdjęcia, nie YouTube, ale wślizgnięcie się za kierownicę i przestawienie skrzyni w pozycję D. W im większym skupieniu i ciszy jedziesz (nie cisza produkowana przez samochód, ale cisza w postaci braku rozmowy) tym mocniej pochłaniasz większą ilością zmysłów konkretny produkt. A w tym samochodzie jest wiele do pochłonięcia i ogarnięcia. Generacja G70 może i rewolucyjna, to jednak okazuje się doskonałą wizytówką możliwości BMW, a przede wszystkim udowadnia, że myślenie starymi schematami jest przestarzałe i nieefektowne w XXI wieku. Super, że taki model powstał, bowiem pozwala na otwarcie skrzydeł poszczególnym działom BMW, które już raz udowodniły modelem XM, że warto szukać nowych rozwiązań. I w sumie głównym konkurentem dla i7 M70 jest model XM Label Red i właśnie tutaj powinna się toczyć walka o podjęcie decyzji o zakupie, między BMW a BMW. Między i7 M70 a XM Label Red. Bowiem nie ma innych substytutów. BMW i7 M70 może i nie zawładnęło duszą, ale było naprawdę bardzo blisko. Doskonałe auto, jednak nie do końca możliwe w pełni do wykorzystania przez każdego.

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model i7 M70 xDrive:

1100 Nm (boost), 660 KM (485 kW), 3,7 s do 100 km/h, zasięg do 560 km

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Bartosz Jagodziński

 

Październik 2023 r.













BMW tworząc projekt X5 24 lata temu nie miało w ofercie jeszcze żadnego SUV. W chwili obecnej jest ich 7. Od najmniejszego X1 po imperatora przestrzeni X7. Model X3 bardzo dobrze przemyślany oraz skomponowany zajął decydujące miejsce w gamie X, stając się bestsellerem. Model X5 stał się luksusowym i bardzo prestiżowym samochodem, który z uwagi na możliwość podniesienia swojego statusu i prestiżu wybierany jest w zamian za klasycznego sedana serii 5. I tyle słowem wstępu, bowiem testowany model ma tyle wspólnego z cechami związanymi z racjonalnością oraz użytecznością, co FSO Polonez z niezawodnością. Dział M długo zachodził w głowę, czy będzie odpowiednią rzeczą, jeśli wypuszczą SUV’a z literką M. Mercedes dawno miał swoje ML i G sygnowane logo AMG. Porsche wjechało na rynek z Cayenne, więc przyszedł czas na podjęcie strategicznej decyzji i tak oto świat ujrzały pierwsze SUV’y M. X5 M oraz X6 M to 2009/2010 r. (w USA kilka miesięcy wcześniej, z uwagi na ich produkcję na tamtym rynku). Pod maską TwinTurbo 4.4 V8 555 KM i 680 Nm. I tak się doskonale przyjęły, że w chwili obecnej mamy już kolejną generację podniesioną do potęgi M. W styczniu 2023 r. modele X5 M oraz X6 M przeszły LCI, czyli face lifting. Mocniejsze i agresywniejsze kształty przyjęła przednia część nadwozia. Ale jeszcze wróćmy do października 2020 r., gdzie BMW zaprezentowało najmocniejszą odmianę wersji X5 M zwaną Competition. Limitowana do 250 sztuk w wydaniu First Edition. Auto oferowane było w dwóch matowych kolorach – srebrnym Frozen Dark Silver oraz niebieskim Invidual Frozen Maria Bay Blue. W standardzie montowano felgi w rozmiarze 21’’ z przodu i 22’’ z tyłu. Wyróżnikiem tej edycji były elementy z włókna węglowego takie jak: pokrywa silnika, osłony lusterek bocznych i tylny spojler. Wnętrze zostało obszyto skórą Individual Merino w dwukolorowej konfiguracji – Silverstone i Midnight Blue. Silnik TwinTurbo, 4,4-litrowe V8 generował 625 KM i 750 Nm i tak naprawdę od tego momentu rozpoczęła się kariera tego potężnego i sportowego SUV BMW. W teście jeszcze wersja sprzed liftingu ze stycznia tego roku, co jest doskonałym punktem wyjścia to oceny samochodu, który nieuchronnie zmierza w otchłań czarnej dziury motoryzacji oznaczonej ICE, ale równocześnie mniej cyfrowej niż najnowsze produkty BMW. Od razu należy zacząć od silnika, to wspaniała jednostka 4.4 V8 M TwinTurbo generująca 625 KM oraz 750 Nm, w połączeniu ze sportową skrzynią sportowa M Steptronic z Drivelogic, z setkę robi w 3,9 s. Adaptacyjny układ jezdny M z aktywnym mechanizmem różnicowym M bezpośrednio wpływa na dynamikę jazdy i brzmi wspaniale. Ale nawet w ustawieniach Sport czy Sport Plus (silnik Sport Plus, podwozie Sport Plus, układ kierowniczy Sport, hamulce Sport) samochód trochę zaskakuje tym, że nie ma takiego zrywu oraz brzmienia jakiego można było się spodziewać po literce M. Jest trochę tego za mało, tak odrobinę. Wersja Competition każdego BMW M to praktycznie najwyższa forma rozwoju samochodu M praktycznie, bo jest jeszcze jedna zwana Competition Sport, ale zastrzeżona tylko dla wybranych i ściśle wyselekcjonowanych modeli, a już na pewnie nie dla SUV. BMW M Competition to bardzo wysokie kompetencje, które należy używać z pewną dozą świadomość, w tym sensie, że nie zawsze się opanuje taki samochód w zakręcie czy na prostej. W tym samym czasie oczekuje się bardzo ostrej reakcji na dotyk prawego pedału oraz kwantowej wręcz reakcji skrzyni biegów na redukcję. Przynajmniej nauczyło mnie tego M5 Competition. W chwili uruchomienia silnika V8 w X5 M Competition oczekiwałem również podobnych doznań. A okazało się, że 625 KM i 750 Nm jeździ nieco słabiej, w zakresie dynamicznego odpychania się kół od nawierzchni oraz zabrakło natychmiastowej elastyczności, a przy tym     jest za bardzo wygłuszone, bowiem V8 było słychać, ale nie tak że serce się zatrzymuje a umysł przestaje logicznie myśleć. Więcej emocji oraz energii i czystej frajdy daje jazda Audi RSQ8 (4.0 V8 Biturbo, 600 KM, 800 Nm, quattro). To ciekawe, bo zupełnie odmienna sytuacja jest w modelach M5 Competition a RS 6 Avant czy nawet RS 6 performance. Tam dynamiczna jazda, dźwięk, elastyczność przechylają się na szalę BMW. Chyba, że wsiądziemy do RS 7 Sportback performance, gdzie jego zajadłość, zadziorność, szał przy zdecydowanym dodaniu gazu są na poziomie M5 Competition. Ale wracając do dużego i prestiżowego SUV’a, to trzeba przyznać, że samochód ma dość długą nazwę i skupiam się tu na tym fakcie, bowiem, nie bez znaczenia jest umiejscowienie literki M za nazwą modelu, a nie przed nią. Dział M doskonale zdaje sobie sprawę, że mimo faktu, że energia równa się masie, to jednak dość wysoki samochód nie sprosta temu, do czego przyzwyczaiły nas przez dekady BMW M, w szczególności M3, M5. Tam mamy literkę M przez nazwą modelu, tutaj za. Nie oznacza to w jakiś sposób gorszego sportu czy zdecydowanie mniej emocji niż w standardowych produktach M. X5M w dodatkowym pakiecie Competition to zdecydowanie więcej najlepszego DNA BMW M w BMW. Sam poziom wyrafinowanego wykonania wnętrza, użytych materiałów oraz ich spasowania to genialna robota. Wszystko to wspaniały ukłon w stronę elementów, które czynią samochód samochodem premium sport, czyli jakość wykonania wnętrza, wyposażenie, moc i siła pochodząca z V-ósemki oraz jej dźwięk. I mimo, że w X5 M Competition i dźwięk, i silnik nie są aż tak nastawione na sport jak można się spodziewać patrząc na potencjał tego modelu, to jednak nadal jest to jeden z najszlachetniejszych sportowych SUV na rynku.


Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4,5/5

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 4/5

Wykonanie wnętrza: 5/5

 

X5 M Competition jest wyjątkowo doskonałym samochodem, praktycznie produkt skończony. Ale to samochód, który musi trafić także na odpowiedniego klienta. Jego nie wybiera się biorąc pod uwagę praktyczność czy użyteczność, bo od tego może być na przykład wersja X5 M60i xDrive (również V8 TwinPower Turbo z 530 KM oraz 750 Nm, ale już ze zintegrowanym aktywnym układem kierowniczym, bez cudownej sportowej skrzyni M Steptronic), które setkę robi w katalogowe 4,3 s. I jest to idealne połączenie funkcjonalności, komfortu i sportowego charakteru. Natomiast X5 M to zupełnie inna koncepcja, która wrzuca Cię w inny świat. A ten obszar dotyczy sportowych SUV, które są jednocześnie intensywnie nastawione na luksus (nie mylić z komfortem), prestiż, sport oraz prezentują lub stanowią wysoki kunszt rzemiosła i 100% wykorzystanie prezentowanego przez siebie autorytetu. Samochód absolutnie ma wszystko w sobie czego oczekujesz po tej klasie. Tylko znawcy tematu mogą mieć jakieś uwagi w zakresie wyposażenia lub minusów wykonania, ale od tego ich robota, aby takie niuanse wychwycić. X5 M Competition (istniały także X5 M, 600 KM i 700 Nm, ale można już o nich zapomnieć) to główny Dzwon w Dywizji M, który wygrywa wspaniałe dźwięki oraz także potrafi oddzielić Cię od świata, w którym funkcjonujesz i przenieść w inną czasoprzestrzeń. I mimo tego, że nie jest tak porywczy i głośny jak na przykład M5 Competition, to jednak po dłuższym zastanowieniu się można uznać za wielki aut. Inne M-ki dla przykładu M3, M4 (też Competition) traktuje się w takich sposób, że tankujesz i dzida do przodu, znowu tankujesz i dzida i tak w kółko. A w przypadku X5 M widać, że przyjechał na spotkanie ktoś ważny i nie będzie usiłował wykorzystywać każdego zakrętu, aby ustawić auto bokiem. Ale nie ma mowy także o jakiejkolwiek dostojnej jeździe, jak na przykład robi to XM lub Royce-Rolls Cullinan. X5 M wpada na miejsce robiąc spore zamieszanie, ale jednocześnie nie emanuje zachowanie dresiarza, ale osoby z dobrymi manierami oraz w doskonałym stroju. Wielką ambicją tego modelu w tej generacji jest to, aby być najlepszym w swojej klasie, a nacisk na to jest dość jasny, bowiem może się okazać, że będzie to ostatnie BMW X5 M Competition z ery ICE. Stąd tak silne nastawienie na najlepszość. I mimo, że nie ma dzikości oraz takiego charakteru jak inni kuzyni z dopiskiem Competition to i tak zadowoli 99% potencjalnych klientów. Ten jeden procent dostrzeże inny charakter projektu. Ale nie oznacza to, że jest przez to w jakiś sposób groszy.

 

Winek najważniejszych danych opisujących model X5M Competition:

4395 cm3, V8 TwinTurbo, 750 Nm, 625 KM, 3,9 s do 100 km/h

 

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

Wrzesień 2023 r.

Bartosz Jagodziński

 














Tak naprawdę, te największe BMW należące do sub-segmentu GKL, jest jednocześnie jednym z najbardziej (pomijając fakt istnienia modelu XM) kontrowersyjnych modeli monachijskiej marki w ostatnim czasie. Wszystko zaczęła wersja sprzed LCI, czyli liftingu, gdzie X7 rozwalił system swoją wielkością, która wprost mówiła, że daleko mu od tego, co cechuje produkty BMW, czyli zwinności sportowej jazdy oraz finezji w prowadzeniu. 100 oktanowej benzyny do ognia dolała wersja, po liftingu której przednia cześć nadwozia wygląda podobnie do designu serii 7, czyli posiada dwurzędowe poziome reflektory. Tak na prawdę X7 to największy SUV i mimo że XM wydaje się masywniejszy i seksowniejszy, to właśnie X7 jest tym jedynym który dzierży certyfikat pierwszeństwa, jako największe BMW. Siedmioosobowy samochód to praktycznie salon na kółkach. Ale o tym za chwilę. Bardzo dyskusyjna kwestia designu przedniej części nadwozia jest do obalenia w kilka minut względem wszystkich sękaczy i narzekaczy. Prawdą jest, że najnowsze modele BMW szokują w zakresie dizajnu, ale prawdą też jest to, że zdjęcia nie ukazują tego, jak te samochody w rzeczywistości się prezentują. Było tak z serią 7 oraz i7, XM oraz nową serią 5 i jej odpowiednikiem elektrycznym i5 oraz właśnie z X7. Iks siódmy to wielki samochód z zewnątrz, ale jednocześnie ta wielkość i nieporęczność w mieście przekłada się na każdy centymetr, jaki masz dzięki temu do wykorzystania w środku. A to wprost wpływa na komfort podróży. To samochód, który uczy na nowo pojęcia definicji swobody w samochodzie osobowym. Zapotrzebowanie rynku na taki model nie miało znaczenia, bowiem BMW oferuje X-sy od 1 do 7 i podejrzewam, że przynajmniej połowa z tej numeracji to fantazyjna decyzja Zarządu marki powstała podczas Octoberfest. BMW X7 jest aż tak wielkie i przestronne, że zaczynasz się zastanawiać, czy tyle terytorium, ile oferuje ten SUV jest w ogóle komukolwiek potrzebne. Z opowiadanych historii wiem, że takie samochody kupuje się legitymując się Kartą Dużej Rodziny, ale nie tylko z tego powodu. Czy zatem oprócz oferowanej przestrzeni oferuje coś jeszcze? Prestiż oczywiście, bowiem ten model BMW dodatkowo dorzuca do tego ogrom luksusu oraz bardzo mocne nastawienie na indywidualne wykończenie wnętrza. Segment GKL to szczyt szczytów w zakresie luksusu oraz oferowanego miejsca, jaki prezentuje marka BMW, dlatego też X7 oprócz oferowanej czasoprzestrzeni i luksusowego wnętrza daje także dużą przyjemność z jazdy. Prowadząc największego SUV od BMW nie czuje się zbytnio ani masy (2565 kg), ani wielkości w trasie, co innego na ciasnych parkingach (skrętna tylna oś pomaga przy manewrowaniu). Ale tam wiele systemów wsparcia załatwia sprawę. Zatem mamy dosłownie hiperprzestrzeń wypełnioną luksusem i dostojeństwem, no ale co  ze sportem? Jeśli szukasz SUV’a BMW nastawionego na sport i luksus to szukaj wśród X5 i X6 szczególnie ze znaczkiem M. Mam wrażenie, że w X7 te słowo jest zakazane. Tak na prawdę podczas jazdy przez jakiś czas miałem wrażenie, że prowadzę Mercedesa. Ile tak na prawdę jest pierwiastka BMW w tym BMW? To zależy od tego jak postrzegasz tę markę. Bowiem, jeśli oczekujesz, że każda BeeMka będzie wchodzić bokiem w dowolny napotkany zakręt i na tym Twoja wiedza o tych produktach się kończy, to X7 należy oddać do portfolio Mercedesa. Natomiast jeśli rozumiesz, że BMW to sport, ale także luksus, prestiż, najnowsze rozwiązania z grupy IT, to pojmowanie idei modelu X7 spowoduje, że wróci do Monachium. Mimo wszystko X7 to nie miejsce na sport. Nawet w ustawieniach Sport auto stanowi oazę spokoju i luksusu. BMW w modelu X7 pokazuje zupełnie inny świat luksusowego podejścia do swoich modeli. Czy zatem model ten, to w jakimś stopniu zaskoczenie? Nie, to konsekwencja idei sub-segmentu GKL mocno promowanego przez BMW. To wyraźny sygnał w zakresie tego, że producent znany z tylnonapędowych sportowych modeli potrafi także zrobić samochód, który będzie w 100% dedykowany luksusowi oraz rozwiązaniom znanym z modeli Mercedesa-Maybacha czy Rolls-Royce'a. I w cale w tym zdaniu nie ma przesady. Zaskoczył mnie ogrom luksusu, którego nie spodziewałem się doświadczyć w tym modelu. X7 zrywa z tradycyjną linia samochodów BMW dedykowanych przede wszystkim sportowej jeździe. To stateczny okręt do pokonywania mil na drogach. Jednakże dynamika silnika Diesla pozwala na dużo. Wypad takim samochodem na wakacje na przykład na wybrzeże Adriatyku wraz z rodziną oraz bagażem o wadze ćwierć tony nie będzie ani wyzwaniem ani czymś, co zrobi jakiekolwiek wrażenie na tym modelu. X7 pretenduje do samochodu będącego ostateczną wersją luksusowego środka transportu. To, tak na prawdę ostateczna wersja luksusowego SUV'a w wersji ICE. Ten, który wpadł mi w ręce napędzany był wspaniałym 3.0 litrowym rzędowym 6-cylindrowym silnikiem Diesla o oznaczeniu xDrive 40d. Gdzie jak widać 40d wcale nie oznacza 4 litrów pod wielką machą. Wprost idealna jednostka do tej wielkości samochodu generująca 352 KM oraz 720 Nm (z technologią MildHybrid), co przekłada się na naprawdę świetną elastyczność przy zabawie prawą stopą. I mimo że gabaryty SUV'a przekraczają wszystko, czym kiedykolwiek jeździłeś (z wyjątkiem ciągnika siodłowego) to wersja 40d idealnie radzi sobie zarówno z wielkością oraz masą pojazdu. BMW tworząc ten samochód poszło dosłownie na całość. Może powstał z potrzeby dokopania GSL'wi albo z chęci stworzenia i uzupełnienia wewnętrznego sub-segmentu GLK. Z resztą to bez znaczenia. Auto robi efekt wow, ale zupełnie inny sposób niż model XM. Swoją drogą kilka lat temu widziałem screena z wyświetlacza X7 z oznaczeniem X7M. Wtedy Internety sugerowały wersję z V12 pod maską. Coś na kształt ówczesnej serii 7 w wydaniu M760iL V12. Czas pokazał, że skupiono się maksymalnie na ośmiu cylindrach. Z resztą osobiście uważam, że V12 czy W12 pod maską SUV, to delikatnie mówiąc przesada. BMW X7 zrobiło naprawdę niezłe wrażenie nie tylko designem, ale przede wszystkim wielkością wnętrza. Swoboda jaka towarzyszy podróżnym jest nierealna do osiągnięcia w około 85% innych samochodach na rynku. I to jeden, z największych plusów doliczanych do listy Iksa Siódmego. Nie napiszę też, że to jest wspaniały model, bo nie ma wszystkich cech BMW, w tym sportowego nastawienia do pokonywania każdej trasy. Jednak jego podejście na luksus, przestrzeń dodaje mu niebywałej pikanterii oraz czyni go samochodem w tym zakresie wyjątkowym oraz skończonym. BMW wykonało odważny oraz niezły krok wdrażając do produkcji model X7. BMW THE X7 to faktycznie imperator wśród całej gamy BMW, a przede wszystkim wśród modeli serii X. Najlepszy? Niekoniecznie, ale przede wszystkim najobszerniejszy, a to niesamowity atut. W XXI wieku przestrzeń oraz cisza będą najbardziej pożądanymi cechami w motoryzacji. Stąd Imperator w galaktyce pozostałych modeli BMW stanowi rewelacyjny produkt, który jest mimo wszystko klasycznym rozwiązaniem w zakresie IT w porównaniu z nową serią 7. I dla niektórych nabywców będzie to kolejny plus. Byłem sceptyczny, wobec tego modelu już od momentu jego prezentacji, ale jak to bywa w życiu poglądy ulegają zmianie, stąd bardzo pozytywnie oceniam X7, ale należy wskazać, że ta ocena dotyczy intencji luksusowej, a nie prezencji sportowej. BMW doskonale wycelowało w ideę modelu X7, dlatego że to najlepszy i zapewniający najwięcej przestrzeni luksusowy SUV od BMW, ale też dlatego że X7 to produkt, który ukazuje swoje walory dopiero przy pierwszym spotkaniu i w następnych kolejnych będą one tylko podtrzymywane, aż do potęgi siódmej. Jednocześnie to samochód dla określonego odbiorcy, który doskonale wie, na jaki model składa zamówienie. BMW potrafi zadziwić można by powiedzieć, że uwielbia tworzyć skrajności, które szokują oraz ukazują 100% użyteczność produktu. X7 jest w każdym centymetrze użytecznym samochodem, który jednak chwilę przez zakupem należy zrozumieć.

 
Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 3,5/5

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 3,5/5

Wciśnięcie w fotel: 3,5/5

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model X7 xDrive 40d:

2993 cm3, R6 TwinPower Turbo D, 720 Nm, 352 KM, 6,1 s do 100 km/h

 

Wrzesień 2023 r.

 

Bartosz Jagodziński

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

 














Prawdą jest, że takie samochody jak M2 należą do gatunku wymierającego, mimo iż jest to w sumie najnowsza M-ka. Dlaczego? Bowiem są nieprzewidywalne w zachowaniu, mają napęd na tył, mogą mieć manualną skrzynię biegów, są jednocześnie małe (kompaktowe) oraz zapewniają minimalny komfort. Nastawione są wyłącznie na radość z jazdy. I właśnie czegoś takiego spodziewałem się po tym samochodzie. Polska premiera była w czerwcu 2023 r. a chwilę później trafiły mi w ręce kluczyki do tego modelu. Okazuje się, że w przypadku najnowszych BMW prezentowane zdjęcia w internetach, po których następuje lawina komentarzy samozwańczych ekspertów motoryzacji, nie stanowią punktu wyjścia do oceny designu każdego nowego modelu tej marki. Rozpoczynając od najnowszej serii 7/i7, przechodząc przez XM, leje się wodospad negatywnych opinii. Jednakże obejrzenie jednego czy drugiego modelu face to face zmienia wszystko. Podobnie jest z modelem M2, który nie specjalnie wygląda na zdjęciach, ale w realu robi bardzo pozytywne wrażenie. Nie ma co już szukać nawiązać do modelu 2002 Tii Turbo. Wsiadamy do nowego M2, który może mieć wszystko, co kiedyś było bardzo cenione w sportowych samochodach z Monachium. Może mieć, bowiem na przykład manualna skrzynia to opcja, która jest dodatkowo płatna, a automat jest standardem. Świat oszalał, można by pomyśleć, ale jest w tym pewna logika. Okazje się, że mało kto potrafi jeździć manualną skrzynią biegów w samochodzie z tylnym napędem. Ta umiejętność powili wymiera, zupełnie jak silniki V8. Model M2 naprawdę jest logicznie przemyślany w zakresie designu. Kompaktowe rozmiary, ale w tylnych lusterkach widać nadmuchane z tyłu błotniki. Auto cieszy, ale tak szczerze i bez kompleksów.  Pod maską rzędowa szóstka made in BMW, która generuje 460 KM oraz 550 Nm, które przekazuje bezpośrednio na tył. Silnik kręci się do 6250 obr./min. i wydaje bardzo miły gang. Sprint do setki to 4.3 s, czyli dość przyzwoicie. Pierwsze kilometry M2 pokazują, że samochód w rękach nieprawnego kierowcy będzie nieobliczalny. Trochę trzeba się zaznajomić z tym rodzajem napędu oraz samym M2, zanim złoży się razem prawą stopę z pedałem gazu w podłodze. W momencie wyjścia z zakrętu na prostą M2 zamiata tyłem. I robi to właściwie bez ostrzeżenia. Co ciekawe większe i mocniejsze M3 Competition takie nie jest, chociaż tam tylna oś rwie się do zerwania trakcji za każdym wciśnięciem gazu. Masz wrażenie, że ten proces gotowania się tyłu następuje za każdym razem, ale koniec końców M3 nie wykazuje nadsterowności. Inaczej jest z M2. Dlatego te auto należy do wymierającego klubu – „Radość z jazdy” i zostało zaprojektowane wyłącznie po to, aby dawać tą radość z jazdy. I nie ma w tym żadnej przesady. M2 dobrze wyposażone, z karbonowym dachem potrafi stać się autem codziennego użytku, o ile zdajesz sobie sprawę z tego czym jeździsz oraz masz umiejętności poradzenia sobie z nieplanowaną nadsterownością. Takie były kiedyś Z3 M Coupe i Z3 M Roadster. A teraz takie jest M2. BMW zrobiło świetny samochód, który został stworzony w jednym celu – dla czystej radości z jazdy. Ale to przecież ich slogan. Nowe M2 wygląda bajerancko w czerwieni lub głębokim niebieskim kolorze. Wnętrze to typowe nowe BMW, czyli deska rozdzielcza złożona z ekranów, dobrej jakości materiały (nie takie jak w XM, ale można przeżyć), logika oraz minimalizm tego, co potrzebuje prawdziwe sportowe coupe. Z tyłu to raczej przewieziesz dzieci do przedszkola, niż dorosłych lub też jakieś zakupy. Na krótkie trasy może i jakaś osoba dorosła da się namówić, ale dłuższe będą mordęgą. No, a jakie jest M2? Mimo, że są szybsze auta, nawet w tej samej klasie to nie ma to znaczenia. Te niespodziewane zamiatanie tylną osią na wyjściu z zakrętu jest tym czego oczekuje się po takim samochodzie. Plus, jeśli do tego będzie konfiguracja z manualną skrzynią otrzymujemy prawdziwy skarb motoryzacyjny. Można powiedzieć i co z tego, jak zdecydowana większość tego nie doceni. Nie przejmujmy się tym. M2 naprawdę cieszy, daje prawdziwą radość z jazdy, nie tylko silnik, nie tylko napęd, ale także design oraz proporcje. To wszystko jest pięknie wyważone oraz logicznie pomyślane. Daleka jest droga od tego modelu do M3. W sumie to właśnie ten model powinien nazywać się M3. Takie miałem spostrzeżenie w połowie testu. Stąd też, mimo że samochód zrobił bardzo pozytywne wrażenie w dwóch aspektach – wygląd oraz prowadzenie, to jednak nie jest samochodem, który mną zawładną i pozbawił funkcji logicznego myślenia, jak na przykład M5 Competition. No ale to inny segment. Nie można także oceniać M2 przez pryzmat większych eM-ek, które mają wspaniałe V8 TwinTurbo i są praktycznie doskonałe. M2 to inna liga, skromniejsza, jeśli chodzi o moc i Nm, ale dająca prawdziwy fun z jazdy na wysokim poziomie. We wprawnych rękach okaże się precyzyjnym samochodem do ścigania się z czasem, a na długi prostych nie pozbawi uczucia pewności oraz w jakimś zakresie panowania nad całością samochodu. M2 to de facto bardzo ciekawy produkt, który sprawi, że poczujesz się wyjątkowo wychodząc z niego po przyjeździe w odwiedziny do znajomych, ale koniecznie zamów wentylację foteli przednich, bo wyjdziesz przepocony, jak po przebiegnięciu półmaratonu. Auto w każdej chwili po mocniejszym dodaniu gazu będzie chciało zerwać trakcję, co nie zawsze będzie przez ciebie planowanym zadaniem. Nie można też nazwać tego samochodu jako bajeranckie BMW, bowiem ono całe jest prawdziwe i nic w nim nie jest na pokaz. To szalony czy nawet lekko niezrównoważony sportowiec, który lubi to, kim jest i co sobą reprezentuje. Bardziej „stateczne” jest M3 Competition które, mimo że daje Ci znaki, że zaraz poleci tył, co jest też mega stresujące podczas prowadzenia i również można się upocić, to jednak ostatecznie mówi „żartowałem, jedź dalej”. I mimo tej ostateczności w braku nadsterowności, to siedzisz za kierownicą bardzo skupiony. Oczywiście da się ją zrobić też celowo. Ale w tym momencie nie o to chodzi. Natomiast M2 nic nie mówi, a za chwilę daje do pieca, a Ty, jeśli nie wiesz, jak zareagować, zaczynasz się go obawiać i zalewać potem. Stąd M2 to nie produkt dla każdego kierowcy. Chociaż w Polsce każdy przecież najlepiej zna się na medycynie, prawie, budownictwie oraz jest doskonałym kierowcą, więc i znajdzie wielu amatorów, nie koniecznie profesjonalistów. Jednakże Ci z głową na karku doskonale wiedzą czym jest te małe BMW i co sobą reprezentuje. Tak naprawdę żarty za kierownicą i udawanie mistrza świata w jeździe po zakrętach szybko się zakończą, a ten model nie wybaczy błędów. I tak naprawdę myślałem, że już takich aut nie produkują, które nie wybaczają kierowcy. A jednak, znowu pomyłka. Chociaż tym razem bardzo pozytywna. M2 to solidna dawka pozytywnych emocji oraz elektrownia atomowa pozytywnej energii, ale ważne, aby nie doprowadzić do stopienia rdzenia. Wtedy mamy gwarantowany wybuch.

 

Radość z jazdy: 5/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4/5

Układ hamulcowy: 4/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 3/5

Wciśnięcie w fotel: 3/5

Wykonanie wnętrza: 3/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model M2:

3.0 cm3, R6 TwinTurbo, 550 Nm, 460 KM, 4,3 s do 100 km/h


 

Bartosz Jagodziński

  

Czerwiec 2023 r.



Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław


 

 














Jest to proces, w którym powstają nowe jądra atomowe w wyniku łączenia się nukleonów, czyli protonów i neutronów, lub istniejących już jąder atomowych i nukleonów. A co to ma wspólnego z najnowszym dziełem Działu M od BMW? Otóż dzięki Działowi M powstał nowy, sportowy SUV z połączenia know-how, pasji, energii, wizji oraz z delikatnym ujęciem tego, co zapowiada niedaleka przyszłość. BMW XM, które jest tak naprawdę połączeniem tego co, BMW ma najlepsze zarówno z Działu M, jak i magazynów BMW z napisem Quality, Individual, Performance. XM to potężny samochód. Tak duży, że blednie przy nim nawet najnowsza seria 7 (która jest uważana za ogromną limuzynę). Ale oprócz wielkości jest coś jeszcze, co wpływa na wyjątkowość tego modelu. BMW skutecznie pokazuje, że warto jest skorzystać z innych rozwiązań niż tych, które są sprawdzone przez rynek i podążać za ściśle określoną wizją. Przykładem jest choćby wyżej wspomniana seria 7, która zupełnie odstaje od tego, co widzieliśmy przez ostatnie 30, a nawet 40 lat w segmencie F. To sprawdzona oraz skuteczna taktyka pokazująca, że przywiązania do przeszłości w zakresie designu czy opieranie się na tym, że musi to być klasyczna linia nie ma w XXI wieku większego sensu. Forwardyzm BMW sprawdza się, co pokazują kolejne zamówienia na serię 7. Ale wróćmy do wielkiego, nadmuchanego SUV’a. XM ma 5100 mm długości, 2005 mm szerokości, co powoduje, że już sam ból głowy za zakresie jego zaparkowania w mieście. Niemniej jednak nie o tym będzie test. XM to hybryda typu Plug-In, mająca pod maską jedynie słuszną rzecz, a mianowicie silnik V8. I to nie byle jakie V8, ale wysokoobrotową jednostkę V8 TwinTurbo, 4.4 litra, generującą wraz z silnikiem elektrycznym systemową moc 635 KM oraz 800 Nm. Sama elektryka daje 197 KM (145 kW) oraz 280 Nm, a same oktany 489 KM (360 kW) oraz 650 Nm. Mniejsza o szczegóły liczy się systemowa suma. Zatem 635 KM oraz 800 Nm w wielkim SUV ważącym 2785 kg bez pasażerów. Dodam, że silnik elektryczny pozwala na jazdę do 88 km bez użycia benzyny. Od dawna czekałem z niecierpliwieniem na jazdę tym samochodem. O ile nie jestem fanem samochodów typu SUV, to ten od razu wpadł mi w oko po obejrzeniu pierwszych zdjęć. Ale dopiero szaleństwo się zaczęło, gdy zobaczyłem go face to face. Żadne, nawet najlepsze zdjęcie nie odda tego wszystkiego czym jest ten samochód. Mania wielkości to raczej nie jest, nadmuchanie czy rozdmuchanie sylwetki to określnie, które bardziej pasuje do tego samochodu. Druga sprawa to XM jest naprawdę ładny, spójny, przemyślany oraz cholernie dopracowany i wyrafinowany, szczególnie w środku. Zatem do samochodu. Z daleka widać zaparkowaną najnowszą technologię ukrytą w ostrych liniach designu M. Pierwsze zadanie jakie dostaję od współtowarzysza podróży – Aleksandry to wyjechanie z maleńkiego parkingu spod salonu, gdzie XM jest otoczony z każdej strony dostawczakami oraz innymi SUV’ami. Od razu nasunęła się myśl „zajebiście, nie znoszę manewrowania na centymetry”, ale nie mogę już na początku machnąć białą flagą. Zatem tył, przód, cm w prawo, dwa w lewo…okazuje się, że mimo wielkości oraz masy auto daje się swobodnie sterować, aż tak jakby to była seria 5 lub nawet 3. Systemy wsparcia doskonale pokazują przestrzeń samochodu z każdej strony, ale jednak ufamy głównie wielkim lusterkom. Udało się, wyjeżdżanie na centymetry czymś takim jak XM okazuje się niezbyt trudnym zadaniem. XM przez to, że ma praktycznie pionowe zakończenie maski, to ma się wrażenie, że prowadzisz okręt, a nie samochód. Kiedy inne SUV, nawet te czysto sportowe jak RS Q8 czy X5 M mają linię maski zjeżdżającą lub opadającą w dół, ten ma linię prostą, zakończoną pionowym spadkiem, która nie pozwala do końca określić początku samochodu. Wrażenie podczas jazdy jest co najmniej wymagające kilku minut przyzwyczajenia. Ale prawa stopa, aż czeka na wydanie polecenia V-ósemce. Przechodzimy w ustawienia Sport Plus i zaczyna się obłędna fala dźwięku, która zalewa kabinę. I od razu powiem, że nie jest tak obezwładniająco głośno i wstrząsająco, jak w M5 Competition, czy RS Q8, ale na odpowiednim poziomie i bardzo przyjemnie. V8 dosłownie tryska energią i potrzebuje tylko jednego - dostać od Ciebie zielone światło do działania. XM przyspiesza nieźle! Pamiętajmy, że 2785 kg robi swoje i nie będzie to tak dramatyczny sprint taki jak w innych M-kach (w szczególności tych z taką samą liczbą cylindrów). Ale jeśli już ruszy z atakiem na autostradowy horyzont to 800 Nm może nie rozrywa logicznych funkcji mózgu, ale go bardzo pobudza do produkcji hormonów szczęścia - serotoniny, dopaminy, oksytocyny oraz endorfiny. Muszę oddać królowi, to co królewskie, bo najlepszą elastyczność oraz przyspieszenie odczułem wszystkimi zmysłami w M5 Competition, ale tylko w trybie Sport Plus. I nawet wspaniałe RS 6 Avant pozostało lekko w tyle. Dlatego to będzie jak na razie mój punkt odniesienia w zakresie elastyczności i reakcji na wydawane polecenia przez kierującego. XM podołał zadaniu, dokładnie tak sobie wyobrażałem nim jazdę. Mimo masy oraz wielkości daje się przyjemnie prowadzić jak auto dwa razy mniejsze. V8-ka zawsze chce grać najlepsze tony oraz dostarczać masy Nm na każde zawołanie, dodatkowo bombardując zmysły wspaniałym dźwiękiem. XM ma jeszcze coś, oprócz fantastycznego silnika – doskonałą jakość wykonania wnętrza oraz zauważalność. Nie ma w tej chwili innego modelu BMW, który w tak jaskrawy sposób zwraca na siebie uwagę. Jeśli sądzisz, że nowa seria 7 lub i7 są ekstrawaganckie czy niespotkane, to ten pogląd trzeba poddać mocnej rewizji przy spotkaniu z XM. I nie jest to żadne minus czy docinek. Ten model to rewolucja dizjanerska na kołach, to samochód stworzony do wykręcania głów na ulicy, samochód do zwracania uwagi, do manifestowania swoich możliwości, do mówienia wszem o wobec „Oto jestem”. Samochód, wobec którego nie przejdziesz obojętnie. A dodatkowo skubaniec ma jeszcze jedną właściwość – potrafi opętać, omotać, usidlić i owinąć Twoją duszę, jeśli mu na to pozwolisz. Jest wiele samochodów, które robią to bez Twojego pozwolenia, ale ten najpierw zapyta, a później doskonale to zrobi. Nie sposób się oprzeć dezajnerskim sztuczką BMW M. XM to również naprawdę doskonale skrojone wnętrze. Nie tylko same materiały, ale ich spasowanie i łączenie ze sobą różnych powierzchni, faktur. To jakość wykonania na najwyższym poziomie. To także fakt, że samochód startuje z pułapu ceny od 935 tys. zł., dlatego to, co prezentuje w środku jest wysokiej próby oraz bardzo spójne i wyrafinowane. I dawno nie widziałem w BMW tak wysokiej jakości wykonania. Brawo!  Doskonale się w nim czułem. Nie brakowało niczego oprócz…panoramicznego dachu. Jednakże idea i wizja tego modelu opierają się na tym, że środek został dopieszczony do maksimum już w bazie, ale wiadomo od czego są płatne opcje. Można te maksimum jeszcze bardziej maksymalnie zwiększyć. Jednak strukturalny i podświetlany dach zostaje nietknięty. Jest to naprawdę dzieło sztuki, które wymaga osobnego artykułu, ale nie tyle, że robi wrażenie, ale jest idealnie wkomponowane w ideę wnętrza oraz całego modelu. Mam wrażenie, że szklany dach byłby w XM wielkim banałem. Trzeba było zatem zrobić zupełnie coś innego, nowego oraz wyjątkowego. Coś czego pozazdroszczą właściciele Rolls-Royce’a. Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów – powiedział kiedyś Albert Einstein. Dlatego w studiu projektowym M wzięli te słowa bardzo poważnie przy tworzeniu XM. Jedynym faux pas, jaki odnalazłem w projekcie XM to koła. I mimo, że były to 22’’ lub nawet 23’’ (największe dostępne w motoryzacji), to przy całej wielkości rysunku i rzeźby XM wydają się śmiesznie małe. Nie wiem czy to nietakt dizanjerski czy celowe działanie, ale subiektywnie wygląda to słabo. Samo BMW budzi skrajne emocje. Te nacechowane negatywnym ładunkiem pochodzą od frustratów internetowych oraz osób, które nie są czy nie były klientami BMW. Te pozytywne pochodzą od ekspertów motoryzacyjnych oraz klientów marki. Model trzeba zrozumieć. W zasadzie trzeba zrozumieć ideę XM, jego cel, a dopiero ewentualnie porównywać z innymi. A propos…nie ma innych. AMG G 63 to banał przy XM. RS Q8 mu co prawda dokopie, ale mimo sportowego designu to XM go zje na śniadanie poprzez samo istnienie modelu. Porsche Cayenne Turbo S czy Turbo GT są jak skalpel w zakrętach i na trasie, ale z designiem tak zachowawcze i porszowskie i tak oczywiste jak kolejna seria kuchenek firmy Mastercook. XM zbiera całą stawkę wszędzie, gdzie się pojawi. Jeśli zależy Ci na zauważalności oraz poczuciu wyjątkowości i zastanawiasz się nad zakupem tego modelu to powiem, że masz problem. Bo ja bym zdecydował się na wersję Label Red, która ma 748 KM oraz 1000 Nm i jest jeszcze bardziej dopieszczona. Nie przejmuj się tym, że BMW obiecało tylko 500 takich egzemplarzy. Dobre źródła podają, że będzie to słynne 500 plus. Zatem im szybciej złożysz zamówienie, porządnie skonfigurujesz auto, a z tym nie ma dużego problemu, bo większość bajerów jest w standardzie, tym szybciej będziesz się cieszyć XM-em. A będzie czym! To naprawdę wyjątkowy samochód w najszerszej definicji tego słowa. Na koniec testu kolejne wyzwanie – parkowanie tyłem między modelem iX i blokadą parkingową…nie znoszę tego. Kolejna jazda na centymetry i manewry autem wielkości garażu. Ale dało się. Zatem jaki jest XM? Nie jest to samochód stricte stworzony pod osiągi, nie jest to także tylko wizytówka Działu M. To pełnoprawny corssover w zakresie zupełnie nowych rozwiązań i doznań, które stają się standardem XXI wieku. Siedzi się dość wysoko, nawet jak na SUV, ale mimo wszystko nie jest to pozycja z ciągnika siodłowego czy dostawczaka. Plug-In i jazda wyłącznie na prądzie do 88 km, albo na życzenie totalny ogień dzięki V8. Jednakże ten ogień jest ograniczony w pewnych ramach zakreślonych przez masę oraz wielkość samochodu. I mimo, że w 100% stworzony przez M to jednak bardziej zależy mu na zauważalności oraz robieniu bardzo dobrego wrażenia (pozytywnego) niż na zaginaniu lokalnej czasoprzestrzeni za pomocą osiągów. Niemniej, jeśli dobrze pobawisz się ustawieniami komputera 635 KM i 800 Nm będą na Twoje zawołanie, a Ty naprawdę w sposób nie wymagający większego wysiłku wykorzystasz potencjał samochodu. XM jest prawdziwym autem XXI wieku, które łączy w sobie kilka sprzeczności, jednocześnie skutecznie rozprawiając się z konkurencją. Więc nie zastanawiaj się i poświeć 30 min na konfigurację, a później odwiedzenie lokalnego dealera. Brawo BMW! Masz rację w zakresie forwardyzmu oraz designu! Brawo XM!

 

Radość z jazdy: 5/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 6/5

Silnik (moc, i siła): 4/5

Wciśnięcie w fotel: 4/5

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model XM:

4395 cm3, V8 TwinTurbo, Plug-In, 800 Nm, 635KM, 4,3 s do 100 km/h

 

Maj 2023 r.

 

Bartosz Jagodziński

 

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

 

 

 

 

 

 

 














Historia tego testu można powiedzieć, że wydarzyła się dość przypadkowo, bowiem głównym bohaterem miała być wersja Touring. Splot okoliczności w tym, brak kluczyka do wersji kombi spowodował, że w ręce wpadła mi tak naprawdę klasyka gatunku w wersji po LCI w najmocniejszej odmianie zwanej Competition. Zatem BMW M3 Competition biorące udział w teście było nowiutkim modelem, z niewielką ilością przejechanych kilometrów. Wersja po liftingu to między innymi zmiana projektu deski rozdzielczej, gdzie zamiast finezyjnego projektu są przyczepione jakby trochę na siłę dwa wielkie tablety. Model ten to prawdziwa klasyka BMW M. Od dekad skrada serca oraz obezwładnia umysły swoimi możliwościami. To nie tylko samochód na tor, ale także auto, które można traktować jako daily. Nie wymaga zbytnio wyrzeczeń od kierującego w porównaniu do wersji CS lub CSL, które mają zdecydowanie inną filozofię i spojrzenie na sport. Chodzi o wyrzeczenia związane z komfortem jazdy, użytymi rozwiązaniami technologicznymi czy jakością wykonania oraz wykorzystanymi materiałami w kabinie. A testowany model był akurat skrojony pod moje gusta, czyli odpowiednia ilość włókna węglowego, czarna skóra, którą były wykończone elementy wnętrza włącznie z deską rozdzielczą, czarna podsufitka z alcantarą, dodatkowo dobrej jakości head-up, który przejął przekazywanie podstawowych funkcji z nieczytelnie rozplanowanych zegarów na ekranie przed kierowcą. Mniejsza o to, bowiem to co najważniejsze ukryte jest pod maską, a tam sporo zainstalowano. W związku z tym, że to wersja Competition wstawiono mocniejszą jednostkę względem standardowego M3. Zatem 3 litrowy silnik High Perfromance M Twin Power Turbo R6 z mocą 510 KM oraz siłą 650 Nm, do tego napęd xDrive, automatyczną sportową skrzynią o 8 przełożeniach, ceramika oraz 19’’. Taki zestaw powoduje, że M3 Competition staje się zaawansowanym technicznie pojazdem. W większości przypadków wymaga pewnych umiejętności od kierowcy. Zatem jeśli pierwszy raz jeździsz takim samochodem, rób to z rozwagą, bowiem mimo napędu xDrive z każdym przejechanym metrem drogi czuć, że tył samochodu aż gotuje się i ma ochotę zerwać trakcję. Emocje jakie towarzyszą temu modelowi są podkręcane przez jego historię – oto bowiem M3, gwiazda spod znaku M. Całe know-how zbierane przed dekady przez Dział M BMW zostało przelane do najnowszej generacji. Dlatego sama świadomość, że trzymasz w ręku kierownicę właśnie tego, światowego modelu z przepiękną historią, sprawia, że miarkujesz używanie prawej stopy. Aż do pierwszej dłuższej prostej, bowiem trudno się powstrzymać przed wciśnięciem jej w podłogę. I co się dzieje wtedy? Szczerze, to niewiele. Mimo, że 6-cylindrowa jednostka ma 510 KM, to jednak potrzebuje, nawet nie zastanowienia, ale czegoś co określiłbym jako liniowego zwiększania mocy. Owszem M3 przyspiesza, ale nie jest to tak dramatyczne jak na przykład w większym i cięższym M5. Dopiero od 120 -130 km/h w górę odczuwa się powtarzalne wciśnięcie w fotel oraz działanie siły przyciągania fotela. Głowa wciskana jest w wyprofilowany zagłówek sportowego fotela z przyjemną siłą, bez dramaturgii znanej z wspominanego M5 Competition. Ważne są także zastosowane ustawienia poszczególnych parametrów. Domyślnie zostały przesunięte na SPORT PLUS dla silnika oraz podwozia, a dla układu kierowniczego oraz hamulcowego na SPORT. Stąd bardzo narowisty charakter M3 podczas jazdy. Miałem wrażenie, że podróżuję małym gokartem, albo lepiej, że podróżuję małym nieobliczalnym gokartem, który na każde dodanie gazu, ale takie wciśnięcie i trzymanie prawej stopy w podłodze, zareaguje zerwaniem trakcji i spróbuje tyłem wyprzedzić przód. Takiego odczucia nie miałem ani w M5 Competition ani w RS 6 Avant.  Sam nie wiem, czy każdego dnia chciałbym tak podróżować? Czy taki samochód, a mam wrażenie, że nie wybaczający błędów kierowcy może być traktowany jako auto rodzinne? W końcu M3 to czterodrzwiowa limuzyna. Podróżując tym BMW po autostradzie, a następnie po lokalnych krętych drogach zrozumiałem, dlaczego producent wykonał następujący ruch – wrzucił do oferty model M3 CS. Ale o tym za chwilę. M3 Competition to niewielkich rozmiarów sportowy samochód, który, jeśli jest mądrze używany, a oznacza kierowcę z wyobraźnią oraz potrafiącym przyznać przed sobą, że wiele jeszcze mu brakuje do pełnego wykorzystania potencjału samochodu, będzie wspaniałym samochodem. Jednakże, jeśli ktoś uważa się za mistrza kierownicy, a szczególnie jeśli wcześniej jeździł na przykład Mustangiem V8, który jest przy M3 jak snop siana z przywiązanym silnikiem V8, z pewnością na pierwszym zakręcie dowie się brutalnej prawdy – ten model nie wybacza głupich zachowań za kierownicą. M3 Competition jest w każdej chwili gotowe do ataku na horyzont, zrobi to bardzo sprawnie, ale nie z takim zaangażowaniem jak większe modele segmentu premium sport. Większe o klasę samochody, mimo że cięższe i z większą mocą, zupełnie w inny sposób oddają moc i zupełnie inaczej odczuwa to kierujący. Czy zatem M3 Competition (w sumie to tak na prawdę tylko taką wersję producent powinien oferować) jest takim modelem, który daje dużo emocji? Nie do końca. Dlatego, że ilość emocji oraz pozytywnych wrażeń, jakie towarzyszą podczas jazdy z tym modelem jest dawkowana miarowo, dokładnie z siłą naciskania na prawy pedał.  Emocje to także składowe związane z wyposażeniem, silnikiem, materiałami i jakością wykonania i spasowanie itd. Samochód może być posłuszny, ale czujesz, że w każdej chwili, kiedy wydasz polecenie za pomocą prawej stopy wystrzeli z hukiem sześciocylindrówki High Performance M z ogromną mocą i lepiej abyś przed sobą miał pustą drogę. Jednocześnie w każdej chwili czujesz gotowanie się tylnej części nadwozia. Zupełnie jak w skali Panka, kwantowa rzeczywistość to burza cząstek, tak samo tutaj, dosłownie cały czas tył samochodu daje Ci znaki, że za chwilę możesz jechać bokiem. To jednocześnie wymaga dość sporego skupienia podczas szybkiej jazdy. A teraz wrócę do tego, co producent wykonał wprowadzając wersję CS w modelu M3. Zrozumiałem ten krok. Są samochody, które reagują na dodanie gazu (na każdym biegu) w sposób oszałamiający i druzgoczący (na przykład wściekłe M5 Competition w ustawieniach Sport Plus lub AMG GT-4 63 S E PERFORMANCE) gdzie zarówno poturbowane są Twoje wnętrzności jak i głowa od wspaniałego gangu V8 Biturbo czy TwinTurbo. Są samochody, które, gdy wciśnie się prawą stopę do oporu przez chwilę jakby chciały zapytać, czy jesteś pewien i dopiero następuje katastrowany atak na horyzont (jak na przykład RS 6 Avant), ale są też takie które przyspieszają, ale bez domieszki dramatyzmu, który zaczyna się dopiero powyżej jakiejś prędkości. No i właśnie, takie jest M3 Competition. Stąd została wprowadzona wersja Competition Sport, która oferuje nie 510 KM a już 550. Niby niewiele, ale jest też lżejsza o 20 kg (1780 dla Competition i 1760 dla CS) a to wszystko sprawa, że odczucia podczas przyspieszania wejdą w sferę dramatyczną, tym bardziej, że tył tego samochodu będzie płonąć, szykując się zabawy. Zrozumiałem, że M3 Competition ma za mało mocy, BMW też to zrozumiało, dlatego zrobili limitowaną wersją Competition Sport. M3 Competition nie rozczarowuje jako idea, symbol czy historia. Rozczaruje, gdy będzie się je porównywać do większego M5. A tego nie ma sensu robić, bowiem to dwa osobne projekty. Chociaż jak już ktoś posmakował ognia, to nie zadowoli się przecież płomyczkiem. Będzie wymagać więcej i więcej. M3 czy M4 Competition to inny pułap niż M5 czy M8 Competition. Ale nie w sensie mocy czy osiągów, a w idei tworzenia sportowych samochodów segmentu premium sport. Filozofia każdego jest inna. Testowane M3 ukazuje wspaniałą rzecz jaką jest nastawienie BMW do czystej, sportowej radości z jazdy. Model ten po prostu rwie się do dzielenia emocjami oraz pozytywnymi wspomnieniami. Jednak pod żadnym pozorem nie pozwól sobie na porównania względem innych modeli M, szczególnie tych większych, bowiem zepsuje Ci obraz samochodu, tak ja mi. Nie można spodziewać się, że R6 będzie podobnie ciągnęło jak V8. To inny wymiar i skala. R6, szczególnie ten High Performance M Twin Power Turbo jest wspaniały i genialny, a w połączeniu z fantastyczną skrzynią ZF wywoła lawinę uśmiechu oraz wspomnień. Jednakże uzależniony od większych silników w większych gabarytowo modelach i z większą mocą, czuję niedosyt. Dlatego, też po teście M3 szybko zasnąłem, kiedy po M5 długo nie mogłem. Mimo nieporównywalnej skali te małe BMW zachwyci, ściśnie za serce, wgniecie w fotel, a jednocześnie będzie próbowało za każdym razem, z każdą chwilą (taką ma naturę, wariata :-)) zrobić psikusa w postaci nadsterowności. xDrive tylko utrzymuje ten samochód w linii prostej, praktycznie udaje, że to robi. Tylna oś wierzga jak mały źrebaczek hasający na leśnej polanie. M3 Competition jest jak idealne sportowe ubranie (niekoniecznie dres) wraz ze sportowym obuwiem, które pozwala wykonanie aktywności sportowej lub treningu na 120% zaangażowania. Tymczasem większe M5 też z dopiskiem Competition jest jak idealnie dopasowany garnitur z wygodnymi butami. eM-trójka to naprawdę ciekawy samochód, który odpowiednio używany, zrozumiany oraz zespolony z kierowcą (a to nastąpi dopiero po określonym czasie używania) zapewni doskonałą radość z jazdy. I teraz pytanie, czy pozostaje on w cieniu większego brata? Dalej wraca temat porównań 3 z 5. A zresztą, czemu mam nie porównywać produktów? Podobnie jest z Audi, tam nawet nie popatrzę na RS 4 Avant, skoro jest RS 6. Tak samo w BMW, mamy króla M5, więc reszta musi być odpowiednio niżej. Nie oznacza to, że nie zasługują ma swoją nazwę oraz rodowód. Know-how budowane latami, ukazało swoje najlepsze oblicze, tuż przed hybrydyzacją lub elektryfikacją czekającą produkty Działu M. W sumie czy to najlepsze lub najdziksze czy najbardziej odjazdowe M3 have ever made? No chyba tak nie jest. Jest wybitne. Ale nie najlepsze, biorąc pod uwagę wszystkie generacje. A wersja Touring? Stała obok, bez kluczyków. To bardziej użytkowa wersja eM-trójki. Bardziej prorodzinna czy lifestylowa. Na pewno bezpośrednią konkurencją jest RS 4 Avant performance. Bardziej dopieszczona technicznie i bardziej zaawansowana wersja RS 4. Sportowe kombi mają długą tradycję, ale nie koniecznie wywodzą się od Audi RS2 Avant. Chwilkę wcześniej było Volvo. Jednakże to Audi udała się sztuczka z połączeniem sportu i nadwozia kombi. Idea przetrwała wiele dekad. A dopiero pod sam koniec pewnej ery dotarła do BMW i do modelu M3. Jak widać każdy dorasta do pewnych rozwiązań w innym czasie. Ja myślę, że przerosłem już ideę M3 i dorosłem do rozwiązań z M5. Aha, w te brudne nadwozie widoczne na zdjęciach miałem swój mały wkład.

 

Radość z jazdy: 4/5

Gang silnika: 4/5

Reakcje skrzyni: 4/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 4/5

Wciśnięcie w fotel: 4/5

Wykonanie wnętrza: 4/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model M3 Competition:

2993 cm3, R6 TwinTurbo, 650 Nm, 510 KM, 3,5 s do 100 km/h

 

Marzec 2023 r.

 

Bartosz Jagodziński

 

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 

 

 

 

 

 














       Strzałka czasu oznacza kierunek upływu czasu. To popularnonaukowe określenie faktu, że zgodnie z drugą zasadą termodynamiki wzrost entropii w układach izolowanych może stanowić podstawę określenia kierunku strzałki czasu w skali całego Wszechświata. Jedną z wielkości opisujących stan układu termodynamicznego jest entropia. W układach izolowanych, podlegających wewnętrznym przemianom termodynamicznym entropia zwiększa się z upływem czasu. W związku z tym można stwierdzić, iż układ izolowany w stanie, w którym miał mniejszą entropię, znajdował się na osi czasu wcześniej, niż w stanie, w którym miał większą entropię. Opuszczając zagadnienia związane z fizyką klasyczną idziemy wprost do motoryzacji. W życiu są okresy lepsze i gorsze. Nie ma znaczenia czym się zajmujemy lub gdzie pracujemy, bowiem wszędzie zdarzają się wzloty i upadki. Nawet będąc specjalistami lub ekspertami dziedzinowymi, to czasami zdarza się, że wykonując wydawałoby się sztampową czynność pójdzie się trochę w inną stronę. Niekoniecznie oznacza to błąd, ale na pewno rodzi różne konsekwencje. Podobnie jest wśród producentów i ich produktów. Czasami, coś co jest ikoną określonego segmentu w motoryzacji, w jakiejś generacji stacje się ot, tak zwyczajnym, a nie zachwycającym produktem. Czy to pod względem designu, czy pod względem możliwości jezdnych, skrzyni biegów, czy pod względem zwiększonej (poprzez technologię) masy, itd. Naprawdę rzadko się zdarza, że produkt sportowy, który z generacji na generację pobija w każdym zakresie poprzednika. Cóż, takim wyjątkiem z generacji na generację, jest cud niemieckiej inżynierii – Porsche 911. Jednakże Porsche to coupe, nie ukrywając mały samochód. Natomiast jeśli 911-ka jest zbyt „krzykliwa”, szczególnie w wersji Turbo S, a potrzebujesz czegoś większego (niekoniecznie kombi), ale sportowego rodzinnego sedana, to można wykonać ruch w stronę BMW lub Mercedesa. O ile Mercedesy, nawet AMG od dekad modelowo są kopią siebie (C, E, S przypominają siebie i tylko siebie, bowiem design jest zbyt zachowawczy, a wnętrze z systemem obsługi nie spełnia logicznych oczekiwań) to idąc do BMW mamy zaserwowane zupełnie inne danie. Samo BMW ma wiele modeli, które stały się ikonami motoryzacyjnymi. M3, M5 były kiedyś odniesieniami wobec innych producentów. Jednak nie zawsze kolejna, nowa generacja była killerem poprzedniej lub wyróżniała się czymś naprawdę wyjątkowym. Stąd strzała czasu, która prze w przód, zostawiając za sobą rzeczy, który nie można odbudować (jak stopionych kostek lodu). Zatem jeśli ma to być sportowy sedan, który budzi ogromne emocje i ma bezpodstawne i niekwestionowane prawo do bycia ikoną segmentu oraz wielu wspaniałych poprzedników (nie wszystkich) to wpadamy do BMW. Jeśli decydujesz się na sportowego sedana to musi mieć literkę „M” przed dalszą częścią nazwy. Jeśli M to dalej tylko liczba 5. A skoro taka układanka daje nam M5, to pamiętaj, aby dokonać jedynego słusznego wyboru. Bowiem ten zły nazywa się M5.

 

BMW M5 w generacji F90 miało (użycie czasu przeszłego ma znaczenie) aż trzy odmiany (3 poziomy stopniowania), bazowe M5 z mocą 600 KM i siłą 750 Nm, następnie model Competition z 625 KM i 750 Nm oraz Competition Sport (CS) z mocą 635 KM oraz siłą 750 Nm. Wszędzie ten sam fantastyczny silnik 4.4 V8 biturbo. Między Competition a Competition Sport różnica do osiągnięcia pierwszej setki wynosi 0,3 s. na korzyść CS. I niech ta wartość zapadnie Wam w pamięci. Obecnie na rynku producent oferuje M5 Competition. I to jest jedyny właściwy wybór w gamie modelowej M5. Ta beemka to 100% sportowy sedan, zbudowany na bazie rodzinnej limuzyny. Jeszcze analogowy, bez wsparcia z gniazdka. Biturbo V8 o pojemności 4.4 l. wydające z siebie 750 Nm i 625 KM, zachwyca donośnym gangiem już pod kliknięciu na przycisk start. Ten dźwięk ma dodatkowa właściwość, bowiem automatycznie skręca głowy wszystkich osób z okolicy w Twoją stronę. Te V8 z fantastycznie zestrojoną skrzynią biegów w ustawieniach Sport Plus potrafi wiele. Pierwszy test zdaje już zaledwie po 3,3 s, gdy gna 100km/h w momencie gdy Ty siedzisz masowany w wentylowanym fotelu, który dodatkowo dostosowuje się w „uścisku” do Twojej sylwetki. M5 Competition to wspaniały sportowy sedan, który doskonale poradzi sobie zarówno na torze, jak i na publicznych drogach. Jednakże jeśli szukasz zabawki na tor, to wersja CS będzie lepsza. Design M-piątki jest stosowany, nie wymuszający, bardzo subtelny i zachowawczy. Wprawne oko od razu odróżni go od innych piątek, ale laik przejdzie obok nie zwracając uwagi na potęgę samochodu. Z jednej strony moze to dodatkowa zaleta, ale zestawiając linię rysunku z konkurentem spod znaku czterech pierścieni, to od razu widać jak bardzo RS6 Avant jest drapieżniejsze i porywające. M5 Competition nie zwala z nóg ani nie uginają się kolana w kwestii design. Tylko wielkie koła 20’’ z oponami Pirelli P Zero i ceramiką oraz prawdziwy poczwórny wydech zdradzają potencjał tego samochodu. Siadasz za kierownicą (która jest idealnie gruba, wyprofilowana) i od razu widzisz wstęp do motoryzacyjnego nieba - dwa czerwone przyciski, M1, M2. To tak naprawdę szybkie ustawienia do najbardziej pożądanych funkcji – Sport i Sport Plus. Ten Plus daje dodatkowe emocje, a jednocześnie odbiera z całości życia minuty, bowiem umiejętnie wykorzystany zgniata siłą przeciążenia sięgającą kilku g. A trzeba pamiętać, że długotrwałe przeciążenie doprowadza do zaburzeń widzenia (krew odpływa z siatkówki oka), zaburzeń świadomości. Nie przepadam za sytuacją, gdy jedyną rzeczą jaką możesz zrobić podczas przyspieszania jest ruszenie dużym palcem w stopie, a rzeczywistość bardzo szybko ulega zakrzywieniu. Jednocześnie Twój wyraz twarzy przypomina porażenie mózgowe lub też uszkodzenie mięśni mimicznych. Dlatego w tym samochodzie powinno się podróżować w skafandrze przeciw przeciążeniowym, szczególnie w roli pasażera. 750 Nm potrafi być brutalne! Jeśli puścisz je w galop to pozamiatają Twoimi wnętrznościami zupełnie jak tornado zamiata stojącymi na jego drodze przeszkodami. M5 Competition w najostrzejszych ustawieniach jest bardzo brutalne, jednakże nie odbiera to w żadnej chwili radości z podróży. To jest faktycznie to, czego się oczekuje po takim samochodzie. W ustawieniach Sport Plus 750 Nm dosłownie wlewa się w każdą komórkę Twojego działa, w każdy atom, kwark, strunę, jednocześnie wprowadzając w nich zamęt, strach, czasami i przerażenie, ale i uwielbienie połączone z uzależnieniem. Każda prosta czy zakręt stają się wyzwaniem. Każdy wolny odcinek drogi poza miastem jest jak wymarzony prezent pod choinką. Stopuje Cię, niezdrowy rozsądek, który został zamknięty w bagażniku, albo świadomość niewystarczających umiejętności, albo fakt, że head-up wyświetla informacje o prędkość, za którą w niektórych krajach po prostu rozstrzeliwują bez procesu. Liniowe, płynne przyspieszenia nie są obarczone takim dramatyzmem, jak nagłe gnanie na horyzont. Jeśli gwałtownie potrzebujesz szybkiego transportu na inną cześć kontynentu to M5 Competition jest idealnym środkiem przemieszczania się. Użyte materiały i ich spasowanie, bardzo charakterystyczny zapach (szczególnie nowego samochodu) oraz panująca atmosfera luksusu oraz wyjątkowości dodają kolejną gwiazdkę do końcowej oceny samochodu. Sport Plus = brutalność, ogromna prędkość reakcji skrzyni na polecenia prawej stopy oraz wkomponowanie ciała z siłą uderzeniową rozpędzonej kamienicy w fotel zarówno kierowcy, jak i pasażera. Ten tryb oznacza wejście na imprezę z hukiem oraz fikołkami, jednocześnie przewracając główny serwis i rozlewając akcyzowe trunki. Czy tego chcesz każdego dnia? To sprawa indywidualna. 750 Nm to ogromna wielkość, pomimo tego w każdym samochodzie inaczej się je odbiera. Spowodowane jest to masą nieresorowaną, wielkością, przełożeniami skrzyni, napędem, układem hamulcowym, wyposażeniem (dodatkowe kilogramy) i charakterystyką zestrojenia zawieszenia, itd. Jako daily, M5 Competition jak najbardziej się sprawdzi, ale niekoniecznie w stroju Sport Plus.

 

BMW wykonało kawał dobrej pracy w obecnej generacji (F90) modelu M5. To już bardzo poważny zawodnik do walki o pierwszeństwo w swoim segmencie. Nie ma w nim problemów z nadwagą czy komunikacją między silnikiem, a skrzynią. W M5 Competition ta komunikacja jest bardzo płynna i nie pozostawia złudzeń, że właśnie ta V8-ka i ta skrzynia ZF są dla siebie stworzone. Silnik M TwinPower Turbo daje potężny ciąg już od obrotów biegu jałowego. Natychmiastowa reakcja i wręcz nieprawdopodobna elastyczność tej V-ósemki zapada w pamięć długotrwałą Twojego mózgu. To zasługa dwóch turbosprężarek Twinscrollm wtrysku High Precision Injection oraz adaptacyjnego sterowania zaworami Valetronic. Od tej pory będzie to Twój punkt wyjścia do porównań z innymi. 8-stopniowa sportowa skrzynia biegów M Steptronic z układem Drivelogic ma za zadanie (i je godnie realizuje) ekstremalnie szybką zmianę biegów. Posiada wiele opcji zmiany przełożeń (6 trybów) od ekstremalnie sportowej i dynamicznej, po komfortową i oszczędną. Komputer w zasadzie nie wtrąca się w poczynania kierowcy poza granicznie niskimi obrotami, przy których zmienia przełożenie na niższe. Zmiana biegów łopatkami dodaje poczucie podejmowania decyzji w czasie jazdy. Komputer zostaje odcięty. A Ty sam słuchając uważnie silnika, decydujesz na kick-down-kick up. Pikanterii dodaje stały napęd na cztery koła, z możliwością odłączenia przedniej osi. Może i to nie należy do podstawowego składnika budowy M5 (to pierwsze z takim rodzajem napędu), ale z pewnością pozwala na okiełzanie ponad 600 KM. MxDrive z aktywnym mechanizmem różnicowym ręczy za maksymalną trakcję, dynamikę jazdy na torze, ale równie na drogach publicznych. Zastosowana technologia M łączy zwinność napędu tylnego i stabilność napędu na cztery koła. Zatem można wybierać pomiędzy trybami 4WD, 4WD Sport i przy wyłączonym DSC (ESP) – 2WD. Tak naprawdę napęd na cztery koła w samochodzie tej klasy oferuje także Mercedes oraz Audi, które robi to od samego początku istnienia modelu RS6. Sportowy samochód byłby pozbawiony duszy, gdyby nie miał sportowego wydechu. M5 ma sportowy układ M wydechowy, który oferuje niebywałe brzmienie, dzięki wbudowanym przepustnicom, które wypuszczają jeden z najwspanialszych dźwięków, szczególnie w trybie Sport Plus. Sportowy układ kierowniczy M Servotronic odpowiedzialny jest za odpowiednie wspomaganie kierownicy, dostosowując się do aktualnej prędkości jazdy. W kabinie jest przyjemnie, jakość materiałów odpowiednia do ceny. Tam, gdzie w dotyku materiały powinny być miękkie tak właśnie jest tam, gdzie włókno węglowe czy aluminium styka się z innymi materiałami jakość spasowania jest na poziomie Audi. Jednak, nie jakość poszczególnych elementów. To poziom po prostu BMW.  Na przykład przyciski do poszczególnych funkcji nie są tak responsywne i doskonale wykonane jak w Audi. Pomimo tego znalazłem w dwóch miejscach element, który powinien być lepiej wykończony. To naprawdę bzdura, ale w tej klasie takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Z wielkiej sympatii dla tego modelu i dla marki, zachowam to w tajemnicy. BMW M5 zawsze było dla mnie wzorem sportowego sedana, w którym w luksusowych warunkach przejedzie się 1000 km bez większego zmęczenia. Taki grand turismo tylko, że szybszy, lżejszy, niż inni przedstawiciele tego gatunku.  M5 Competition spełnia nałożone na niego oczekiwania zarówno przez rynek, jak i przez indywidualnego odbiorcę. Generacja F90, w szczególności w wersji Competition, zrywa z nadwagą oraz rozchodzeniem się siły, która zamiast napędzać koła, napędzała całą elektronikę. To wyjątkowy samochód, który wprowadzi Cię do zupełnie innego świata, innej rzeczywistości, która jest całkowicie obok, ale bez możliwości, jakie ma M5 Competition jej nie doświadczysz. Takie samochody na pewno zaspokajają ego każdego właściciela, ale jednocześnie dają ogromną satysfakcję z jazdy. Jeśli 3,3 s do setki zgniata Cię w fotelu, to co musi być w modelu M5 CS, który setkę (powtarzalną) ma w pełne 3 sekundy? Urwanie 0,3 s w galopie do 100 km/h jest naprawdę ogromnym wyzwaniem dla konstruktorów oraz zespołu inżynierów. Zejście poniżej granicy 3 sekund jest autentycznym dramatem zarówno dla kierowcy czy pasażera, jak i dla całego samochodu, który korzystając z różnych rozwiązań, systemów musi wprawić w ruch ok. 1,5 tony do prędkości 100 km/h w czasie krótszym niż wypowiedzenie pełnej nazwy modelu. Zatem zanim powiesz BMW M5 Competition, ten model gna już 100 km/h.

 

Radość z jazdy: 5/5

Gang silnika: 5/5

Reakcje skrzyni: 6/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 4/5

Silnik (moc, i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 6/5

Wykonanie wnętrza: 4/5

 

Patrząc na te wyniki, to oczywiście moje subiektywne odczucia, można zauważyć, że w dwóch miejscach M5 przekracza umowną skalę 5 punktową. Jednak czego tak naprawdę oczekuje się po takim samochodzie? Na pewno trzeba mieć świadomość, że nabywając M5 czy M5 Competition nie mamy do czynienia z wersją usportowioną zwykłej piątki. To tak naprawdę odmienny świat lub stan świadomości. Oczekuje się przede wszystkim wyrazistości, potężnego kopniaka w plecy podczas przyspieszania liniowego, a podczas startu z lunch control wbicia w fotel z siłą rozerwania wiązań jądrowych. Ale nie tylko. Trzeba też go odpowiednio szybko zatrzymać i utrzymać się w szybko pokonywanych łukach. Te elementy na liście ToDo przez M5 Competition są spełnione. Jednakże to nie wszystko, oczekuje się również luksusowego wnętrza, przyjemnych w dotyku materiałów czy systemów wsparcia, a także pełnej opcji wyposażenia lub przynajmniej posiadania tego co jest obecnie na topie. M5 Competition również i w tym zakresie spełnia wszystkie pokładane w nim oczekiwania. To przecież klasyczny twór, czyli czterodrzwiowy sedan, stworzony z myślą o dalekich podróżach. Kolejne oczekiwanie względem M5 w szczególności Competition to wypad raz w tygodniu na tor. Jeśli posiadasz umiejętności panowania nad takim samochodem, to na torze poradzisz sobie bez większych problemów. Jednakże doskonalenie techniki jazdy i zarazem wykorzystania możliwości tego silnika, będą wskazane. Praktyki nigdy za wiele. Zatem M-piątka Competition doskonale realizuje te wszystkie cele, które były założone w momencie jej tworzenia. BMW M5 Competition to wspaniałe auto. Ma co prawda jeszcze wyższą wersję Competition Sport (CS), ale ona jest stworzona na torze i przewidziana na tor. Nie jako daily, nie jako rodzinny sedan. Nie do podróży w garniturze czy koszuli, a w dresach. To za sprawą kubełkowych foteli torowych. M5 Competition zrujnowało mi mózg przyspieszaniami i reakcją skrzyni biegów (Sport Plus)! Jesteś wspaniały!  

 

Naprawdę ciężko będzie zdjąć uśmiech z twarzy po przejażdżce tą wersją. Jednak nie jest to niemożliwe. M5 Competition wśród wszystkich swoich zalet ma jedną, zasadniczą wadę, która powoduje, że moje serce pika zdecydowanie do innego samochodu. Nie jest Audi RS6. A design RS-szóstki jest na poziomie niedostępnym dla żadnego producenta na świecie.

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model M5 Competition:

4395 cm3, V8 Twinturbo, 750 Nm, 625 KM, 3,3 s do 100 km/h

 

Czerwiec 2022 r.

Bartosz Jagodziński

 

Serdeczne podziękowania dla:

Inchcape Wrocław Autoryzowany Dealer BMW

al. Karkonoska 61, 53-015 Wrocław

 














AUDI RS 6 AVAT GT

NIEDOSYT

A więc jest, zapowiadana przynajmniej od I kwartału 2023 r. specjalna wersja modelu RS 6 bazująca w dużej części na wersji performance. Audi wielokrotnie udowadniało, że potrafi tworzyć bardzo kompetentne sportowe lub luksusowe samochody. Limitowana do 660 sztuk na cały świat (na konsoli środkowej widnieje indywidualny numer seryjny danego egzemplarza), specjalna edycja wyróżnia się wieloma detalami, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Ogromnych rozmiarów spojler dachowy o otwartej formie, przeprojektowany dyfuzor i 22’’ obręcze w nowym wzornictwie. Wnętrze to między innymi wysokiej jakości kubełkowe fotele, połączenie kontrastowych kolorów oraz duża ilość Alcantary, skóry i tkaniny Dinamica. Warto dodać, że RS 6 GT oprócz wizualnych zmian względem RS 6 performance, to przede wszystkim kolosalne zmiany, których nie dostrzeżemy, bowiem są ukryte pod podwoziem, a w zasadzie w nim. Zatem mamy tutaj regulowane gwintowane zawieszenie o lekkiej konstrukcji, zmodernizowany sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi. 4-litrowe widlaste V8 z podwójnym turbodoładowaniem rozwija moc 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm w zakresie od 2300 do 4500 obr./min. Są to takie same wartości, jak w wersji RS 6 performance. Jednakże GT jest szybsze w sprincie do setki o 0,1 s. (3,3 s. względem 3,4 s. dla performance).  Dostawy nowego GT rozpoczną się w drugim kwartale 2024 r., a jego cena startuje od 219 355 Euro. Warto chwilę poświęcić nad samą ideą, pomysłem na ten model. No bo, tak naprawdę wcale nie musiał on nigdy się pojawić. To taki ukłon w stronę starej szkoły samochodów ICE, przed wprowadzeniem wyłącznie wersji elektrycznych. Idea RS 6 GT nawiązuje do projektu RS 6 GTO concept z 2020 r. Jednakże główną inspirację stanowił legendarny samochód wyścigowy Audi 90 quattro IMSA GTO z 1989 r. A to już bardzo odległe czasy. Nie sposób nie zauważyć, że RS 6 Avant GT zdecydowanie wyróżnia się na tle innych wersji, to jest bazowego RS 6 oraz performance, za sprawą jeszcze bardziej bojowego, imponującego, majestatycznego wyglądu przodu. Osłona Singleframe i wloty powietrza są w całości wykończone w kolorze czarnym o wysokim połysku. Nowy, wyostrzony design podkreślają pionowe listwy w przednim zderzaku, zupełnie nowy jest też wkład wlotu powietrza oraz splitter. Po raz pierwszy Audi Sport GmbH zastosowało całkowicie wykonaną z włókna węglowego przednią maskę oraz błotniki. Karbonowe wykończenia podkreślają sportowej przynależności do segmentu premium sport. Zintegrowane wyloty powietrza za 22’’ obręczami o 6 ramionach (opony to Continental Sport Contact 7 285/30 R22, dzięki którym droga hamowania ze 100 km/h jest o 2 metry krótsza) zmniejszają ciśnienie powietrza w nadkolach i poprawiają chłodzenie hamulców. Profil GT definiują wstawki w osłonach progów, obudowy lusterek zewnętrznych z błyszczącego włókna węglowego. Natomiast z tyłu pojawił się czarny napis RS 6 GT oraz duży dyfuzor. Całość wieńczy charakterystyczne podwójny spoiler, wskazujący, że ten samochód przynależy także do świata motosportu. Aby uzyskać jeszcze bardziej spłaszczoną, sportową sylwetkę usunięto relingi dachowe. Potencjalni klienci (660 osób) mogą wybrać oklejenia w dwóch kolorach. Pierwszy, w połączeniu z białym lakierem Arkona, łączy tradycyjne kolory Audi Sport: czerń, szarość i czerwień. W tej samej kolorystyce utrzymano oznaczenia modelu z przodu i z tyłu. Felgi mają (w tym przypadku) białe wykończenie o wysokim połysku. Alternatywnie, dla lakierów szary Nardo lub czarny Mythos, oklejenie jest dostępne w odcieniach czerni i szarości. Dla tej konfiguracji Audi oferuje obręcze w kolorze czarnym, z wykończeniem o wysokim połysku lub matowym. Także cztery pierścienie na osłonie Singelframe oraz pokrywie bagażnika, wraz z oznaczeniem modelu są czarne. Dla nowego wariantu dostępne są następujące lakiery: biały (Arkona), szary (Nardo), szary (Chronos metalik), brązowy (Madeira metalik) oraz czarny (Mythos metalik). Producent wskazuje, że RS 6 Avant GT będzie zjeżdżać z linii produkcyjnej już w standardzie z pakietem stylistycznym RS plus. Czerń we wnętrzu przełamują liczne akcenty w kombinacji czerwieni i miedz. Takie przeszycia odnajdziemy na kierownicy, bocznych panelach konsoli środkowej, podłokietniku oraz podłokietnikach na panelach drzwi. Nowe fotele kubełkowe RS, pokryte są skórą i tkaniną Dinamica. Takie smaczki tylko pobudzają wyobraźnię oraz czynią samochód niesamowicie atrakcyjnym. Podłokietniki, deskę rozdzielczą, konsolę środkową wraz z bocznymi panelami oraz uchwyty na panelach drzwi pokrywa czarna mikrofibra, a dekoracyjne wstawki zdobi ten sam materiał w kolorze czerni. Na życzenie zamawiającego dekoracyjne wstawki mogą być wykonane z włókna węglowego. Pasy bezpieczeństwa mają czerwony odcień. Wnętrze jest wyjątkowo dobrze skrojone i wykonane. Jedne z najlepszych materiałów w motoryzacji zostały perfekcyjnie ulokowane w odpowiednich elementach deski rozdzielczej oraz całego wnętrza. Nic nie przesadzone, ale za to z wyjątkową i wykwintną fantazją wyłożone we wnętrzu nowego GT. Standardowo maksymalnie pojedzie 305 km/h, a za zatrzymanie odpowiada seryjna ceramika RS. Moment obrotowy jest przekazywany do napędu quattro za pośrednictwem standardowej 8-biegowej przekładni Tiptronic o zoptymalizowanych czasach zmiany przełożeń. Podobnie jak RS 6 performance, nowe GT wykorzystuje najnowszą wersję centralnego mechanizmu różnicowego z blokadą. Rozdziela on moment obrotowy silnika pomiędzy przednią i tylną oś w stosunku 40:60. W przypadku poślizgu większa siła napędowa jest automatycznie przekazywana na oś o lepszej przyczepności. Na przód trafia do 70%, a na tył – do 85%. Jednakże GT ma coś ekstra względem innych wersji Audi RS 6, otrzymało specjalnie skonfigurowany sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi. Nowe parametry skupiają się na zapewnieniu dodatkowej zwinności i zwiększeniu ilości momentu obrotowego kierowanej do tylnej osi w trybie jazdy dynamic. Dodatkowo po raz pierwszy i tylko w GT standardem jest regulowane gwintowane zawieszenie, które w porównaniu do bazowego RS 6 obniża prześwit o 10 mm. Zwiększona sztywność sprężyn, trzystopniowo regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory (o 30% z przodu i o 80% z tyłu) ograniczają przechyły nadwozia. Na pokładzie znajdują się również niezbędne narzędzia i instrukcje dotyczące możliwości dokonywania indywidualnych ustawień – ręcznie za pomocą specjalnego zestawu nazwijmy to kluczy. Oczywiście należy wleźć pod samochód, aby dokonać zmian w ustawieniach. Alternatywnie można zamówić zawieszenie sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) lub adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS. Nowe Audi wyróżnia coś jeszcze, bowiem w przeciwieństwie do RS 6, wariant GT nie jest w całości montowany na linii produkcyjnej w Neckarsulm. Po finalizacji prac konstrukcyjnych związanych z nadwoziem i polakierowaniu, każdy z 660 egzemplarzy trafi do Böllinger Höfe (to tam, gdzie odbywa się jeszcze nisko seryjna produkcja R8 oraz modeli e-tron GT quattro i RS e-tron GT). Montowane ręcznie dotyczy pokrywy silnika, błotników, osłony progów, spoilera, zderzaków oraz regulowanego gwintowanego zawieszenia.

I teraz dla większości może to być niezrozumiałe, szczególnie dlatego że model RS 6 performance jest tym samochodem, o którym się marzy i do którego się dąży w motoryzacji. Otóż tytuł materiału mówi o pewnego rodzaju niedosycie. I faktycznie, mam takie wrażenie, że model o nazwie GT powinien na wykresie mocy być wyżej niż wersja performance. 630 KM i 850 Nm to doskonałe parametry i dla 98% użytkowników samochodów są albo poza zakresem możliwości albo stanowią abstrakcję mierzoną skalą mechaniki kwantowej. Jednakże Ci, który znają moje zafascynowanie modelem RS 6 oraz markami i modelami premium, wiedzą też, że jako niezależny obserwator, specjalista tego segmentu oraz osoba, która zajmuje się tą tematyką grubo ponad 30 lat, należę do osób wymagających przede wszystkim względem siebie, ale także innych. Stąd mój ogromny niedosyt względem modelu GT. Tak to prawda, w swoich wcześniejszych analizach zakładałem, że wersja GT lub może odświeżone (patrz face-lifting, którego de facto jeszcze nie było) RS 6 performance będzie miało, co najmniej 650 KM oraz około 900 Nm. Oczywiście bazą była obecna wersja performance (630 i 850). Tak, myliłem się, ale oczekując hucznej premiery RS 6 GT (po raz pierwszy w historii tego modelu pojawia się takie oznaczenie, nie mylić z GTO) to dawka mocy w określana w KM oraz siły wskazywana przez Nm winna być większa niż te parametry, którymi charakteryzuje się już znana wersja performance. Utrzymanie tych samych parametrów, z niższą masą powoduje pewien dysonans, bowiem w GT aż się prosi, aby podkręcić silnik o dodatkowe 20 KM, które byłoby taką wisienką na wielkim lukrowanym torcie. RS 6 GT winno dzierżyć wszelkie prawa do pierwszeństwa względem innych wersji RS 6. Naprawdę sądziłem, że wersja GT podbije stawkę w zakresie KM oraz Nm. To powinien być monarcha absolutny. Jedyny i najlepszy, we wszystkim. Dlatego też kiedyś BMW zrobiło model M5 CS, zupełnie niepotrzebny, a jednak szalenie zaskakujący i podbiło stawkę wobec swojej bazy, czyli modelu Competition o 10 KM. Dlatego uważam, że gdyby RS 6 GT miało 650 KM i 850 Nm to wskoczyłoby na podium z numerem jeden. W tej sytuacji jest tam, ale razem z wersją performance.  Nie sposób nie zauważyć też tego, że w GT w standard wrzucili gwintowane zawieszenie, zwiększoną sztywność sprężyn, trzystopniowe regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory, jednakże są to rzeczy, które oprócz karbonowej maski i innych elementów wykonanych z tego materiału oraz trzech stopni regulacji amortyzatorów, o ile dobrze się orientuję stanowią opcję w RS 6 performance. Oczywiście w wersji GT jest to bardziej rozbudowane, a może i też bardziej skomplikowane oraz techniczne lepiej zaawansowane niż w wersji performance. Idea nazwy „GT”, przynajmniej jak dla mnie, została lekko spłaszczona. Oczywiście nadal jest to wspaniały produkt, zaliczany już do segmentu performance cars, czyli przekroczony został poziom premium sport, ale przez fakt, iż nie można go nazwać ultimate RS 6, nie czuję takiej żądzy wobec RS 6 GT, jak do RS 6 performance. Obiektywnie stwierdzić mogę, że w GT trochę rozczarowało mnie właśnie to – pozostawienie parametrów na poziomie performance. Szkoda, że w Audi nie odważyli się na jeszcze jeden krok, nawet niewielki, ale stanowiący o wielkiej potędze RS 6 GT. Ktoś może powiedzieć, że 630 KM to dużo i wystarczająco. Oczywiście. Z tym, że w M5 CS uznali że taki wyróżnik jest jednak niezbędny, aby M5 CS uznać za ultimate M5. Nowe Audi można już zamawiać poprzez kontakt z Audi, ale sądzę że trzeba się bardzo spieszyć, bowiem te 660 sztuk, w tym 191 dla rynku niemieckiego, sprawi że prędzej zobaczy się go w muzeum producenta w Ingolstadt, niż spotkamy na ulicy. Pokuszę się o jeszcze jeden komentarz, o cenę. RS 6 GT jest droższe niż RS 6 performance o cenę, za jaką się płaci za Audi S6. To 82.355 Euro. Względem bazowego RS 6 różnica wynosi już prawie 90 tys. Euro. Podana cena przez producenta od 219.355 Euro w tej klasie samochodów jest zupełnie i naturalnie akceptowana. Przy obecnym kursie Euro to lekko ponad 952 tys. zł. Jednakże jest to cena ze znacznikiem „od”. Z pewnością jest to najdroższe RS 6, jakie kiedykolwiek sprzedawano jako seryjne Audi, bez modyfikacji MTM lub ABT. A może ten samochód należy traktować właśnie, jako model bardziej kolekcjonerski – 660 sztuk, a tak naprawdę ostateczna wersja RS szóstego to wersja performance? Może do codziennego użytkowania właśnie performance będzie znośniejsze nie GT? Aby się o tym przekonać trzeba się nim po prostu przejechać. Jedno jest z pewnością pewne: nowy GT jest po prostu cudowny i zrobi wielkie wow, wszędzie, gdzie się pojawi! Jego zauważalność względem innych RS-szóstych jest najwyższa.

 

Grafika: Bartosz Jagodziński

 

Zdjęcie: Audi AG

 

Materiał powstał o oficjalne informacje z Audi Media Center

 

Bartosz Jagodziński

 

06.02.2024 r. 

AUDI RS 6 AVANT LEGACY

GORACA SAMBA Z RS 6 LEGACY

RS 6 Avant Legacy kolejna, już szósta wariacja na temat modelu RS 6. Dla przypomnienia i uporządkowania wiedzy – RS 6 (nielimitowane, 4.0 V8 TFSI, 600 KM, 800 Nm, quattro), RS 6 performance (nielimitowane, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro), RS 6 GT (limitowane do 660 sztuk, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro), następnie pojawiły się edycje specjalne w oparciu o modele RS 6 i RS 6 performance, takie jak: RS Tribute edition (RS 6 dla rynku Ameryki Północnej, 25 sztuk), Bronze edition (RS 6 performance dla rynku USA tylko 75 sztuk) oraz najnowsza RS 6 Legacy (RS 6 performance dla rynku brazylijskiego tylko 15 sztuk).  Wkraczamy zatem do świata brazylijskiej samby z RS 6 Avant Legacy. Ta limitowana edycja została stworzona specjalnie na tamtejszy rynek i zyskała więcej wyjątkowego wyposażenia, niż jego bazowa wersja. Jak już wiemy, RS 6 Legacy opiera się na założeniach modelu performance. Obie wersje mają te same parametry mechaniczne. Różnice w wersji Legacy w stosunku do performance znajdują się w wykończeniu, które zapewnia dość elitarną personalizację. RS6 Legacy ma matowy pakiet karbonowy, 22’’ felgi w kolorze brązowym, kute, z czarnymi zaciskami hamulcowymi i oponami Continental Sport Contact 7. Legacy otrzymuje również matowy lakier Audi Exclusive Ascari Blue. Dodatkowo na tylnej szybie znajduje się indywidualna numeracja od 1 do 15 sztuk. Wewnątrz kabina wyróżnia się ekskluzywnym wnętrzem Audi Exclusive, które oferuje fotele i boki drzwi w kolorze czarnym i szarym, a także kontrastowe szwy na kierownicy i górnej części panelu w kolorze brązowym. Model ten posiada również szare pasy bezpieczeństwa, wyhaftowane w kolorze brązu logo RS oraz niestandardowe dywaniki RS z kontrastującymi brązowymi szwami. Ponadto jest możliwość, aby na tylnej szybie wygrawerowano oznaczenie "Audi 30 years". RS 6 Avant Legacy jest owocem współpracy z zespołem Audi Sport z okazji 30-lecia Audi w Brazylii. To właśnie w 2024 r. Audi świętuje 3 dekady obecności w tym kraju. Pierwszy brazylijski akcent miał miejsce w 1992 r. na salonie samochodowym w São Paulo wraz z modelem Audi 100. W 1993 r. Ayrton Senna został oficjalnym przedstawicielem marki na terenie kraju, z Senna Import. Audi do Brasil jest również jednym z pionierów w promowaniu elektro-mobilności i zainwestowało prawie 90 milionów reali brazylijskich w infrastrukturę ładowarek elektrycznych w całym kraju, a także oferuje infrastrukturę ładowania w ponad 40 salonach dealerskich na terytorium kraju. Obecnie Audi ugruntowało swoją pozycję w Ameryce Południowej jako pożądanego producenta samochodów premium z siedzibą w São Paulo, terminalem logistycznym w Vinhedo oraz fabryką samochodów w São José dos Pinhais, gdzie produkowane są modele Q3 i Q3 Sportback.      

         Jako że bazą jest dla RS 6 Legacy jest wersja performance, to wersja ta może się poszczycić 630 KM (6000 a 6250 obr./min), 850 Nm (2050 do 4500 obr./min). Zmiany pociągnęły też turbosprężarki – te z RS6 performance są większe niż w RS 6, dzięki czemu zostało zwiększone ciśnienie maksymalne, które wzrosło do 2,6 bara. Moc przepływa przez ośmiostopniową skrzynię tiptronic do stałego napędu quattro, który pozwala na wybór spośród czterech trybów jazdy za pomocą Audi drive select – Comfort, Auto, Dynamic i Individual. Centralny mechanizm różnicowy, rozdziela siłę napędową w stosunku 40:60 na przednią i tylną oś. Jednakże w razie potrzeby w 70% może płynąć na przednie koła, a do 85% na tylne. Na wyposażeniu jest także tylna oś skrętna, która umożliwia obracanie tylnych kół do 5 stopni. Przy niskiej prędkości skręcają w kierunku przeciwnym do przednich kół, zmniejszając średnicę skrętu. Przy dużych prędkościach skręcają w tym samym kierunku co przednia oś, wzmacniając stabilność podczas zmiany pasa ruchu. Wspomnieć można jeszcze o dobrze znanym rozwiązaniu jak Audi Virtual Cockpit z układem RS i nowymi kolorowymi paskami. Panel wyświetla liczne dane o pojeździe, od temperatury i ciśnienia w oponach, momentu obrotowego, mocy i temperatury oleju silnikowego, po czasy okrążeń, pomiary przyspieszenia i siły "G". W trybie ręcznym lampka kontrolna (w postaci czerwonych pionowych równoległych linii) sygnalizuje kierowcy, że czas na zmianę biegów. Natomiast head-up dispaly wyświetla główne informacje, która są niezbędne podczas dynamicznej jazdy. Jak na gorącą sambę, RS 6 Legacy wypada bardzo odważnie i dynamicznie.

 

Zdjęcie: Audi Club North America (Audi do Brazil)

 

Bartosz Jagodziński

 

26.03.2024 r.

AUDI RS 6 AVANT GT

DOGMANTY SĄ DLA WARIATÓW

 

Nie ma sensu być dogmatycznym, bowiem dzisiejszy świat zamienia się w szybszych cyklach niż kiedykolwiek wcześniej. Stąd mimo zapowiedzi przedstawicieli marki Audi, o tym, że każdy nowy model będzie elektryczny, widać wyraźne rozluźnienie w tej kwestii. I mimo tego, że ta marka jest gotowa na całkowite przejście na elektryczność wśród całego portfolio, to jednak, jeśli pojawi się zainteresowanie na jakimś światowym rynku silnikami ICE, to nadal będą je rozwijać. Okazało się, że bezpieczniejszym rozwiązaniem jest zostawienie sobie furtki dla różnych opcji (w różnej skali intensywności), niż całościowe przejście na projekt aut elektrycznych. Stąd wprowadzane do sprzedaży odnowione modele Q8 i Q7 przy jednoczesnym procesie sprzedaży Q8/SQ8 e-tron lub Q8 i Q7 TFSI e quattro. Z resztą oferowanie zrównoważonej oferty poprzez dywersyfikację ryzyka skupienia się tylko na jednej drodze, jest słusznym i mądrym krokiem. BMW będzie oferować aż trzy rozwiązania – standardowe ICE, elektryczne modele oraz takie, które będą lub są napędzane wodorem. Mercedes ma gamę EQ oraz ICE. Porsche okazuje się, że również będzie miało osobny slot dla aut wyłącznie elektrycznych – Taycan, nowy Boxster, Macan, hybryd – nowa Panamera lub też Cayenne oraz przyszłe 911, jak i wyłącznie ICE – jak na razie 911, Cayman, czy też niektóre wersje Cayenne. Ale wracając do Audi, skoro on nim mowa, to warto powrócić do modelu, który z elektrycznością ma tyle wspólnego, co stopione plastikowe butelki z ekologią. Mowa o najwyższym rozwinięciu modelu RS 6 Avant, czyli wersji GT. Zaprezentowany w lutym 2024 r. jeszcze nie zdążył wpaść z ręce specjalistów od motoryzacji, który mogliby napisać o nim kilka zdań w drukowanej prasie w Europie. Ta wyczynowa wersja RS 6 Avant, zbudowana na bazie modelu performance ma pod maską sączące mocą 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm, do tego napęd quattro i 3.3 s. do setki. Limitowany do 660 sztuk, z czego na rynek Niemiecki trafiło 191 egzemplarzy. Jest on tak wyjątkowy jak R8 GT. Sportowe kombi z określonym poziomem wyposażenia (zupełnie innym lub inaczej – wprost dedykowanym pod ten projekt) stanowi zwieńczenie najlepszych cech Audi Sport w jednym modelu, który spełnia rolę samochodu rodzinnego, przestronnego oraz sportowego. Jednocześnie ten uniwersalny produkt w chwili premiery trochę mnie zawiódł, tylko przez to, że parametry silnika zostały na poziomie znanym już z wersji RS 6 performance. Jak na samochód z oznaczeniem GT mógłby mieć 650 KM, co stanowiłoby wprost o istocie tego modelu jako króla królów RS 6. I przez ten fakt trochę idea RS 6 GT uległa jak dla mnie obniżeniu. A przecież to ranga o doniosłości GT. Mimo wszystko jakiś niedosyt powstał. Minęło trochę czasu i w ramach odwiedzin w Ingolstadt, próbowałem szukać tego modelu najpierw w Audi Muzeum, a później w Audi Forum Ingolstadt, dlatego że obowiązkiem fana marki jest zapoznanie się z tym samochodem, choćby tylko poprzez zrobienie sesji zdjęciowej w postaci 660 fotografii. Niestety nie udało się. Ale zaszczyt ten spotkał innego fana Audi (@Audipix), który obcykał RS 6 GT w kolorze czerwonym bez fabrycznych dedykowanych obklejeń karoserii. Za jego uprzejmością i zgodą umieszczam zdjęcie do tego artykułu. Audi RS 6 Avant GT to samochód wyjątkowy, nie tylko poprzez fakt ilości puszczonej na świat, ale przede wszystkim dlatego, że stanowi najwyższą formę rozwoju modelu RS 6. To nie tylko zmiany wizualne, ale przede wszystkim te, których nie dostrzeżemy, a dotyczą zawieszenia, hamulców, układu kierowniczego itd. (zainteresowanych odsyłam do materiału z 06.02.2024 r. gdzie szczegółowo rozbieram ten model na części pierwsze). Pozmieniane elementy pozwalają na osiągnięcie jeszcze większego, intensywnego doznania podczas prowadzenia. Ten poziom musi być wyższy niż prezentowany przez wersję RS 6 performance, bowiem inaczej model GT nie miałby sensu. Nie potrafię tego potwierdzić, bowiem nie jeździłem GT, ale performance odjeżdża standardowej wersji w zakresie doznań oraz emocji. Podobna historia była z M5 CS i M5 Competition, tam BMW zdecydowało się jednak (Audi słuchaj i wyciągnij wnioski) na wyróżnienie wersji Competition Sport i dodało mu 10 KM więcej, względem M5 Competition. Łącznie 635 KM, 750 Nm. Taki wyróżnik oraz pozmieniane elementy wyposażenia oraz zawieszenia i wizualne sprawiły, że o M5 CS wypowiadano się w superlatywach. Teraz mamy oferowaną najwyższą wersję modelu RS 6 Avant, a ja mam niedosyt i nie czuję spełnienia w zakresie satysfakcji z działania Audi Sport. Może przez to, że mam dużą wiedzę o segmencie premium sport i dlatego uważam, że można byłby bez problemu zrobić więcej. Mimo tego mojego marudzenia, muszę stwierdzić, że uwielbiam ten limitowany model. Może nie jest to maksymalny poziom uwielbienia (właśnie poprzez utrzymanie mocy i siły silnika na poziomie z performance), ale stwierdzam, że to wybitny samochód. A Audi Sport wykazało się niezwykłym kunsztem oraz know-how tworząc wersję GT. I to w chwili, gdy cała machina Audi nastawiona jest na elektryfikację. To jednak mimo tego znaleźli przestrzeń dla tak odważnego projektu. Tak poprawić, udoskonalić, aby samochód był wydajniejszy, a jednocześnie nie stał się karykaturą samego siebie. Ten zabieg wyszedł perfekcyjnie. RS 6 Avant GT prezentuje umiejętność, zręczność, talent pracowników marki do tworzenia wybitnych dzieł. A takim bez wątpienia jest model GT. Samochód bardzo wciągający oraz inspirujący. I mimo że limitowany, to jednak bardzo mocno kształtujący odbiór sportowych samochodów marki Audi. Czy to oznacza, że w jakiś sposób ten mój niedosyt, który pojawił się 6 lutego został uzupełniony? Nie. Ale przetrawiłem informacje płynące z rynku premium sport i uważam, że większa liczba KM niż 650 w samochodzie osobowym nie ma sensu. Ważniejsze są zmiany dotyczące aerodynamiki, podwozia, hamulców, skrzyni biegów, silnika niż tylko samo zwiększanie mocy. Bowiem różnica w elastyczności jest w zasadzie nieodczuwalna dla prowadzącego. Jednakże mowa jest tu o silnikach Biturbo lub TwinTurbo, a nie o sportowych hybrydach łączących spalinowe silniki z prądem. Samo RS 6 GT to genialne pożegnanie z tym modelem, który od sierpnia 2019 r.  zagościł na stale w motoryzacji. Jeszcze mam w pamięci te mocje, które towarzyszyły mi podczas jego oficjalnej premiery na IAA we Frankfurcie nad Menem we wrześniu 2019 r. Po pięciu latach RS 6 doczekał się dwóch osobnych (performance i właśnie GT) odmian i kilku specjalnych edycji zaprezentowanych na poszczególnych rynkach światowych. I produkt ten jest tak dobry i dizajnersko trafiony, że nie wymaga zmiany określanej, jako facelifting. Natomiast RS 6 GT zachwyca oraz zmusza do jeszcze bardziej intensywnego odbioru idei zwanej RS 6. W tym samym czasie co zachwyca, budzi również grozę, bo jego design jest wręcz nierealnie absorbujący i zajmujący. To po prostu czyste szaleństwo ukryte w fenomenalnej bryle nadwozia. RS 6 GT tak mocno odjeżdża istniejącej i tak naprawdę hipotetycznej konkurencji, iż czyni go modelem, który nie potrzebuje ani jednego punktu, do którego miałby się odnosić względem modeli z Monachium czy Stuttgartu. Mógłbym napisać, że jest praktycznie idealny, ale niestety nie mogę. Ale tak naprawdę do tej idealności brakuje mu dosłownie niewiele. Jednocześnie głośno się zastanawiam, czy aby na pewno samo RS 6 GT potrzebuje być samochodem uważanym za ten jedyny i idealny? Coś mi się wydaje, że nie. I przez to jest tak wspaniałe oraz uniwersalne. Nawet w wersji GT.

 

Zdjęcie: @Audipix

 

Bartosz Jagodziński

 

07.05.2024 r.

AUDI RS 6 AVANT GT

85 FOR US MARKET

Po wakacjach spędzonych w lipcu na West Coast, model RS 6 Avant GT wraca ponownie do USA, jednakże teraz na stałe. Na tamtejszy rynek trafia bowiem 85 sztuk tego bezkonkurencyjnego RS 6. Reszta z puli 660, czyli 575 już trafiło na rynki globalne, w tym w większości do Europy. Samochody, które zostały przygotowane na rynek US są wyłącznie w specyfikacji obejmującej tradycyjne malowanie na bazie Audi 90 quattro IMSA GTO. Zatem każdy RS 6 Avant GT będzie wykończony w białym lakierze Arkona w czerwono-szaro-czarne barwy wyścigowe oraz emblematy RS. Ponadto wszystkie modele otrzymują ekskluzywne 22’’ 6-ramienne felgi Avus pomalowane na kolor Ibis White, elegancki przelotowy spojler na krawędzi dachu, przeprojektowany pas przedni i splitter, progi boczne oraz dyfuzor, unikalne przednie błotniki i maskę z włókna węglowego. RS 6 Avant GT ma w standardzie hamulce węglowo-ceramiczne i znacznie zwiększoną dynamikę jazdy dzięki regulowanemu zawieszeniu gwintowanemu i zoptymalizowanemu sportowemu mechanizmowi różnicowemu quattro. Wnętrze, to trochę klasyczne RS 6 Avant, ale też dorzucono szczyptę indywidualności (w końcu to tylko 660 egzemplarzy).  Elementy unikalne dla wersji GT obejmują sportowe fotele RS obszyte skórą Valcona z logo RS 6 GT z podwójnymi szwami w kolorze czerwonym i miedzianym oraz uzupełnione pasami bezpieczeństwa w kolorze Crimson Red, dywaniki podłogowe z napisem RS 6 GT, Dinamica®, którą została wyłożona deska rozdzielcza, boki konsoli środkowej i górne panele drzwi, dodatkowo są podwójne szwy w kolorze czerwonym i miedzianym na kierownicy z Alcantary, bokach konsoli środkowej, podłokietniku środkowym i podłokietnikach drzwi. Grill Singleframe i wloty powietrza w RS 6 Avant GT są wykończone w całości w kolorze czarnym o wysokim połysku, co sprawia, że samochód wydaje się jeszcze niższy i szerszy. Pionowe listwy w pasie przednim, nowa kratka wlotu powietrza i mocny splitter zintegrowany ze zderzakiem podkreślają wyostrzony wygląd. Po raz pierwszy Audi Sport GmbH nie tylko korzysta z całkowicie przeprojektowanej maski, ale także produkuje ją z włókna węglowego. Podobnie jak wspomniana maska, także błotniki po raz pierwszy są wykonane w całości z włókna węglowego, integrując wyloty powietrza za oszałamiającymi 22’’ kołami, aby zmniejszyć ciśnienie powietrza w nadkolu i poprawić chłodzenie hamulców. Regulowane zawieszenie gwintowane jest standardem w wersji GT, gdzie w wersji performance oraz bazowym RS 6 można je także mieć, ale za dopłatą. Warto dodać, że w standardowym ustawieniu obniża prześwit o 10 mm w porównaniu z RS 6 Avant i oferuje atrakcyjne połączenie dynamicznej zwinności i komfortu. Ja bym nazwał to wprost: więcej dynamiki i sportu, mniej komfortu. I taka bowiem jest idea tego zawieszenia. Zapewnia ono wyższą sztywność sprężyn, ma potrójnie regulowane amortyzatory i sztywniejsze stabilizatory (o 30% sztywniejsze z przodu i 80% z tyłu) zapewniające mniejsze przechyły nadwozia, co po raz kolejny znacznie zwiększa osiągi. Przy dynamicznym starcie przód samochodu nie nurkuje, tylko od razu ciągnie przed siebie. W zestawie znajdują się również niezbędne narzędzia i instrukcje dotyczące dokonywania indywidualnych regulacji zawieszenia. DCR (Dynamic Chassic Control) to zaawansowany system, pozwalający na regulację wysokości oraz twardości zawieszenia, dzięki któremu kierujący może dostosować ustawienia zawieszenia do różnych warunków drogowych i stylu jazdy. Tylko dla przypomnienia, pod maską RS 6 GT jest 4.0 V8 Biturbo generujące 630 KM (463 kW) oraz 850 Nm. Dzięki czemu sprint do setki, jest najszybszy względem pozostałych wersji RS 6 i trwa 3,3 s. Doskonale pamiętam, jak czułem ogromny niedosyt w lutym, gdy zaprezentowano ten model. Niedosyt spowodowany pozostawieniem parametrów silnika na takim samym poziomie, co w RS 6 Avant performance, biorąc pod uwagę przekaz koncernu, że jest to najbardziej zaawansowane eReS sześć ever made. Aby być królem trzeba dzierżyć koronę i buławę. Wydaje się, że GT ani korony ani buławy nie ma, ale ma inne rozwiązania, stawiające je przed szereg względem pozostałych wersji RS 6. Czy zatem jest tym najlepszym ze wszystkich? To można stwierdzić tylko siadając za kółkiem. Bo może wtedy nagle oberwę w głowę tą buławą i zmienię zdanie...

 

Zdjęcie: Audi USA, jednak przestawia jeszcze specyfikację europejską.

 

Bartosz Jagodziński

 

22.10.2024 r.

AUDI RS 6 AVANT GT

TANGO RED

To już lekko ponad rok, jak Audi oficjalnie zaprezentowało model RS 6 Avant GT. Przyznam się, że w pierwszej chwili byłem zachwycony, jednak sekundę później sprawdziłem, co zostało włożone pod maskę, a właściwie chodziło o jeden parametr kreślony w KM. Czy ma ich więcej niż wersja performance? Okazało się, że w Audi Sport zdecydowali się nie zwiększać nawet o 1 KM mocy silnika, ale pozmieniali inne elementy, tworząc limitowany samochód do 660 sztuk na świat. Przez ten fakt braku zwiększania mocy silnika, czułem niedosyt. Bo przecież to miał być ten jedyny ultimate RS 6. A tak…hm… i może właśnie potrzebowałem więcej czasu, aby zrozumieć ten pojazd. Szczególnie teraz, gdy coraz więcej dziennikarzy i youtuberów otrzymuje go do testu. A to oznacza, że samochód znowu staje na fali zwanej zainteresowanie i dzięki szybkiemu internetowi takie treści docierają do dużej liczy osób, która w generalnie nie potrafi odróżnić, a tym bardziej zrozumieć, dlaczego jakieś Audi kosztuje (w zasadzie kosztowało) 220 k. Euro. Zatem podsumowując, to co wydarzyło się przez ten czas, to przede wszystkim dość dziwne zachowanie uruchomionych konfiguratorów on-line. W Polsce konfigurator przewidywał tylko dwa kolory nadwozia, dwa rodzaje felg i w zasadzie to wszystko. Brak informacji, jakie dodatkowe wyposażenie można było zamówić. Na innych rynkach, model ten również był oficjalnie oferowany w dwóch czy trzech kolorach, ale zasoby internetu pokazywały RS 6 GT na przykład w czerwieni (a tak naprawdę to kolor tango red) czy nawet dachem panoramicznym. Samochód od początku był przewidziany jako limitowany, z szeroko posuniętymi zmianami w konstrukcji względem RS 6 performance. Tak więc, warto przypomnieć sobie, dlaczego był on aż tak wyjątkowy. O jego  wspaniałości nie decydowała liczba sztuk – 660, ale to co ma wewnątrz, pod karoserią.

 

Audi RS 6 Avant ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 600 KM (441 kW) i 800 Nm [w przedziale 2050-4500 obr./min], sprint w 3,6 s. waga bazowa 2100 kg, norma emocji Euro 6e, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: standard. Ceramika jako opcja, tarcze 420 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 21’’ Prędkość maksymalna 250 km/h. Nielimitowany. Zawieszenie sportowe RS plus.

 

Audi RS 6 Avant performance ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (441 kW) i 850 Nm [w przedziale 2300-4500 obr./min], sprint w 3,4 s. waga bazowa 2090 kg, norma emocji Euro 6e, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: standard. Ceramika w standardzie, ale z pakietem RS Dynamic Plus (ekstra płatnym), tarcze 420 mm przód, 370 mm tył.  Opony standard: 21’’. Prędkość maksymalna 280 km/h, opcjonalnie 305 km/h z pakietem RS Dynamic Plus. Możliwość zamówienia zawieszenia gwintowanego Dynamic Ride Control (DRC) w miejsce sportowego RS plus. Nielimitowany.

 

Audi RS 6 Avnat GT ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM (441 kW) i 850 Nm [w przedziale 2050-4500 obr./min], sprint w 3,3 s. waga bazowa 2075 kg, norma emocji Euro 6d-ISC-FCM, stały napęd quattro z samoblokującym centralnym mechanizmem różnicowym, rodzaj mechanizmu różnicowego tylnej osi: quattro sport. Ceramika w standardzie z tarczami 440 mm przód, 370 mm tył. Opony standard: 22’’. Prędkość maksymalna 305 km/h. Zawieszenie gwintowane RS sport suspension pro (obniża nadwozie o 10 mm, zwiększona sztywność sprężyn, 3-stopniowo regulowane amortyzatory oraz sztywniejsze stabilizatory o 30% przód i 80% tył ograniczają przechyły nadwozia). Jednakże alternatywnie oferowane były zawieszenie sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) lub adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS. System hamulcowy zmieniony względem modelu performance. Limitowany: 660 sztuk.

 

RS 6 Avant GT ma zmieniony przód. Osłona Singleframe i wloty powietrza są niższe i szersze, dodatkowo pionowe listwy w przednim zderzaku, nowy układ wlotu powietrza oraz jeszcze bardziej wyrazisty splitter zintegrowany ze zderzakiem tworzą nowość w gamie RS 6. Dodatkowo przeprojektowana maska, jaki błotniki z włókna węglowego to zupełnie nowe zjawisko dla RS 6. Tak samo, jak zintegrowane wloty powietrza za 22’’ obręczami zmniejszają ciśnienie powietrza w nadkolach oraz znacznie poprawiają chłodzenie hamulców. Brak relingów dachowych, podwójny spoiler inspirowany światem sportu motorowego, tylna klapa z wizualnie obniżoną krawędzią załadunku, sprawia, że GT wydaje się szerszy. Do tego dyfuzor z pionowo umieszczonym odblaskiem. RS 6 GT zjeżdżał z linii produkcyjnej (z Böllinger Höfe) z pakietem stylistycznym RS plus jako standard. A to oznacza, że czerń wnętrza była uzupełniona elementami czerwieni i miedzi (przeszycia na sportowej kierownicy, bokach konsoli środkowej, podłokietniku oraz podłokietnikach na drzwiach i na dywanikach letnich z napisem „RS 6 GT”, fotele kubełkowe RS pokryte skórą i tkaniną Dinamica również z oznaczeniem modelu, przeszycia o strukturze plastra miodu na środkowych panelach siedzeń wykonane w czerwonym kolorze Express, a nić kontrastująca z brzegów foteli ma kolor miedzi, podłokietniki, deska rozdzielcza, konsola środkowa i jej boczne panele i uchwyty w drzwiach pokrywa czarna mikrofibra Dinamica, a wstawki dekoracyjne  wykonane są w kolorze czarnym, ale na życzenie można było je zastąpić włóknem węglowym o diagonalnej strukturze oraz otwartych porach, kolor pasów bezpieczeństwa to czerwień). Wszystkie elementy charakterystyczne dla RS 6 GT są montowane ręcznie, czyli pokrywa silnika, błotniki, osłony progów, podwójny spoiler, zderzaki oraz regulowane gwintowane zawieszenie. Konfigurując ten model u nas (rynek polski) można było wybrać kilka opcji (tak, które nie przewidywał konfigurator), a zatem wśród dostępnych opcjonalnie elementów, znajdowały się lakiery: Nardo grey, Arkona white, Tango red, Chronos grey, Madeira brown, Mythos black, Heritage wrapping, Ghost wrapping black, Ghost wrapping grey. Następnie obręcze kół: czarne jasne frezowane (22’’), czarne matowe (22’’), białe (całkowicie pomalowane, 22’’) oraz fotele: sportowe fotele kubełkowe w kolorze Dinamica soul z akcentami w głębokiej czerni (regulowane tylko ręcznie, bez podparcia lędźwiowego) lub sportowe RS o strukturze plastra miodu Valcona z czerwoną wstawką i czerwonym wyszytym logo „#RS 6 GT”. Znakiem rozpoznawczym, tym który widać dla modelu GT są: maska i błotniki wykonane z włókna węglowego oraz 22’’ obręcze o bardzo wyrazistym wzornictwie (szczególnie białe), w tym historyczne oklejenie  nawiązujące do Audi 90 quattro IMSA GTO, tym którego nie widać to regulowane gwintowane zawieszenie, zoptymalizowany sportowy mechanizm różnicowy quattro, tym który podbija ego i samopoczucie to gwarancja ekskluzywności – 660 sztuk.



I jeszcze kwestia wyboru oklejenia samochodu – pierwsza możliwość to połączenie z białym lakierem Arkona łączy kolory Audi Sport: czerń, szarość, czerwień i w tej kolorystyce utrzymano nazwę oznaczenie nazwy modelu, a felgi mają tylko odcień biały o wysokim połysku. Ale alternatywnie dla lakierów Nardo (szary) czy Mythos (czarny) oklejenie dostępne jest w odcieniach szarości lub czerni i felgi mają kolor czarny z wykończeniem na wysokim połysk lub mat. Dodatkowo oznaczenie modelu i logo Audi na Singleframe oraz pokrywie bagażnika są czarne. Tak urządzony pojazd, gotowy do jazdy wygląda zjawiskowo, szczególnie w bieli z oklejeniem odwołującym się do IMSA GTO. Jednocześnie dla spokoju ducha, pozbycia się wszechobecnych paparazzi, rozsądnym rozwiązaniem będzie głęboka czerń lub czerwień, jako kolor główny. Jednocześnie, jeśli zależy Ci na indywidualności i traktujesz te auto, jako inwestycję ze sporą stopą zwrotu w przyszłości, to oklejenie nawiązujące do ISMA GTO na białej karoserii będzie tym jedynym.

 

Audi RS 6 Avant GT, 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro

 

P.S. 

Jeśli się zastanawiasz jak do cholery wygląda odcień czerwonego o nazwie tango red, to popatrz na kolor czcionki. To jest właśnie ten.



Zdjęcie: Autogespot

 

Bartosz Jagodziński

 

10.02.2025 r. 

SO HOT! SO COOL!

Na początek statystyka. Długość: 5096 mm, szerokość: 1970 mm, wysokość: 1516 mm, rozstaw osi: 3006 mm, masa: 2475 kg - to jest tak krytyczna wartość w tym samochodzie, ale lecimy dalej, hybrydowy napęd, M xDrive, moc systemowa: 727 KM (535 kW), maksymalny systemowy moment obrotowy: 1000 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h: 3,4 s., prędkość maksymalna: 250 km/h (ograniczona elektronicznie). To nie koniec, silnik benzynowy: V8, 4.4 l. M TwinPower Turbo, moc: 585 KM (430 kW), maksymalny moment obrotowy: 750 Nm, silnik elektryczny: moc 197 KM (145 kW), maksymalny moment obrotowy: 280 Nm. Bateria litowo-jonowa, pojemność: 22,1 kWh (brutto), 18,6 kWh (netto), maksymalna moc ładowania: 11 kW (AC), 205 kW (DC), czas ładowania (AC): 2 godziny 15 minut (0-100%), czas ładowania (DC): 30 minut (10-80%). Zasięg elektryczny między 61 a 67 km. Nadwozie kombi, a w zasadzie Touring. Doskonale wiadomo, że powyższe przedstawiają model M5 Touring, który w najnowszej generacji jest NAJ w każdym zakresie, względem swoich poprzedników, a także konkurencji. Systemowa moc 727 KM i 1000 Nm to skala, w którą nie sięgają bezpośredni konkurenci. Aczkolwiek takie parametry nie muszą wcale decydować o tym, że model ten będzie najszybszy, najlepszy i będzie mógł pokonać konkurencję. Doskonale to zostało zademonstrowane przez CARWOW, gdzie do porównania właśnie wzięto M5 Touring, RS 6 Avant performance oraz najstarszego w grupie Mercedesa-AMG E 63 S w wersji T. Wynik w sprincie, powtórny kilkakrotnie, polegający na szybkim starcie z Lunch Control i jak najszybszym osiągnięciu linii mety ukazał swojego rodzaju dramat nowego M5 Touring, który sromotnie przegrał z kilkuletnim Audi RS 6 Avant performance. Co ciekawe, podobne zestawienie, ale z udziałem M5 sedna i tego samego Avanta pokazało, że BMW jest szybsze. Mimo iż to proste i bezpośrednie porównanie, to jednak ukazuje prawdę, że niekoniecznie KM i Nm są tym kluczowym czynnikiem, który ma zawsze zapewnić zwycięstwo. Technologia ukryta pod maską, ale również pod całą karoserią to czynnik, który w ostatecznym rozrachunku dosłownie miażdży konkurujące ze sobą jednostki. Można powiedzieć, że Audi waży o 325 kg mniej niż BMW i to daje mu przewagę. Ale z  drugiej strony to BMW jest mocniejsze od Audi o 97 KM i silniejsze o 150 Nm! To także jest argument, za tym, że Audi Sport tworząc model RS 6 GT nie mieszali w jego silniku. Bowiem doskonale wiedzieli, że 630 KM i 850 Nm jest całkowicie wystarczające (w GT jest pewien dodatkowy szkopuł: zawieszenie sportowe RS plus z Dynami Ride Control - DRC). M5 i M5 Touring to hybrydy plug-in, czyli wysokoobrotowe 4.4 V8 TwinTurbo M Power z zastrzykiem elektryczności. Coś na kształt formuły E-PERFORMANCE w niektórych modelach Mercedesa-AMG. W teorii, ale przede wszystkim w praktyce takie rozwiązanie jest znacznie wyżej pozycjonowane niż tradycyjne V8 Bi czy TwinTurbo. Mercedesy AMG zdecydowanie żwawiej reagują na dodanie gazu, już od dołu skali obrotomierza. W BMW M5 jeszcze tego nie wiem, jak to wygląda w realu. Mimo wszystko stara szkoła, znów pokazała swoją potęgę i dokopała nowej. Audi RS 6 Avant performance w teście CARWOW zmiażdżyło i upokorzyło M5 Touring. Dla mnie, jako fana Audi i modelu RS 6 to znakomity rezultat. Zatem, wrzucić należy też trochę statystyk, tym razem dotyczących Audi: długość: 4995 mm, szerokość: 1951 mm, wysokość: 1460 mm, rozstaw osi: 2934 mm, masa własna: 2150 kg, typ napędu: quattro, silnik 4.0 V8 Biturbo TFSI, moc: 630 KM (463 kW), maksymalny moment obrotowy: 850 Nm, przyspieszenie 0-100 km/h: 3,4 s., prędkość maksymalna: 250 km/h (ograniczona elektronicznie ale  opcjonalnie z pakietem RS Dynamik Plus do 305 km/h), skrzynia 8-biegowa automatyczna Tiptronic, dynamiczny układ czterech kół skrętnych, sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi, koła: standardowo 21’’, opcjonalnie 22’’ kute felgi. Doskonale wiadomo, że BMW i Audi to odwieczni rywale w segmencie premium, na każdej jego płaszczyźnie i praktycznie w każdym nadwoziu. BMW M i Audi RS, a do tego Mercedes-AMG (ostatnimi czasy trochę zaniemógł, redefiniując swoją strategię) to samochody, które od zawsze miały bardzo wysoki poziom wykonania, właściwości jezdnych oraz pokładane były w nich wysokie nadzieje, związane ze sportową, dynamiczną jazdą. Każdy z nich w inny sposób interpretował i przedstawiał to co, ma najlepsze w sporcie. I nie ma tu jednego najlepszego rozwiązania. Każde smakuje w inny sposób i daje sporo satysfakcji. Ja mogę przychylać się w stronę Audi Sport, ale znam osoby, które tylko poważnie traktują BMW M. Są też takie, które bez gwiazdy ze sportowymi literkami, twierdzą, że nie ma jazdy. Wracając do wyniku testu, to, mimo że jedno zestawienie wygrało BMW, drugie Audi nie oznacza dekompozycji dna RS czy M na czynniki pierwsze i próby udowodnienia, że wygrało Ingolstadt lub Monachium. Tak naprawdę to i to leży w Bawarii. Niemniej, to co królewskie należy oddać królowi, czyli mowa o designie...tutaj bezapelacyjnie BMW i Mercedes, muszą uznać zwycięstwo Audi. Sportowe geny są wpisane w każdą z tych trzech marek, tak samo mocno, jak nastawienie na prestiż i luksus. BMW mimo iż jego najnowsze wcielenie M5 jest hybrydą i to dość ciężką, musi w nadwoziu kombi uznać wyższość RS 6 Avant performance. Audi natomiast musi uznać wyższość M5 w wersji bez bagażnika. I w sumie wyszło to dość ciekawie, bo koncepcja kilkuletniego już sportowego kombi od Audi obroniła się przed najnowszym modelem Touring od M. Warto odnotować fakt, że Audi ma dwa fajne tryby jazdy zwane performance RS1 i RS2 (tak, BMW ma M1 i M2), które w modelach RS opierają się na kilku zaawansowanych technologiach, mających na celu maksymalizację osiągów i dynamiki jazdy, co faktycznie zostało udowodnione w starciu z M5. Oto kluczowe elementy:

1.      Silnik: Modele performance są wyposażone w czterolitrowy silnik V8 Biturbo TFSI, który dzięki większym turbosprężarkom i wzrostowi ciśnienia doładowania osiąga moc 630 KM (463 kW), a czasem nawet 640 KM (470 kW) i maksymalny moment obrotowy 850 Nm.

2.    Mechanizm różnicowy: Standardowy mechanizm różnicowy rozdziela moc silnika w stosunku 40:60 z przewagą tylnej osi. W przypadku poślizgu wyższy moment obrotowy jest automatycznie przekazywany na oś z lepszą przyczepnością.

3.     Audi drive select: System oferuje sześć różnych profili jazdy: efficiency, comfort, auto, dynamic oraz RS1 i RS2, które kierowca może skonfigurować samodzielnie.

4.    Launch Control: Funkcja ta pozwala na optymalne wykorzystanie potencjału silnika podczas ruszania, sygnalizując najlepszy moment przyspieszenia.

5.     Pakiet RS Dynamic: Zawiera dynamiczny układ czterech kół skrętnych oraz sportowy mechanizm różnicowy quattro na tylnej osi, podnosząc prędkość maksymalną do 280 km/h.

6.    Ceramiczny układ hamulcowy RS: Opcjonalny pakiet RS Dynamic plus zawiera ceramiczny układ hamulcowy, który pozwala na osiągnięcie prędkości maksymalnej 305 km/h.

Puenta, niech będzie fakt, że zarówno Audi, jak i BMW są mimo odrębnych koncepcji, praktycznie doskonałymi sportowcami. Wybór między jednym, a drugim samochodem będzie tak naprawdę podyktowany tylko osobistymi preferencjami w zakresie przywiązania do konkretnej marki. Cenowo są zbliżone, a ich doposażenie  w opcjonalne wyposażenie, ten naprawdę must be, winduje ceny w okolicach 1 mln zł. Ja stawiam oczywiście na RS, bo mi się bardziej podoba i mam większą miłość do czterech pierścieni, niż do biało-niebieskiej szachownicy BMW. I to są właśnie indywidualne podejścia do określonych produktów, które są na bardzo zbliżonym poziomie zaawansowania technologicznego. Przez jednych uwielbiane, przez innych niezrozumiałe, a dla większości bezsensowne sportowe kombi. Niemniej w motoryzacji premium sport nie kierujemy się większością, a bardzo indywidualnym i osobistym natężeniem emocji oraz pozytywnej energii. A jednemu i drugiemu trzeba to przyznać, że generują jej w potężnych ilościach.



Audi RS 6 Avant performance 4.0 V8 TFSI, 630 KM, 850 Nm, quattro

BMW M5 Touring 4.4 V8 M TwinPower Turbo, plug-in, 727 KM, 1000 Nm, M xDrive

 

Zdjęcie: Autor

 

15.04.2025 r.  


TESTY AUDI RS 6, RS 6 PERFORMANCE

FABRYKA POZYTYWNYCH EMOCJI

AUDI RS 6 AVANT

Pozytywne emocje są to reakcje psychofizjologiczne zarówno naszego ciała, jak i naszego umysłu, które pojawiają się w pewnym momencie. Emocje niosą za wpływają na naszą fizjologię, myśli oraz zachowanie. 

 

Krótka rozmowa po teście:

-Krzysiek: Jak tam jazda?

Ja: Orgazm!

-Krzysiek: Ładne czerwone auto.

Ja: Ładne taaa. Obłędnie ładne. Muszę coś mądrego napisać o tym teście, ten gang silnika obezwładnia!

 

I jak tu być obiektywnym, skoro ten model to jedne z tych samochodów, które są na liście marzeń? Obok dwóch innych Audi oraz Porsche, jednego BMW oraz jednego AMG. Jak znaleźć jakieś minusy? Skoro całość jest Ci od 2019 r. doskonale znana. A uczestniczenie w światowej premierze na IAA we Frankfurcie nad Menem, tylko wzmocniło pożądanie. Jak w takim razie odnieść się w sposób neutralny do tego samochodu, skoro jego obecność na parkingu obezwładnia każdego przechodnia, a reszta motoryzacji jakoś usuwa się w cień i to sama z siebie? No raczej nie można, ale warto spróbować. Zatem dość oryginalna relacja z testu jednego z najlepszych modeli RS. W teście Audi RS6 Avant generacji C8.

         Co oznacza symbolika C8 przy tym modelu – po prostu nową generację, poprzednia C7 w nadwoziu RS6 Avant skończyła oficjalnie (nie wliczamy tutaj pracy inżynierów z Abt lub MTM, bo to zupełnie inna historia) na nazwie performance, co skutkowało takim oto szokującym ciągiem liczb: 4.0 V8 TFSI, 605 KM, 750 Nm (overboost)…doskonale pamiętam poprzednią generację i jej możliwości. Były szokujące! I to pamiętać należy, że były to także czasy, gdzie nie było pewnych limitów, które teraz mamy, jak choćby na przykład tzw. przegazówki na postoju do utraty skali obrotomierza. Teraz to po prostu nie ekologiczne oraz nielegalne 😊 dlatego na parkingu nową C8 nie pokręcisz do czerwonej skali i także wydech (tak, ten sportowy, prawdziwy a nie Atrapowicz, jak na przykład w S6) nie odda skali dramaturgii sportowej inżynierii. Aby ukazać, jak wiele się zmieniło wobec generacji C7, należy oprzeć się na parametrach najnowszej eRS-szóstki. Zatem pod maską mamy dalej potężne 4 litrowe, podwójnie doładowane V8, które produkuje równiutkie 600 KM oraz pozbawiające przytomności 800 Nm! Zatem 4.0 V8 TFSI 600 KM i 800 Nm. Taki zestaw to automatyczne wejście do wysokiego sektora samochodów premium sport. Konkurencja jest dość mocna i zaciekle walczy od dekad z Audi o prym wielkości liczb. Mercedes AMG E 63 S lub GT4 63 S mają odpowiednio po 612 KM, 850 Nm (4.0 V8 T) i 639 KM, 900 Nm (4.0 V8 T), co daje im 3,4 s i 3,2 s do pierwszej setki. Mercedes-AMG ma jeszcze hybrydowy model GT4 63 S E Performance, który systemową moc ma na poziomie 843 KM (639 KM+ 204 KM), co daje mu 1400 Nm (!!!!) oraz 2,9 s do setki, jednak to nielegalne połączenie elektroniki oraz silnika spalinowego. Natomiast BMW ma troszkę inną historię, bowiem model M5 ma obecnie, aż trzy wcielenia, które nazywają się po prostu M5 z 600 KM oraz 750 Nm, 4.4 V8, co daje mu skok do pierwszej setki w 3,4 s. Następnie M5 Competition z mocą 625 KM, reszta bez zmian, jednak pierwszą setkę ma w już w 3,3 s. I najwyższa wersja M piątki to Competition Sport, czyli CS, z mocą 635 KM, reszta bez zmian, ale setkę ma po okrągłych 3 sekundach! Zatem nowe RS6 Avant mające w tym zestawieniu podstawowe 600 KM i 800 Nm i oficjalnych podawanych przez producenta 3,6 s do setki (choć niezależne, ale również nieoficjalne pomiary wskazują na 3.0 s) wpisuje się na końcu stawki. Jednak jest pewne ale..

         Dane na papierze to jedno. Rzeczywistość pokazuje na zupełnie odmienny stan rzeczy. Tak naprawdę, RS6 Avant to samochód, który skrada Ci serce, odcina dopływ logiki do mózgu, rujnuje Twoje poczucie panowania nad życiem oraz pokazuje, już samą postawą na parkingu, że całą konkurencję po prostu pieprzy! Nie ma żadnego znaczenia, że są mocniejsi czy silniejsi. Bowiem 900 Nm Mercedesa rozpływa się w zasadzie nie wiadomo, gdzie, a reakcje na wciśniecie gazu, nawet w najostrzejszym trybie AMG w modelu GT4 63 S, są jakby zabetonowane w porównaniu do tych z Audi. Jednego nie można odmówić AMG i ich silnikom – wspaniałego gangu silnika. To klasa światowa!  Zatem do wspaniałej konkurencji więcej nie wracamy.

Audi RS6 Avant ma różne oblicza. Za sprawą ustawień masz albo bolid łamiący kark, albo dość wygodne rodzinne kombi ze sporym zapasem mocy.  jeśli decydujesz się na ten model, to pamiętaj, aby nie kierować się opinią księgowego i naprawdę iść na całość instalując na pokładzie pakiet RS Dynamic Plus. Ale to nie wszystko. W RS6 Avant nie powinno zabraknąć: asystenta jazdy nocnej, dachu panoramicznego, sportowego wydechu RS, head-up, wentylowanych forteli RS, ceramicznych hamulców, świateł HD Matrix Led ze światłami laserowymi, pasów bezpieczeństwa w kolorze czerwieni, pełnego pakietu systemów wspomagających, ogrzewania postojowego, ogrzewanych 4 siedzeń, 22’’ felg, 3-ramiennej kierownicy wielofunkcyjnej plus, pakietu skór Audi Exclusive i Bang & Olufsen 3D. To oczywiście winduje cenę w okolice 850 tys. PLN, ale podnosi poziom emocji na wyższy. Tak doskonale wyposażony samochód to idealny partner w podróży na dekady. Wracają do samego modelu RS6 Avant, to po prostu niezwykle szybkie i wybitne kombi. Zatem ogrom miejsca masz w standardzie. Wyprawa wakacyjna to żadne problem. Samochód przewiezie zawsze i wszędzie z prędkościami nigdzie poza Niemcami w Europie niedozwolonymi Twoją rodzinę z pełnym bagażem. Oczywiście ktoś złośliwy powie, że każde auto to potrafi. Zgadza się. Ale nie każde zrobi to w takim stylu, z taką pewnością siebie i prędkością, jak właśnie ten model. Długo zastanawiałem się jakich określeń użyć, aby określić odczucia z przyspieszenia tego samochodu. Dramat, utrata świadomości czy histeria porównywana z szokiem nie oddadzą nawet ułamka tego, co odczuwa się przy wyprzedzaniu podczas jazdy. Może i nie jestem obiektywny, a mam do tego prawo, ale ten samochód broni się bez słów. Wystarczy na niego popatrzeć. Konkurencja nigdy nie stworzyła, aż tak porażającego projektu. Ten samochód kipi energią już podczas postoju. Energia, która definiuje ten model przekształca się z masy (design) i możliwości silnika. A to wszystko opisać można za pomocą najważniejszego wzoru w nauce, czyli E= mc2Te Audi obezwładnia, uzależnia, prowokuje, zaczepia, jednocześnie prężąc potężną muskulaturę oraz zarzucając okolicę w jakiej się znajduje potężną falą dźwięku podwójnie doładowanej Vósemki. Szczyt sportowej motoryzacji? Nie! Mamy przecież 911 Turbo S…Ale to Audi niesamowicie zbliża się do tego Porsche. Zbliża się charakterem. RS6 daje ogromne poczucie szczęścia. Jeśli w Twoich żyłach płynie wysoko oktanowa benzyna i kochasz się w wolnossących, naturalnie oddychających V8-ch, to zrozumiesz o czym mowa. Mimo, że jest to podwójnie doładowane V8, wcale Ci to nie przeszkadza, bowiem za każdym muśnięciem gazu odpływa krew z logicznej części mózgu i zalewa część odpowiedzialną za emocje, szczęście. Jednocześnie dopamina, endorfiny wlewają się litrami w Twoje ciało całkowicie bez kontroli. A to wszystko przy jednoczesnym, szalenie uzależniającym gangu silnika, który atakuje Twój ośrodek zmysłów tak skutecznie, że masz wrażenie, że jesteś na haju. Takie rzeczy tylko w Audi. Tak naprawdę będąc obezwładniony tym samochodem, jego silnikiem, napędem, dźwiękiem każda podróż, nawet do nienawidzonej galerii handlowej będzie wielkim wydarzeniem. To naprawdę wyjątkowe doświadczenie, gdzie trzymając w rękach kierownicę wyłożoną alcantarą i dosłownie delikatnie muskając gaz, czujesz coś się z Tobą dzieje. Coś dziwnego i jednocześnie przerażającego. Ten potwór dysponujący 800 Nm każdorazowo odciska swoje piętno w Twoim mózgu. Trzeba stwierdzić, że to nie jest samochód dla każdego, a na pewno nie dla pozerów czy osób, które chcą podnieść wyłącznie swoje ego. Brak doświadczenia i świadomości tego co jest pod maską, może skutkować nie tylko że dożywotnią utratą prawa jazdy, ale w najgorzej wersji katastrofą drogową. Stając się właścicielem takiego samochodu musisz, a w zasadzie powinieneś rozumieć co nabywasz. Dramaturgia jaka następuje przy zmianie biegów (skrzynia w ustawieniach S), jest chyba porównywalna tylko ze startem rakiety w przestrzeń kosmiczną. Potężne uderzenie głowy w zagłówek, Twoje źrenice rozszerzają się z podziwu nad przyspieszeniem, następnie mocne wbicie ciała w fotel, automatycznie rozszerzające się do wielkiego uśmiechu usta i jedyny dźwięk wychodzący z nich…kurwa, jak cudownie, przy jednoczesnym wrzasku V8-ki oraz akompaniamencie sportowego wydechu, powodują całkowicie odmienny stan świadomości.  Ja nawet nie wiem, czy to można w jakiś sposób opisać. Jesteś dosłownie zalany tak pozytywną energią, takim stanem endorfin, dopaminy, że Twoje ciało wpada w stan euforii. Troski i zmartwienia zostały gdzieś daleko z tyłu, kilometry za wami. Audi RS6 pozwala na przeniesienie się w inny świat, a to nie tylko inny wymiar świata sportowej części motoryzacji, ale także świadomości. Jakie to jest wspaniałe i wyjątkowe! W zasadzie na każdej drodze i wszędzie będziesz pierwszy, ale czy to jest w tym najważniejsze? Na pewno nie! Już samo poczucie, że pod maską pracuje dla Ciebie 800 Nm i 600 KM jest obezwładniające. Reszta nie ma żadnego znaczenia. Jednoczesne, codzienne użytkowanie tego samochodu w zasadzie tylko w mieście będzie wymagało lekkiej gimnastyki i zręczności. Bowiem to prawie 5 m samochodu. Sądzę, że ten samochód wspaniale się sprawdzi w sytuacji dojazdów do pracy do miasta, przy jednoczesnym mieszkaniu, gdzie na jakimś wygwizdowie. To taki europejski standard, dojazd ekspresową lub autostradą do pracy. I w sumie im dalej masz swoją bazę, tym lepiej, bowiem dłuższy czas spędzisz za kierownicą. A jazda Audi to wyjątkowa przyjemność. Każdy zakręt, każdy kilometr, każde hamowanie i wgryzanie się ceramiki w koła oraz strzały w wydechu sprawiają, że nie tyle, że czujesz się wyjątkowo, ale faktycznie jesteś w innym świecie. W świecie pełnym pozytywnej energii, szczęścia i możliwości. Czy zatem, to taka zabawka dla dorosłych? Nie w żadnym wypadku zabawka, to naprawdę w 100% sportowe auto, gotowe dokopać nie tylko konkurencji, ale także o wiele mocniejszym modelom. Użytkowe 600 KM i 800 Nm są całkowicie wykorzystane do jazdy. Nie są dane na pokaz, aby zamaskować niedoskonałości samochodu. RS6 wykorzystuje każdy Nm i każdy KM, aby w szybki sposób przewieść Cię tam, gdzie tylko sobie tego zażyczysz, ale w całkowicie odmienny sposób, niż reszta istniejących samochodów. To tak naprawdę jeden wielki koncert rockowy, trwający cały czas. Nie impreza w stylu disco bandżo jak u innych.

         Czy zatem Audi RS6 Avant to samochód bez wad? Oczywiście, że nie. Jednak one nie mają zupełnie znaczenia, gdy aktywujesz tryb RS Dynamic Plus. Zapominasz zupełnie, że to rodzinne kombi, ale nie takie na sterydach, które przypakowało na siłowni, ale zbudowany zupełnie od postaw samochód sportowy. To nie steryd, a raczej atleta, który trenując od lat ma zbudowaną muskulaturę o naturalne procesy. Każdy skok w przód jest dramatycznym i szczęśliwym przeżyciem. To naprawdę jest tak, że czekasz na możliwość wyprzedzenia kogokolwiek. Lewy pas jest po wsze czasy Twój. Jednak z drugiej strony zupełnie nie musisz tego robić. Sama świadomość możliwości jest wystarczająca. Te 800 Nm naprawdę jest stworzone do zaginania czasoprzestrzeni. Audi tworząc kolejną generację RS6 określiło jeden cel: wcale nie dokopać konkurencji, ale mocniej niż kiedykolwiek oddziaływać na zmysły. Nie tylko samymi parametrami, ale także stylistyką. W sposób fenomenalny i drobiazgowy widać, że każdy element karoserii został przystosowany pod założony cel. Nic nie jest z przesadą, niczego też nie ma za mało. Zachowano status quo proporcji, możliwości oraz designu. Doskonale pamiętam moment prezentacji w sierpniu 2019 r. leżąc na chorwackiej plaży, popijając wieczorem drinka za drinkiem oglądałem pierwsze oficjalne przedstawienie modelu. I już same zdjęcia mnie rzuciły na kolana. Miesiąc później, ściskałem ze szczęścia wieniec kierownicy tego samochodu we Frankfurcie nad Menem. Od tego momentu minęły 3 lata, a mi dalej dosłownie uginają się kolana za każdym razem jak wsiadam do tego samochodu. To nie przypadek, ale Audi specjalnie poszło w tak odważny i jednocześnie piorunująco piękny design, bowiem to ostatnia wersja z silnikiem zasilanym paliwami kopalnymi. Ale też popis możliwości pięknej, użytkowej sztuki inżynieryjnej.

         Audi RS6 Avant to idealny samochód. W nadchodzącej w niedalekiej przyszłości wersji C8.5, czyli po liftingu, jak otrzyma Matrix Digital Lights to stanie się samochodem skończonym. Idealnym. Jednocześnie dlatego też, że kolejna generacja RS6 zapowiada się w pełni elektryczna niczym e-Tron GT RS. Niestety, ale bez emocji.

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 (C8) 4.0 TFSI quattro:

3993 cm3, V8 Biturbo, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h

 

Kwiecień 2022 r.

 

Bartosz Jagodziński

 

Serdeczne podziękowania dla Audi  Wrocław za udostępnienie samochodu.  

 

Audi  Wrocław

ul. Brucknera 38, 51-411 Wrocław

 

JEŚLI CHCESZ OSIĄGNĄĆ COŚ WIELKIEGO, PRZESTAŃ PYTAĆ O ZGODĘ

AUDI RS 6 AVANT 

W życiu czasami zdarzają się okazje, których zbytnio nie oczekiwałeś. No po prostu, czy to zbieg okoliczności, czy Twoje działania wkładają Ci w ręce kluczyki do samochodu, który nie dość, że jest jednym z tych, o którym marzysz, to zestawiając go w przeciągu 24h z innym samochodem marzeń z tego samego segmentu, możesz wyostrzyć sobie opinię na temat ich dwóch. Paradoksalnie, to właśnie dzięki lub wręcz przez BMW M5 Competition ponownie miałem okazję przetestować Audi RS6 Avant. Czas jaki dzielił dwa testy był na tyle krótki, że wrażenia z jazdy jednym w ogóle nie uległy zatarciu, a już kręciłem tyłem w drugim. Zatem ponownie w teście RS6. Bowiem ten samochód jest cudowny.

 

Nie jest problemem pisać o wymarzonym samochodzie w superlatywach. Nie jest zbytnio żadną przeszkodą wychwalać jego zalety na kolejnych arkuszach A4, bowiem będzie to nudne, nikt nie będzie tego czytać, a publikacja zacznie przypominać materiał promocyjny od producenta, wprost przetłumaczony z języka niemieckiego na polski. Kto czytał, ten wie, że to jedna z większych tortur umysłowych.

 

RS6 Avant jest na rynku od 2019 r., dokładnie od sierpnia. Pamiętam moment premiery, bowiem leżałem wieczorem na plaży we wiosce Šimuni, na wyspie Pag. Przeglądając pierwsze zdjęcia w komórce oraz oficjalne filmy z jazdy, byłem zainteresowany jaki on jest w realu, bowiem zdjęcia przedstawiały naprawdę wiele. Dlatego miesiąc później stałem obok tego modelu na IAA we Frankfurcie nad Menem. Obraz na żywo jest zdecydowanie lepszy niż na ekranie monitorów. Model ten, w jedynie właściwym kolorze – czerwonym prezentował się na targach obłędnie. W 2020 r. kolejne spotkanie twarzą w twarz w salonie we Wrocławiu. Następnie należało przejechać się, aby osobiście sprawdzić wszystko, co najlepsze w tym samochodzie. Ale to nie wszystko. Najlepiej mieć możliwość testu także modeli spośród konkurencji. A jest nią M5 lub M5 Competition oraz AMG E 63 S lub GT-4 63 S. No więc trochę działań należało uruchomić. Koniec wyszedł taki, że wciskając prawą stopą gaz na obwodnicy autostradowej Wrocławia w M5 Competition, ale najpierw w GT-4 63 S, doskonale wiedziałem, który i jak gra w tej orkiestrze furii.

 

Design RS6 jest szokujący na tle, którego konkrecja wypada po prostu blado. Wygląda jak 10 milionów euro skąpane w toskańskim Słońcu. Prawdopodobnie w Audi użyli miecza świetlnego tworząc model RS6, bowiem przedni pas świateł i maska zostały wprost odcięte z modelu RS7 Sportback. Tak właśnie, mamy dwa modele Audi, które wyglądają z przodu dokładnie tak samo. Ten zabieg stylistyczny, wyszedł pozytywnie. Ktoś w firmie podjął właściwa decyzję, dlatego że słowo fenomenalny przy opisywaniu designu RS6 to zwykłe lanie wody. Porywający, efektowny, oszałamiający, zdumiewający, zachwycający to odpowiednie synonimy, które pasują do RS6. Naprawdę konkurencja nie potrafi tworzyć, aż tak wyrazistych i rzucających się w oczy produktów. O ile design Mercedesa-AMG jest szalenie zachowawczy i bardzo chłodny, a BMW został stonowany tak że obdarli go z ekscytacji, to w Audi bije pełną energią oraz emocjami. Jednocześnie tylko Audi prezentuje poziom wykonania wnętrza, który wręcz z kwantową jakością i szaleństwem dbania o detale, może równać się tylko z innym RS. Ta cecha jest od 2010 r. cechą przypisaną do marki Audi. A przez ostatnie 12 lat została rozwinięta do granic szaleństwa. Można to porównać do znanej definicji sukcesu, w której sukces to suma włożonego wysiłku, powtarzanego z dnia na dzień. A efekt w postaci gotowego produktu jest bardzo odpowiedni. Audi wprowadzając na rynek RS6 w jedynej słusznej odmianie – Avant, postanowiło pokazać, że ten model to nie tylko maszyna do zaginania czasoprzestrzeni, ale przede wszystkim to rodzinne kombi, które potrafi w bardzo szybkich warunkach przewieść Twoją rodzinę w dowolne miejsce. To nie jest M5, które ze względu na brak wersji Touring będzie bardziej biznesowym modelem, czy GT-4 63 S, które jest praktycznie ciasne w tylnej części nadwozia. AMG E-T 63, co prawda to kombi, ale ze względu na zachowawczy design, w ogóle nie wchodzi w emocje, takie jakie są tworzone przez czekające na parkingu RS6 Avant. Zatem jest segment 600+, czyli 600 KM, w którym znajdziemy i Audi i BMW i Mercedesa, ale każdy z nich jest produktem o zupełnie innym przeznaczeniu. Pojawia się pytanie, czy sens mają samochody, w których montuje się sześćset lub więcej KM? Ten, kto nigdy nie jeździł takimi (a fora w necie są pełne takich ekspertów za dychę) będzie dowodził, że to bezsens. Że nie ma w Polsce odpowiednich dróg, że nie wykorzysta się potencjału takich samochodów, że cena paliwa wysoka, itd. Ja natomiast będę jak niepodległości bronił takich rozwiązań, bowiem dzięki nim motoryzacja premium sport jest wspaniała, ma duszę, charakter, emocje, daje radość i szczęście. Bez nich, po drogach toczyłyby się samochody pokroju segmentu A i B z małymi silniczkami od kosiarek, a ich wykonane wnętrza ze stopionego plastiku z mazutem raziłyby oczy i mózgi, zupełnie jak błyskawice Imperatora z Star Wars. Mechanika kwantowa dowodzi, że to co małe i nieuchwytne ludzkim okiem istnieje, dlatego pewnych niuansów nie rozumie się, bez zatopienia prawej stopy na gazie w takim samochodzie. Materiały prasowe to jedno, ale realna możliwość jazdy w 3,6 s do pierwszej stówki czy ocean fal dźwiękowych zalewających kabinę to drugie. Tak się stymuluje emocje oraz pozytywne wrażenia. A RS6 Avant potrafi je szybko wzniecić i utrzymać na bardzo wysokim poziomie. Linia rysunku tego modelu jest niezwykle spójna, logiczna i bez zbędnych udziwnień, typu 6000 lotek czy wlotów powietrza przecinających karoserię, także dyfuzor jest słusznych rozmiarów i przy sportowym (prawdziwym) wydechu wygląda odpowiednio i majestatycznie. Zatem zadanie domowe przy projektowaniu: nic na pokaz, wszystko to co potrzebne – zostało odrobione na piątkę. RS6 jest bardzo logiczne zaprojektowane, jednolite, konsekwentne, ale jednocześnie dostojne oraz bardzo sportowe. Linia rysunku jest nietrywialna, od razu zdradza potencjał samochodu, jego możliwości oraz fakt, że pod maską musi być dużo upchane. A naprawdę jest, bowiem TFSI ma 4.0 l, V8 Biturbo i wytwarza 600 KM oraz 800 Nm, do tego stały napęd quattro, sportowej skrzyni tiptronic, 3,6 s do pierwszej setki. Maksymalna prędkość to aż 305 km/h (oczywiście to opcja z pakietem RS Dynamic Plus). Standardowo mamy dwie i pół stówy. Potencjał silnika, nadwozia, układu hamulcowego, skrzyni biegów wskazuje, że można by wsadzić pod maskę nawet z 750 KM. Jazda takim samochodem to naprawdę przyjemność. Siadając za kierownicą sportowego samochodu z segmentu premium sport warto od razu przejść do najbardziej sportowych ustawień całego auta. Dlatego, ja zawsze wciskam Dynamic Plus. Wtedy okazuje się, że z tego kombi robi się prawdziwa bestia. Ale nie taka która chce Ci odgryźć głowę na każdym zakręcie, ale taka, która spaja się z Tobą w jedność. Nie na darmo slogan „przewaga dzięki technice” jest od dekad hasłem Audi. RS6 Avant sprawdza się w każdej sytuacji, nie ma znaczenia czy pada, czy jest sucho, czy alternatywnie akurat leży śnieg, lub czy udajesz się na spotkanie biznesowe, bądź w sobotę na tor, albo też jedziesz na wakacje. Model ten łączy wysokie osiągi, w tym, o czym wcześniej wspomniałem, naprawdę bezkompromisowy design oraz bardzo wysoką funkcjonalność i użyteczność. Poszerzone nadwozie, względem modelu A6 czy S6, i muskularne nadkola, szeroka pozbawiona ramy osłona chłodnicy Singlegrame, zderzaki RS oraz wręcz gigantyczne boczne wloty powietrza to elementy zaczerpnięte z wyczynowego modelu R8. RS6 ma adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne RS z kontrolą stopnia tłumienia, które automatycznie (jednakże w odróżnieniu od aktywnego predytkywnego w S8, które powoduje, że RS6 zostaje w tyle, w trybie 0-100 km/h za S8, jednak później nadrabia straty w sposób histeryczny) reguluje prześwit w zależności od prędkości z jaką jedziesz. W przypadku długiej podróży zapewnia komfort, ale przy większych prędkościach daje wydajność oraz stabilność. Opcjonalnie dla RS6 Avant jest możliwość zastosowania zawieszenia sportowego RS plus z systemem Dynami Ride Control (DRC), które dostosowując działanie amortyzatorów, skuteczniej zapobiega zjawisku pochylenia czołowego oraz przechyłu bocznego nadwozia. Wszystko po to, aby szybka jazda była bezpieczniejsza i dawała więcej przyjemności. Układ hamulcowy w tym modelu jest jeden słuszny – ceramiczny. W przypadku S8 czy RSQ8 ceramika jest nieobowiązkowa, to w RS6 winna być zakreślona na liście opcji zaraz przed head-up display czy panoramicznym dachem. To dość istotne, aby tego potwora odpowiednio wcześniej wyhamować lub też jeżdżąc dynamicznie opóźnić efekt hamowania do ostatniej możliwie bezpiecznej sekundy bez zmianą kierunku jazdy. Skrzynia biegów tiptronic w trybie S i ustawieniach Dynamic Plus w RS6 Avant jest bardzo szybka, ale nie reaguje, tak szybko i spontanicznie na wciśnięcie gazu, jak skrzynia w M5 Competition w ustawieniach Sport Plus. Nie bez przyczyny wskazuję na ustawienia trybów jazdy w tych dwóch modelach. I to właśnie pierwsza zasadnicza różnica technologiczna między tymi samochodami. W M5 Competition w Sport Plus skrzynia reaguje na każde muśniecie gazu w skalach Plancka.  Brakowało mi takiej szybkiej reakcji na wciśnięcie gazu w podłogę podczas wyjeżdżania z łuku w Audi. W BMW odbywa się to w sposób przypominający rozerwanie łańcucha reakcji termojądrowej. Natomiast skrzynia w RS6 potrzebowała o ok. 0,5-1 sekundy więcej czasu na właściwą rekreację. I tą różnice mózg przestawiony na tryb sport potrafi wyczuć. Stąd różnice w sprincie do setki, w BMW 3,3 s. i w Audi 3,6 s, Naprawdę niewiele, ale przekłada się to na właśnie takie opinie jak moja. Niemniej, nie jest to w żadnym razie jakiś zarzut w stronę Audi. Nie chcę też powiedzieć, że w RS6 nie ma ognia podczas jazdy. Jest! I to w takich ilościach, że trudno wszystko okiełznać za jednym razem. Bowiem rzeczywistość naprawdę zostaje gdzieś zupełnie z boku Ciebie, a Ty skupiasz się tylko na tym co przed Tobą i zerkasz na wyświetlane dane z head-up display. RS6 urzeka liniowym przyspieszeniem, dystrybucją niutonometrów w sposób, który nie skręca karku i nie powodując wygięcia twarzy w sposób przypominający wylew. Rzeka Nm płynnie rozlewa się na cztery koła, dając solidne podstawy do wrażenia, że zerwać w nim przyczepność jest po prostu niemożliwe. Jest możliwe w każdym samochodzie. Jeśli się jeździ z wyłączonym mózgiem. W Audi, dosłownie, jeśli wyczujesz samochód, to możesz pozwolić sobie na opóźnione hamowanie zarówno w zakrętach, jak i jadąc za innymi samochodami. Także dozwolone jest (delikatne) zamiatanie tyłkiem podczas wychodzenia z łuków. Tylko tego wszystkiego tak naprawdę nie musisz robić. Możesz wrzucić tryb komfort i przejechać pół kraju bez większego zwracania na siebie uwagi. To jak w Porsche 911 Turbo S, wiesz, że wszystko co jedzie przed Tobą możesz w ułamku czasu mieć za sobą, ale tak naprawdę nie musisz. Sama świadomość jest wystarczająca. Jednakże im więcej siedzisz za kierownicą RS-szóstki, tym więcej chcesz wycisnąć z tego samochodu. Jest naprawdę cudownie podróżować z donośnym krzykiem V8-ki, która obezwładnia wszystkich podróżujących. Czy to się może znudzić? Absolutnie nie! Nie wyobrażam sobie nudy w takim samochodzie. Trzeba być chyba totalnym ignorantem, aby nie docenić postępu techniki, rozwiązań IT, wrzuconej technologii w ten samochód. Na przełomie lat 80/90 XX wieku, jeśli jakiś samochód miał 600 KM to był to hypercar, który jednocześnie jeden cel – uśmiercić w czasie krótszym niż osiągnięcie setki swojego kierowcę. Dziś w XXI wieku 600 KM nie robi większego wrażenia, a możliwość okiełzania tej mocy jest dostępna praktycznie dla każdego zainteresowanego. Ten przykład uwidacznia jak wiele się zmieniło w motoryzacji. Dlatego łatwość prowadzenia RS6 przypomina jazdę hatchbackiem. Jednak z jednym, ale z tyłu głowy trzeba pamiętać, że pod maską drzemie bestia, która źle traktowana wyrwie Ci mimo wszystko kręgosłup wraz z rdzeniem kręgowym. Natomiast jeśli nawiążecie współpracę, RS6 otworzy przed Tobą zupełnie nowy świat oraz wymiar przyspieszeń i przeciążeń. Zagwarantuje ogromną satysfakcję z jazdy i wręcz z kwantową dokładnością pozwoli przekroczyć kolejne granice podczas jazdy, które sobie sam stawiasz. Twoja ogólna pewność siebie wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości przejechanych kilometrów.  Fenomenalny pojazd!

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 6/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 6/5

Silnik (moc i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 5/5

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant:

3996 cm3,V8 TFSI, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h

 

Czerwiec 2022 r.

Bartosz Jagodziński

 

Serdeczne podziękowania dla:

AUDI POLSKA w ramach eventu AUDI DRIVING DAY

 

SHOW SOME RESPECT

AUDI RS 6 AVANT

Ktoś mógłby zapytać, jaki ma sens trzeci raz test modelu RS 6? Ktoś mógłby domniemywać, że treści prezentowane na V8 Speed stają się monotematyczne i przeważa jedna marka. Jednakże to nie prawda. To, że na V8 Speed pojawił się trzeci test z opisem modelu, który jest moim numer one, świadczy nie o mono tematyce, ale właśnie dorosłości w podejściu do tematu oraz ukazaniu różnic względem tego, co było opisane w dwóch wcześniejszych testach, względem aktualnej sytuacji na rynku, ale także przemyśleń odnośnie samego RS 6. Jeśli wraca się do jakiegoś produktu, który staje się tak naprawdę odniesieniem dla innych,  kilka razy, to zdobywa się dodatkowe punkty za ocenę rzeczy które nie zostały ocenione wcześniej. Zatem zainteresowanych zapraszam do lektury. Audi RS 6 Avant doczekało się pod koniec 2022 r. swojej najostrzejszej wersji (jak na razie jedyna) pod nazwą performance. Model performance od standardowego RS 6 ma dodatkowe 30 KM oraz 50 Nm, wyciśnięte z tego samego silnika 4.0 V8 TSFI. Dodatkowo jest mniej wyciszony. Wracając do wersji bazowej, to trzeba odpowiedzieć na pytanie do kogo jest ten samochód kierowany i jaką ma konkurencję? Zatem kierowany jest do każdego miłośnika sportowej motoryzacji, który jednocześnie nie znosi kompromisów, a zatem chce użytkować swój samochód każdego dnia, w każdych warunkach, i nie tylko na torze. A to nie jest tak oczywiste jakby mogło się wydawać. Audi Sport właśnie takie są – uniwersalne. To jedna z cech modeli RS, które są rozwijane od lat. Odniosę się tutaj na chwilę do głównego konkurenta, czyli BMW (niektórzy znowu będą stękać, że przecież to oczywiste), ale w chwili obecnej nie ma nic na rynku, co byłoby wstanie zagrodzić RS 6 Avant pod względem cech, którymi się charakteryzuje. A chodzi przede wszystkim o design, silnik, jego dźwięk, wyposażenie i wykończenie. Design jest tak doskonały w zakresie zauważalności, osobowość, charakteru, temperamentu, indywidualności, że nie ma sensu szukać czegoś innego, bo i tak się nie znajdzie. I mimo że M5 Competition (ustawienia Sport Plus) jest szybszy w zakresie elastyczności, to Audi zupełnie nic sobie z tego nie robi, bowiem posiadając fenomenalny czy wręcz oszałamiający design oraz uniwersalność codziennego użytkowania uderza w inną grupę klientów. To nie jest zatem przyznanie większej liczby punktów jednemu czy drugiemu, dlatego że są to praktycznie doskonałe produkty i tylko indywidualne sympatie decydują o wyborze. To bardziej odniesienie tego, co prezentuje BMW od tego, co oferuje Audi. Zatem jeśli pozbyliśmy się jakiegokolwiek króla, to wróćmy do testu. Audi RS 6 Avant wpada mi w ręce po raz trzeci. Przyznam się, że po prostu nie mogłem odmówić sobie przyjemności jazdy tym modelem. Jest naprawdę mało produktów w motoryzacji, które tak jak te Audi potrafią uszczęśliwić podczas kładzenia prawej stopy w podłogę. Uderzenie siły V8-ki nie jest dramatem (jak na przykład we wspomnianym M5 Competition lub RS e-tron GT), ale odbywa się bardzo rozsądnie, z jednoczesnym fenomenalnym akustycznym obezwładnieniem zmysłu słuchu. Elastyczność, czyli rzecz, która jest dla mnie ważniejsza niż prędkość maksymalna mieści się na odpowiednim poziomie. Samochód dobrze skrojony w konfiguratorze będzie bardzo drogi (patrz wersja też performance), ale jednocześnie zapewni maksymalne wykorzystanie wszystkich cech produktu. To tak naprawdę wszystko, czego potrzebujesz, aby cieszyć się światowym poziomem motoryzacji premium sport z jednoczesną możliwością użytkowania jej każdego dnia. Ważne jest, że RS 6 nie udaje sprintera, który liczy dziesiątki sekundy, ani napakowanego gościa sterydami, który zlicza z kalkulatorem KM i Nm. Model ten jest konsekwencją rozwijania projektu RS6 z lat poprzednich. Pierwsze musiało zatrząsnąć segmentem, drugie zdruzgotało silnikiem (V10), trzecie doskonałością i efektywnością designu, a czwarte łączy pokolenia, jednak manifestuje niesamowitą siłę przyciągania wzroku oraz dominację nad wszystkim, co obecnie jeździ. Tego nikt nie zakwestionuje, że RS 6 Avant dizajnersko to światowa liga w projektowaniu sportowych samochodów z segmentu premium sport. I nad tym trzeba się pochylić bardziej.  To, że RS 6 zjadł model RS 4 to klasyczny kanibalizm wewnątrz firmy, i mimo że dotyczy modelu z innego segmentu. RS 6 również obezwładnia i zawstydza praktycznie każdy model RS. Samochód identyfikuje się z najlepszymi elementami, jakie można znaleźć w chwili obecnej w motoryzacji. Jeśli zależy Ci na satysfakcji z posiadania samochodu sportowego w zakresie designu, silnika, mocy, Nm, codziennej użyteczności, to właśnie posiadanie tego modelu powinieneś przemyśleć.  RS 6 Avant to nie cud świata, który jest najlepszy i stawiany jest jako wzór do naśladowania. To tak naprawdę samochód, którego zadaniem oprócz wyglądania super, jest zwykła jazda. Czy zatem design może być uciążliwy w codziennym użytkowaniu? Na pewno nie będziesz niezauważony. To niemożliwe. Na pewno będziesz hejtowany przez swoje otoczenia za posiadanie tego samochodu, bowiem jedną z negatywnych cech Polaków jest zazdrość. Może i nawet go porysują. Na pewno trochę odchorujesz posiadanie takiej fury, ale warto. Zawsze możesz zmienić otoczenie i trafić do osób, które będą nie tylko doceniać to, że kupiłeś taki samochód, ale szczerz Ci gratulować podjętej decyzji. Następnie zdasz sobie sprawę, że tak naprawdę zrealizowałeś swoje marzenie motoryzacyjne, a dwa będziesz z każdym dniem szczęśliwszy z posiadania takiego samochodu. Wracając do meritum, czyli do świadomości posiadania tego modelu, to już na etapie konfiguracji doskonale wiedziałeś co i jak razem połączyć, aby ten model był naprawdę wyjątkowy i spełniał Twoje wyrafinowane oczekiwania. RS 6 Avant podkreśla w każdym centymetrze nadwozia, że należy do grupy samochodów, które w nadzwyczajny sposób gwarantują samo szczęście z posiadania, radość i emocje z oglądania oraz wpływają pozytywnie na świadomość właściciela w zakresie możliwości fabrycznych samochodu, czyli jazdy. Dodatkowo opcjonalne zawieszenie DRC, które można zamówić do RS 6 oznaczać będzie, że auto spędzi większość czasu na zamkniętych torach. Te sportowe zawieszenie RS plus z systemem dynamicznej kontroli jazdy Dynamic Ride Control (DRC) zawiera jedno-rurowe amortyzatory z zmienną charakterystyką, którą kierowca może ustawić w trzech stopniach. Przewody olejowe oraz zawór centralny łączą po dwa amortyzatory rozmieszczone naprzeciwlegle po przekątnej. Podczas szybkiego pokonywania zakrętów, zawory regulują przepływ oleju w amortyzatorze osadzonego dodatkowo na sprężynie koła przedniego toczącego się po zewnętrznym łuku. Technika ta wzmacnia amortyzację koła i redukuje wszelkie wychylenia pojazdu na boki w tym tzw. nurkowanie. Sportowy samochód wyposażony w takie rozwiązanie nabiera innego znaczenia. W codziennym użytkowaniu takie rozwiązanie jednak ujemnie wpływa na komfort jazdy.  Jednakże decydując się na RS 6 warto na chwilę się zastanowić nad tą opcją, nawet jeśli nie planujesz spędzać każdej wolnej chwili na torze. Struktura samochodu, czyli tego co oferuje, jak wygląda, jak jest wyposażone, jaki ma silnik oraz jaki produkuje dźwięk, wprowadza Cię w uczucie wyjątkowości. To nie tylko prestiż i nie tylko wyjątkowość, ale zwykła radość są gwarancją zadowolenia z posiadania produktu. Już od dawna pisze się o różnych produktach w motoryzacji, że to samochody skończone, że już tak naprawdę każde więcej jest zbędne. W przypadku RS 6 tak właśnie jest. Jednakże oprócz jednego: mocy. Możliwości samochodu są ogromne i to już w wersji bazowej. Silnik mógłby mieć ok. 700 KM i 950 Nm, a skrzynia i tak by to udźwignęła. Pakiety ABT dla RS 6 przewidują zdecydowany wzrost mocy, poprzez zmianę oprogramowania silnika, bez utraty gwarancji. Zatem są możliwości. Pytanie czy Ty jako kierowca, będziesz mógł je wykorzystać? Nie tylko haratać proste i zakręty na torze, ale w codziennym użytkowaniu, na drogach publicznych. 3,6 s do setki to łakomy kąsek i prosta droga do utraty prawa jazdy. Rozsądek podpowie zatem – po co Ci taki samochód, jak i tak nie wyciśniesz z niego nawet 50% możliwości? Ale serce powiem – bo jest oszałamiająco piękny i gwarantuje duże możliwości. Mniejsza o to, czy się je wykorzysta. RS 6 przynajmniej na mnie wpływa bardzo pozytywnie. To nie tylko najlepiej wyglądające obecnie auto sportowe, ale także najładniejsze kombi na rynku. Dostojność oraz harmonijność o spójność każdego elementu karoserii dodaje powagi projektowi. Zaawansowanie konstrukcji jest dopełnieniem całości. Czy jego zauważalność może być wadą? Tak, oczywiście, dla tych którzy wolą nie mieć mocne auto premium, ale wolą się z tym nie obnosić. Ich wybór padnie na bardzo stonowanego Mercedesa-AMG E 63 w najlepszej wersji S. Jeśli akurat uda się im go zamówić na stronie AMG. Jak dla mnie, to idealny samochód i już tak pozostanie.

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 6/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 6/5

Silnik (moc i siła): 5/5

Wciśnięcie w fotel: 5/5

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant:

3996 cm3, V8 TFSI, 800 Nm, 600 KM, 3,6 s do 100 km/h

 

 

 

Serdeczne podziękowania dla Audi Wrocław za udostępnienie samochodu.  

 

Audi Wrocław

ul. Brucknera 38, 51-411 Wrocław



Czerwiec 2023 r.

Bartosz Jagodziński

 

FORCE AWAKEN

AUDI RS 6 AVANT PERFORMANCE

Na możliwość przejażdżki tym modelem czekałem od pierwszej sekundy po jego oficjalnej prezentacji. Już teraz wiem, że to nie jest ostateczna wersja mojego ulubionego modelu Audi. W 2024 r. pojawi się ostateczna wersja RS 6 Avant możliwe, że nazwana zostanie GT lub Plus i będzie w standardzie miała 630 KM + i 850 Nm +. W tej chwili to bez znaczenia, bowiem mam w ręku kluczyki do modelu RS 6 performance. Audi RS 6 Avant w bazowej wersji testowałem już trzy razy, w różnych warunkach i konfiguracjach samochodu. I szalenie byłem ciekaw, jak bardzo różni się wersja performance od swojego pierwowzoru. Jednakże pojawił się poważny problem, bowiem po jeździe RS 6 performance, wsiadłem do modelu R8 V10 performance i spędziłem kilka godzin na torze Silesia Ring. A ten model totalnie mną zawładnął poprzez swój silnik V1o. Dlatego doszedłem do wniosku, że wszystko w motoryzacji przestaje się liczyć, oprócz V10… Na szczęście pozbierałem się po kilku dniach, dalej będąc pod wpływem endorfin, dopaminy, serotoniny, oksytocyny i mimo, że nadal R8 V10 jest numerem jeden w Audi w zakresie sportowego samochodu, a o wymarzonym S8 od razu zapomniałem, to nadal model RS 6 jest tym najbardziej użytecznym oraz właściwym. RS 6 performance różni się od bazowej wersji mocą o 30 KM, siłą o 50 Nm oraz mniejszą ilością wygłuszenia komory silnika. Wszystko po to, aby performance był ostrzejszy oraz dzikszy podczas prowadzenia. Zatem, czy te 630 KM oraz 850 Nm jest lepsze niż standard, czyli 600 KM i 800 Nm? Wszystko z tego samego silnika 4.0 Biturbo V8. Zanim ustalę odpowiedź, przejdę do designu. Model ten jest ciężko odróżnić od bazowej wersji, z jednej strony to plus (dla właścicieli podstawowej wersji), bo samochód nadal prezentuje się perfekcyjnie. Bardzo mocnym wyróżnikiem wersji performance są kute 22’’ felgi, wymagające dopłaty, ale wyglądają po prostu fenomenalnie, wręcz fascynująco. Wnętrze bez zmian, bowiem ciężko jest zmienić to, co jest posłuszne. Oczywiście konfiguracja wnętrza to dowolna i bardzo indywidualna sprawa, ale testowany egzemplarz był wręcz zalany Alcantarą. I nawet nieźle to wyglądało, ale nie wiem czy bym się zdecydował na jej położenie na desce rozdzielczej zamiast włókna węglowego.  To kwestia gustu. Samochód ten kipi energią. To tak naprawdę przebudzenie mocy, względem bazowej wersji, z tym, że RS 7 performance, jest dziksze w zakresie tego co się dzieje, kiedy prostujesz prawą stopę na gazie. Potężny krzyk i samochód sekundę później wystrzeliwuje w horyzont. W przypadku RS 6 performance z uwagi na jego większe gabaryty (no i masę) brak tej dzikości, przekształca się w bardzo szybką reakcję i wystrzał w przód. Jednakże nie jest to, aż tak eksplodujące jak w przypadku siódemki. Z drugiej strony czy czegoś takiego oczekujesz od rodzinnego kombi? Audi doskonale potrafi grać na emocjach i perfekcyjnie zna się na pozycjonowaniu swoich produktów. Tak więc, RS 6 performance na chwilę obecną jest najlepszym RS 6, jakie kiedykolwiek powstało. Bez dwóch zdań, przebiło swojego poprzednika, którym jeździłem w 2016 r.  RS 6 performance budzi bardzo wielkie emocje, już nawet podczas postoju. To wręcz niewyobrażalne, jak ten samochód przyciąga wzrok, jak bawi się Tobą i Twoimi emocjami. A im słabszy masz charakter, tym szybciej Cię uwiedzie. Mój romans z tym modelem trwa od pierwszej generacji, czyli od 2002 r. a to już ponad dwie dekady. Dlatego za każdym razem, jak podchodzę to tego samochodu odpowiadam na pytanie: co tym razem mnie zaskoczy? Jak bardzo odjedzie konkurencji? Jak dystrybuuje mocą za pomocą napędu quattro? Itd. Okazuje się, że wersja performance prowadzi się oraz brzmi tylko nieznacznie lepiej, niż jej bazowy odpowiednik. Co nie oznacza od razu zawodu czy rozczarowania. On kipi energią, ale uwalnianą w zupełnie inny sposób niż przy erupcji wulkanu. Prawdziwe będzie stwierdzenie, że bardziej czuć różnicę w modelu RS 5 competition względem bazowej RS-piątki. Tutaj Audi poszło w trochę inną stroną, mam wrażenie, że za bardzo nie chcieli zniszczyć jeżdżącego już ideału i tylko nieznacznie zmodyfikowali to, co jest tym „wow” między RS 6, a performance. Moja gotowa konfiguracja dla tego modelu zatrzymała licznik ceny na wskazaniu 1.011.850 PLN brutto, wliczając w to sportowe zawieszenie RS Dynamic Plus z Dynamic Ride Control. Słynne DRC, które dedykowane jest na tor, w tym modelu sprawdzi się wyśmienicie. Oczywiście nie pozbawi komfortu w codziennym użytkowaniu, ale też nie utuli i rozpieści jak sportowe aktywne predyktywne zawieszenie w S8. Trzeba dokonać wcześniej wyboru czy zawieszenie sportowe „uniwersalne” czy specjalistyczne DRC. Model ten, jest najbardziej seksownym samochodem, jaki Audi ma w swoim portfolio. Bez zbędnego komentarza, RS 6 Avant to mistrz atencji. Godzinami można podziwiać jego design. To najszybsze i jednocześnie najpiękniejsze kombi na rynku. A dobrze wyposażone – patrz informacja o mojej konfiguracji (opcje za 343.850 zł) powoduje, że samochód staje się idealny, na zawsze. To prawda, że Audi nie miało nigdy na celu robienia tanich produktów, które są pozbawione technologii. Dlatego każdy model RS jest zalany wręcz know-how najnowszą techniką, jaka jest dostępna w magazynach tego producenta. Za jakość wykonania, design, prestiż, luksus, sport trzeba ponieść cenę. Ale jest ona warta poniesienia, bowiem otrzymuje się gotowy produkt, który przekracza wszystkie oczekiwania oraz spełnia marzenia o sportowym samochodzie.

Może za duże miałem oczekiwana względem 30 KM+ i 50 Nm+, może za bardzo się nastawiłem na to, że wersja performance będzie aż tak różna od bazowej. A może to wszystko przez V10 i R8? Ale nie, bowiem różnicę jaką daję RS 7 względem RS 6 wyczułem na pierwszym odcinku prostej drogi w okolicach góry św. Anny. RS 6 performance jest jak przebudzenie mocy, jednak nie zaskakuje tak mocno, jak RS 7 w zakresie dzikości reakcji na redukcję biegu i pełne wciśnięcie gazu (ustawienia RS1). Oczywiście potężnie wciska w fotel, ale w kombi jest to robione z rozwagą lub z majestatem. A ta dostojność ma logikę, bowiem ten Avant to bardzo dorosły projekt, który rozwijany jest przez dwie dekady. W swojej historii miał pod maską nawet V10! Obecnie 4-litrowe Biturbo V8 oferuje 630 KM i 850 Nm, co przekłada się na 3,4 s. na pierwszą setkę. I z doświadczenia wiem, że nie ma co ufać oficjalnym papierowym danym, jakie przedstawia Audi. Bowiem RS e-tron GT oficjalnie ma 3,3 s. na osiągnięcie setki. Ja zrobiłem nim stówkę w 3,1 s., mój znajomy w 2,9 s. Wynik powtarzalny! RS 6 performance to numer jeden w zakresie logicznego sportowego uniwersalnego samochodu, który gotowy jest do codziennego użytku. To jest właśnie uniwersalność projektu RS. I to jest w nich fenomenalne. R8 średnio się nadaje do wyjazdu na urlop. RS 6 performance wymaga głębszego zrozumienia projektu. Oczywiście warto dopłacić 33.200 zł więcej, aby zostać właścicielem wersji performance przy podjętej decyzji o wyborze RS 6 Avant. Ale nie oczekuj tego, że samochód będzie przez to większym dzikusem, niż wersja tańsza o 33 tys. zł. Na pewno będzie bardziej dopieszczona oraz bliższa ideałowi. A jak pamiętacie, taki pojawi się w 2024 r. jako ostateczna wersja RS 6 ery ICE. Czy zatem warto skupić się na performance czy pozostać przy bazowej? OCZYWIŚCIE, należy zapomnieć o bazie i iść w performance. To jedyny słuszny wybór. I jest on cudowny, jednakże nie ujął mnie tak mocno, jakbym się tego spodziewał. Ten Avant to oprócz nastawienia na sport, luksus, prestiż jest także gotowym produktem do wyjazdu na wakacje czy dłuższy weekend. I ta cecha ma ogromne plusy. A jeśli najdzie Cię ochota wyskoczenia na tor, to również udowodni, że należy do i pochodzi z ultra sportowej rodziny. I za taką uniwersalność uwielbiam ten projekt. Wszechstronność to fantastyczna cecha modeli RS. A sama świadomość, że jeździsz najmocniejszym spalinowym Audi jest bezcenna. Jeśli tak, samo jak ja, cenisz sobie uniwersalność, to ten samochód będzie wspaniałym wyborem. A jeszcze jedno jest również jak R8, bez konkurencji w dosłownym znaczeniu tego słowa. Fenomenalny, fantastyczny, genialny i cudowny samochód. A to oznacza, że nic tak naprawdę więcej nie potrzebujesz od motoryzacji. Brawo RS 6 performance.

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 6/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 6/5

Silnik (moc i siła): 5,5/5

Wciśnięcie w fotel: 6/5

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant performance:

3996 cm3, V8 TFSI, 850 Nm, 630 KM, 3,4 s do 100 km/h, quattro

 

Bartosz Jagodziński

 

Serdeczne uściski i podziękowania dla:

AUDI POLSKA 

w ramach eventu AUDI DRIVING EXPERIENCE SPORTCARS  

 

Sierpień 2023 r. 

 

TEGO SIĘ OBAWIAŁEM...

AUDI RS 6 AVANT PERFORMANCE

Jeżdżąc wieloma sportowymi samochodami z segmentu premium sport po jakimś czasie można popaść w jakąś formę marazmu. No, bo znów ponad 600 KM, przyspieszenie w okolicach 3 sekund do setki, wytrawne materiały w środku...a jednak to wygląda trochę inaczej. Wielu może się nie zgodzić ze mną, jednakże mam solidne podstawy do tego, aby napisać poniższą opinię. Tak, to był drugi test mojego archetypu samochodu sportowo-rodzinnego. Tak, drugi test jednego z trzech samochodów marzeń. Drugi test Audi RS 6 Avant performance. Dla średnio orientujących się w temacie to, testowane Audi ma pod maską 4.0 V8 TFSI generujące 630 KM i 850 Nm, napęd quattro i wiele innych rozwiązań z dziedziny performance. Ktoś mógłby powiedzieć, że znów to samo i jestem monotematyczny. Jednakże był to specjalny zabieg, bowiem ten test był pierwszym testem, po teście Audi RS e-tron GT, a to zmienia postać rzeczy. Dlaczego? A dlatego że RS e-tron GT przyspiesza, w tak nieprawdopodobny sposób, że jest to ciężko ubrać w słowa, które są znane w motoryzacji. Takiej kategorii samochody należy opisywać korzystając już z wiedzy i pojęć mechaniki kwantowej. Pamiętam, że wydałem wtedy opinię, która brzmiała mniej więcej tak: to jest ponad, ponad wszystko, co do tej pory jeździłem. Nadal tą opinię podtrzymuję. Przy takich skokach w nadświetlną naprawdę nie jest potrzebne V8 pod maską. I co istotne to zapada w pamięć na zawsze. Także pamięć mięśniową. I też, dlatego z całkowitą premedytacją wsiadłem ponownie do samochodu marzeń, zmieniłem ustawienia na Dynamic i RS performance i wcisnąłem gazu. Mięśnie i całe ciało było gotowe na wstrząs. Oczywiście auto po chwili stało się takie, jak zapamiętałem. Jednakże bez takiej dramaturgii w przyspieszaniu, jaką doświadczyłem z RS e-tron GT. I właśnie tego się obawiałem, że każde następne auto z segmentu premium sport nie będzie już w takim stopniu intensywne, jak ten RS e-tron GT. Nie sądziłem, że RS 6 Avant performance będzie, tym które pierwsze stanie się nie tyle przegranym, ale podda pod rozwagę fakt tego, że spalinowe sportowe samochody nigdy nie dotrzymają kroku sportowym elektrykom. I piszę te słowa, jako osoba, która uwielbia silniki V8, wystrzały w wydechu, całą tą mechaniczną magię, gdy auto tworzy swój maksymalny moment obrotowy. 850 Nm to przecież potęga, a jednak, jeśli zestawi się go z elektrycznym sportowcem to naprawdę uderzające będzie to, jak bardzo motoryzacja ICE jest w tyle za EV (BEV) w obszarze ilości sekund, jakie są potrzebne do poruszania się 100 km na godzinę. Nigdy też nie napiszę, że RS 6 performance w jakimś stopniu zawodzi czy jest słabe, bowiem wskazywałoby to na pojawienie się jakiś znamion choroby umysłowej, jednakże oczekiwania rosną z każdym nowym sportowym samochodem i jak się już otrzymało poziom zaginający lokalnie czasoprzestrzeń to ciężko z niego zejść. Audi RS 6 performance dostało odświeżony interfejs z nowszą grafiką Virtual Cocpit. Nawiasem mówiąc, taką jaką ma wersja RS 6 Avant GT. Niby nic takiego, ale białe elementy obrotomierza wyróżniają się i wyglądają zdecydowanie lepiej niż czerwone. RS 6 performance to niesamowity samochód. Rodzinne kombi z możliwościami 911 Turbo S. Jeśli poświęcisz trochę czasu na konfigurację to będzie wyjątkowy samochód. Mi akurat w testowanym modelu zabrakowało masażu w fotelach. Mimo 6 stopniu na plusie na zewnątrz, poziom emocji podczas prowadzenia był wysokoenergetyczny, co wymusiło konieczność wentylacji sportowego fotelu. Tak działa ten model na osobę, która doskonale zna jego możliwości. Tak działa ten model na osobę, która jest fanem takich rozwiązań. Testowane RS 6 nie miało opcjonalnego pakietu carbon black, który zmieniłby zewnętrze oblicze samochodu na bardziej agresywne oraz ekskluzywne. Warto odnotować fakt, że jego drugie oblicze, pomijając siłę i moc, czyli uniwersalność (w końcu to kombi), jest bezwzględnym atutem. To samochód, który spełnia wymagania dość specyficznego grona klientów, którzy szukają odpowiednich wrażeń podczas prowadzenia samochodu, ale w tym samym momencie cenią wielkość, uniwersalność oraz jakość wykonania samochodu oraz to, że nie muszą wyrzekać się efektu sportowej jazdy prowadząc kombi. To dlatego, że w przypadku tego właśnie modelu nie musimy wybierać między sportem, a spakowaniem rodziny, bagażu i wyjazdem na weekend/wakacje. Uniwersalność to realna cecha modeli RS. RS 6 performance urzeka, prowokuje, zachęca, ale też daje gwarancje bezpieczeństwa podczas prężnej jazdy. Ten samochód jest tak napompowany seksapilem, mięśniami, pozytywną energią, że nawet w tak paskudny dzień, jak na przykład listopadowe środowe popołudnie w Warszawie będziesz cieszyć się z faktu, że jesteś tym szczęściarzem, który dokonał właściwego wyboru decydując się na model z szerokiego portfolio Audi Sport. RS 6 performance zna wszystkie sztuczki związane z dynamicznym prowadzeniem, prestiżem, luksusem, wyjątkowością oraz posiada 100% DNA Audi Sport, które po prostu dają szczęście i radość. Każdy kto chociaż raz zażył tego doświadczenia, to rozumie w czym rzecz. Jednakże pomimo całkowitej wspaniałości i wybitności modelu ma on jeden niuans. Taki niewinny pstryczek w ramię, jaki czasami widać na siłowni od większego od siebie kumpla. Ten pstryczek ma też nazwę. A określona jest ona dwoma literami – „GT”. Naprawdę ciężko sobie wyobrazić, aby RS 6 performance mogło być jeszcze lepsze. Ale udowodniono, że to możliwe i wykonalne. Wystarczy wymienić zawieszenie pneumatyczne na sportowe RS plus z Dynamic Ride Control (DRC) wstawić fantazyjne siedzenia kubełkowe RS wymienić felgi na jeszcze mocniej wpływające na psychikę (ale uwaga w RS 6 performance są dostępne 22’’ kute 5 ramienne czarne felgi, i ja przy tym wzorze się po prostu rozpływam), zmienić front samochodu dorzucić nowy dyfuzor oraz sporych rozmiarów spoiler, dodać maskę z carbonu oraz umieścić kanały wentylacyjne w nadkolach z przodu. Przy jednoczesnym obniżeniu wagi i utrzymaniu (niestety) tej samej mocy i siły silnika V8. Takie coś nazwano RS 6 Avant GT i powstało w tylko 660 sztukach. Ja miałem okazję podziwiać jak na razie sztukę nr 555. I powiem tylko tyle: oniemiałem z wrażenia. Ale wróćmy jeszcze do wersji performance. Przy wersji GT jest ona skromna w zakresie zwracania uwagi na siebie. RS 6 performance jest mimo wszystko najlepszą i najbardziej uniwersalną wersją wśród wszystkich RS 6. Jej mniej skomplikowany charakter sprawia, że rozkochujesz się w możliwościach tego samochodu praktycznie od pierwszej chwili, gdy przestawisz sportową skrzynię w pozycję D/S+. Wkręcające się na obroty 4.0 V8 w ustawieniach RS performance jest fantastyczno-histeryczne i gwarantuje tony radości oraz hektary pozytywnej energii. Tak bez problemu mogę napisać, że to idealny samochód. Idealny pod każdym względem, idealny pod każdą cechą rozumianą jako definicja sportowego, luksusowego kombi. Jednakże pamiętam pierwszą jazdę performance w ubraniu 6-ki oraz praktycznie za chwilę modelem RS 7 performance. Okazało się, że zalewie o ułamek sekundy na skali radości RS 7 jest bardziej narowiste niż RS 6. Może i to praktycznie niewiele, ale dla takich osobników jak ja, jest to do wyczucia. RS 6 Avant performance to genialny samochód. Ale ten geniusz nie będzie doceniony przez każdego. Dla mnie nadal maksymalna ocena, ale wiem, że w tym samym koncernie potrafią robić jeszcze większe uniwersalne dzieła...

 

Radość z jazdy: 6/5

Gang silnika: 6/5

Reakcje skrzyni: 5/5

Układ hamulcowy: 5/5

Design: 6/5

Silnik (moc i siła): 5,5/5

Wciśnięcie w fotel: 5,5/5 (to przez pamięć względem RS e-tron GT)

Wykonanie wnętrza: 6/5

 

Wycinek najważniejszych danych opisujących model RS6 Avant performance:

3996 cm3, V8 TFSI, 850 Nm, 630 KM, 3,4 s do 100 km/h, quattro

 

 

Serdeczne podziękowania dla:

AUDI City Warszawa

w ramach eventu AUDI DRIVING EXPERIENCE

 

Bartosz Jagodziński

 

Marzec 2025 r. 

 

AUDI RS 6 AVANT GT

To nie tylko samochód, który łączy najlepsze elementy Audi Sport w jednym modelu, ale także samochód, który w swojej innowacyjności, wyjątkowości oraz potencjale jest jednocześnie najbardziej emocjonującą jednostką, jaką Audi wprowadziło do sprzedaży do czasów modelu R8 GT. Wobec tego modelu, ograniczonego tylko do 660 sztuk na światowe rynki ciężko przejść obojętnie. Szczególnie jeśli wiesz, w czym rzecz Audi RS 6 Avant GT to samochód, który przekracza poziom wersji RS 6 performance, ale nie siłą i mocą, lecz rozwiązaniami technologicznymi, w tym sportowym zawieszeniem RS plus z Dynami Ride Control. Zmieniony przód i tył względem modelu RS 6 performance, zmieniona maska (karbonowa), inny wzór felg (22’’), tylny spoiler, wloty powietrze w przednich nadkolach. Widowisko, jakie tworzy GT jest poza granicami, tego co do tej pory i kiedykolwiek Audi Sport wypuściło na rynek. Poziom pochłonięcia przez ten model sięga wspomnianego R8 GT (też było limitowane). W kolorze Mythos black wygląda jak stojący milion Euro. Sadziłem, że w tango red będzie lepsze w odbiorze, ale Mythos black wygrał, bowiem środek przedniego zderzaka okalający Single Frame jest zawsze w kolorze czarnym i w czerwieni wygląda mniej atrakcyjniej niż w całkowitej czerni. Chociaż musiałbym go zobaczyć w realnych warunkach w czerwonym odcieniu, to może znowu zmieniłbym zdanie. RS 6 Avant GT, mimo że kosztuje tyle, ile dobrze wyposażone 911 Turbo S, jest samochodem zdecydowanie bardziej użytecznym oraz bardziej wpływającym na emocje. Jego wygląd manifestuje z jednej strony spokój i opanowanie, ale także niesamowitą energię, adrenalinę, prestiż, moc, odwagę, dynamikę, żywiołowość, siłę. I ani jeden z tych elementów nie są na pokaz, czy w jakiś sposób przerysowane. Naprawdę bardzo dawno nie widziałem takiego emocjonującego samochodu. Nie można mieć złego humoru patrząc na te Audi. Prezentowany na zdjęciach  model to 555 sztuka z 660. Wnętrze to najlepsze rozwiązania Audi Sport, kubełkowe fotele z manualną regulacją z grzaniem, Alcantara, ciemna podsufitka, czerwone pasy bezpieczeństwa i reszta znana z dobrze wyposażonych RS 6 performance. Tak, zarówno w samym aucie, jak i jego wnętrzu można, a wręcz należy się zakochać. Jeśli jesteś fanem modelu RS 6 to doskonale zrozumiesz każde słowo tego materiału. Ten model, choć zrównany mocą i siłą do RS 6 performance, jest zdecydowanie tym, samochodem, o którym można powiedzieć ultimate RS 6. I pomimo, tego, że czułem naprawdę niedosyt podczas jego prezentacji w lutym 2024 r. (właśnie z powodu pozostawienia KM i Nm na niezmienionym poziomie), to jednak w pierwszym kontakcie auto mnie znokautowało, swoim dostojeństwem. Jego minusem jest to, że nie możesz mieć takiego różnorodnego wyposażenia, jakie jest (nawet opcjonalnie) dostępna dla RS 6 czy RS 6 performance, ale tutaj dbamy o wagę samochodu i jego właściwości zwane performance. Napiszę to tak: samochód rozwala system. Podobnie jak kilka lat temu BMW M5 CS, z tym, że te Audi robi to w jeszcze mocniejszy sposób. I właśnie dla takich wyjątkowych samochodów warto zajmować się motoryzacją! Ten cukiereczek to prawdziwe dzieło sztuki użytkowej, które w każdym z 660 wcieleń będzie dawać ten sam poziom szczęścia, zadowolenia, radości. Wyjątkowość tego samochodu nie podyktowana jest mocą, jak w przypadku M5 CS, ale rozwiązaniami technologicznymi oraz zmienionym zawieszeniem. To tak, jakby ktoś zebrał ogromne doświadczenie życiowe i wykorzystał je (ale tylko najlepsze i sprawdzone rozwiązania) do stworzenia nowej, lepszej wersji siebie. I właśnie takie jest te GT, jest lepszą wersją RS 6 performance i najlepszym RS 6 ever made. Koniec.

 

Serdeczne podziękowania dla Audi City Warszawa za szczegółową i profesjonalną prezentację modelu.

 

Audi City Warszawa

pl. Trzech Krzyży 10/14

00-499 Warszawa

 

Bartosz Jagodziński

 

Marzec 2025 r.

V8Speed

kontakt

tel. +48 693 396 623

v8_speed@wp.pl

@V8S1Speed

facebook.com/V8S1Speed